Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psycho's love. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psycho's love. Pokaż wszystkie posty

9 sierpnia 2022

Psycho's love – rozdział 7

 .


Midoriya otworzył lekko usta, gdy ujrzał ogromną łazienkę wykonaną w nowoczesnym stylu. Pomieszczenie wyglądało świetnie. Ciemne kafelki z szarymi elementami na ścianie i białe kafelki spełniały wszystkie warunki, aby dawać wrażenie dopiero co wyremontowanej toalety. Na środku znajdowała się wanna, na której nie zauważył warstwy kurzu. W jednym z kątów umieszczony był prysznic z ciemnymi szybami. Niedaleko znajdowała się umywalka z szafkami. Całość była dopełniona różnymi dekoracjami, a w tym świecami, które całkiem niedawno musiały zostać zapalone.

— Podoba się? — zapytał Bakugou, obejmując rówieśnika wokół pasa. — Jest tylko twoja. Specjalnie dla ciebie ją przygotowałem. 

— J-Jest świetna… — szepnął Izuku, czując jak pot spływa po jego czole i policzkach. 

— Mówisz szczerze? — Zadał kolejne pytanie blondyn, zaciskając mocniej dłoń na biodrze Midoriyi. W odpowiedzi usłyszał jęk. Katsuki przygryzł dolną wargę, co nie umknęło uwadze jego ofierze.  

Izuku z pełną premedytacją, ale jednocześnie strachem spojrzał w dół. Wprost na wybrzuszenie spodni Bakugou. Bohater drgnął, gdy uświadomił sobie, że ta sytuacja nie jest żadnym żartem. 

— Rozbieraj się — warknął Katsuki i popchnął rówieśnika w stronę wanny. — Nalej sobie ciepłej wody. Nie próbuj uciekać — ostrzegł — bo zajmę się naszym płaczącym problemem już na dobre. 

— D-Dobrze… — odparł Midoriya. 

Podszedł do wanny, zakręcił korek i zaczął lać wodę. Chwilę później poczuł na ramieniu dłoń, a przy uchu oddech. 

— Jesteś cudowny, Deku… 

Komentarz Bakugou sprawił, że twarz rówieśnika przybrała barwę dojrzałego pomidora. Chłopak stał się wręcz niebywale otwarty! Dłoń blondyna zaczęła sunąć po ramieniu w dół. Zatrzymała się dopiero na zapięciu spodni Izuku. Ofiara porwania drgnęła, gdy Katsuki zaczął rozpinać pasek dżinsów. 

— Z-Zrobię to sam… — szepnął, ale wzrok Bakugou zdradzał, że nie chce słyszeć żadnych sprzeciwów.

Deku zacisnął powieki, oczekując dotyku rówieśnika na intymnych częściach ciała. Minęło parę chwil zanim się zorientował, że Katsuki niżej dłonią już nie zszedł. Zdziwiony bohater spojrzał na wannę. Była już prawie cała napełniona. Piana zakrywała jednak jej taflę. Chłopak rozejrzał się po łazience, ale porywacza nie było w niej. Niemal natychmiast Midoriya podszedł do okna, chcąc jak najszybciej uciec z tego szalonego miejsca. Nie było jednak klamek, więc bezgłośna ucieczka nie wchodziła w rachubę. 

— Kurwa — jęknął, rozglądając się po pomieszczeniu.

Szukał jakiejkolwiek rzeczy, którą mógł rzucić w szkło, by to następnie roztrzaskało się na małe kawałki. Chłopak uśmiechnął się pod nosem, gdy zauważył słuchawkę od prysznica… Tylko tyle by wystarczyło, aby był w pełni wolny… Nim jednak zdążył rozmontować urządzenie… Przypomniała mu się przerażona mina Minety – osoby, która w gruncie rzeczy chciała go porzucić. 

Midoriya przygryzł dolną wargę. Co byłby z niego za bohater, gdyby zostawił przyjaciela w potrzebie? Ze spuszczoną głową odłożył słuchawkę na miejsce. Uklęknął przy wannie, tępo patrząc się na kafelki. Nie mógł inaczej postąpić… To byłoby wbrew jego przekonaniom… Ale przecież Mineta wcale o nim nie myślał, gdy Bakugou przetrzymywał ich w piwnicy… Więc dlaczego on, Izuku Midoriya, musiał zgrywać bohatera w takiej chwili? 

Zwrócił wzrok w stronę wanny. Długo się nie zastanawiał. Ściągnął dolną warstwę ubrań, po czym z pustym spojrzeniem zanurzył się w gorącej wodzie. Dawno nie czuł już takiej przyjemności. Mieszkanie z matką wyglądało inaczej – oszczędzali nawet na tym, aby nie zużyć zbyt dużej ilości wody… A teraz wcale nie musiał się o to martwić. 

Leżał zanurzony niemal po same uszy, korzystając z możliwości długiej kąpieli… Zdecydowanie mógłby leżeć tak bez końca… 

Ale czy przypadkiem nie zapomniał o czymś ważnym?



1 sierpnia 2022

Psycho's love – rozdział 6

 .


— Oszalałeś! Kompletnie oszalałeś! — wrzasnął Mineta, kręcąc się we wszystkie strony. — Dlaczego miałbym sypiać z Midoriyą! — Po jego policzkach spłynęły ogromne łzy. — Przecież nie jestem gejem! Nie wiem, co on robi, ale ja w takich rzeczach na pewno nie biorę udziału!

Bakugou zmarszczył brwi, po czym uderzył pięścią w twarz spanikowanego rówieśnika. Gnojek. Może i Minecie nie podobali się mężczyźni, ale to nie oznaczało, że nie mógł próbować nowych rzeczy. Choć w tym przypadku wypadało mu wierzyć.

— Zostaw go, Kacchan…

Drżący głos uwięzionego bohatera sprawił, że Katsuki spojrzał na niego ze zmartwioną miną. Zaraz podszedł do przyjaciela i przybliżył jego głowę do swojego torsu. Blondyn nigdy nie okazywał uczuć… A jednak tym razem zrobiło mu się żal ukochanego, który za wszelką cenę chciał uchronić Minetę przed niebezpieczeństwem. Żałosne. 

— Przecież on jest dla nas przeszkodą, Deku… — mruknął Bakugou, ściskając trochę mocniej zielone włosy. — Nie mogę pozwolić na to, aby ktoś taki jak on stanął między nami! 

— Ale mnie i jego nic nie łączy… Naprawdę…

— Wiem! — krzyknął Katsuki, po czym gwałtownie odsunął się od rówieśnika. Przyłożył do ust nóż, który zaraz zaczął nerwowo gryźć. — Wiem, kurwa! Nie trzeba mi pięćdziesiąt razy powtarzać! 

— To dlaczego?! — wrzasnął Mineta. — Ja wcale nie muszę przyjaźnić się z Midoriyą! Mogę odejść i zostawić go tobie! Więcej się z nim nie skontaktuję! — Uśmiech pojawił się na twarzy Minoru, ale nikomu nie umknął też pot, który pojawił się na buzi. — To nie jest dla mnie coś trudnego! Po prostu przestanę z nim rozmawiać!

Izuku przygryzł dolną wargę, a śmiech Bakugou rozniósł się po pomieszczeniu. Mineta już nie miał żadnych skrupułów! Martwił się tylko o swoje życie i dobro! 

— Jesteś prawdziwym sukinsynem, Mineta! — krzyknął Katsuki, szczerząc się od ucha do ucha. Odłożył nóż na półkę, po czym podszedł do Deku. — Taką kurwę nazywasz przyjacielem? — Zbliżył swoją twarz do ukochanego. — Widzisz, ludzie w obliczu niebezpieczeństwa pokazują swoją prawdziwą twarz. 

— Po prostu go wypuść… — jęknął Midoriya i odwrócił głowę w stronę ściany. Jego oczy były zaszklone. Chciał płakać, ale za wszelką cenę się powstrzymywał. 

— Widzisz! Nawet twój ukochany chce, abym odszedł… Nie będę wam przeszkadzał! Możesz mi uwierz… 

— Nie wytrzymam zaraz. Zamkniesz się wreszcie? — Bakugou spojrzał na Minoru. — A może powinienem ci w tym pomóc? — Związany chłopak zastygł w miejscu. — Albo mam lepszy pomysł! — Uradowany Katsuki wskazał palcem na Deku. — To on się zajmie uciszaniem ciebie! Sam nigdy by tego nie zrobił, ale jakoś mu w tym pomogę. 

Mineta zamarł. Zwrócił przerażony wzrok na Deku, ale ten w odpowiedzi spuścił głowę. Po policzkach Minoru spłynęły kolejne łzy. Nie krzyczał. Ugryzł się w język, wiedząc, że już nic mu nie pomoże. 

— Zostaw go, Kacchan… Zostanę z tobą i nie ucieknę. Przyrzekam. Będę tylko twój… Ale już go zostaw… 

Głucha cisza zapadła w pomieszczeniu. Co jakiś czas przerywało ją głośne wciąganie nosem smarków przez niewysokiego nastolatka. Po paru minutach Bakugou wreszcie się ruszył. Podszedł do Midoriyi, a następnie złożył na jego czole delikatny pocałunek. W ustach poczuł słony smak potu. Skrzywił usta, po czym uwolnił chłopaka z więzów, które go łączyły z krzesłem. W tym momencie miał sznury związane jedynie wokół nadgarstków. 

— Lepiej nic nie odpierdalaj – syknął wściekły Bakugou, spoglądając z boku na Minetę. — Za niedługo będziemy i wtedy zdecyduję, co z tobą zrobię. 

— G-Gdzie idziecie?! — krzyknął przerażony nastolatek, wiercąc się na swoim krześle. — Nie zostawiajcie mnie tu!

— G-Gdzie idziemy K-Kachan? — Izuku zignorował krzyki przyjaciela. 

— Nie mogę pozwolić, abyś chodził brudny.




23 lipca 2022

Psycho's love – rozdział 5

 .


Powoli zaczął otwierać oczy. Czuł ogromny ból głowy. Obraz pomieszczenia w którym się znajdował, lekko wirował. Midoriya nie wiedział, gdzie jest ani co się tak właściwie wydarzyło. Chłopak spróbował się poruszyć, jednak jego ruchy były ograniczone przez liny. Ktoś go związał. Starał się wyswobodzić, lecz po kilku próbach nie dał rady. Nie potrafił sobie przypomnieć wydarzeń sprzed paru godzin. 

— Halo… — Zaczął cichym i słabym głosem. Nie miał na nic siły. — Halo… Czy ktoś tu jest…? Pomocy… Pomocy!

— Nie krzycz tak… — odpowiedział mu dziwnie znajomy głos. Zaczął sobie przypominać niektóre rzeczy. Przed oczami miał właśnie obraz, jak witał się z Minetą. — Głowa mi pęka. 

— G-Gdzie my jesteśmy? — zapytał Midoriya. Wciąż lichym spojrzeniem starał się ogarnąć miejsce, w którym się znajdowali. Piwnica. Niestety chłopak nie widział żadnego wyjścia. — Co się stało?

— Nie wiem… Ale to Bakugou… Przyszedłem do niego i nagle użył swojego Daru. Chwilę później ocknąłem się w tej piwnicy. Skrępowany linami. Nie wiem co się dzieje. Boję się, Midoriya. 

— Bakugou? — Powtórzył zdziwiony. 

Dopiero teraz zaczął sobie przypominać wydarzenia poprzedniego wieczoru. Spędzał ten czas z rówieśnikiem, który zaprosił go na kolację w ramach podzięki za to, że był u Izuku w domu. Dlaczego tak się zakończyło to spotkanie? Przecież nic nie zrobił… 

Dźwięk otwieranych drzwi zwrócił uwagę skrępowanych chłopaków. To w suficie znajdował się otwór, aby wejść do pomieszczenia. Zaraz obok była rozsuwana drabina. Więźniowie na tą chwilę nie mieli jak uciec. Co dziwne – nie mogli również używać swych Darów. 

— Widzę, że wreszcie się ocknęliście. Nie mogłem się doczekać — skomentował blondyn, wchodząc do ciemnej piwnicy. Rozejrzał się po pokoju i zaświecił światło. Nagły blask sprawił, że oczy przetrzymywanych mimowolnie się zamknęły. 

— Zgaś to, błagam! — krzyknął Mineta. 

— Dlaczego to robisz, Ka-cchan? — zapytał od razu Deku. Starał się otworzyć oczy, lecz nie wychodziło mu to. — Czy my ci coś zrobiliśmy? — Głos chłopaka załamał się, a w oczach pojawiły się łzy. Nie mógł użyć swej zdolności. Poczuł się kompletnie bezradny. — Wypuść nas. Nigdzie tego nie zgłosimy… Naprawdę. 

— Zamknijcie się wreszcie. Nikt was o zdanie nie pytał — warknął Bakugou, po czym przesunął wolne krzesło, by znaleźć się naprzeciwko rówieśnikom. Wpatrywał się w zielone, drżące oczy. — Deku… Oj, Deku…

— Czego o-od nas chcesz? — Minoru nie mógł się powstrzymać od zadania tego kluczowego pytania. — P-Przecież nie jesteśmy… nikim… ważnym. 

— Mylisz się, Mineta, oj, mylisz — westchnął Katsuki, obserwując twarz zestresowanego malca. — Jesteś dla mnie ogromnym zagrożeniem. 

— A-Ale jak to… 

— On naprawdę jest nieszkodli…

— Nie wtrącaj się, Deku! — Krzyk Bakugou sprawił, że obydwaj ucichnęli. Ciszę przerwał jednak dziwny odgłos. Czerwone i zielone oczy zwróciły uwagę na spodnie najniższego. — Ja pierdolę, jeszcze się zlał.  

Midoriya zlustrował niskiego przyjaciela przerażonym spojrzeniem. Współczuł mu, że nie mógł powstrzymać swego strachu, ale jednocześnie nie dziwił mu się. Katsuki wyglądał… jak psychopata. Zresztą – jego zachowanie wskazywało na to, że nie był zdrowy psychicznie. A może był socjopatą? Wcześniej ukazywał sadystyczne pobudki, ale Izuku zlekceważył zauważone przez siebie znaki. Mógł wcześniej zareagować… Może teraz nie siedziałby w piwnicy skrępowany? Całkowicie bezbronny… Bez możliwości użycia swego Daru… 

— J-Ja chcę do mamy…! — krzyknął Mineta.

Zapach moczu rozniósł się po pomieszczeniu. Niesmak pojawił się na twarzy Bakugou, natomiast chłopak o zielonym kolorze włosów starał się nie reagować. Nie chciał dokładać rówieśnikowi problemów i zaburzyć jego samoocenę… 

— Wkurwiasz mnie! — warknął Katsuki, po czym uderzył pięścią w ścianę. — Nic w życiu nie robisz! Tylko kręcisz się na okrągło wokół Deku! Stoisz zdecydowanie za blisko… Powinieneś dać sobie spokój! — Zaczął się nerwowo poruszać, a z jego dłoni wydobywały się niewielkie wybuchy. — Kurwa mać! Jesteś taką cholerną przeszkodą. 

— Dlaczego za blisko mnie? — Midoriyi nie umknęło jedno ze zdań dawnego przyjaciela. — Nie rozumiem o co ci chodzi…

— Przyznaj się, że ze sobą sypiacie! 



Od Autorki: Jest i kolejny rozdział Psycho's love. Mam nadzieję, że cieszycie się tak bardzo jak ja... Ale poza tym mam dla was lepszą wiadomość!
Wreszcie utworzyłam swoją szabloniarnię: infinite-graphic.blogspot.com
Mam nadzieję, że do niej zajrzycie!

16 kwietnia 2022

Psycho's love – rozdział 4

 


Przygryzł dolną wargę. Z iskierkami w oczach spoglądał na stół. Przygotował wszystko najlepiej, jak tylko potrafił. Piękny, biały obrus. Dwa kieliszki oraz jedno z lepszych czerwonych win. Jedzenie właśnie piekło się piecu. Bakugou jeszcze tylko szybko wyciągnął sztućce oraz talerze. Na szczęście nie zajęło mu to dużo czasu, doskonale znał zasady savoir vivre. Musiał je poznać już wcześniej. Przydały się nie raz. 

— Idealnie — westchnął z uśmiechem. 

Był zadowolony swoją pracą. Przygotowania trwały w końcu od samego rana. Dodatkowo jeszcze kupił nowy garnitur. Musiał pokazać się z jak najlepszej strony i uwieść tego wkurwiającego Deku. Na samą myśl o ostrym seksie, stanął mu. Uśmiechnął się pod nosem, po czym przyjechał po wargach palcem. Ślina lekko mu poleciała. Podniecała go wizja Midoriyi, który przesiadywałby w jego domu. 

— Ale będę go pieprzył!

Dzwonek do drzwi przywrócił go do porządku. Dłonią przejechał po wybrzuszeniu spodni. Musiał się jak najszybciej uspokoić. Na szczęście w jego przypadku nie było to tak trudne. 

Bakugou podszedł do wejścia. Nabrał powietrza do płuc, po czym powoli wykonał wydech. W głowie wciąż przewijały mu się różne obrazy gorącego seksu z Midoriyą. Był tak podniecony, ale musiał zachować trzeźwość umysłu. Niestety może mu jeszcze trochę zająć przekonanie rówieśnika do swojej osoby. Jednakże zrobi wszystko, by go zdobyć i mieć tylko dla siebie. 

Gdy wreszcie nacisnął na klamkę, ujrzał przed sobą zarumienioną twarz Deku. Ubrany był w zwykły dres, nic specjalnego. Blondyn zacisnął pięści, wyobrażał go sobie w garniturze. To miał być romantyczny wieczór. Będzie musiał wymierzyć karę Izuku. Jeszcze nad tym pomyśli. 

— Cześć… — Midoriya zmieszał się, gdy ujrzał uroczysty strój gospodarza. Podrapał się z tyłu głowy. — Spodziewasz się jeszcze kogoś? To może trochę jutro przyjdę?

— Spokojnie, nie będziesz przeszkadzał. Muszę… — Bakugou przerwał na chwilę i pozwolił rówieśnikowi wejść do mieszkania. — Muszę tylko dowiedzieć się, czy ta osoba na pewno przyjdzie. 

— To chyba ktoś wyjątkowy… 

— Mhm… Gość specjalny — odpowiedział blondyn z szerokim uśmiechem. — Nie pożałujesz dzisiejszego wieczoru. 

Midoriya zmarszczył brwi, ale bez komentarza przeszedł tylko do salonu. Gospodarz kroczył tuż za nim, był ciekawy reakcji gościa. Przecież tak bardzo się starał, aby wieczór wypadł idealnie. 

— Co powiesz?

— Super to wygląda! 

Bakugou zarumienił się lekko. Doceniono jego starania. Jeszcze bardziej miał ochotę się teraz rzucić na tego chłopaka. Znów ślina lekko spłynęła po jego podbródku. Szybko ją starł. Nie mógł sobie pozwolić na żaden błąd. W planach przecież miał jeszcze wyjątkowy występ. 

— Myślę, że gość będzie za parę minut. 

— Ach, to trzeba uszykować jeszcze jedną porcję — skomentował Izuku, spoglądając na Katsukiego z błyskiem w oczach. — Mam nadzieję, że twój wieczór się uda. Chyba, że mam się gdzieś skryć. 

— To ty jesteś gwiazdą wieczoru… — szepnął blondyn. 

— Mógłbyś powtórzyć? 

— Och, słyszysz?

Pytanie Bakugou zmieniło temat, co nie umknęło uwadze Izuku. Ale teraz już wszystko było jedno… Nie było już ucieczki. Gdy tylko Katsuki zamknie drzwi za gościem specjalnym, już nikt nie wyjdzie z tego domu. 

— Hej — odezwał się blondyn, gdy przez próg mieszkania wszedł znajomy. 

— O, hej, Mineta! 

Krzyk Midoriyi został stłumiony przez wybuch. 



Od Autorki: Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo się cieszę, ż K. postanowiła dołączyć do załogi Unravel the Freedom! Od razu tworzy się lepiej, szybciej i przyjemniej, gdy jest nas więcej! Dzięki temu macie też dość często nowe posty! Jestem naprawdę bardzo szczęśliwa <3

17 marca 2022

Psycho's love – Rozdział 3

 


Bakugou x Midoriya || Boku no Hero Academia

— R-Rozgość się, Kacchan. 

Chłopak rozejrzał się po pomieszczeniu. Salon nie był szczególnie duży. Tuż przy drzwiach znajdowała się stara kanapa, a przed nią lekko zniszczony stolik. Naprzeciwko stał ogromny regał z przeróżnymi książkami. Midoriya lubił czytać. Gdyby tylko Bakugou o tym wiedział, skusiłby się na zakupienie rówieśnikowi jakiegoś tomu lubianej przez siebie serii o Komisarzu Dezakim. To z nich wyciągnął brutalne sposoby na zabicie człowieka. 

— Kawę, herbatę? — zaproponował gospodarz, stojąc w przejściu prowadzącym zapewne do kuchni. Mieszkanie było naprawdę małe… ale co się dziwić, przecież była to tylko kawalerka. 

— Kawę — odpowiedział Bakugou, po czym usiadł na sofie.

Zaczął czytać autorów książek. Większość z nich kojarzył. Były to powieści detektywistyczne, a także o tematyce fantasy. Nie lubił gatunku, który tworzył wymyślone stworzenia czy nadprzyrodzone moce. Każda książka powinna być oparta na faktach i nauce. 

— Dziękuję, że chcesz mi pomóc szukać Tsukumi. — Midoriya podrapał się z tyłu głowy. Spoglądał smętnym wzrokiem na kubek gorącego napoju, który zaraz podał blondynowi. — Bardzo mi zależy na tym, żeby ją odnaleźć…

— Podoba ci się?

Pytanie Bakugou sprawiło, że obydwoje poczuli się niezręcznie. Gdyby emocje miały swoje barwy, Katsuki byłby spowity czerwoną poświatą. Zacisnął mocno pięści. Nie mógł już słuchać o tej dziewczynie… jej i tak już nie ma. 

— Wiesz… Była ze mną dopiero na jednym spotkaniu… — Izuku usiadł obok. — Ale chyba… trochę. Martwię się bardzo… Nie wiem czy można mylić te dwa pojęcia. 

— Yhym… — odpowiedział blondyn. Upił pierwszy łyk gorącego napoju. — Spróbujmy poszukać. Tylko nigdy nikogo nie szukałem. Nie wiem od czego zacząć. 

— Może państwo Asui wpuszczą nas do jej pokoju. 

— Policja nie zaczęła się tym jeszcze interesować? — zapytał Bakugou, obserwując wciąż smutną twarz rówieśnika. Powoli zaczęło mu to działać na nerwy. Mogliby zmienić temat i byłoby po problemie. — Sporo czasu minęło od jej zniknięcia. Może nic jej się nie stało? Po prostu… uciekła?

— Nie… — szepnął Izuku, spoglądając na stolik. Zaczął obgryzać paznokcie. — Dobrze spędziliśmy razem wieczór. Nie wyglądała, jakby chciała uciec… Jakby coś planowała… 

— Nie zawsze na pierwszy rzut oka widać takie rzeczy — westchnięcie sprawiło, że Deku spojrzał na ziemię. — Może nawet ja nie jestem taką osobą za jaką mnie uważasz. 

Midoriya wstał od stołu, po czym udał się do kuchni. Nim wyszedł z pomieszczenia, Bakugou zdążył rozejrzeć się po salonie. Przejrzał parę książek, które były nieco wysunięte. Nic szczególnego. Jego uwagę przykuło dopiero odwrócone zdjęcie. Sięgnął po ramkę, by następnie spojrzeć na sam obrazek. 

To była rodzinna pamiątka. Deku stał przy matce, trzymając ją za dłoń z ogromnym uśmiechem. Twarz kobiety była jednak przekreślona paroma krzyżykami. Jakby ktoś chciał pokazać, że jest martwa. 

Bakugou przygryzł dolną wargę. Sam zabijał… lecz nigdy nie tknął by kogoś tak bliskiego Izuku. Blondyn zacisnął mocno pięści. Ale czy to na pewno było morderstwo? Może sama się zabiła i bohater obwinia ją o śmierć. A może… Katsuki nie wykluczał zabójstwa matki przez Midoriyę. 

Wtedy obydwoje mieliby na swoich rękach krew… 

Uśmiechnął się pod nosem. Poczuł napływające podniecenie. Wizja popełniania wspólnie przestępstw stała się dla niego przyjemnym obrazem. 

Choć zabił Tsukumi z zazdrości, to sam akt obudził w nim żądzę zabijania… 

Ale mimo wszystko to Deku był dla niego najważniejszy. Kochał go ponad życie i nie chciałby stracić możliwości widzenia z nim. Nikt go nigdy nie złapie za morderstwo… ze szczególnym okrucieństwem… tej ropuszej dziewczyny. W końcu zrobił to ze względu na miłość. 

— Coś się stało? — Pytanie zadane przez Izuku sprawiło, że Bakugou odłożył rodzinne zdjęcie gospodarza na poprzednie miejsce. — Nie chcę o tym rozmawiać. Przepraszam. 

— Kiedy to się stało? 

— Parę tygodni temu. Proszę, nie pytaj o więcej. 

Bakugou zacisnął pięści. Nie lubił niepewności, ale wiedział, że jeśli zacznie drążyć, to Deku będzie miał go naprawdę dość. Znów napił się kawy. Ten napój go uspokajał. Lubił spożywać małą czarną, bo sprawiała, że lepiej mu się myślało. 

— A-Ale wracając do Asui… — krzyknął zza kuchni Izuku. — Um… Głodny jesteś?

Nie, ropuchy już mi się zbrzydły…, pomyślał zirytowany. Oczywiście nie był kanibalem, ale miał dość ciągłego rozmawiania o Tsukumi. Była martwa… Mogliby już dać sobie z nią wszyscy spokój. Zaraz go kurwica weźmie. 

— Trochę — odpowiedział ze sztucznym uśmiechem. — Coś słodkiego może? 

— M-mam roladkę ze śmietaną… — odparł zaraz Deku. Nie minęło nawet pięć minut, a ciasto już leżało równo pokrojone na stoliku. — Mam nadzieję, że będzie ci smakowało… Ostatnio kupiłem, bo myślałem, że… a w sumie nie ważne. 

— Ważne… Powiedz mi… — Katsuki starał się mówić spokojnie, ale wewnątrz czuł jak się w nim buzuje. Pewnie znów chodziło o tę cholerną Asui. Miał już tego wszystkiego po dziurki w nosie. 

— Nie chcę, naprawdę… Źle się czuję, kiedy o niej mówię — mruknął Deku, po czym wziął jeden kawałek ciasta. — Moje ulubione. Mama nauczyła mnie piec tą roladę z bitą śmietaną.

— To super.

— Nie skosztujesz? — zapytał ze smutkiem w oczach. 

Bakugou uśmiechnął się. Oczywiście wymuszone zachowanie sprawiło, że Izuku spuścił wzrok na ziemię, ale odebranie ciasta od razu poprawiło mu humor i poczuł się pewniej. 

— Dziękuję — szepnął blondyn. 

Każdy kawałek jadł z niechęcią. Nienawidził słodkiego, sam nawet nie wiedział czemu zaproponował deser. Gdyby mógł, najchętniej jadłby samo mięso i tłuszcz. Potrzebował dużo siły a nie pustych kalorii. 

— Smaczne — powiedział Bakugou, gdy wreszcie dojadł roladkę do końca. 

— Mam nadzieję, że jesteś szczery — westchnął Deku. 

— Nigdy bym cię nie okłamał — odpowiedział Katsuki. 

Siedzieli obok siebie, spoglądając z niepewnością na drugę osobę. Gdyby tylko Bakugou mógł – z chęcią rzuciłby się na rówieśnika i sprawił, że byłby jego. Och, jak bardzo pragnął tego cholernego Deku. 

Poczuł jak jego penis znów robi się twardy. Chciałby, żeby Izuku był mocno zdominowany… i tylko jego do cholery jasny. 

Tsukumi wszystko zniszczyła. Gdyby nie ona, Bakugou wcale nie musiałby jej zabijać. Wystarczyło nie zbliżać się do Midoriyi. Czy to jest tak trudne do wykonania? 

Uśmiech pojawił się na twarzy Katsukiego. 

Tak, Deku musiał być jego. 

— Mógłbyś przyjść do mnie jutro? 





8 stycznia 2022

Psycho's love – Rozdział 2

 


Wtapiał się w tłum. Kroczył wśród ludzi i nikt nie byłby w stanie stwierdzić, że jest mordercą. Wybuchowy charakter odziedziczył po matce – tak usprawiedliwiano jego agresywne zachowanie. Nigdy nie popełnił błędu. Nie przyłapano go na popełnianiu przestępstwa. Dzięki aluzji bycia bohaterem,  ukrywał swoje prawdziwe oblicze. Mógł na spokojnie prowadzić życie, tak jak do tej pory. A on jeszcze miał sporo rzeczy, które ułożył sobie za cel i musiał je zrealizować. 

Bakugou stał nad świeżo położoną trawą. Kopał dziurę parę nocy z rzędu. Musiał ukryć okropne ciało ropuszej dziewczyny. Ukrycie wszystkich śladów zbrodni stanowiło w tej chwili dla niego absolutny priorytet. Żałował jedynie, że nie mógł pozbyć się ciała w inny sposób. Gdyby niósł przez całe miasto worek z folii polietylenowej, stałby się pierwszym podejrzanym.

Z tej przyczyny wybór padł na zakopanie zwłok. Robił to starannie. Zawsze miał na sobie rękawice, a także za duży rozmiar butów. Nie mógł pozwolić sobie na pomyłkę. Wszystko przebiegałoby prościej, jeśli kopałby na swoim podwórku. Postanowił to jednak zrobić ulicę dalej. Na cmentarzu. Zawsze pod osłoną nocy. Oświetlać jego – i tak przysłoniętą — twarz mogły wyłącznie światła zniszczy o różnych barwach. 

— Gdybyś tylko mnie posłuchała, do niczego by nie doszło — westchnął, spoglądając na świeżą trawę, gdzie jeszcze niedawno wrzucał martwe zwłoki. — Ostrzegałem cię, żebyś się do niego nie zbliżała. Dlaczego mnie nie posłuchałaś? 

Bakugo zacisnął mocno pięści, a następnie podszedł do losowego nagrobka, by zmówić modlitwę. Musiał zachować pozory osoby normalnej – przyszedł odwiedzić zmarłego członka rodziny. Tyle. Wystarczyło dobrze grać. Przeżegnał się, po czym odszedł spokojnym krokiem w stronę samochodu. 

Odblokował ekran telefonu. Aplikacja śledząca Deku wskazywała właśnie pobliską restaurację. Katsuki uśmiechnął się pod nosem, po czym z impetem uderzył o kierownicę. Na szczęście nie uszkodził wynajętego auta. 

— Dlaczego musisz mi to robić, Deku? — zapytał wkurzony. 

Niestety, chłopak o kręconych, zielonych włosach nie przebywał w knajpie sam. Po raz kolejny spotkał się z kimś innym. Zachowanie Midoriyi stawało się uciążliwe. Wszystko zaczynał utrudniać. Chodził gdzie i z kim chciał. Nie myślał o izolacji od znajomych, a po zaginięciu Tsukumi powinien zaszyć się w swoich czterech ścianach. 

Podjechanie pod restaurację zajęło zaledwie dwie minuty. Bakugo oparł się o siedzenie samochodu i przysłonił twarz czapką z daszkiem. Było wyjątkowo gorąco. Och, gdyby tylko mógł wybrałby się na basen z Izuku… Z chęcią by pooglądał jego nagie ciało.

Minęła zaledwie chwila, kiedy usłyszał pukanie o szybę. Zdziwiony – albo i nie – ujrzał przy pojeździe rozpromienioną, ale jakby nieco zmęczoną twarz Deku. Wyjątkowo łatwo dawał się złapać. 

— Co tam? — zapytał Bakugou, wychodząc z samochodu. 

Dopiero teraz zauważył stojącego przy rówieśniku Minetę. Przygryzł dolną wargę. Nie było w planach podjechania po dwójkę. Zresztą miał dopiero co proponować „podwózkę”.

Wypuścił powietrze z ust. Pociągnął nosem niezadowolony. Najchętniej to odpalił by sobie w tym momencie papierosa. Zaciągnął by się dymem, po czym wypuścił by go prosto w twarz Deku. Ten zniesmaczony tylko by odkaszlnął… 

Ale nie! Nie dość, że rzucił przez niego palenie, to znów nic nie szło według wcześniej ustalonego planu. Kurwa, kurwa, kurwa! 

— C-Cześć Kacchan. 

Zestresowany głos Midoriyi sprawił, że blondyn uspokoił się. Katsuki patrzył na rówieśnika, a dłonie bezwiednie powodowały niewielkie wybuchy. Na szczęście bohaterowie tego nie zauważyli. Na buzię Bakugou wdarł się niewielki uśmiech. Ach, jak wypowiedzi Izuku działały na niego kojąco. 

— Cześć, Bakugou. Mógłbyś nas podwieźć do miasta? — Tym razem pytanie zadał Mineta, a kierowca nie popełnił błędu. Nie dał się sprowokować. Mimo iż miał ochotę naskoczyć na kurdupla, powstrzymał się.  

Katsuki uśmiechnął się w odpowiedzi i kiwnął ruchem głowy. Gdy niewielkie ciało zniknęło z zasięgu jego wzroku, spojrzał na powoli kroczącego w stronę tylnych siedzeń, Deku. 

— Usiądź z przodu — zarządził.

Na szczęście nie musiał długo walczyć o dominację. Izuku posłusznie usiadł tuż obok niego. Bakugou objął wzrokiem lusterko, by wiedzieć, co dzieje się tuż za nim. Mineta żuł gumę i patrzył przez okno na ludzi sunących po ulicach. Przynajmniej nie był zbyt zainteresowany kierowcą. 

— C-Coś tutaj robiłeś? — zapytał Midoriya, nerwowo bawiąc się palcami. Stres chłopaka wpływał na blondyna kojąco. — Masz nowy samochód?

Katsuki zacisnął mocno na kierownicy dłonie. Pierwszy błąd. Wynajętym pod zbrodnię pojazdem, jechał właśnie z Izuku. Zapomniał zmienić auta. Znów spojrzał na lusterko, lecz tym razem nieco nerwowo. Mineta rozglądał się po wnętrzu. Chciał zapamiętać wszystkie szczegóły? 

— Tak… Nowy — mruknął.

Starał się nie spuszczać wzroku z Minoru, ale jadąc samochodem było to wyjątkowo trudne. Mimo wszystko rówieśnik sprawiał wrażenie, jakby po prostu podobał mu się pojazd. Na pewno niczego się nie domyślał… Na pewno… 

— Kurwa — syknął Bakugou i zatrzymał się na uboczu. — Pozwolicie, że wejdę jeszcze do sklepu. Zapomniałem czegoś kupić. 

Bohaterowie spojrzeli na siebie, po czym zgodnie kiwnęli. Nie spodziewali się żadnej zasadzki. Bakugou miał nad nimi przewagę. Mógł zaplanować przebieg dalszej przejażdżki. Przemyśleć ją. Dwójka pasażerów natomiast jedyne na co mogła sobie pozwolić, to luźna rozmowa w samochodzie, oczekując na powrót kierowcy.

Po paru minutach wreszcie dojechali pod sklep spożywczy z różnymi artykułami. Bakugou zatrzasnął drzwi samochodu. Wymacał w kieszeni portfel. Dobrze, że nie zostawił go w pojeździe. Znajdowało się w nim przekreślone zdjęcie siostry Tsuyu. Za niedługo będzie musiał się go pozbyć. 

Bez pośpiechu zwiedził korytarze spożywczaka. Znalazł wreszcie odpowiedni artykuł. Wziął go do ręki bez wahania. Poza tym wziął do koszyka również cztery świeczki i składniki, które przydadzą mu się do zrobienia kolacji. Na szczęście zdążył wszystko przemyśleć.

Spojrzał z wnętrza budynku na samochód, gdy stał już w kolejce. Mineta stał na zewnątrz i próbował wyrwać nieznajomą laskę. Bakugou zacisnął pięści. Obrzydliwe. Minoru próbował zwrócić na siebie uwagę kogokolwiek. Szkoda, że to właśnie z nim Izuku wolał przebywać. 

Po zapłaceniu za artykuły Katsuki wrócił do pojazdu. Reklamówkę z zakupami włożył do bagażnika. Mineta zdążył w tym czasie wsiąść na wcześniej zajmowane miejsce. 

— Gdzie was podwieźć? — zapytał Bakugou, odpalając silnik. — Pod dom? — Spojrzał kątem oka na kurdupla. — Czy dzisiaj coś planujecie? 

— Ja uciekam zaraz — westchnął Minoru i wzruszył ramionami. — Ale nie wiem jak Midoriya. 

— J-Ja… — szepnął niepewnie, spoglądając to na blondyna, to na własne kolana. — J-Jeśli chciałbyś mi pomóc… — Przerwał na chwilę i podrapał się z tyłu głowy. — Chcę poszukać Tsukumi. 

Bakugou drgnął. Kolejna przeszkoda… ale niekoniecznie błąd. Uśmiechnął się pod nosem, ale szybko spuścił głowę. Układa się wspaniale. Nie według planu, jednak może nawet i lepiej… Katsuki znajdzie sposób jak zbliżyć się do tego cholernego Deku. 



Od Autorki: Prawie zapomniałam o tym, że powinnam dodać dzisiaj post zgodnie z ustaloną kolejnością. Jestem szczęśliwa, bo w końcu ruszyłam z pisaniem. Nie piszę dużo, ale przez czas wolny napisałam posty aż do 12 marca (o ile dobrze pamiętam). Niestety, do końca sesji jeszcze dużo czasu i nauki. Rozdziały mimo wszystko postaram się dodawać. Dodatkowo nie będą one wybitnie długie (poza Miłością), bo nie sprawia mi frajdy pisanie długich tekstów. Myślę, że lepiej dodawać krótsze, ale częściej, bo i wy mniej czekacie.

Co powiecie tak właściwie o tym rozdziale? Dawno nie pisałam nic z Boku no Hero Academia, ale bohaterowie tego anime nie sprawiają mi trudności w pisaniu. Powiedzcie lepiej, z którym opowiadaniem dalej ruszyć?



25 czerwca 2019

Psycho's love – Rozdział 1



Westchnął głośno obmywając brudne z krwi dłonie, by na chwilę przenieść swój wzrok na leżącego tuż przy nim trupa. Martwa kobieta spoglądała na niego przerażonym, a zarazem pustym spojrzeniem. Jej blada skóra okryta czerwoną cieczą, której największe skupisko znajdowało się na rozciętym gardle, była zmasakrowana. Cała pocięta wyglądała jakby ktoś chciał zrobić z niej obiad ucinając wybrane, najlepsze kawałki.
Ale Bakugou potraktował ją tak, bo poprzedniego dnia brunetka udała się z jego ukochanym na obiad, a przecież nie powinna. Zielonowłosy należał do niego. Nie mógł pozwolić, by ktokolwiek inny się nim zainteresował stwarzając jednocześnie możliwe zagrożenie. Nawet aż nazbyt duże, gdyż była płcią piękną, a Midoriya jeszcze nie wiedział o tym, że całym sercem kochał dawnego przyjaciela. Trzeba go było tylko troszkę na to nakierować oraz uświadomić mu jego uczucia.
Jeszcze tylko troszkę i w końcu będą mogli być razem.
Tylko we dwoje, z dala od innych.
Blondyn nie chciał by ktokolwiek im przeszkadzał. Tak wiele czasu już zmarnowali ukrywając swoją miłość, aż w końcu postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zadziałać. Przecież tak bardzo się kochają. Czasami ze sobą rozmawiają, a Izuku wtedy tak niewinnie się uśmiecha. Nawet poci się ze stresu, bo nie wie jak powinien się zakochać przy ukochanym.
Mogli być już tylko razem.
Szczerze się kochając.
Jednak w pierwszej kolejności Bakugou musi się pozbyć tego uciążliwego oraz brzydkiego ciała. Zastanawiał się przez chwilę jak rówieśnik chciał w ogóle umówić się z czymś takim jak ona. Nie była idealna. Brzydka, szkaradna, brudna, paskudna. Wyglądała jak okropna ropucha.
Zresztą cóż się dziwić. Była starszą siostrą Tsuyu, więc miała wiele wspólnego z tymi ohydnymi płazami. Ten długi, obślizgły język wyrzucony na wierzch wcale nie zachęcał do tego, by chcieć z nią być. Na dodatek jej ciało było okryte pewnym śluzem, dlatego blondyn miał niemałe problemy z rozcięciem go, ale na szczęście, udało się.
— Już nigdy więcej się nie spotkacie — powiedział uśmiechnięty stojąc nad martwą dziewczyną. Nie oczekiwał żadnej odpowiedzi. Po prostu czuł satysfakcję z tego, że pozbył się zagrożenia, a przecież trzeba dbać o swoich bliskich.
Midoriya był dla niego wszystkim. Pokochał go niemalże od razu jak go tylko zobaczył, ale niestety nie mógł tego okazać. Nieraz słyszał, że dwójka chłopaków nie może być razem i na początku płakał załamany, że nie może być ze swoim najlepszym przyjacielem. Gdy kiedyś przez przypadek dowiedzieli się o tym jego rodzice mocno go pobili, ale niedługo trzeba było czekać, by konkretnie im się odpłacił. Zabił ich gdy po raz kolejny powiedzieli mu, że nie może być z zielonowłosym. Nie mogli już zmienić jego nastawienia. Przecież obydwoje tak bardzo się kochali. Ich miłość była po prostu nie do opisania.
Piękna, szczera, największa.
Lecz Bakugou musiał ukochanego dopiero uświadomić o jego uczuciach i niestety, ale wiedział, że to wcale nie będzie takie łatwe na jakie mogło wyglądać. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że Izuku go nie odrzuci, przecież się kochali, ale rodzina oraz przyjaciele chłopaka mogli mu odradzać homoseksualny związek.
Blondyn nie mógł na to pozwolić.
Musiał się wszystkich pozbyć, a że zaczęło się od tej irytującej ropuchy – no cóż, bywa i tak. Ktoś musiał stać się pierwszą ofiarą.
Katsuki westchnął głośno opierając się o stół na którym leżała starsza kobieta. Patrzył na jej poszarpane, a także pocięte ciało i uśmiechał się szeroko. Był dumny ze swojego dzieła. Właśnie o to mu chodziło.
Musiała cierpieć za popełnione błędy.
— On jest mój — warknął wściekły, po czym przykładając rękę do głowy brunetki, rozsadził ją. Tak by nie było żadnych śladów tego ohydnego ciała.
Lecz ku jego nieszczęściu krew prysnęła na jego twarz i w pierwszej kolejności musiał iść się porządnie umyć.
— Brudna — szepnął, udając się w stronę toalety.

❧❧❧

— Nie widzieliście może dzisiaj mojej siostry? — odrobinę głupkowaty, ale jednocześnie zatroskany głos Tsuyu, zdziwił przyjaciół do których właśnie podeszła.
Dziewczyna nie miała w zwyczaju rozmawiać o swojej rodzinie, choć nie było też tak, że ich unikała, po prostu nie czuła potrzeby toczenia konwersowania o nich. Tym razem było jednak inaczej i grupka nie mogła nie wziąć tej sprawy na poważnie.
— Nie widziałem jej — Kaminari spojrzał na stojącą najbliżej niego przyjaciółkę o brązowym kolorze włosów — a ty Uraraka?
— Też sobie nie przypominam, żebym ostatnio gdzieś ją widziała — powiedziała, po czym spojrzała na zmartwionego Midoriyę. — Ale ty się chyba z nią spotkałeś kilka dni temu, nie?
— Widziałem ją nawet wczoraj.
Młody bohater złączył przestraszony swoje dłonie, wyglądając odrobinę, jakby miał coś na sumieniu.
— Tak? — Tsuyu zbliżyła się do chłopaka. — I co z nią?
— No odprowadziłem ją całą i zdrową do domu — odpowiedział zgodnie z prawdą.
Rówieśniczka wypuściła powietrze, spoglądając na znajdującą się niedaleko żabę. Z wyglądu przypominała jej siostrę. Choć wiadomym też było, że nie była w stu procentach ropuchą, po prostu posiadała te same, rozbieżne spojrzenie oraz wywalony na wierzch długi język.
— Jakbyście ją gdzieś spotkali to dajcie mi znać — szepnęła smutno Asui, oddalając się od paczki znajomych.
— Nigdy nie widziałam jej takiej przybitej — Ochako poczuła nagle chęć podążenia za przyjaciółką, lecz w porę zatrzymał ją blondyn.
Kaminari, choć równie zmartwiony, zachował cząstki zdrowego rozsądku.
— Zostawmy ją samą.
Po tym zdaniu zebrani wymienili ze sobą parę zdań, po czym odeszli w ponurych nastrojach. Najgorzej jednak czuł się Izuku, który obwiniał się za zniknięcie pozytywnie nastawionej do życia Tsukumi.
Wracał do domu, analizując każdy szczegół z wczorajszego spotkania.
Była wesoła, uśmiechnięta... Zachowywała się tak, jakby nic nie miało się zdarzyć następnego dnia. Rozmawiali o mało istotnych rzeczach, a w tym kiedy ostatnio złapała muchę.
— Spotkaliśmy kogoś wczoraj? — Midoriya stanął na środku drogi, rozważając wszystkie, nawet te absurdalne, możliwości. — Nasza randka zaczęła się około godziny osiemnastej. Dałem jej do ręki kupiony za cztery tysiące jenów bukiet czerwonych róż. Kiedy wzięła go do ręki wydawała się być szczęśliwa, choć jej wzrok nerwowo błądził gdzieś indziej. Była zdenerwowana, więc może coś zaczęła wyczuwać? — zapytał sam siebie, kontynuując. — Nie, nie wydawała się być zainteresowana czymś innym niż ja. Nawet może i zapomniała o całym świecie...
Nagle ktoś zatrącił na chłopaka, więc musiał przerwać rozmyślenia i odsunąć się. Szybko odsunął się na chodnik zaczerwieniony, umożliwiając komunikację na drodze.
— Głowa mi już pęka! — westchnął, klękając na kostce.
Spoglądał właśnie w jeden, konkretny punkt na ulicy, jakim była jedna z białych kresek rozdzielająca pas ruchu.
— Co robisz, Deku?!
Chłopaka przeszły ciarki gdy usłyszał wściekły głos niegdyś najlepszego przyjaciela. Przeniósł na stojącego tuż za nim blondyn i przełknął ślinę. Wystarczyło być spokojnym a można się w jakiś sposób dogadać z narwanym bohaterem.
— Kacchan — szepnął.
— No ja, a kto inny? — zapytał, mrużąc powieki.
Midoriya podrapał się po głowie, chcąc wybrnąć ze zaskakującego spotkania.
Od jakiegoś czasu wolał unikać rówieśnika. Wyższy swym spojrzeniem jeszcze bardziej go przerażał niż normalnie. W tych czerwonych tęczówkach wyczuwał niezbyt przyjemne iskierki, jakby go nienawidził i chciał go zamordować.
— Ja... Muszę już iść — westchnął Izuku, wskazując palcem na kierunek do miejsca nawet mu jeszcze nieznanemu.
— Tak? — Bakugou zadawał kolejne pytanie bardzo zaciekawiony. — Z kim?
— Z Minetą...
Nie czekając na odpowiedź, młody bohater udał się w wybraną przez siebie stronę.
— Mineta, hm? — westchnął blondyn, zaciskając pięści. — Nie większy problem niż ta ropucha.