Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieści z narnii: klan lodowatych serc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieści z narnii: klan lodowatych serc. Pokaż wszystkie posty

14 maja 2022

Opowieści z Narnii: Klan Lodowatych Serc – rozdział 2

 .


TO BYŁA CIĘŻKA NOC, ale gdy nastał poranek nie było wcale lepiej. Ellena po wczorajszej ucieczce przed decyzją ojca czuła się wykończona fizycznie – biegła przez parę godzin wśród ogromnych drzew Nagiego Lasu, czując na sobie czyiś wzrok. Ciągłe potykanie się o wystające korzenie oraz obijanie się o gałęzie pozostawiły na jej ciele liczne rany. Niektóre okaleczenia wciąż krwawiły. 

— Ałć — mruknęła zbudzona dziewczyna, gdy spróbowała się podnieść z pozycji leżącej do siedzącej. — Ale się załatwiłam. 

Wzrokiem objęła założoną sukienkę. To już nie był ten sam królewski ubiór – poszarpane, zabrudzone oraz przedziurawione odzienie sprawiało, jakby pochodziła z rodziny chłopskiej. 

— Przynajmniej jestem wolna — szepnęła, po czym wstała i tak po prostu zaczęła skakać z radości. — Tak długo na to czekałam! 

Skoki przerodziły się w szalony taniec. Lądowała na trawie raz na prawej stopie, a drugi raz na lewej. Ręce co chwilę unosiła oraz opuszczała, by dodać do wybryków odrobinę więcej uroku. W pewnym momencie dołączyły do niej liście drzew. Delikatnie rozwiane szybowały obok niej. 

Ellena zaśmiała się, gdy do tańca dołączyły również małe, leśne zwierzęta. Tuż obok niej pojawiły się myszy, borsuki czy też para lisów. Wpatrywały się w nią, wirując obok niej i nie śmiały przerywać radosnej zabawy. Po chwili nadleciały również ptaki, które latały pomiędzy zebranymi, a także dodawały do całości ćwierkanie, które wkrótce przerodziło się w śpiew. 

— Jak cudownie! — krzyknęła zadowolona. 

W jednej chwili wszystko się zmieniło. 

Gdy szybkie kroki stały się coraz głośniejsze, zwierzyna uciekła w popłochu. Ellena wpatrywała się jak ich ich ciała znikały i taniec oraz radość nagle zniknęły. Zamiast tego dziewczyna zaczęła chodzić bezsensownie, starając się kogoś znaleźć. 

— Co się dzieje? — zapytała, rozglądając się wokół. Podniosła wzrok ku drzewu. Na gałęzi siedział jeden z ptaków wcześniejszej zabawy. — Co się dzieje?

— Straszne czasy nastały. 

— Ale dlaczego tak nagle? — Mrugnęła pośpiesznie. 

— Trzeba uciekać. Zbliża się. 

— Ale kto się zbliża? 

Ptaszyna odleciała. Jedyne co po niej zostało, to powoli spadające pióro. 

Gladianka nie czekała, aby uchwycić w powietrzu pozostałości po zwierzynie. Gdy tylko ptak wzleciał, obróciła się w drugą stronę i zaczęła uciekać – po raz drugi musiała biec najszybciej jak tylko potrafiła. Już po chwili poczuła pierwsze skutki zbyt dużej aktywności fizycznej. Poranione stopy odmawiały powoli posłuszeństwa, a mięśnie ud oraz łydek drżały z wyczerpania. Najgorszy jednak okazał się oddech. Nie potrafiła go uspokoić, więc sam bieg sprawiał jej bardzo duże trudności. Męczyła się tym, że nie umiała nabrać prawidłowo powietrza. 

— Cholera! — syknęła, gdy nagle coś wbiło jej się do pięty. 

Zatrzymała się, by szybko sprawdzić co się stało. W tym momencie traciła dużo czasu. Oglądała stopę, stojąc i jednocześnie rozglądając się, czy nikt nie nadchodzi. Niestety znaleźć kawałka drewna nie potrafiła. Zmarszczyła mocno brwi oraz zrobiła kwaśną minę. Bolało. Trzeba było jednak ruszyć dalej.

Usłyszała kroki. 

Coś bardzo szybko się do niej zbliżało. 

Położyła stopę na ziemi i ruszyła. Niestety po paru krokach musiała zrezygnować. Ból był nie do zniesienia. Ułożyła się na pierwszym lepszym kamieniu. 

— Co powinnam zrobić? — zapytała. 

W tym momencie zauważyła mysz. Na plecach miała niewielki pakunek, który Ellena odebrała.

— Dziękuję bardzo. 

Gdy odpowiadała, zwierzę zniknęło. Trzęsło się, ale mimo to przybiegło z pomocą. 

Dziewczyna nie czekając, rozpakowała podarunek. W środku znajdowała się igła oraz maść. Ellena wzięła się więc do pracy. 

Pochyliła się nad stopą, by następnie szpilką wyciągnąć drzazgę. Niestety trwało to na tyle długo, że dalsza ucieczka nie miała już sensu. 

W momencie, w którym miała nakładać maść, usłyszała ryk. 

— Nie, proszę… — szepnęła, po czym rzuciła się do ucieczki. Gdy biegła, kulała. Oblał ją zimny pot. Nie odwracała się. 

Ale to i tak nic nie dało. 

Upadła na ziemię, przygnieciona obcym ciałem. Od razu znieruchomiała. Może udawanie martwej zniechęciło by goniącego. Jednak co z tego… Zaraz zaczęła po prostu drżeć. Nie potrafiła powstrzymać tej czynności.

Teraz naprawdę mogła być martwa. 

Zacisnęła mocno powieki oraz usta.

Może to coś pomoże. Kto wie, przecież dopuszczalne jest, że postać po prostu odpuści. 

Otóż nie tym razem. 

— Jak się zwiesz, dziewczę?

Damski głos sprawił, że Ellena odrobinę się rozluźniła. 

Dogadam się, na pewno, pomyślała. 

Gdy księżniczka odwróciła się w stronę nieznajomej, zmarła. Ciało dziewczyny zesztywniało i nie chciało się ruszyć. Na moment przestała oddychać, a oczy wytrzeszczyła. Nawet nie próbowała drżeć. 

— Jak się zwiesz? — Powtórzyła postać. 

Ellena wpatrywała się wprost w dorosłego geparda. W jego oczach szalały iskierki. 

— E-Ellena. 

— Och, znam to imię — odpowiedziało zwierzę, siadając na trawie. — Uspokój się, dziewczę. Nie zrobię ci krzywdy. 

Od razu wykonała polecenie stworzenia. Patrzyła na nie i starała się nie stracić gepardzicy z zasięgu wzroku. 

— Nie zrobię ci krzywdy – odezwała się dziewczyna. — Ja naprawdę nie jestem do ciebie wrogo nastawiona… Ja…

— Księżniczka Gladioru. 

Drgnęła.

To musiał być jej koniec. 

Upadła na ziemię, chowając twarz w dłoniach. 

— Dlaczego to ja muszę płacić za błędy mojej rodziny oraz przodków. Chciałabym pogodzić nasze rasy. Przecież to nie może być trudne. Królowi Kaspianowi X udało się to…

— Znasz historię o Dziesiątym? 

— Ukrywałam się z czytaniem. W moim kraju jest zakaz rozmawiania o Narnii oraz innych krajach, które mogłyby mieć styczność z Innymi. 

— Tak, twój klan bardzo się nas boi — odparło zwierzę. 

— Jednakże jesteście tak blisko… Tuż przy zamku, w Nagim Lesie… jak? 

Gepardzica położyła się na trawie i zaczęła się w niej tarzać. Po okolicy rozniósł się przyjemny dla ucha damski śmiech. 

— Mówię — powiedziała w międzyczasie, nie przerywając śmiechu. — Boicie się nas. 

— Ja nie! — krzyknęła ożywiona Ellena. 

W tym samym momencie zwierzę gwałtownie powstało i zbliżyło się do księżniczki z otwartą paszczą. Choć scena wyglądała przerażająco, w oczach ludzkiej dziewczyny pojawiły się iskierki ciekawości i szczęścia. 

— Jesteś niesamowita! — odpowiedział gepard, po czym zaczęła skakać. — Jestem Sava! Po prostu Sava! Miło mi cię poznać, Elleno, córko Aureliona, władcy Gladioru oraz potomka Klanu Lodowatych Serc! 

— Jestem zwykłą Elleną — odparła od razu. 

Spojrzały na siebie przez moment niepewnie, by następnie wybuchnąć wspólnie śmiechem. Kto by pomyślał, że między Inną a Gladiorką zawiąże się nić porozumienia. 


— Dlaczego jesteś w Nagim Lesie? — zapytała Sava, gdy słońce zachodziło między ogromnymi, szarymi drzewami. 

— Uciekłam.

— Uciekłaś? — Kolejne pytanie z pyska gepardzici zabrzmiało niedowierzająco. — Z jakiego powodu? Jesteś przyszłą następczynią tronu Gladioru. 

— Niestety nie do końca.  

Ellena stanęła, patrząc na nieco przysłonięte ciemnymi, sporej wielkości liśćmi. To był inny krajobraz niż ten, na który codziennie spoglądała ze swej komnaty. 

— Jak to?

— Król postanowił wydać mnie za mąż. Nie mam prawa decydować o sobie. Nie chciałam tego. Chcę być wolną kobietą. Chcę być potężną królową. Tego uczył mnie mój drogi nauczyciel, rycerz oraz przyjaciel. 

— Godny zaufania, a także podziwu… Dawno o takim człowieku nie słyszałam. O takim, który byłby dobry. 

— To prawda. Ciężko takiego teraz znaleźć. 

— Jesteś ty.

Księżniczka zarumieniła się, słysząc pochwałę ze strony Innej, która poznała ją dzisiejszego poranka. 

— Dziękuję, ale…

— Rrrrr…

Usłyszały niepokojący głos. Obydwie od razu przybrały pozycję obronną. Ellena chwyciła za sztylet, który zawsze nosiła pod suknią, a Sava spłoszonego kota. Dźwięk był bardzo niepokojący. Musiały zachować ostrożność. 

— Rrrr…

— Pójdę pierwsza — powiedziała gepardzica, ale Gladiorka kiwnęła głową. 

— Muszę ci udowodnić, że jestem potężną księżniczką. 

— Już udowodniłaś, że jesteś dobrą osobą. Tyle wystarczy, musisz przetrwać. Wyzwolisz nas. 

— Rrrrr…

— Co to może być? — zapytała Ellena, gdy zwierzę wyprzedziło ją. 

Stawiając ostrożnie kroki, głos stawał się coraz bardziej donośny, a zarazem przerażający. Choć szczerze to Ellenie przypominało odrobinę ludzkie chrapanie. Albert często przysypiał na ich treningach i bardzo głośno prychał. 

— Uważaj — szepnęła Sava. — Czuję go. 

W tym samym momencie obydwie wyskoczyły zza krzewów. Chciały krzyknąć, lecz gdy ujrzały ludzkie ciało ułożone na ziemi, zrezygnowały z tego powodu. Przecież ten człowiek najzwyczajniej w świecie spał i… chrapał. 

Ellena podrapała się z tyłu głowy.

— Um, a przypadkiem to nie tak, że ludzie w Nagim Lesie to naprawdę rzadkość? 

— Tak powinno być… Nie widziałam nigdy człowieka w tym miejscu. Poza tobą. A teraz jeszcze drugi… Coś jest nie tak. 

Usiadły obok drzemiącego ciała. Księżniczka dokładnie przyjrzała się chłopakowi. Był całkiem uroczy… Grzywka lekko opadała mu na oczy, więc ostrożnie odsunęła ją. 

W momencie w którym chciała cofnąć rękę, nieznajomy chwycił ją za nadgarstek, po czym zgrabnym ruchem powalił na ziemię. Odebrał jednocześnie jej nóż. Spoglądał na nie pewnie. Jakby wiedział, że ma nad nimi przewagę. 

— Cholera — warknęła Sava.

Przybrała pozycję do ataku. 

— Kim jesteście? — zadał pytanie, podkładając pod gardło Elleny ostrze. — Gdzie jestem? 

— Lepiej ją puść. 

— Odpowiedz na pytanie, a nic się jej nie stanie. 

Gepardzica przymrużyła oczy. 

— Odpowiem.

Ellena była nad wyraz spokojna. Nie drżała, a także nie broniła się przed atakiem młodego chłopaka.

— Jestem rycerzem. — Skłamała, rozluźniając ciało, bo odrobinę było spięte. — Pochodzę z Narnii. 

— Przestań kłamać — odparł.

Zbliżył nóż jeszcze bardziej. Odrobinę przeciął skórę przy gardle. Poleciała strużka krwi. 

— Córka króla Gladioru, przyszła królowa — odparła Sava. — Natomiast ja jestem Inną. 

— Inną? 

— Mówiącym zwierzęciem. Tak nas nazwali. 

— Dużo się zmieniło. Po raz kolejny. 

Nieznajomy rozluźnił ciało. W tym momencie Ellena wykorzystała sytuację i sama powaliła mężczyznę na ziemię. Nie potrzebowała broni, aby coś mu zrobić. Wystarczyła obecność groźnego zwierzęcia. 

— A ty kim jesteś? — zapytała księżniczka, stojąc przed Savą. Chciała zapewnić jej bezpieczeństwo. 

— A uwierzysz? 

— To zależy — powiedziała, przymrużając powieki. 

— Jestem królem Edmundem.

— Łżesz! 



Od Autorki: Udało mi się dodać w terminie! W końcu, jestem z siebie naprawdę dumna – tym bardziej, że w poniedziałek mam pierwsze kolokwium stacjonarne! Jestem przerażona, bo staram się o stypendium... Ech, jakoś to będzie! A dziś macie 2 rozdział ^^

10 maja 2022

Opowieści z Narnii: Klan Lodowatych Serc – rozdział 1


PRZYJĘCIA POWINNY BYĆ STAŁYM ZWYCZAJEM, dlatego rodzeństwo Pevensie postanowiło jedno przygotować. Jak dotąd nigdy takowych nie szykowali, ponieważ wiecznie byli w trasie, bądź mieli inne zmartwienia na głowie, jednak tym razem pragnęli powrócić do tradycji, które zakorzenione były w krainie Narnii. 

Edmund obiecał zaprosić paru znajomych, w tym osób z otoczenia rodzeństwa, z którymi czasem zdarzało im się zamienić kilka słów. Oczywiście miał wrażenie, że nie za bardzo mu to wyszło, bo najpierw go odrobinę wyśmiali, a później szturchnęli w ramię zadowoleni. Przyjęli więc zaproszenie i obiecali wpaść. 

Choć te przyjęcie w Anglii musiały wyglądać inaczej niż uczty na zamku Ker-Paravel, gdy Wielkim Królem był jego brat, Piotr Wspaniały. 

Zanim zdążył wrócić tego samego dnia do domu (również impreza miała się zacząć za niedługo), wpadł w odwiedziny do ukochanej. Przywitał ją soczystym pocałunkiem oraz natychmiast wziął ją w objęcia, by następnie zaprowadzić do starego domu Pevensie. Oczywiście nie było ciężko unieść taką chudzinę, tym bardziej, że Edmund po kryjomu starał się ćwiczyć, jak kiedyś trenował, za czasów bycia Królem Narnii. 

— Jesteś niemożliwy, Edmundzie — zaśmiała się Natalia, trzymając się kurczowo spódniczki powiewającej wraz z wiatrem. — Wymyśliłeś coś dzisiaj? 

— Jako że… Niedawno wojna się zakończyła, Piotr i Zuzanna wrócili do Anglii, to postanowiliśmy odprawić przyjęcie. Zaprosiłem paru znajomych. 

Natalia cmoknęła go w czoło, po czym – po wielu namowach – zeszła na ziemię, wchodząc do środka domu. Dopiero teraz tak naprawdę Edmund zlustrował ją wzrokiem. Była piękną dziewczyną o kasztanowym kolorze włosów. Ubrana w długą, falowaną spódnicę oraz krótki żakiet wyglądała na starszą. I to w pewien sposób bardzo się Pevensie podobało. 

— W takim razie pomogę Zuzannie ugotować coś do jedzenia. Co ty na to? — zaproponowała. 

— Ja mogę się tym zająć. Ty odpocznij. 

— Przecież długo odpoczywałam! 

— Odpocznij jeszcze, ma księżniczko. 

Słowo, którym określił ukochaną, sprawiło, że ta mocno się zaczerwieniła. Bywały momenty, gdy Edmund stawał się bardzo poważny i zmieniał nie tylko ton mówienia, ale również sam sposób. Na szczęście szybko się zorientował, więc postanowił zmienić temat.

— Idziemy? — zapytał, drapiąc się z tyłu głowy.

Po przyjęciu propozycji weszli do kuchni, gdzie krzątały się siostry Pevensie. Na widok przyszłej bratowej podskoczyły z radości i przywitały ją uściskami. Pomieszczenie ożyło jeszcze bardziej. Jeden temat im się skończył, to zaraz drugi się rozpoczynał, i tak w kółko. 

— Edmund, idź pomóc Piotrkowi — zarządziła Zuzanna, a ten w odpowiedzi kiwnął głową. Chciał im pomóc, ale zdecydowanie to one czuły się tam swobodnie. Po zakończeniu wojny można było nareszcie zająć się codziennym życiem. 

Pevensie wyszedł z pomieszczenia, kierując się korytarzem w stronę salonu. Mieszkanie było inne niż zamek w Ker-Paravel, o którym często wspominał. Ciemne przejście było niczym w porównaniu do korytarzu ogromnej, starej posiadłości, gdzie na każdym kroku widniały obrazy, miecze czy nawet zbroje. 

Ale Edmund wiedział, że nie ma o czym myśleć. Potrząsnął głową, po czym pojawił się w salonie, gdzie czekał już na niego brat. Patrzył tępo w ścianę, na której widniał stary obraz z gepardem ułożonym wśród krajobrazu sawanny. 

— Piękny — westchnął Edmund. — Nigdy nie zapomnę mówiących Gepardów, tych które towarzyszyły nam podczas każdej bitwy o Narnię i inne ziemie.

— Tak, również dobrze je pamiętam. Choć, o ile dobrze wiem, to ty spędzałeś najwięcej czasu z mówiącymi Zwierzętami. Lis mi o tym donosił. Zawsze się ogromnie cieszył, gdy widział cię z innymi. 

— Myślę, że Łucja znacznie więcej. 

Piotr zaśmiał się i poczochrał brata po włosach. 

— Bierzmy się do pracy. 

Braciom sprzątanie oraz przyszykowanie pokoju do przyjęcia zajęło dwie godziny. Zmęczeni, ale jednocześnie zadowoleni upadli na kanapę. Był to stary mebel, który skrzypiał nawet przy najmniejszym ruchu, ale wciąż dzielnie im służył. Edmund spojrzał na równie wiekowy zegar, zawieszony nad niemalże antycznymi drzwiami i wstał z miejsca. 

— Za niedługo zaczną przychodzić — odezwał się i ruszył w stronę kuchni. — Natalio, mogę cię prosić na chwilę? 

Uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczyna kiwnęła, po czym podeszła do niego, i gdy tylko nikt na nich nie spoglądał, cmoknęła Edmunda w policzek. Obydwoje poczuli wtedy napływ adrenaliny, jakby nie chcieli, aby ktokolwiek ich nakrył. I w tym samym momencie naszła ich ta sama myśl. Chłopak chwycił ukochaną za nadgarstek, po czym poprowadził w stronę swojego pokoju. Oczywiście szli, stawiając kroki ostrożnie, jak najciszej się dało. 

Gdy pojawili się w sypialni Edmunda, zaczęli się namiętnie całować. Ubrany w elegancki garnitur chłopak, powoli rozpinał narzutkę. Starał się nie przerywać pocałunków, ale czasem nie wychodziło to, jak powinno – trudno, przecież nie to było w tej chwili najważniejsze.

Chaotycznym krokiem wreszcie doszli w okolice łóżka, na które zaraz chłopak powalił Natalię. Stary mebel zaskrzypiał, ale to im nie przeszkodziło. Edmund wędrował dłońmi po ubraniach ukochanej, starając się odnaleźć choć skrawek nagiego ciała. Niestety żakiet nie chciał z nim współpracować. 

— Dlaczego w takim momencie? — zapytał odrobinę poirytowany. 

Natalia w odpowiedzi parsknęła śmiechem. 

— Widzę, że nie wytrzymasz — odparła. — Może z tobą pójdzie łatwiej. 

Z każdą sekundą pozbywali się zbędnych ubrań, aż w końcu byli nadzy.

W powietrzu unosił się aromatyczny zapach, na który szczególną uwagę zwrócił Pevensie. Trochę jak Ptasie mleczko. Edmund potrząsnął głową. Złe wspomnienia do niego wróciły. 

— Musimy się pospieszyć — szepnął, zniżając się do poziomu pięknych piersi. — Wziąłem cię przecież na chwilę. 

Natalia westchnęła przeciągle, gdy ten rozpoczął przyjemną zabawę jej biustem. Gniótł delikatnie piersi, co jakiś czas ssąc sterczące sutki. Starał się również mocno je oblizywać, a następnie jeździć po nich palcami, by ożywić ukochaną. 

Ale gdy tylko spojrzał na nią – już wiedział, że jest jej wszystko jedno.

Była w niebie. 

Edmund przy zabawie piersiami zjechał jedną dłonią w dół, by włożyć palec w jej wnętrze. Zaskoczyło go odrobinę, że ta ani nie pisnęła, ani nie drgnęła. Przyjęła to z niezwykłą swobodą. Jakby już to kiedyś robiła… Ale zaraz wyzbył się tych myśli. Poruszał szybko wskazującym palcem, czując jednocześnie jej śluz wewnątrz. Podsyciło go to jeszcze bardziej, dlatego postanowił nie czekać. 

Wszedł w ukochaną tak gwałtownie, że ta wydała z siebie głośniejszy jęk, który zaraz przytłumił pocałunkiem. Łóżko skrzypiało wraz z każdym ruchem Edmunda, dlatego co pewien czas próbował zmienić tempo albo pozycję. 

Oplotła rękami jego szyję i mocniej przyciągnęła. Nagie klatki piersiowe się zetknęły.   

Nagle chłopak przestał. 

— Słyszysz? — zapytał i spojrzał na okno. — Ktoś krzyczy czy mi się wydaje? 

— Na pewno ci się wydaje. Chodź tu do mnie — odparła. 

— Poczekaj, to głos Łucji. 

Edmund wyszedł z wnętrza ukochanej. Podbiegł do okna, zakładając przy okazji spodnie, które wcześniej wylądowały na podłodze. Wyglądając przez szybę, zauważył młodszą siostrę. Rozmawiała z grupką chłopaków, których zaprosił na przyjęcie. Akurat gdy spojrzał, jeden z nich popchnął Łucję. 

— Cholera — syknął. 

Nie spojrzał na nagą, wciąż podnieconą Natalię, i po prostu wybiegł z pokoju. Nawet nie zakładał na siebie koszuli. Eksponował światu nagą, dobrze wyrzeźbioną górną partię ciała. 

— Piotrek! — Zdążył zawołać, kiedy przebiegał obok salonu. 

Otwierając główne drzwi, spotkał po drodze Zuzannę. Siostra kierowała się w tą samą stronę.

— Edek, wiesz co się dzieje? 

— To ci znajomi, których zaprosiłem — odpowiedział, po czym obydwoje pojawili się na zewnątrz. Chłopak nawet nie czekał na kolejne pytania. Ruszył w stronę grupki nastolatków i zaraz rzucił się na pierwszego. 

Szarżą wbił się między nich oraz przewrócił na ziemię Józefa. To ten, który popchnął Łucję. 

— Co jest?! — warknął ktoś. 

— Co ty wyprawiasz?! — wrzasnął Józef, starając się odsunąć od napastnika. 

— Nigdy więcej nie położysz swoich brudnych łapsk na mojej siostrze! 

— Ale przecież to dla żartów! — dodał, ale Edmund wymierzył mu cios prosto w twarz. — Zostaw mnie! Chłopaki, zróbcie coś!

W tym samym momencie grupa odsunęła się od bijatyki. Choć bardziej należałoby to nazwać jednostronnym starciem. Józef nie potrafił się uchronić od ostrych ciosów. 

— Edmund! — Krzyk Piotra ocucił napastnika.

Pevensie przestał obijać rannego chłopaka, ale nie uwolnił go, wciąż na nim siedział.

— Co ty robisz?!

— Popchnął Łucję! — warknął. 

— Nie zniżaj się do ich poziomu — zarządził Piotr.

Reakcja Edmunda sprawiła, że grupa chłopaków otworzyła lekko usta oraz wyszczerzyła powieki.

— Dobrze. — Chłopak ukłonił się przed bratem i odsunął kawałek, robiąc miejsce dla Piotra. 

— Zostaliście zaproszeni, czyż nie? — zapytał, a w odpowiedzi jeden z nich kiwnął głową. — Więc dlaczego popchnęliście moją siostrę? 

— Zasłużyła na to! — burknął kolejny. — Przecież i tak jej nikt nie lubi. Jest szalona. Wciąż żyje w swoim wymyślonym świecie, który nawet nie istnieje!

— Ach, dlatego postanowiliście zacząć jej dokuczać…

— Nie jest to normalne zachowanie… Ciągle wygląda przez okna i szepcze „Aslanie”... — dodał trzeci. — To jest jej wina. 

Edmund zacisnął mocniej pięści i zerknął kątem oka na Piotra. Jego mina nie wyrażała za dużo emocji. Miał lekko zmarszczone brwi. Wyglądał groźnie a zarazem potężnie. 

— Również o tym słyszałem — odpowiedział, prostując się, by wyeksponować swoje ciało. — Ale może jest w tym nutka prawdy? Dlaczego nie chcecie jej uwierzyć? Aslan, tak… Kojarzę tę nazwę… Może to potężne stworzenie, które swą postawą, a zarazem miłością, potrafi przerazić niejedną osobę. 

— Też jesteś szalony! — wrzasnął Józef. 

Piotr zerknął na chłopaka, a Edmund tylko parsknął śmiechem. 

— Jesteś tego pewny?

— Chodź, zawalczmy! Jesteś tak samo obłędny jak twoja siostra! I reszta rodziny! 

Pevensie w tym samym momencie rzucili się na grupkę. Piotr jako pierwszy wymierzył cios w Józefa, a w ślad zanim poszedł Edmund, który uderzył drugiego, o imieniu Stanisław. Oczywiście zaskoczeni młodzieńcy starali się odepchnąć napastników, ale bracia byli znacznie lepsi. Jakby walczyli już przeciwko nie jednemu wrogowi. 

— Jeszcze macie coś do dodania?! — warknął Edmund, ale jego oponent ułożył się na ziemi w bezpiecznej pozycji. 

— Przecież ja nic takiego nie zrobiłem! Zostaw mnie już w spokoju! — krzyknął Stasiek, a w kącikach jego oczu pojawiły się krople łez. — Przepraszam Łucja! Powiedz im, żeby przestali! 

— Taki mocny w gębie — odpowiedział Pevensie i uspokoił się.

Spojrzał jeszcze na brata, który teraz stał tuż przy Józefie i trzymając go za koszulę, najwyraźniej mu groził. Przerażona mina znajomego przynajmniej to zdradzała. 

— Piotrek, Edmund, dziękuję — szepnęła Łucja i spojrzała na kolegów. — Wybaczam wam, jednak przestańcie się ze mnie śmiać. Nie jestem szalona. 

Stanisław kiwnął głową, po czym szybko się odsunął od młodszego z braci. Natomiast Józef, którego już zdążył puścić Piotrek, ze wściekłości, gdy tylko nadarzyła się odpowiednia chwila – rzucił się na rówieśniczkę. 

Edmund, który stał najbliżej, od razu zareagował. 

— Zabiję was! — krzyknął White.

Uderzył Pevensie z tyłu głowy.  

— Edmundzie!

Upadł na ziemię. 

Zemdlał. 



Od Autorki: Cześć wszystkim! Przepraszam, że rozdział zostaje dodany trzy dni po jego ustalonej dacie, ale moje życie studenckie trochę mnie przytłacza. Sesja się zbliża wielkimi krokami, a tym samym wykładowcy zaczynają robić kolokwia :/ No nic! Przepraszam jeszcze raz!

30 kwietnia 2022

Opowieści z Narnii: Klan Lodowatych Serc – prolog

 .


TO ZDARZYŁO SIĘ PEWNEJ NOCY, gdy wieść o tajemniczym klanie Lodowatych Serc obiegła najbliższe kraje, chcące natychmiast ubiegać się o rękę jedynej księżniczki. 

Owej nocy odbyło się zebranie Rady Królewskiej, na którym podjęta została decyzja o wydaniu potomkini monarchy jednemu z władców niedalekich krajów. Nie był to wybór trudny – doskonale obeznani urzędnicy już dłuższy czas gromadzili bieżące informacje o możliwych kandydatach. Wybrali więc jednego z nich bezwzględną większością głosów. Spośród piętnastu zebranych członków (w tym król): jedenaście osób zagłosowało za oddaniem księżniczki w ręce zaproponowanego, trzy głosy były przeciwne, natomiast jeden się wstrzymał. Przegłosowano więc przyszłego króla Gladioru. 

Aurelion, władca Lodowatych Serc oraz pozostałych mieszkańców ośnieżonego kraju, zdecydował. Wygłosił – oczywiście zaraz po wyborze – przemowę, by utwierdzić zebranych w swym postanowieniu i utworzył stosowny dokument, który zaraz miał zostać wysłany do Acharu. 

— Weźcie najszybszego renifera! Niech ogłosi władcy ognistego kraju, Mirazonowi, wspaniałą wieść! — zarządził donośnym głosem, król. — Ma jedyna córka, księżniczka Ellena, pozostanie mu wydana. 

— Tak jest! — odezwał się rycerz, stojący przy drzwiach. 

Po ukłonie przed swym władcą, udał się do pomieszczenia następczyni tronu, Elleny. Szedł dumnie stawiając każdy krok, a dłonią wciąż trzymał rękojeść miecza. Broń oczywiście była schowana w pochwie oraz noszona przy pasie. Wreszcie pojawił się przy komnacie księżniczki. Zapukał dwa razy, lecz nie zrobił tego w standardowy sposób. Uderzył szybko, a zarazem cicho. 

— Albercie drogi! — Kobiecy głos rozległ się z wnętrza, więc rycerz odczekał chwilę, zanim pozwolono mu wejść. — Wejdź! Coś się stało poważnego? Czy to już koniec mej złudnej wolności?

— Niestety, księżniczko Elleno. 

— Nie chcę stąd uciekać bez ciebie — odparła, ale w jej oczach nie pojawiły się łzy. Wręcz przeciwnie – oczy płonęły z zawziętości. — Szybko! Pozbądź się swej zbroi, będzie ci lżej. Przygotowałam wcześniej dwa rumaki. Będą nam dobrze służyć!

— Nie ma czasu na konie, księżniczko. Aby zmylić rycerzy twego ojca, wielkiego króla (niech żyje wiecznie!), musi księżniczka uciec pieszo, w głąb Nagiego Lasu. 

Ellena drgnęła.

— Oddam księżniczce swój najdroższy miecz. Tak dobrze mi służył, więc i panience będzie służył wspaniale! — Uklęknął na jedno kolano, po czym uniósł na dłoniach miecz. 

— Dziękuję — rzekła, odbierając broń. — Będę z niego korzystała. Użyję w odpowiednim czasie. Tak jak mnie uczyłeś, drogi Albercie. Udam się zatem do Nagiego Lasu. Tam król nie wyśle swoich wojsk. 

— Droga księżniczko, jeszcze jedna rada od twego podwładnego…

— Przyjaciela, Albercie, przyjaciela!

— Tak… Oby tak zawsze było… — Spuścił głowę w dół, lecz nie podniósł się z ziemii. — Księżniczko, nie biegnij w stronę Acharu. Udaj się do krainy zwanej Narnią… To na południe, należy przejść właśnie Nagi Las. Nie będzie to łatwa podróż, ale wierzę, że księżniczka da sobie radę. 

— To ty mnie uczyłeś, Albercie. Tak, dam sobie radę! 

Ellena, słysząc zbliżające się ciężko stawiane kroki (zapewne przez zbroję), dzięki pomocy rycerza, odsunęła obraz zawieszony tuż nad łóżkiem i weszła w głąb wykopanego tunelu. Wiele lat zajęło im utworzenie takiego kanału, lecz na szczęście ukończyli w porę. 

Gdy tylko przeszła parę kroków, ogarnęła ją przerażająca ciemność. Albert zasłonił obrazem tunel, więc nie widziała zbyt wiele. Musiała więc zdać się na własne zmysły oraz pamięć.

Wiele razy upadła, okaleczyła się, ale dalej szła, nie zatrzymując się nawet na chwilę. 

A gdy w końcu opuściła tunel i wyszła przez dziurę na zewnątrz, tuż przy kanale ze ściekami, udała się w stronę Nagiego Lasu. Choć przerażona, musiała stawić czoła własnym lękom oraz historiom przekazywanym z dziada-pradziada o potworach czyhających we wnętrzu serca flory i fauny. 

Ale słysząc pościg, wbiegła do lasu. W podartej, zabrudzonej oraz śmierdzącej sukni królewskiej, opasanej pasem z umieszczonym na nim mieczem, przekroczyła granicę między krajem Lodowatych Serc – Gladiorem a nieznanym sobie światem. 

Cóż mogło na nią czekać po drugiej stronie Nagiego Lasu?  




Od Autorki: Jak widzicie, na blogu pojawił się prolog, który już wcześniej był opublikowany na innym blogu. Czeka Was już tylko rozdział 1 i rozdział 2 takiej powtórki, a później kolejna historia z innego bloga zostanie również tutaj dodana!