Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zombie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zombie. Pokaż wszystkie posty

14 lutego 2019

Mogę być twoim bohaterem – Rozdział 9




Wonho x Minhyuk || Monsta X

W pomieszczeniu w którym aktualnie się znajdowali zapadła nieprzyjemna cisza. Wonkyu, która do tej pory nie chciała się wtrącać w tę kłótnię w jednej chwili odskoczyła na dobrą odległość i przyjęła pozycję obronną. Nie powinna lekceważyć podejrzeń kumpla z drużyny nawet jeśli wciąż była na niego wkurwiona.
 Mów natychmiast gdzie jest mój chłopak!  wrzasnął blondyn jeszcze mocniej ściskając dłonie na szyi mężczyzny. Jego cierpliwość była już na granicach.
 Hah  z gardła pana Son wydobyło się ciche westchnięcie.  Jakiś ty głupiutki.
W jednej chwili mężczyzna wyrwał się z uścisku i stanął pod ścianą masując lekko obolały kark. Jego twarz nie była już tak przyjazna jak wcześniej – teraz wyrażała jedynie szaleństwo oraz chęć zabójstwa, a cichy śmiech, który wydobył się z jego ust uświadomił wojowników, że w tej chwili będą walczyć na śmierci i życie.
Minhyuk poruszył się zdenerwowany, by mniej więcej ogarnąć sytuację w której aktualnie się znajdowali, ale niestety nic nie przychodziło mu do głowy. Zaatakowanie go w tak oczywisty sposób nie byłoby dobrym pomysłem, bo nie znali prawdziwej siły swojego przeciwnika, ale nie potrafił też nic innego wymyślić. Po raz kolejny przydałby się Kihyun albo Hyungwon, którzy w gruncie rzeczy również nie ufali nieoczekiwanemu gościowi.
Hyungwon, pomyślał uradowany Lee próbując nie wyjawić tego iż wpadł na jakiś plan.
W jednej chwili chłopak puścił oczko do skupionej na nim koleżance z drużyny i westchnął głośno, by zaraz zwrócić na siebie uwagę niebezpiecznego mężczyzny, którego obydwoje się obawiali. Nie mogli z nim walczyć fizycznie, więc może słownie udałoby im się coś wskórać... albo przynajmniej zdobyliby więcej czasu.
Cokolwiek...
Teraz liczyło się tylko to, by dowiedzieć się gdzie znajdował się Wonho oraz to, by powiadomić pozostałych o zaistniałej sytuacji.
 Gdzie on jest?  Medyk powtórzył swoje pytanie tym razem nieco spokojniej.  Nie chcemy walczyć.  Uniósł ręce w geście zawieszenia broni.  Po prostu niech nam pan powie, a będzie pan mógł bezpiecznie odejść.
Mężczyzna zaśmiał się głośno, spoglądając to na niego, to na dziewczynę. Nie dziwnym było to, że mu nie uwierzył. Nikt nie byłby na tyle głupi by wierzyć takim dzieciakom w tak ważnej sprawie. Poza tym ojciec Shownu nienawidził jednej rzeczy, a było nim branie kogoś na litość.
 Sam wszedł do środka, więc nie mam pojęcia co się z nim dzieje  mruknął prostując się. Od starszego biła nieprzyjemna aura niezwykle silnej pewności siebie.  Może chcielibyście do niego dołączyć?
Lee zamrugał parę razy oczami, ale nim zdążył się odezwać zrobiła to za niego Shin.
 Chcę  przerwała na chwilę, by nabrać powietrza i dalej kontynuować swoją wypowiedź  zgłaszam się.  Spojrzała na zaskoczonego kolegę.  Chcę do niego dołączyć.
Na krótką chwilę zapadła dość krępująca cisza, ale zaraz przerwał ją ojciec Shownu. Mężczyzna zaśmiał się szaleńczo jakby sam nie potrafił uwierzyć w to co usłyszał. Przecież to była głupota. Jak można się poświęcać dla ludzi, którzy nic dla nas nie znaczą? Ta, rodzina. Dla niego były to jedynie głupie więzi przez które się umiera – nic więcej.
 Aż tak bardzo chcesz zginąć?  zapytał z lekkim uśmiechem, ale jego mina szybko zmieniła swój wyraz na wściekły.  Och... Nienawidzę takich osób jak ty! Ale mnie teraz wkurwiłaś!  Sapnął wściekły.  Kurwa!
 Co jest...  mruknął Lee, gdy mężczyzna zaczął szukać czegoś w kieszeni swojej bluzy.
Oczywiście został wyszkolony do tego, by wyobrażać sobie jaką broń posiada przeciwnik, ale tym razem ta umiejętność na nic mu się nie przydała. Sam nie wiedział dlaczego – być może przez stres wywołany strachem o ukochanego, ale powodem mogło być też cokolwiek innego, na przykład jakieś nowe sztuczki szefa Eternity Corporation. Oni byli przecież znacznie lepsi, mieli więcej możliwości do tworzenia nowych leków, potworów i tym podobnych rzeczy.
I w jednej chwili doszła do niego informacja, że nie mają szans z tą ogromną organizacją, a tym bardziej ich szefem, który chcąc nie chcąc wyglądał na niesamowicie silnego i niestety taki właśnie był. Tak przynajmniej wynikało z historii jego syna, który jest aktualnym przywódcą Monsta X.
 Noona, nie podejmuj głupich decyzji  odezwał się Minhyuk stawiając krok w tył. Należało być w tej sytuacji niesamowicie ostrożnym.  Głupia jesteś? Życie ci niemiłe? Nie martw się  powiedział spokojnie  Hoseokowi nic nie jest. Żyje.
 Skąd to do cholery możesz wiedzieć?!  wrzasnęła wściekła.
 Jesteś jego siostrą... Powinnaś to czuć i co najważniejsze ufać mu  blondyn uśmiechnął się delikatnie, po czym ruszył na wkurwionego mężczyznę z zamiarem zaatakowania go. W ręce trzymał ostry nóż, więc ta broń w zupełności wystarczyła, by pokonać jakiegokolwiek człowieka...
Mhm, tak przynajmniej sobie wmawiał.
Idiota.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że walka z szefem najpotężniejszej korporacji na świecie nie będzie wcale łatwa, ba! To starcie będzie jego najgorszym koszmarem, bo nie był tak wyszkolony jak Changkyun, czy syn tego mężczyzny.
 Dam radę!
Krzyk medyka rozniósł się po korytarzu, a kiedy miał już się zbliżyć do Mirhwana zgasły nagle wszystkie światła. Na początku drgnął z przerażenia, ale zaraz zrozumiał, że to któryś z kumpli postanowił mu pomóc. Zacisnął mocno dłoń w której trzymał nóż i poczuł jak krew napływa mu do żył. Powróciła pewność siebie, bo przecież... w ciemności był naprawdę silny.
 Idź poszukać Wonho  usłyszał szept tuż przy uchu.
 Changkyun...
 My się tym zajmiemy  odpowiedział mu.
Chłopak przytaknął szybkim ruchem głowy i wycofał się.
 Liczę na was  powiedział sam do siebie.

❧❧❧

Kyunsang krążył po swoim gabinecie nerwowo gryząc i tak niedługie paznokcie. Cud, że jeszcze nie odgryzł sobie palców, bo był tak wkurzony, że nawet bólu by nie poczuł. Do końca nie wiedział, czym tak bardzo się zdenerwował  czy tym, że szef zniknął z firmy, co prawdopodobnie równało się tym iż działał na własną rękę, czy tym, że Minho zaczął się niedawno zmieniać i nie zostało mu dużo życia.
 Kurwa  powiedział zirytowany przeglądając już po raz setny wyniki badań najlepszego przyjaciela. Nie było dobrze, ba! Było fatalnie, a jeśli dobrze pójdzie Lee będzie żył jeszcze przez miesiąc... później zmieni się już tylko w zombie.  Co mogę jeszcze zrobić?
Wszelkie próby wyleczenia na jakie wpadł okazały się porażką, więc co jeszcze mógł zrobić? Był najlepszy z najlepszych (a przynajmniej tak sobie wmawiał), tym samym nikt nie wyleczy już cierpiącego rówieśnika, którego marzeniem była jedynie ochrona młodszego brata.
I w tym samym momencie nad głową lekarza pojawiła się przysłowiowa lampka.
Może i był naprawdę świetnym lekarzem, wręcz najinteligentniejszy na tym świecie, ale czy to oznacza, że nie mogą być wcale lepsi? Właśnie, że mogą, a Yoon w końcu wymyślił kto może być mądrzejszy niż on.
Lee Min Hyuk  chłopak w którego żyłach płynie krew medyka. Jego rodzina była dość wysoko postawiona na całym świecie w tej dziedzinie, więc może on mógł być jakimś bogiem? Bo nie ukrywajmy  im młodsze pokolenie tym dziedziczy więcej cech.
 Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem, no kurwa!  warknął wściekły i zaraz usiadł przed laptopem. Może mógłby być nawet trzecim najlepszym lekarzem, ale specjalizował się również w hakowaniu witryn internetowych, dlatego znalezienie informacji nie było dla niego niczym wyjątkowym.
Grupa do której należał dwudziestotrzylatek może była niesamowicie uzdolniona, ale nie zdawali sobie sprawę ile osób ich śledziło. Powstała nawet strona „MzombieX”, która opowiadała o ich kolejnych celach, więc dlaczego nie miałoby być informacji o ich aktualnym położeniu?
Szybko ich złapię, pomyślał mężczyzna, a kiedy tylko ujrzał nazwę miasta oraz zdjęcie budynku od razu postanowił znaleźć to miejsce dzięki satelicie.
I tu czekała na niego niespodzianka...
Jak się okazało takiej aglomeracji w ogóle nie ma, a oprócz tego wgrał sobie na komputer dosyć mocnego wirusa, więc może jednak Monsta X pomyślało o wszystkim?
 No i jak mam cię kurwa znaleźć?!  wrzasnął wkurwiony zrzucając na ziemię laptopa, którego jeszcze przed chwilą używał. Nie miał już siły szukać brata najlepszego przyjaciela, jednak z drugiej strony... Jedynie on mógł mu pomóc.
Szatyn usiadł na krześle, oparł się łokciami o stół, a na splecionych dłoniach ułożył podbródek wpatrując się w pustą ścianę. Nie wiedział nad czym rozmyślał, ale jakieś plany krążyły mu w tej chwili po głowie.
Może samemu jeszcze uda mu się wymyślić jakiś pomysł? Może jest jeszcze jakaś szansa, że to on uratuje Minho? Musiał się tylko trochę bardziej wysilić...

❧❧❧

Minhyuk wbiegł właśnie do swojego pokoju, który w tej chwili nie był wcale najbezpieczniejszym miejscem w ich „domu”. Drugą rzeczą o jakiej pomyślał w trakcie biegu (nie licząc uratowania Hoseoka) było ubranie się w najlepiej przystosowany do walki, kombinezon. Dzięki niemu był znacznie szybszy i miał pewność, że żaden nóż, czy kula go nie zrani.
Zadowolony z tego, że udało mu się bez żadnych problemów założyć białe odzienie wyszedł z sypialni, po czym rozejrzał się dookoła. Coś było nie tak, jednak nie do końca wiedział co.
Postawił jeden krok do przodu i tyle mu w zupełności wystarczy, by zaraz usłyszeć doskonale sobie znany dźwięk, a raczej ryk.
 Zombie  szepnął przerażony  co to ma kurwa znaczyć?!
Medyk ruszył przed siebie jak szalony. To nie tak, że bał się żywych trupów, ale był tak zaskoczony ich przybyciem, że nie wiedział za bardzo co ma zrobić. Jeśli wprowadzi ich do środka dużym prawdopodobieństwem było to, że znajdą jego chłopaka i coś mu zrobią, a tego za wszelką cenę chciał uniknąć.
Jednak, gdyby wprowadzić ich w głąb... Może spotkałby po drodze Jooheona i udałoby im się wysadzić część budynku?
 To dobry pomysł  powiedział, po czym przyspieszył, bo nawet podłoga zaczęła drgać pod wpływem tak dużej ilości biegnących ku niemu potworów.
W trakcie ucieczki jego myśli wciąż krążyły wokół Wonho z którym związał swoje życie. To przez niego Shin był teraz w niebezpieczeństwie i nie wiedział nawet gdzie teraz się znajduje.
 Muszę tylko uciec...
Rozejrzał się po raz kolejny, a tuż za sobą ujrzał zbliżające się monstrum. Przeklął pod nosem swoje życie i jeszcze bardziej przyspieszył bieg. Zaczął coraz bardziej panikować, chociaż wiedział, że nie powinien tego robić. Zastanawiał się tylko nad jedną rzeczą: czy jeśli umrze to jego Hoseok znajdzie sobie innego, lepszego chłopaka? Właśnie ta myśl sprawiała, że narastało w nim wkurwienie i wcale nie chciał tracić swojego życia.
Wonho był tylko jego.
Blondyn w jednej chwili zatrzymał się i odwrócił przodem do podążającym za nim tłumem zombie. Nie był pewny siebie, ale nie mógł ich wprowadzić dalej, to mogło być niebezpieczne, a w tym momencie to miejsce było najbardziej zagrożone.
 No chodźcie bliżej  szepnął, kiedy ludożercy powoli zbliżali się do upragnionego miejsca. — Kihyun będę musiał ci kiedyś podziękować  szepnął z uśmiechem, po czym mocno nadepnął na jedną z kafelek.
Podłoga tuż przed Minhyukiem gwałtownie poderwała się do góry tym samym przyciskając rozszalałe żywe trupy do sufitu. Jak można było się domyślić potwory w jednej chwili zostały rozszarpane, a krew wypłynęła ze szczelin ogromnymi strumieniami. Chłopak nie wiedział ile w tej chwili ich zamordował i w sumie to teraz nie to się dla niego liczyło, bo przecież wciąż nie wiedział co się działo z jego ukochanym.
Zadowolony z pułapki przyjaciela ruszył w dalszą podróż. Niestety teraz nikt już nie będzie miał dostępu do jego pokoju, a on nie wziął dodatkowej pary ubrań, które niedawno przyszykował dla Wonho. Zapomniał o tym.
Przeklął się pod nosem i skierował się w głąb budynku. Co chwilę słyszał metaliczny dźwięk uderzania o siebie dwóch przeróżnych narzędzi. Niedaleko rozgrywała się walka między jego kumplami z drużyny, a najbardziej znienawidzonych przez wszystkich – szefem Eternity Corporation.
Wiedział, że powinien im pomóc, ale ważniejszy był dla niego teraz partner...
A przynajmniej tak mu się wydawało.
Biegł ile sił w nogach nie do końca wiedząc gdzie, lecz miał jeden cel: znaleźć go.
Nieoczekiwanie chłopak gwałtownie skręcił wchodząc tym samym do jednej z sypialń. Tuż przed nim szła dwójka lekarzy żywo ze sobą rozmawiających, których nawet półgłusi ludzie usłyszeliby ich.
 Cholera jasna, kolejna przeszkoda  syknął wściekły blondyn, po czym wyciągnął z kieszeni niewielki nożyk, którym bardzo często posługiwał się podczas walk.  Tym razem chyba już mi się nie uda użyć pułapki...
Oparł się o ścianę wyczekując przyjścia laboratoryjnych szczurów.
Nienawidził ich mimo iż robili dokładnie to samo co on  leczenie, eksperymenty, czy zabijanie...
Oni robili to znacznie gorzej, robili to od razu na ludziach.
 Nienawidzę  warknął wściekły Lee i gdy tylko nieznajomi znaleźli się w zasięgu jego wzroku rzucił się na nich. Najpierw udało mu się dopaść pierwszego, który cholernie zaskoczony nieoczekiwanym atakiem zginął na miejscu poprzez poderżnięcie gardła. Z drugim osobnikiem było już znacznie gorzej.
Starszy mężczyzna przybrał pozycję obronną wyciągając spod fartucha medycznego pistolet i nie zwracając uwagi na trupa z którym jeszcze przed chwilą rozmawiał podjął walkę o swoje życie. Wystrzelił kilka kul, które Minhyuk z łatwością ominął, jednak zdawał sobie sprawę, że lekarz zaraz mógł zostać górą. Przecież członek grupy Monsta X był już nieco zmęczony ucieczką...
 Jak się nazywasz?  zapytał szyderczo przeciwnik, kiedy skończyły mu się naboje. Widocznie chciał zdobyć trochę czasu.
 Po co ci to wiedzieć?!
 Zapisuję sobie nazwiska w specjalnym notesie osób, które zabiłem...  mruknął zadowolony.  Przecież muszę wiedzieć ile ich uśmierciłem! Muszę wszystkich pobić, muszę być pierwszy w tym wyścigu!
 Jesteś popierdolony, czy co?  zapytał już spokojniej, a medyk w tym samym czasie podbiegł do niego i rozpoczęli walkę na pięści.
Nie była to trudna bitwa, Minhyuk radził sobie niemal doskonale, jednak wciąż go zastanawiało to co ten mężczyzna powiedział.
Wyścig? A co to kurwa jakieś zawody są?
Lee zacisnął w lewej pięści nóż którym walczył, po czym przymrużył powieki, by móc nieco bardziej skupić się na swojej walce. Najpierw wymierzył cios w głowę przeciwnika, jednak po odparciu ataku skupił się na jego nogach. Gwałtownie podciął mu jedną z nich używając do tego swojej stopy i gdy tylko lekarz korporacji się przewrócił usiadł na nim, po czym niby przez przypadek narzędziem przeciął mu poziomo prawe oko. Szatyn krzyknął z bólu zaczynając się wiercić na wszystkie strony, jednak młodszemu wcale nie było go żal, wręcz przeciwnie. Chciał go jeszcze dobić. Gdy podniósł obie rękami nóż do góry prostując je chciał zadać ostateczny, śmiertelny cios, ale wtedy medyk zrzucił go z siebie przy pomocy nóg.
 Nie dam się!  krzyknął wściekły, nieco szalony.  Już dawno wyzbyłem się swojego człowieczeństwa i co?! Myślisz, że taki ból jest dla mnie czymś nowym?! Jesteś głupi!
Na oko czterdziestolatek wstał nieco chwiejnym krokiem i jakby dostał jakiś lek dożylnie zaczął ruszać się dużo szybciej niż wcześniej. W ciągu dwóch sekund pojawił się obok Minhyuka robiąc na jego policzku dwie ogromne rany cięte. Chłopak syknął z bólu, jednak zaraz się opanował, by nie stracić swojej przewagi. Mężczyzna miał teraz ograniczone pole widzenia, więc medyk Monsta X z łatwością mógł wygrać.
 Ja również nie jestem tak słaby jak ci się wydaje  Lee posłał koledze po fachu szaleńczy uśmiech i z całej siły wymierzył cios nożem w jego prawą rękę tym samym odcinając mu ją. Krew rozprysnęła na wszystkie strony. Minhyuk nie sądził, że uda mu się pozbyć lekarza jakiejkolwiek części ciała, ale jeśli tak się stało to nawet lepiej.  Teraz to ja mam znaczącą przewagę, dziadku.
Blondyn był teraz inny, jak wtedy gdy ich dawną kryjówkę zaatakowały dziewczyny: stał się szalony. Liczyła się dla niego jedynie rozlana krew, bo tylko dzięki temu miał szansę uratować swoich przyjaciół. Wyzbył się jakichkolwiek współczujących uczuć, które często gubił w walce przeciwko największej korporacji na świecie. Można powiedzieć, więc, że to oni tak źle na niego wpływali, jednak do niego dopiero po czasie to dopiero... później cholernie mocno żałował swoich czynów.
 Ja cię tylko dobiję, kolego  syknął po raz kolejny, lecz tym razem z nieopisaną nienawiścią.  Ale najpierw powiesz mi gdzie jest mój Wonho.
 Skąd mam to wiedzieć  wyjęczał starszy trzymając się za uciętą kończynę.
Płakał, wył, krzyczał... W pewnym momencie chciał nawet błagać o litość, ale widząc spojrzenie Minhyuka szybko z tego zrezygnował... to i tak nie miało sensu.
Wściekły blondyn nadepnął na mężczyznę, który leżał na ziemi głośno sapiąc.
 Powiedz  warknął dociskając swoją nogę jeszcze mocniej.  Do cholery powiedz mi, bo cię zajebię.
 Ale ja nie...  Mężczyzna już nie zdążył powiedzieć, Lee rzucił w jego klatkę piersiową nóż, który przebił się do serca. Lekarz z korporacji zmarł na miejscu.
 Och i po co z tobą rozmawiałem? Tylko czas zmarnowałem  mruknął medyk wyciągając z ciała zakrwawiony nóż.  Jeszcze go sobie ubrudziłem, no cholera.
Chłopak poczuł ból na policzku i w tym samym czasie jakby wybudził się z poprzedniego stanu. Na początku nie rozumiał dlaczego leży przed nim trup, ale zaraz zrozumiał. Znów to zrobił, znów nie potrafił się powstrzymać. Upadł przed nieznajomym mężczyzną, a po jego policzkach spłynęły łzy. Naprawdę nie chciał tak nikogo potraktować. Jeśli miałby zabić zawsze miała to być śmierć szybka i jak najmniej bolesna... a ten mężczyzna musiał przez niego cierpieć.
 Przepraszam... Przepraszam, że nawet nie zapytałem o imię  szepnął ze skruchą w głosie, jednak zaraz się opanował. Nie to teraz było najważniejsze. Musiał się opanować i dowiedzieć, gdzie był jego chłopak.
Blondyn pomodlił się chwilę nad nieżywym ciałem, po czym ruszył w jakąś stronę. Chciał się dowiedzieć, gdzie mógł być Hoseok, jednak widocznie wiedział o tym jedynie pan Son.
 Muszę wró...  Chłopak ucichł na chwilę, by móc wsłuchać się w dźwięki z wewnątrz. Miał wrażenie jakby ktoś go wołał, ale nie potrafił... tylko dlaczego?
Po paru chwilach przysłuchiwania się dwudziestotrzylatkowi udało się odczytać, gdzie tajemnicza postać mogła się znajdować. Uśmiechnął się zadowolony ze swoich umiejętności, po czym ruszył w odpowiednią stronę.
Szedł może pięć minut, a tajemniczy odgłos stawał się coraz głośniejszy, a także bardziej znajomy. Nie był do końca pewny, ale w duchu miał nadzieję, że był to jego nowy partner, dlatego też postanowił przyspieszyć. Gdy był już dostatecznie blisko usłyszał jeszcze jeden głos. Tym razem ktoś do niej, bądź niego mówił.
 Jesteś głupi... Jak możesz w ogóle myśleć, że ktokolwiek cię uratuje?  zapytał, a Minhyuk stanął przy ścianie tuż przy drzwiach żeby nikt go nie zauważył.  Monsta X nie są tacy jak myślisz... Dla nich najważniejszy jest czubek własnego nosa... Nie różnią się niczym od innych ludzi... ale nie tak jak ty, czy Wonkyu. Wy zostaliście stworzeni byście martwili się o nas... Waszych stwórców! Jak mogliście teraz tak po prostu odejść! Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile przez was mamy problemów!  Lekarz uderzył w policzek Shina, a Lee wiedząc już na sto procent, że to jego Wonho zacisnął pięści ze wkurwienia. Właśnie jakiś mężczyzna bił jego faceta, tak nie mogło być!  No co? Teraz już nie potrafisz się sprzeciwić, hm? Jesteś sam, nikt po ciebie nie przyjdzie. Szef doskonale zajmie się twoją siostrzyczką żeby przypadkiem nie przyszła... A tobą zajmę się ja... Twój ulubiony lekarz, czyż nie, maleńki?
 Hej...  Minhyuk w końcu nie wytrzymał i opierając się ręką o framugę drzwi patrzył z nienawiścią na nieznajomego.
 Och, a może jednak ktoś przyszedł.  Na oko sześćdziesięcioletni staruszek odsunął się od chłopaka i wyciągnął z kieszeni pistolet. Był przygotowany na to gdyby jednak plan się nie udał, a widocznie tak się właśnie stało.
 Łapy precz od niego...  syknął Minhyuk podchodząc do nich chwiejnym krokiem. Znów stał się szaleńczy, znów miał chęć okrutnego zabójstwa.  Mów to co mówię, starcze.
 Myślisz, że się ciebie boję?  Białowłosy zaśmiał się.  Jesteś nikim, nie potrafisz nawet kontrolować swoich uczuć... Niby ciebie mam się bać? Nie ma mowy.
Blondyn zacisnął mocno pięści, a gdy w jego oczach pojawiły się łzy rzucił się na lekarza z wciąż zakrwawionym nożem. Powstrzymał się przed wejściem w tą szaleńczą stronę, udało mu się... Ale nie to teraz było najważniejsze. Musiał ocalić na wpółprzytomnego Hoseoka, który leżał tak niedaleko.
 Jeszcze tylko chwileczkę  wyszeptał spoglądając na niego. Walka między nim, a przeciwnikiem nie trwała za długo, jednak była męcząca.
Na początku walczyli ostrożnie na pięści nie używając swoich broni, ale po chwili zmieniło się to. Minhyuk uchwycił mocniej nóż i gdy już miał zamiar się zbliżyć usłyszał wystrzał. Gdyby nie przypadkowe potknięcie się o kamień zginąłby w tym miejscu. Nabój na szczęście przeleciał tuż obok jego twarzy. Szybko podniósł się z miejsca, ustawił się tuż przy lekarzu i wbił mu ostrze w brzuch. Oczywiście nie był to cios śmiertelny, więc Lee postanowił go wykończyć. Użył odrobinę więcej siły i rozpruł brzuch mężczyzny, który zginął natychmiast. Ciało staruszka upadło tuż przy medyku, jednak tym razem ten nie czuł wyrzutów sumienia... To przez niego Wonho teraz tak bardzo cierpiał, lekarz dostał za swoje.
Z zamyślenia wyrwały go krzyki ukochanego zagłuszone przez taśmę przyklejoną na ustach. Blondyn od razu podszedł do niego, a do oczu Minhyuka napłynęły łzy. Ostrożnie wyciągnął dłoń w kierunku jego policzka i gdy tylko dotknął jego ciała poczuł dreszcz. Sam nie wiedział, czy przerażenia, czy ulgi. Jego chłopak był ciepły.
 Kochanie  szepnął jednym ruchem wyrywając przyklejoną taśmę.  Jak się czujesz?
 Minhyuk...  wyszeptał słabo.
Jego ruchy ograniczone były przez założony kaftan bezpieczeństwa.
 Nie martw się, zaraz cię uratuję  posłał mu ciepły uśmiech dzięki któremu nieco się uspokoił. Jemu również nie było żal mężczyzny, którego zabił jego chłopak. Nienawidził go z całego serca życząc mu śmierci, więc dlaczego miałby odczuwać wyrzuty sumienia? To nie byłoby logiczne.
Medyk uspokoił się nieco widząc partnera całego i zdrowego. Cholernie martwił się o to, że lekarze mogliby mu coś zrobić albo po prostu porwać. Na szczęście nic takiego jeszcze się nie stało.
 Dziękuję, że po mnie przyszedłeś... Już się myślałem, że...
 To co powiedział ten lekarz to było kłamstwo  szepnął blondyn przecinając w końcu materiał, który sprawiał iż ręce chłopaka były skrępowane.  Nie jesteśmy tacy. Dla nas najbardziej na świecie liczy się to, by nikt z naszej paczki nie został ranny, rozumiesz? Skoro ty w niej jesteś każdy przyszedłby cię uratować jeśli tylko miałby na to możliwość... Ja miałem jeszcze dodatkowy powód... W końcu jesteś moją drugą połówką, prawda? Jak miałbym cię opuścić? To jest wręcz nie do pomyślenia.
 Nie martw się... Wiedziałem o tym, że się zjawisz  Shin posłał ukochanemu uprzejmy uśmiech, a Minhyuk pod wpływem chwili rzucił się na niego przestraszony przez co obydwoje przewrócili się na ziemię. Medyk leżał nad nim i korzystając z okazji cmoknął go w czoło.
 Jesteś mój... Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić, rozumiesz?  powiedział zrozpaczony, ale jednocześnie pewny siebie, chociaż zdawał sobie sprawę, że... te słowa nie były do końca prawdziwe. Nie czuł do niego tak mocnego uczucia, jak Wonho do niego... chyba.
 Dziękuję  Wonho złączył ich usta w pocałunku.  Dziękuję za ratunek, nawet nie wiesz jak się ucieszyłem, kiedy to właśnie ciebie zobaczyłem.
 Zdaję sobie sprawę, a teraz musimy już na nieszczęście iść.
Shin kiwnął zadowolony głową.
Chciał być tylko przy nim.

13 lutego 2019

Mogę być twoim bohaterem – Rozdział 8




Wonho x Minhyuk || Monsta X

Impreza mimo burzliwego początku wywołanego kłótnią zakochanej pary dla większości zakończyła się bardzo dobrze. Niezadowolonymi uczestnikami przyjęcia byli jak zwykle nieufny strateg oraz co dziwniejsze medyk, który jako jedyny odmówił picia alkoholu zakazując tym samym pić swojemu nowemu chłopakowi. Blondynowi nie przypadło do gustu zachowanie ojca ich lidera, który w nowej bazie Monsta X czuł się bardziej swobodnie niż oni sami, co sprawiło iż następnego dnia postanowił na osobności porozmawiać z Kihyunem.
— Czego chcesz? — Zapytał lekko zdenerwowany szatyn rozglądając się na wszystkie strony w obawie przed nadejściem jakiegoś ataku. Oczywiście jego reakcja od razu przykuła uwagę medyka, który zrozumiał iż naprawdę coś jest nie tak.
— Tobie też się nie podoba nagłe przybycie ojca lidera, prawda? — Minhyuk zadał to pytanie, lecz doskonale wiedział jaka była odpowiedź, dlatego postanowił kontynuować. — Zachowuje się jakby był u siebie, a co najważniejsze jako człowiek z zewnątrz powinien wpaść w przynajmniej jedną pułapkę, a tymczasem nie jest nawet draśnięty. Nie podoba mi się to, coś tu jest nie tak.
— Mówisz jakbyś odkrył Amerykę.
— Ha?
— Changkyun prowadzi własne śledztwo, więc jedynym czym powinniśmy się zająć to siedzenie na dupsku i ochrona w razie ataku — mruknął Yoo, jednak nie zgadzał się z tym co właśnie powiedział. Nie powinien pozwolić rówieśnikom działać w pojedynkę.
Blondyn, który stał właśnie naprzeciwko niego zacisnął mocno pięści i odwrócił się do niego plecami. Przyjaciel potraktował go właśnie jakby sam niczego nie potrafił zrobić. Nie lubił tej bezsilności, więc postanowił stać się silniejszy.
— Sam przeprowadzę inne śledztwo.
Pewność Lee wybiła Kihyuna z tropu, ale mimo to nie poczuł się źle.
— Mam nadzieję, że uda ci się dowiedzieć prawdy znacznie szybciej niż Changkyun — powiedział uderzając go zaciśniętą pięścią w pierś. — Kolejny wyścig między wami rozpoczął się już dzisiaj o godzinie trzeciej w nocy, gdy Kyun zaczął już działać.
— Och — szepnął w gruncie rzeczy zadowolony medyk. — Chcesz mnie zachęcić, co? Chyba ci się to udało.
— Jestem w tym najlepszy.
Po tym zdaniu Yoo opuścił pomieszczenie, a blondyn usiadł na krześle rozmyślając nad tym co powinien zrobić. Na nieszczęście nie mógł działać pochopnie – mając swoje podejrzenia twierdził iż ojciec przyjaciela od dłuższego czasu ich obserwował. Nie było to czynem trudnym, ale nawet dla uczących się na błędach amatorów był to inny poziom. Tym więc sposobem Minhyuk doszedł do wniosku, że pan Son musiał coś knuć, jednak medyk chciał wiedzieć czego mężczyzna od nich chciał. Może pracował dla największej firmy na świecie? Jeśli tak to byli w nieciekawej sytuacji.
Chłopak wciągnął powietrze do ust rozwodząc się nad tym co powinien w tej sytuacji zrobić. Oczywiście nie mógł powiedzieć o swoich podejrzeniach zapatrzonego w ojca kapitanowi, a reszta drużyny — nie licząc Changkyun i Kihyuna — pewnie by mu nie uwierzyła.
— Cholera — syknął wściekły, po czym uderzył się głowę. — Co ja mam zrobić...
Nieoczekiwanie poczuł na karku ciepły oddech, a później przyjemny dotyk. Nietrudno było się domyślić kto tak czule go potraktował. Minhyuk z zamkniętymi oczami odwrócił się w stronę rówieśnika, po czym zaczekał na jego następny gest. Oczywiście nie musiał długo czekać, by poczuć na ustach dotyk.
Czuła pieszczota sprawiła, że Minhyuk w jednej chwili wstał ze swojego miejsca oraz oplótł jego szyję tym samym przybliżając się do niego jeszcze bardziej. Nie pomyślał nawet o tym, że ktoś mógłby wejść w tej chwili do kuchni i przyłapać ich na czułościach.
— Co masz z czym zrobić? — Zapytał w końcu Wonho odsuwając się od ukochanego. Spoglądał prosto w jego uradowane oczy, jednak widział coś w nich jeszcze — jakby zadumę.
— Ach nieważne — szepnął do ucha partnera. — Jak się spało?
— Całkiem dobrze — odpowiedział z uśmiechem. — Pewnie czułbym się tak samo źle jak Wonkyu gdybym mógł pić, więc dziękuję, że mi tego zakazałeś.
— No widzisz? Dbam o ciebie — powiedział dumnie, a w odpowiedzi Hoseok przejechał palcem po jego plecach co sprawiło, że drgnął delikatnie. — Taka forma podziękowania bardzo mi się podoba, wiesz?
Shin zaśmiał się głośno, po czym przygryzł dolną wargę.
Po raz kolejny poczuł jak zalewa go gorąca fala wywołana jego podniecającą twarzą. Minhyuk bezwiednie potrafił sprawić, że chłopak coraz mocniej go kochał...
Natomiast Lee myślał o nim coraz poważnie, a on sam nie wiedział iż zależy mu na nim jeszcze bardziej. Oczywiście czuł, że powoli zakochiwał się w nim, ale w jego sercu przecież wciąż była jego była narzeczona.
— Kochanie — szepnął opierając głowę o jego ramię — spać mi się chce...
— Co ty robiłeś całą noc?! — krzyknął zaskoczony Wonho, a on spojrzał w jego oczy uśmiechając się przy tym szatańsko.
— No wiesz...
— I nie zaprosiłeś mnie!
Blondyn odsunął go od siebie, ale wtedy Minhyuk zbliżył ich twarze na niebezpiecznie bliską odległość. Jednak tym razem to Wonho nie potrafił się powstrzymać zmniejszając dystans między nimi do zera. Ich usta tkwiły w nieruchomym całusie, który już po chwili zamienił się w szybki oraz namiętny pocałunek. Co chwilę zmieniali pozycję swoich głów, by pieszczota była jeszcze przyjemniejsza, ale nim dołączyli do tego języki przerwało im chrząknięcie.
— Ja rozumiem, że jesteście razem, ale róbcie to gdzieś indziej — powiedział spokojnie Hyungwon i podszedł do lodówki, by następnie wyjąć z niej puszkę z piwem. — Chcesz też? — Zwrócił się do starszego, jednak tamten pokiwał przeciwnie głową. — No co ty? — Zapytał zaskoczony, a Wonho powtórzył gest ukochanego. — Będziesz się teraz słuchaj jak piesek? No przestań! Z kim ja się teraz napiję?
— Ej masz jeszcze teraz całą siódemkę doliczając do tego ojca kapitana — odpowiedział Minhyuk, a Hoseok oplótł go wokół ramienia. — Po za tym nie piesek, a chłopak Hoseoka, więc muszę się go słuchać.
— No nie...
— Na pewno ktoś będzie chciał się z tobą napić. Nie narzekaj.
— No wiesz... — Przerwał im nieoczekiwanie Shin z cwaniackim uśmiechem. — Ja się mogę z tobą napić...
— No chyba jednak nie! — Minhyuk pokiwał przecząco głową. — Nie ma takiej opcji.
— Dlaczego nie? — szepnął doskonale znając odpowiedź.
— Po pierwsze jesteś moim chłopakiem i nie napijesz się z innym gorylem, a po drugie no... jesteś mój — powtórzył, a następnie dźgnął go w policzek przez co ten mocno się naburmuszył. — Dzieciaczku.
Brew Wonho drgnęła ze zdenerwowania, a nieświadomy swojego czynu medyk wciąż kontynuował mocne dotykanie jego twarzy. Stojący naprzeciwko nich informatyk nie wiedział za bardzo co zrobić, bo mina Hoseoka mówiła tylko jedno: „Zabiję go.”, ale z drugiej strony jeszcze nic nie zrobił, więc może tylko mu się wydawało. Dlatego też postanowił zostać. Nie wiedział jednak, że lepszym pomysłem byłoby zniknięcie z tego pomieszczenia.
W jednej chwili Shin gwałtownie wstał, a następnie z całej siły chwycił ukochanego za dłoń i mocno przerzucając go przez prawe ramię sprawił, że cały znieruchomiał.
— Ała! — Wrzasnął czując niewyobrażalny ból. — Wonho dobra, dobra!
— Cicho — syknął ostro, po czym spojrzał na przerażonego Hyungwona. Odsunął się od ukochanego, by następnie zrobić ten sam trik przyjacielowi. Stojąc nad ich ciałami otrzepał ręce niby z brudu, po czym zostawił ich samym sobie.
O nie, on nie da się traktować jak dziecko. Jednego był pewny — momentami był mądrzejszy niż oni. No możesz nie zawsze, bo to co przed chwilą zrobił nie było zbyt dojrzałe, ale na pewno zabawne.

❧❧❧

Blondynka siedziała na łóżku oparta o ścianę i zastanawiała się nad tym co dalej powinna zrobić. Po nieudanej akcji zamordowania znienawidzonej drużyny długo rozmyślał nad tajemniczym chłopakiem, którego nigdy wcześniej nie widziała przy pozostałych. Widząc upór tamtej Lisa pomyślała, że Monsta X wcale nie są tacy źli, jednak wtedy znów nawiedziły ją okrutne doświadczenia jej przyjaciółki.
Nie, oni są okropni., pomyślała kładąc dłonie na głowie i przybliżając bliżej górnej części ciała zgięte nogi. Gdyby tamtego dnia nie spotkała tego młodego chłopaka być może udałoby jej się zabić przynajmniej jednego z nich. Niestety ani ona ani Jennie nie miały zamiaru zabijać nieznajomego, bo w gruncie rzeczy on nic im nie zrobił.
— Ja pierdolę — wrzasnęła na cały głos tarmosząc z całą siłą włosy jakby to miało pomóc jej znaleźć odpowiedź na własne pytania. — O co tu do jasnej kurwy chodzi! To nie tak miało być! Kurwa!
Lalisa położyła się na łóżku zanosząc się głośnym płaczem. Nawiedziły ją okropne wyrzuty sumienia, a oprócz tego myśli których nigdy nie powinna była do siebie dopuścić. Jak w ogóle mogła pomyśleć o tym, by porozmawiać z Kim o możliwości wybaczenia Monsta X? Przecież to było wręcz niedopuszczalne!
— Przepraszam — szepnęła wtulając się w swoją poduszkę, a wtedy poczuła dotyk na głowie.
— Co się stało?
Dziewczyna nie musiała nawet unosić wzroku, by ujrzeć kto śmiał ją dotknąć, bo od razu wiedziała, że była to jej najlepsza przyjaciółka. Razem z Jennie nie znały się jakoś długo, jednak przez ten czas dużo ze sobą rozmawiały oraz zbliżyły się do siebie, więc nie dziwnym było to, że tak dobrze się dogadywały.
— To wszystko moja wina, unnie.
— Hm? Co masz na myśli? — zapytała starsza głaszcząc jej włosy.
— No to, że miesiąc temu nie byłyśmy w stanie zabić Monsta X — jej głos w jednej chwili się załamał, a po policzkach spłynęły spore krople łez. — Nie dałam rady zabić tego chłopaka. Gdy tylko go zobaczyłam to przez chwilę zobaczyłam w nim dawną siebie, a oprócz tego... Unnie ja miałam złe myśli...
— Czyli jakie?
— No wiesz... Wydawało mi się przez chwilę, że ci chłopcy nie są wcale tacy źli skoro przyjęli do swojej drużyny tego nieznajomego...
— Ach — przerwała jej zaskoczona Jennie, jednak postanowiła ugryźć się w język, by przyjaciółka mogła dalej kontynuować. — Mów dalej.
— Może lepiej nie...
— Kontynuuj. Chcę wiedzieć jakie masz zdanie.
— Ja po prostu pomyślałam, że mogłybyśmy porozmawiać z tym chłopakiem i dowiedzieć się prawdy... To znaczy — przełknęła głośno ślinę — unnie... Ja chcę być była bezpieczna, a z nimi byłoby to możliwe. Widziałaś ich siłę. Gdyby nie byli ranni z łatwością mogliby nas pokonać.
— Wolałabym umrzeć niżby ich poprosić o pomoc — syknęła szatynka.
— Ale chciałabym poznać też wersję Changkyuna! — Krzyknęła na cały głos tłumiąc go w poduszkę. — Tak bardzo przeżyłaś śmierć waszego dziecka, ale dla niego też musiał to być koszmar!
— Skończ — głos Jennie sprawił, że zacisnęła mocno powieki, by przypadkiem nie poczuć jakiegoś bólu. Jednak zamiast tego usłyszała tylko trzaśnięcie drzwiami.
Czuła, że przyjaciółka wkurzy się przez jej szczerość, ale miała też nadzieję, że ją zrozumie. Niestety nieco się pomyliła. Kim wciąż nie doszła do siebie po stracie ukochanego syna, więc Lisa nie powinna była potrząsać tego tematu. Jednak... Nie potrafiła już tłumić w sobie tych wszystkich mieszanych uczuć. Przecież ci chłopcy może nie byli aż tacy źli.
— Nie — mruknęła pod nosem — to ja się mylę.
Blondynka kątem oka spojrzała na drzwi którymi wyszła wściekła dziewczyna i zacisnęła mocno pięści. Powinna się spotkać z którymś z nich lub przynajmniej z tamtym chłopakiem.
Tak, to było najlepsze wyjście.

❧❧❧

— No chuj mnie kurwa zaraz strzeli — warknął wściekły Hyungwon, który wciąż nie potrafił wytrzymać z bólu po ostatnim ataku Wonho. Na nieszczęście jego przyjaciel medyk już się wyleczył, po czym odszedł na drobną chwilę, by pójść po maść, jednak do tej pory nie powrócił. — Co za zjebany człowiek. No kurwa mać.
— A co tu się dzieje? — W pomieszczeniu pojawił się najstarszy mężczyzna, który aktualnie korzystał z ich domu.
— Niech pan kogoś zawoła — westchnął informatyk, a Son uśmiechnął się delikatnie.
— Widzę, że z twoją ręką jest coś nie tak. Biłeś się z kimś?
— Co? Nie, przyjaciel postanowiła się zabawić w wrestling.
— I tylko ty oberwałeś? — zapytał zaskoczony, po czym pomógł mu usiąść na krześle i ze skupieniem obejrzał jego lekko zsiniałą rękę.
— Nie! Mój drugi przyjaciel też oberwał, ale się uleczył! Jebany sklerotyk, a nie medyk — wrzasnął Hyungwon, a mężczyzna zaśmiał się głośno. — No co?
– Nie nic — odpowiedział — widziałem go z Wonho.
W tym samym momencie żyłka na czole Chae zaczęła pulsować ze złości i kompletnie zapomniał o bólu odczuwanym w łokciu. Och, jego jakże ukochany lekarz, a zarazem przyjaciel zapomniał o nim, by spędzić czas z własnym chłopakiem? A co do cholery z ich obietnicą?!
Wkurwiony chłopak już miał zamiar odejść, lecz w jednej chwili poczuł tak nieprzyjemny ból, że wydarł się na cały głos i upadł na ziemię. Przez dłuższy czas nie potrafił nic zrobić, ale gdy do pomieszczenia wparowali wszyscy członkowie Monsta X w końcu trochę się uspokoić.
— Co tu się dzieje? — Zapytał zaskoczony Hyunwoo podchodząc do informatyka. — Tato, co ty mu zrobiłeś?
— Bolała go ręka, więc mu ją nastawiłem.
— O kurwa — szepnął nagle Minhyuk tym samym skupiając na siebie swój wzrok — ja pierdolę zapomniałem o tobie. — Podszedł do przyjaciela. — Przepraszaaaaaam...
— Wsadź se w dupę te twoje przeprosiny — syknął wściekły Hyungwon, który już nie odczuwał takiego bólu jak wcześniej. — Następnym razem też o tobie zapomnę, dobra?
— No Hyungwon...
— Zamknij paszczę i idź stąd — mruknął Chae uspokajając się nieco.
Lee spuścił głowę w dół i wyszedł z kuchni tak jak kazał mu jego przyjaciel.
Pozostali nie za bardzo wiedzieli co powinni byli zrobić. Ci dwaj pierwszy raz w życiu tak bardzo się pokłócili wprowadzając tym samym bardzo nieprzyjemną atmosferę w ich domu.
Kapitan pomógł wstać informatykowi, po czym ruszył po apteczkę znajdującą się na lodówce. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się co powinien zrobić, ale w końcu przełknął głośno ślinę i podszedł do rannego chłopaka.
— Ej — zwrócił na siebie jego uwagę — pierwszy raz w życiu będę kogoś opatrywać, więc wybacz jak coś...
— Nie strasz mnie — szepnął załamany Hyungwon siadając na krześle.
Pozostała ekipa postanowiła dotrzymać mu towarzystwa i jak gdyby nigdy nic zaczęli się brać za robienie przedwczesnego obiadu. No cóż była dopiero dziewiąta rano, ale mimo to nie chcieli go zostawiać samego. Chłopak zawsze źle przeżywał kłótnie. Uwielbiał rozmawiać z ludźmi, dochodzić z nimi do porozumienia i pierwszy raz w życiu widzieli by wkurwił się aż do takiego stopnia.
— Kurwa — po dłuższej ciszy w końcu odezwał się czerwonowłosy Lee — głowa mnie napierdala jak chuj.
— Trzeba było wczoraj tyle pić?
— Nie przesadzajmy — powiedział z uśmiechem. — Chętnie znów bym się napił. Przecież te kilka butelek wódki to nie jest mój limit. Kiedyś potrafiłem wypić więcej.
— No to jesteś naprawdę cienias — podsumował Kihyun szykujący obiad. Większość z nich miała strasznego kaca, więc dobrym pomysłem było przyszykowanie pożywienia. — Ja wypiłem tylko jeden kieliszek i patrz jak się zajebiście czuję.
— Widzę właśnie.
— Sugerujesz mi, że nie?
— Ależ skądże — na twarz Jooheona wdarł się tajemniczy uśmiech. — Następnym razem pijesz ze mną hyung, dobra?
— Chcesz się przekonać ile wypiję?
Chłopak w odpowiedzi jedynie kiwnął głową, a później zaczął wypytywać co będzie do jedzenia.
W tym samym czasie Hyunwoo i jego ojciec usiedli przy stole żywo rozmawiając o różnych głupotach typu jaki silnik jest teraz najnowszy. Kapitan Monsta X wiedział, że powinien zapytać się skąd jego rodzic przybył, jak się o nich dowiedział i tym podobnych rzeczach, ale trochę się obawiał. Nie chciał się dowiedzieć, że jego ojciec jest jakimś szpiegiem, czy coś. Tak długo go nie widział, więc bał się, że mógłby się na nim zawieźć.
Dwudziestopięciolatek zdawał sobie sprawę, że połowa chłopaków nie ufa jego ojcu, jednak on postanowił być jednym z tych, którzy mu wierzą. Być może była to głupia decyzja, ale Mirhwan był w końcu jego rodzicem.
— Kihyun pospieszysz się trochę z tym obiadem? Tata na pewno jest głodny — Son posłał szatynowi delikatny uśmiech, a tamten tylko skinął głową.
— Synu nie musisz tak bardzo się o mnie martwić — odpowiedział szybko starszy poprawiając okulary, które nosił na nosie. — Nie jestem taki słaby jak może ci się wydawać.
Jego spojrzenie dosłownie na ułamek sekundy zmieniło kierunek w stronę drzwi, co zwróciło uwagę opartego o ścianę Changkyuna. Dzisiaj był wyjątkowo cichy. Nie podchodził do pana Son tak jak robił to wczoraj, a także nie cieszył się na każde wypowiedziane przez niego słowo. Zdecydowanie nabrał podejrzeń wobec starszego i nie potrafił tego ukryć. Musiał jednak zrobić wszystko by udowodnić, że mężczyzna nie jest tak niewinny jak myślą inni.
— Dobra chłopaki za jakieś piętnaście minut będzie obiad — Kihyun przewrócił właśnie kotlety na patelni.
Na szczęście od czasu gdy tu zamieszkali mieli szybszy dostęp do Miasta dzięki czemu w lodówce zawsze było pożywienie. Chłopcy byli szczęśliwi z tego powodu, bo chcąc nie chcąc musieli jeść znacznie więcej niż wcześniej. Musieli nabrać siły, gdyż każdy z nich czuł iż zbliża się koniec.
Ten niechciany koniec — ostatnia wojna.
To właśnie po niej okaże się kto będzie wygranym, a kto przegranym.

❧❧❧

Minhyuk krążył po nowej siedzibie szukając pokoju niedawno przybyłego gościa. Chciał jak najszybciej sprawdzić jego sypialnię wierząc w to, że znajdzie tam jakieś informacje. Okazję do przeszukania wcześniej zamkniętego pomieszczenia stworzył mu jego przyjaciel, który oczywiście udawał, że się wkurwił. Dzisiejszego dnia około trzeciej w nocy jednoznacznie stwierdzili, że trzeba wykorzystać jego obecność w ich domu i przeszukać jego rzeczy, jednak ten niechętnie opuszczał nowe cztery kąty.
— Dobra Minhyuk zrobisz to — szepnął sam do siebie stając już przy odpowiednich drzwiach. Wziął do ręki wyprostowaną agrafkę i włożył ją do środka otworu w klamce. — Głupi Hyungwon... To on powinien tu przyjść... Jest dużo lepszym szpiegiem niż ja...
Blondyn westchnął głośno, po czym skupił się na włamaniu. Wiedział, że nie ma za dużo czasu, jednak to zadanie nie było wcale takie łatwe na jakie mogło wyglądać.
— Min? — Chłopak gwałtownie podniósł głowę słysząc za sobą głos partnera.
W jednej chwili zakrył jego usta dłonią i przysuwając palec wskazujący do swoich warg rozkazał mu się uciszyć.
— Co ty robisz? — szepnął, gdy ten w końcu go puścił.
— A myślisz, że na co to wygląda?
— Na włamanie — odpowiedział od razu.
— No właśnie — przytaknął mu.
Chłopak zamrugał zaskoczony parę razy powiekami, po czym uderzył go w plecy.
— Idioto! Dlaczego chcesz to zrobić?!
— Ty może ufasz panu Son, ale ja nie — syknął, a w tym samym czasie usłyszał nadchodzące kroki. Spuścił głowę w dół i spojrzał niezadowolony w oczy ukochanego, po czym przyspieszył otwieranie drzwi. Chwilę później te w końcu się otworzyły, a medyk dosłownie wrzucił Wonho do środka. — Schowaj się w szafie i słuchaj o czym mówi, dobra?
Shin nie zdążył mu odpowiedzieć, ponieważ ten zamknął drzwi.
— No chyba nie! — wrzasnął tylko. — No Minhyuk, wracaj tu!
— Poczekaj jakieś dwie godzinki, dobra? — szepnął na tyle głośno, by usłyszał to po drugiej stronie. — Liczę na ciebie, kochanie. Idź do szafy się ukryć. Ja za niedługo po ciebie przyjdę, dobrze?
— Ale...
— Kochanie nic ci się nie stanie — powiedział, a Wonho tylko westchnął.
— Za dwie godziny.
— Nie dłużej. Jeśli coś by się działo krzycz. Przyjdę wcześniej.
Lee jednak nie poczekał na jego odpowiedź. Nie było na to czasu, bo kroki stawały się coraz głośniejsze i zmusiło go to do wycofania się. Było mu głupio, że zostawia najgorszą robotę ukochanemu, który w gruncie rzeczy zjawił się tam kompletnie przez przypadek, ale nie widział innej opcji.
— Wierzę, że ci się uda, kochanie.

❧❧❧

Niecałe półtorej godziny później medyk siedział na schodach nerwowo tupiąc nogami o drewnianą podłogę. W trakcie gdy jego ukochany znajdował się w sypialni ponad czteredziestoletniego mężczyzny naszły go dziwne myśli. Co jeśli pan Son zorientował się, że ktoś się do niego włamał i znalazł w szafce jego chłopaka? Co jeśli go zgwałcił? Albo zabił? Wtedy byłaby to jego wina.
Minhyuk zacisnął mocno pięści, po czym wstał by następnie podejść do drzwi najstarszego. Niestety nie zdążył zapukać, bo tuż obok niego pojawiła się wściekła oraz zestresowana Wonkyu. Widocznie zdenerwowała się, gdyż nie wiedziała gdzie jest jej młodszy brat.
— Gdzie jest Hoseok? — syknęła przerażona groźnie patrząc w oczy medyka. — Jesteś jego chłopakiem, więc kurwa musisz wiedzieć gdzie jest mój brat do kurwy nędzy.
— Noona...
— No co kurwa? Gdzie on jest?! — wrzasnęła wściekła łapiąc kumpla z drużyny za bluzę i podciągnęła go lekko do góry.
— Tutaj — chłopak wskazał palcem na wejście do pokoju ojca Hyunwoo.
— Co on tam robi? — Zapytała zaskoczona Shin, a blondyn podrapał się z tyłu głowy zażenowany. Powinien się przyznać tym co zrobił. Zachował się niczym tchórz wrzucając go do nieznanego mu pokoju w  którym przebywał podejrzany typ.
Minhyuk przełknął głośno ślinę, ale w końcu nabył nieco odwagi.
— W-Wrzuciłem go tam — jęknął zestresowany.
W jednej chwili poczuł na buzi pięść przyjaciółki, a później już tylko został wyrzucony na zewnątrz domu. Nie dziwnym było to dlaczego tak się stało, jednak nie sądził, że zostanie tak ostro potraktowany.
Medyk oparł się o ścianę i wtedy poczuł przyjemne ciepło jakie otuliło jego całe ciało oraz czarne ubrania. Podniósł delikatnie wzrok do góry spoglądając na ogromne słońce znajdujące się tuż przed nim.
— Co ja najlepszego zrobiłem? — Szepnął sam do siebie zażenowany, a wtedy jego wzrok przykuło niewielkie okienko znajdujące się w mieszkaniu. — Pokój pana Son?
Chłopak rozejrzał się po okolicy, jednak nikogo podejrzanego nie widział. Ostrożnie podszedł do szkła i wyjrzał przez nie by ujrzeć sypialnię ojca przyjaciela. Niby nic tam dziwnego nie było, ale komoda znajdująca się tuż przy drzwiach przykuła wzrok podejrzliwego Lee.
— Co jest kurwa? — Zapytał sam siebie, gdy w jednym ze słoików coś się poruszyło. — Wonho... Gdzie jest mój Wonho?
Przerażony Minhyuk nerwowo rozglądał się po niewielkiej części pokoju, jednak nie widział niczego po prawej stronie ogromnego łóżka, bo zasłaniało mu okno przez które właśnie patrzył.
— Hoseok! — Wrzasnął na początku, a później mocno kopnął w szkło, które nie chciało się rozpaść. Uderzał nogami w to samo miejscami znacznie częściej oraz mocniej. Nie wiedział co powinien w tej chwili myśleć.
Jego chłopaka nigdzie nie było widać. Dodatkowo aura tego pomieszczenia sprawiała, że Minhyuk czuł się niepewnie, a także coś go niepokoiło. Nie przejmował się nawet tym, że pan Son i rozmawiająca z nią wściekła Wonkyu mogliby usłyszeć jego próbę włamania do pokoju poprzez okno.
W końcu po niedługim czasie blondynowi w końcu udało się dostać do sypialni. Pomieszczenie nie było ogromne, ale też nie nie było małe. Łóżko, komoda oraz szafa zajmowały dużą część powierzchni, więc przestraszony podszedł do najwyższego mebla i otworzył jego drzwi.
— Wonho... — Szepnął z nadzieją imię partnera, ponieważ myślał, że ukrył się w miejscu, które mu polecił, jednak gdy tylko ujrzał poukładane ubrania drgnął lekko.
Czuł jak zaczęła wzbierać się w nim złość oraz nienawiść. Nie potrafił opanować własnych uczuć. Na twarz wpełzł szeroki uśmiech psychopaty, a po policzkach spłynęły łzy.
— Znowu — szepnął sam do siebie — znowu straciłem ukochaną osobę.
Chłopak mocno trzasnął drzwiami szafy, co od razu sprawiło, że w pokoju pojawili się Mirhwan oraz zszokowana Shin.
— Och panie Son — wyszeptał Lee śmiejąc się wniebogłosy. — Dawno się nie widzieliśmy.
— Chłopcze? — zapytał zaskoczony mężczyzna.
— A może raczej... — Przerwał na chwilę i w ułamku sekundy pojawił się tuż przy nim kładąc ręce na jego szyi oraz podduszając na krótki moment. Niestety nie trwało to długo, bo odciągnęła go Wonkyu. — Może raczej... Przywódco Eternity Corporation?

Mogę być twoim bohaterem – Rozdział 7




Wonho x Minhyuk || Monsta X

Minął miesiąc od ostatniej napaści na poprzednie lokum potężnej grupy. Między jej członkami panowała przyjemna atmosfera, jednakże wciąż trwali w lekkim niepokoju. Obawiali się kolejnego ataku nie tylko ze strony dziewczyn, ale również lekarzy, dlatego postanowili umocnić pułapkami nową bazę. Codziennie minimum dwie osoby stały na warcie wypatrując wrogów, a tym razem padło na medyka oraz jego rówieśnika, Wonho.
Obydwoje siedzieli na dachu starego mieszkania odwróceni do siebie tyłem, by móc obserwować cały teren. Między nimi panowała głucha cisza, którą bali się przerwać, po ostatniej kłótni siostry chłopaka i lekko pijanego Minhyuka. Chłopak pod wpływem alkoholu chciał pocałować blondyna, jednak nie pozwoliła mu na to wściekła Wonkyu, przez co doszło do spięcia.
— Przepraszam za wcześniej — Lee postanowił jednak przerwać denerwującą go ciszę. — Nie powinienem był tak się zachować. — Odwrócił się do niego przodem, wpatrując się w jego plecy. — Nie będę usprawiedliwiał się faktem, że działałem po wpływem alkoholu, bo byłaby to głupota. W ogóle nie powinienem był tego zrobić. — Uśmiechnął się pod nosem. — Ale wychodzi na to, że bardzo chciałem to zrobić.
Hoseok delikatnie drgnęła, a na jego usta wdarł się lekki uśmiech. Powoli odwrócił się w jego stronę i gdy tylko ich spojrzenia się spotkały mocno uderzył go w tył głowy robiąc przy tym obrażoną minę.
— Och Minhyuk — mruknął zły, jednak medyk zaczął się śmiać na cały głos. — Jesteś zbyt pewny siebie, debilu!
— Jak ty mnie nazwałeś?! — wrzasnął, gdy ten zadrwił sobie z niego. — O ty!
Chłopak wstał z dachówek i chwytając go za nadgarstek mocno pociągnął go w górę, po czym przerzucił sobie przez ramię. Chłopak od razu zaczął wrzeszczeć i uderzać go z całej siły o plecy, jednak Minhyuk nie miał najmniejszego zamiaru go odstawić. Powinien dostać jakąś nauczkę, dzięki której przestanie sobie z niego szydzić.
— Tak poza tym, kiedy szukałem wirusa nic ci we mnie chyba nie przeszkadzało — odpowiedział, po czym klepnął go w tyłek, przez co Wonho automatycznie zrobił się wściekły.
— Pożałujesz tego.
— Oczywiście, że chcę tego żałować — szepnął, by tylko on to usłyszał.
Tym razem cała twarz blondyna przybrała czerwony odcień, a serce po raz setny przyspieszyło swoje bicie. Nie wiedział jak mu odpysknąć, dlatego nic mu nie odpowiedział, jednak czuł, że ich rozmowa schodzi na niewłaściwy tor.
Zaraz po niedawnej walce przysiągł sobie, że nie zbliży się do Minhyuka, aby ten na spokojnie mógł zdecydować o stworzeniu antidotum. Nie chciał wpływać na jego decyzję, lecz z drugiej strony robił się coraz bardziej niecierpliwy.
— Czemu tak nagle zamilkłeś? — Zapytał medyk odstawiając go na miejsce, lecz wtedy ujrzał jego zakłopotane spojrzenie. — Och, czyżby nasz mega odważny bohater zrobił się zażenowany? — Ścisnął mocno jego policzki, ciągnąc je tym samym na różne strony, a Wonho patrzył na niego jak na debila. — Słodko.
— To dobrze — mruknął niezadowolony, gdy wyczuł dobry moment wyrwania się z jego sideł. — Zajmijmy się potrzebnymi rzeczami.
— Twoje samopoczucie, wygląd i w ogóle wszystko są bardzo potrzebne! — Uśmiechnął się najszerzej, jak tylko potrafił, po czym znów oberwał od blondyna. — Ała! — Chwycił się za bolącą część ciała. — Za co to było?
Zamiast przeprosin w formie słów chłopak najzwyczajniej w świecie złączył ich usta w głębokim pocałunku. Nieoczekiwany ruch Shina sprawił, że tym razem to medyk mocno się zarumienił.
— Tobie też pasują rumieńce — powiedział odsuwając się od niego. — Jarasz mnie w nich.
Zadowolony ze swojego czynu oraz reakcji Minhyuka odwrócił się do niego plecami i znów usiadł na zimnych dachówkach, by w spokoju móc podziwiać kawałek natury zniszczonego świata. Ostatnio postanowił, że oprócz uratowania ludzi chciałby zobaczyć każdy zakątek ziemi i móc go odnowić, jednakże nikomu o tym nie powiedział. Wolał pozostawić to marzenie dla siebie, bo nie wiedział nawet czy udałoby mu się je zrealizować.
Długo nie musiał czekać na to aż Lee przyłączy się do jego podziwiania okolicy, bo już po chwili usiadł zaraz przed nim, przez co ten znajdował się teraz pomiędzy nogami Wonho. Gdy mniej doświadczony wojownik poczuła jego plecy na swoich torsie postanowił go objąć i oparł podbródek o jego ramię.
— Jestem ciekawy jaki teren jest nieskażony — powiedział Minhyuk rozluźniając się. — Chciałbym zobaczyć świat.
— Ty też, co? — Zapytał rówieśnik, jednak to pytanie kierował bardziej do siebie.
— Hm?
— Ach, nie nic — odpowiedział z uśmiechem, a w jego oczach zakręciła się łza. Znów nabrał ochoty porozmawiania z medykiem o możliwości wynalezienia przez niego leku, lecz wtedy znów by się pokłócili. Nie chciał teraz niszczyć tej pięknej i co najważniejsze, przyjemnej chwili.
Od dawna między nimi zaczęło iskrzyć, ale czułości okazywali sobie tylko na osobności, kiedy mieli pewność, że nikt ich nie zobaczy. Niestety, ale obawiali się reakcji innych, a najbardziej siostry Shina na zobaczenie ich razem, jednak powoli mieli tego dosyć. Niby nie byli jeszcze razem, bo nie wypowiedzieli sobie dwóch magicznych słów, lecz zachowywali się jak normalna para.
— Minhyuk! — Męski krzyk, który dobiegł do ich uszu sprawił, że gwałtownie odskoczyli od siebie przyjmując odpowiednie pozycje w jakich powinni byli stać. Blondyn spojrzał w dół spoglądając na przyjaciela, który machał do nich dłońmi. — Schodźcie!
— Coś się stało? — Zapytał sam siebie, po czym odwrócił się do Wonho i wystawił dłoń w jego kierunku. — Schodzimy, kochany.
— Przestań się nabijać, poza tym potrafię zejść sam — odpowiedział urażony, lecz medyk doskonale wiedział, że zrobił to dla żartu. Chłopak ominął go, ale wtedy Minhyuk złapał go w talii.
— Och, ale z ciebie buntownik — zaśmiał się wesoło i wtulił się w niego. — Zmykaj pierwszy, ja jeszcze muszę coś zrobić.
Dwudziestotrzylatek puścił go, po czym cmoknął w usta, aby w końcu sobie poszedł. Oczywiście tamten mruknął jeszcze kilka słów w celu wyrażenia swojego niezadowolenia, ale postanowił zeskoczyć z czerwonego pokrycia budynku, by zostawić ukochanego samego.
— Coś mi tu nie pasuje — Lee podrapał się z tyłu głowy czując dziwną aurę. — Ominęło nas coś? Przecież byłem ostrożny, cholera.
Chłopak po około dwóch minutach upewnienia się, że nikt nie nadchodził również postanowił zejść z wysokości. Mimo to niepokój nie chciał opuścić jego wnętrza, a wręcz przeciwnie przybierał na sile. Obawiał się, że podczas przyjemnych chwil z Wonho nie zauważył czegoś naprawdę ważnego, a wtedy miałby przerąbane.
— Kurwa — syknął, kiedy usłyszał jak Shownu darł się na kogoś w jego własnym pokoju. — Tylko nie na Hoseoka...
— Tutaj jesteś — nieoczekiwanie obok niego pojawiła się Wonkyu z ulgą wypisaną na twarzy. — Już myślałam, że spadłeś, czy coś. — powiedziała z uśmiechem, co sprawiło, że Minhyuk delikatnie drgnął. Gdyby Shin dowiedziała się, że jego i jej brata łączy coś więcej niż przyjaźń pewnie zachowywałaby się inaczej. — Chodźmy do kuchni.
— J-Już — jęknął ruszając za starszą.
Gdy pojawili się w pomieszczeniu Minhyuk od razu zauważył opierającego się o blat Wonho i mrugnął do niego okiem. Obydwoje doskonale wiedzieli, że nie mogą publicznie okazywać sobie czułości, ale coraz bardziej ich to już denerwowało.
— Co się stało? — Zapytał medyk, kiedy Wonkyu stanęła obok ukochanego brata.
— Jak mogliście nie zauważyć, że ktoś wszedł do środka? — Mruknął zły Changkyun, który nerwowo tupał nogą o podłogę, a widząc, że Lee chciał się już wybronić przerwał mu kiwnięciem głowy. — Macie szczęście, że to nie nasz przeciwnik. Po za tym, jak mogliście przeoczyć człowieka?
— Nie jest przeciwnikiem?
— Nie — do rozmowy wtrącił się Kihyun, który próbował analizować to co dzieje się w ich mieszkaniu. — Ale coś mi tu nie pas...
Strateg nie mógł dokończyć swojego zdania, ponieważ przerwało mu wejście kapitana i nieznajomego mężczyzny do kuchni. Minhyuk jako jedyny zainteresował się słowami rówieśnika, jednak rozmowę z nim postanowił zostawić na później, by dowiedzieć się kim był ten osobnik.
— Chłopaki, dzisiaj robimy przyjęcie z okazji powitania w naszej drużynie... — Szczęśliwy Shownu przerwał na chwilę, by przetrzeć zaczerwienione od łez oczy. — Mojego ojca.
W pomieszczeniu zapadła cisza. Nikt nie wiedział co powiedzieć liderowi grupy, a tym bardziej co zrobić z faktem, że w ich kryjówce znajduje się dawno zaginiony rodzic Hyunwoo. Wszyscy myśleli, że ten zginął, jednak on stał teraz przed nimi nawet nie draśnięty przez nic, chociaż tyle pułapek na zewnątrz i wewnątrz budynku się znajdowało na wszelki wypadek.
— Ojciec? — Zapytał zdziwiony Changkyun, ale już po chwili podszedł do mężczyzny w okularach. — Serdecznie witamy panie Son. Przepraszamy, że przyjmujemy pana w takich warunkach, jednak sam pan wie, jak to jest w tych czasach, prawda? — Były więzień był wyraźnie podekscytowany spotkaniem ze swoim idolem. Przez słuchanie historii kapitana o jego tacie nabrał do niego ogromnego szacunku i zaczął go podziwiać. — Chłopaki idźcie przyszykować pokój dla gościa, a ty Kihyun zajmij się jedzeniem. Ja i hyung zostaniemy by z nim porozmawiać. No i ubierzmy się dzisiaj odświętnie, co wy na to?
— Yah, Changkyun — Shownu już miał zamiar się odezwać, ale przerwał mu śmiech starszego.
— Nie przejmuj się tym synu... Chętnie spędzę z wami czas pijąc alkohol — mężczyzna uśmiechnął się szeroko, jednak Minhyuk, który do tej pory stał cicho przymrużył delikatnie powieki,  co przykuło uwagę Wonho.
Blondyn jednak nie podszedł do ukochanego, bo siostra chwyciła go za nadgarstek i wyprowadziła z pomieszczenia.
— Czy między tobą, a medykiem coś jest? — Zapytała nieoczekiwanie, gdy upewniła się, że nikt ich nie usłyszy.
— Nie, dlaczego pytasz?
— Dobrze wiem jak uzdolniony jest. Gdyby na dachu byłby z nim ktoś inny z Monsta na pewno zauważyłby, że ojciec Shownu wszedł do środka. Coś musiało się między wami zadziać, prawda? —  Kolejne pytanie sprawiło, że Shin zarumienił się dosyć mocno.
— Porozmawiamy kiedy indziej, dobra? — mruknął cicho. — Teraz idź się przebrać, w końcu będziemy mieli czas na odpoczynek.
Wonkyu miała zamiar nie zgodzić się z jego pomysłem, lecz w porę ugryzła się w język. Nie chciała się z nim teraz kłócić, bo równoważyłoby się to z tym, że zniszczyłaby mu wolny czas. Po za tym, wszyscy byli wymęczeni ciągłym stresem.
Dziewczyna położyła dłoń na jego głowie i poczochrała go lekko, by następnie odejść w kierunku swojego pokoju.
Gdy tylko siostra chłopaka odeszła na dobrą odległość ten odetchnął z ulgą i wszedł do siebie. Po chwili uspokajania własnych myśli wywołanych przez nieoczekiwanie pytanie szatynki podszedł do szafy. Przejechał wzrokiem po ubraniach, jakie wisiały na wieszakach, po czym kopnął w mebel.
— Cholera! Nie mam w co się ubrać — mruknął niezadowolony, ale wtedy ktoś zasłonił mu oczy dłońmi. Od razu rozpoznał zapach osobnika, jaki roznosił się po pokoju i szybko odwrócił się do niego przodem, by następnie mocno otulić ramionami dobrze znane sobie ciało. — Co tutaj robisz?
— Pomyślałem, że nie masz w co się fajnego ubrać... — Minhyuk uśmiechnął się, gdy chłopak odsunął go od siebie. — W ramach czego przyniosłem ci jeden z moich garniturów...
Medyk zza pleców wyciągnął białą, niedużą marynarkę ze złotymi dodatkami, a także tego samego koloru co górna część, spodnie. Na widok ubrania Wonho mocno się zaczerwienił, ale jednocześnie ucieszył, więc pod wpływem chwili rzucił się na ukochanego z taką siłą, że wywrócił go na podłogę. Nie rozglądając się wokół siebie po prostu wpił się wargami w jego usta. Pocałunek zaskoczył blondyna, jednak postanowił odwzajemnić pieszczotę rówieśnika owijając jego szyję dłońmi i przyciągając go do siebie jeszcze bardziej, by zwinnie wsunąć język do jego ust. Czułość sprawiła, że przez moment zapomnieli o otaczającym ich świecie, a przypomniał im o tym dopiero stojący w wejściu Jooheon.
— Wonkyu nie byłaby zadowolona i w sumie to dobrze, że mi kazała przyjść — powiedział czarnowłosy zajadając się jabłkiem.
Na dźwięk jego głosu para odskoczyła od siebie  zażenowana, a Minhyuk od razu wstał z podłogi i ruszył w stronę przyjaciela.
— Jooheon...
— Nie martw się, nic nikomu nie powiem.
Zdanie, które wypowiedział Jooheon sprawiło iż medyk odetchnął z ulgą, ale wtedy poczuł nieprzyjemny ból w okolicach łydki. Zaskoczony chłopak spojrzał w dół, by następnie ujrzeć wściekły wyraz twarzy Wonho.
— Zostawisz nas jeszcze na chwilę samych? — zapytał Minhyuk, a tamten tylko kiwnął głową i odszedł. W tym samym czasie medyk złapał Hoseoka za dłonie i mocno je ścisnął. — Co się stało?
— Moglibyśmy już nie ukrywać prawdy? — Pytanie chłopaka zdziwiło dwudziestotrzylatka, który niezbyt rozumiał, o co mu chodzi.
— Prawdy?
— No wiesz... No o nas... Chciałbym powiedzieć wszystkim prawdę o nas... O uczuciu, które nas łączy... — szepnął odwracając wzrok rumieniąc się przy tym delikatnie.
— Uczucie, które nas łączy? — Powtórzył Lee, jednak dało się ujrzeć, że był teraz jakby w swoim własnym świecie nie rozumiejąc za bardzo co się wokół niego dzieje. — Powiedzieć pozostałym...
Shin patrzył na ukochanego nie pojmującym jego zachowania wzrokiem. Co to miało teraz znaczyć?
— Minhyuk? — Zapytał, ale on wtedy tylko wstał, przeprosił i wyszedł z pomieszczenia zostawiając go samą ze swoimi myślami. — Powiedziałem coś nie tak?
Blondyn spuścił głowę w dół przy okazji ściskając w ręku garnitur, jaki dostał chwilę temu od ukochanego.
Nie będę się wkurwiać, pomyślał pewny siebie decydując się na założenie odzienia.

❧❧❧

Wonho spędził w swoim pokoju jeszcze piętnaście minut uparcie wkładając na siebie lekko ciasnawy garnitur. Za wszelką cenę chciał spodobać się medykowi, który po jego pytaniu najzwyczajniej w świecie uciekł. Oczywiście poczuł żal, złość i smutek, ale doskonale rozumiał z jakimi emocjami ten się teraz zmagał.
— Idziemy — mruknął sam do siebie przeglądając się jeszcze w lustrze. Wyglądał naprawdę przystojnie, chociaż nie miał na sobie nic kosztownego z wyjątkiem paru kolczyków, a także białego chokera, który owinął wokół szyi.
Najwięcej czasu jednak spędził nad ułożeniem włosów, które musiały być jakoś ułożone.
Zadowolony opuścił pokój kierując się w stronę pomieszczenia w którym zatrzymała się jego siostra, a gdy tylko odsłonił zasłonkę ujrzał większość chłopaków z grupy Monsta X, w tym Minhyuka, który rozmawiał o czymś z jego siostrą zapinając jej z tyłu sukienkę.
Oczywiście Wonho poczuł się trochę zazdrosny, ale to była Wonkyu, na pewno nic by nie zrobiła.
Shin uśmiechnął się pod nosem, jednak dopiero wtedy zdał sobie sprawę iż źle zrobił pytając Minhyuka o ich relację.
Pierwszą osobą, która zauważył chłopaka stojącego w progu drzwi był Hyungwon, który właśnie zakładał na nagą, górną część ciała koszulę.
— Och, co tutaj robisz? — Zapytał, a gdy ta odwrócił głowę w jego kierunku spojrzał na niego zarumieniony i wszedł z pokoju. — Ha? — Spojrzał na wściekłą Wonkyu i blondyna, który nie rozumiał co się właśnie stało. — Co ja takiego zrobiłem?
— Ubrałbyś się, idioto — mruknęła Wonkyu ruszając za bratem. — Wonho.
Krzyk siostry sprawił, że blondyn podszedł do niej niezwykle zażenowany.
— Oi, co to miało być?! — Nieoczekiwanie dla rodzeństwa obok kobiety pojawił się zły Minhyuk. — Przyszłeś tutaj popatrzeć sobie na niego?!
— Co? — Zapytał zaskoczona, ale wtedy ogarnęła go narastająca wściekłość względem ukochanego. Nie powinien tak na niego naskoczyć, po tym jak sam uciekł nie odpowiadając na jego wcześniej pytanie. — Nawet jeśli to co?
Medyk już miał zaraz mu powiedzieć, że jest jego i może obserwować tylko go, ale w porę ugryzł się w język.
— Jeśli chciałeś podziwiać jedynie nagie ciała chłopaków to nie powinieneś był tu w ogóle przychodzić — mruknął Lee na szybko wymyślając jakąś wymówkę. Nie wiedział, jednak, że trafił w czuły punkt chłopaka przez co ten odszedł.
— Idiota... — Szepnął pod nosem.
Minhyuk widząc jego wkurzoną, a zarazem smutną minę wywołaną przez jego zachowanie poczuł nieprzyjemny skurcz w brzuchu. Od razu miał zamiar ruszyć za ukochanym, ale wtedy powstrzymała go siostra Wonho uderzając go dosyć mocno w twarz. Zaskoczony medyk chwycił się za bolące miejsce, jednak zrozumiał gest przyjaciółki. Zacisnął mocno wargi stawiając wszystko na jedną kartę. Postanowił udowodnić Hoseokowi, że jest kimś więcej niż kolegą.
— Dlaczego mu to powiedziałeś?! — Wrzasnęła wściekła Wonho chwytając kumpla za koszulę i przyciskając mocno do ściany. Pierwsze krople krwi wydobywające się z rozciętego łuku brwiowego blondyna skapnęły na jego białe odzienie. Chłopak nie odpowiedział szatynce, a zamiast tego poprosił przypatrującego się im Hyungwona o przyniesienie tego samego koloru marynarki. — Głuchy jesteś?!
— Przepraszam noona, ale dłużej już nie mam zamiar cię okłamywać, a tym bardziej siebie — mruknął ze spuszczoną głową. — Odsuń się, chcę pobiec za nim i znów go pocałować.
Uścisk Shin rozluźnił się, co chłopak niemal natychmiast wykorzystał wyswobadzając się z jej uścisku i biegnąc w kierunku wyjścia na zewnątrz, gdzie odszedł Hoseok.
— Kurwa — syknęła zaraz za nim wściekła Koreanka, jednak została powstrzymana przez Chae.
— Zostaw ich samych. Muszą porozmawiać.
— Ale...
— Wonho jest już pełnoletni i dojrzały, więc sam potrafi decydować o swoim szczęściu — powiedział Hyungwon, przytrzymując z całej siły szatynkę odczuwając przy tym nieopisany ból. Starsza przez parę sekund zdążyła złamać mu już lewą rękę.
— Jakie szczęście...
— Oni się kochają, a chyba chcesz, by twój brat był szczęśliwy, nie?
Po tym pytaniu Wonkyu całkowicie się rozluźniła, chociaż wciąż nie potrafiło do niej dojść to iż jej brat związał się z tym człowiekiem, a tym bardziej chłopakiem. Oczywiście lubiła go, w końcu stanowili rodzinę, jednak... Jego tok myślenia na temat tej wojny, nawet jej się nie podobał.

❧❧❧

Rozzłoszczony Wonho szybkim marszem szedł przed siebie nie powstrzymując łez, które strumieniami płynęły po jego policzkach. Zdenerwowały go słowa blondyna, który najpierw uciekł, a później wyraził swoją zazdrość okrutnym zdaniem. Zaczął się zastanawiać kim dla siebie byli, a raczej kim on dla niego, bo on na nieszczęście Minhyuk był dla niego całym światem.
— Jestem taki wściekły — szepnął cicho, kiedy nagle usłyszał swoje imię wypowiadane przez ukochanego. Zaskoczony odwrócił się w stronę budynku z którego wybiegł nieco zmęczony Minhyuk. Od razu jego uwagę przykuła rana Lee na łuku brwiowym, więc szybko podbiegł do niego i przejechał palcem po rozciętym miejscu. — Co ci się stało?!
— Nie jesteś zły? — Zapytał zdziwiony, a ten odsunął się od niego zmartwiony, ale jednocześnie wściekły.
— Jestem! Nie widać?! — Wrzasnął, po czym przetarł oczy ręką, by powstrzymać łzy, lecz te jak na złość nie chciały przestać lecieć. — Cholera. Pójdę po apteczkę.
— Poczekaj — szepnął Minhyuk na twarzy którego widniał czuły uśmiech. — Przepraszam.
Wonho pod wpływem tego jednego słowa odwrócił głowę załamany i przygryzł dolną wargę, by znów nie wybuchnąć płaczem.
— Hej... — Westchnął chcąc sięgnąć dłonią po jego nadgarstek, ale wtedy ten odsunął się od niego.
— Zostaw mnie — syknął zły, jednak Lee wcale się nie zniechęcił.
— Powiedziałem mu o nas — blondyn podszedł do Hoseoka i mocno objął go wokół talii, jednak uścisk nie został odwzajemniony.
— No i co z tego? Żadnych nas przecież nie ma! Puść mnie! — wrzasnął nie chcąc mu tego odpuścić. Jego słowa naprawdę go zraniły, jednak to Minhyuk mocno trzymał go w swoim uścisku. — Bo cię zabiję!
— Zabij — przerwał mu, a rówieśnik drgnął przerażony. — Widzisz? Nie potrafisz tego zrobić. — Minhyuk jeszcze bardziej umocnił pieszczotę w celu uspokojenia, co powoli mu się udawało. — Powiedziałem o nas twojej siostrze, więc teraz nie możesz się tak po prostu wycofać, czyż nie? Po za tym, ja ci na to na pewno nie pozwolę.
— Puść mnie...
— Nigdy więcej. — Zamknął oczy pod wpływem chwili. — Razem zwiedzimy ten świat.
Nie czekając na jego odpowiedź odsunął go od siebie i po raz kolejny pocałował, jednak takiej przyjemności Wonho nie czuł jeszcze nigdy. Minhyuk pieścił jego wargi własnymi ustami powoli zmieniając tempo pocałunku na nieco szybsze. Dłonie położył na jego mokrych policzkach, kontynuując przy tym całus dołączając do zabawy również język.
— Od... — szeptał pomiędzy pocałunkami, by złapać na chwilę również powietrze. — Teraz... —   Przybliżył go do siebie jeszcze bardziej. — Jesteśmy... — Przerwał całus spoglądając w lekko zamglone oczy Wonho. — Razem, kochanie.
Ostatnie słowo sprawiło, że twarz chłopaka spłonęła rumieńcem, a ciało wręcz samowładnie przylgnęło zaczęło się poruszać. Gwałtownie umocnił ich pocałunek brutalnie obijając ich języki w skutek czego z ust obydwóch spływała niekontrolowana ślina.
Oczywiście, że ucieszył się iż Minhyuk powiedział jego siostrze o nich, lecz doskonale wiedział, że to przez jego "ucieczkę" zdecydował się na ten krok. Wolał by zrobili to na spokojnie, a nie pod wpływem kłótni, która mogła zaważyć na ich kompletnej rozsypce, ale skoro Minhyuk postawił wszystko na jednej szali postanowił już nic nie mieszkać. Po za tym jego najskrytsze pragnienie w końcu się ziściło.
— Wracamy? — zapytał Lee, gdy Wonho przerwał pieszczotę.
Shin kiwnął głową, po czym Lee splótł ich dłonie kierując ich ciała w stronę wejścia.
— Moja siostra cię pobiła? — Zapytał lekko szyderczo dwudziestotrzylatek, co wywołało u medyka niewielką złość.
— Nie martw się o mnie, później się opatrzę. Nie z takich opresji się wychodziło, wiesz? — odpowiedział pytaniem, próbując sprawić wrażenie, że jest wszystko w porządku, chociaż nie czuł się za dobrze.
Cios, który zadała mu siostra ukochanego sprawił, że ciągle kręciło mu się w głowie. Nie do końca wiedział, czy z jego ciałem na pewno będzie dobrze, ale wolał pozostawić to dla siebie i nie martwić chłopaka.
— Więc... — odezwał się Hoseok, gdy stanęli przed wejściem.
— Teraz jesteśmy razem. Ty jesteś moim chłopakiem, a ja twoim — blondyn posłał mu jedno z najczulszych spojrzeń, na co tamten zareagował pewnym uśmiechem. Wongo szybko go cmoknął i pozwolił poprowadzić do salonu, gdzie miała odbyć się cała impreza.
— Nie idziesz się przebrać?
— Zrobię to później. Niech wszyscy wiedzą, że zasłużyłem po tym jak cię potraktowałem i po tym co ci powiedziałem... Przepraszam... Naprawdę, ale... — Nie dokończył, gdyż blondyn przerwał mu tym razem dłuższym pocałunkiem.
— Mój zazdrośnik.
— No teraz twój i niczyi inny — odpowiedział całując go w policzek.
Minhyuk z każdym wypowiedzianym przez siebie słowem czuł narastające poczucie winy. To co mówił chłopakowi było po części kłamstwem. Niestety wciąż kochał byłą narzeczoną, która była dla niego najważniejsza i gdyby mieli się ponownie spotkać pewnie zostawiłby dla niej Wonho. Wolał go o tym uprzedzić, jednak nie w tym momencie, kiedy ta był tak szczęśliwy... może w innych okolicznościach...
— Min — szepnął Shin, a blondyn spojrzał na niego zaskoczony. — Tak to do ciebie, Min. Mogę cię tak nazywać, prawda?
Medyk poczuł ścisk w sercu, który sprawiła nieoczekiwana prośba ukochanego. Kiwnął delikatnie głową, a w jego oczach zakręciły się łzy. Bał się, że mógłby skrzywdzić tego jedynego w swoim rodzaju wojownika, jednak wciąż... Nie mógł zapomnieć o narzeczonej, którą kochał najbardziej na świecie.
— Coś jest nie tak? Jeśli nie chcesz to nie będę...
— Mów tak do mnie kochanie... Mów tak jak ci wygodnie... Możesz wszystko — szepnął łącząc ich usta w kolejnym pocałunku, który tym razem przepełnił czułością względem Hoseoka i złością skierowaną w swoją stronę. — Ja chyba będę w stanie zrobić dla ciebie wszystko... Nawet zrobić te pieprzone antidotum jeśli tak bardzo będziesz chciał...
Jego słowa zaskoczyły jego samego, jednak nie było mu z tym źle, a wręcz przeciwnie, widząc szczęśliwą minę Shina jemu również zachciało się uśmiechnąć.
— Naprawdę?
— Będziesz mógł liczyć na mnie w każdej sytuacji, obiecuję ci to. Nie dam cię skrzywdzić.
Mimo iż zdawał sobie sprawę, że kiedyś mógłby złamać tę obietnicę i czuł się z tym fatalnie nie potrafił przestać go zapewniać o swoich dobrych zamiarach. Być może ten chłopak właśnie go zmieniał, lecz bał się tego.