Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uderz mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uderz mnie. Pokaż wszystkie posty

16 lutego 2019

Zbij mnie! – Rozdział 3




Autorskie

Minął tydzień odkąd Shiro zamieszkał u swojego sąsiada. Po dość krępującej sytuacji, która miała miejsce na łóżku starszego szatyn unikał go na wszystkie możliwe sposoby obawiając się, że znów wydarzy się coś nieprzyjemnego. Gdyby wtedy ktoś nie zapukał do mieszkania to kto wie jak mogłoby to się skończyć. Hyutetsu obawiał się nieco, że mógłby zostać pobity, bądź zgwałcony dlatego bardzo się cieszył gdy Mitsuko odwiedziła przyjaciółka ze szkoły. Chociaż był o nią zazdrosny... Czasami zbyt blisko podchodziła do niby obojętnego na jej wszelkie zachowanie Hiroshi'ego.
Na zegarach zbliżała się powoli godzina szesnasta, więc znudzony nic nie robieniem szesnastolatek postanowił w końcu się ruszyć i poszukać swojego klucza. Na początku krążył wokół swojego mieszkania, bo może tak mu wypadł, a później szedł drogą, którą tamtego pamiętnego dnia uciekał ze wstydu. Jego trasa skończyła się przy kontenerze na śmieci, jednak po raz drugi nie odważył się do niego wskoczyć. Za wszelką cenę chciał uniknąć wzroku zainteresowanych jego zachowaniem sąsiadów. Po za tym kilka dni temu Hiroshi sam go postraszył, że jeśli znów zrobi coś żenującego wyrzuci go na zbity pysk.
Swoją drogą to mieszkało im się razem całkiem dobrze, chociaż dosyć często były jakieś kłótnie. Mimo wszystko obydwoje bardzo się starali by żyło im się przynajmniej w minimalnym stopniu przyjemnie. Największym wyzwaniem było to oczywiście dla osiemnastolatka, który co chwilę albo się wkurzał albo irytował. Shiro już nawet nie pamiętał ile razy ten wykrzyczał mu prosto w  twarz, by się wyprowadził, a później wkurzał się, że ma jednak tego nie robić. Ale nawet jeśli obaj tak naprawdę nie wiedzieli jak powinni przy sobie się zachowywać, to nie chcieli się rozstawać.
Tak, w ciągu tak krótkiego czasu już zdążyli nie tylko zbliżyć się do siebie, ale również przyzwyczaić. No bo przecież Hyutetsu i tak całe dnie spędzał w mieszkaniu nie chodząc nawet do szkoły, by w razie czego nikt go nie znalazł dzięki czemu zajmował się domowymi obowiązkami, a Hiroshi nie tylko się uczył, ale również chodził na treningi.
Właśnie — boks.
Szatyn ani razu nie przyznał się starszemu koledze, że ten zajął jego miejsce w klubie. Wolał go o tym nie informować, a poza tym on i tak nigdy o to nie pytał, więc Shiro miał prawo nic mu o tym nie mówić. Jednak chłopak trochę obawiał się, że w klubie w końcu się to wyda. Na nieszczęście prawdopodobieństwo tego było bardzo wysokie.
Dlatego też szesnastolatek z każdym dniem wyczekiwał powrotu Mitsuko z treningu z niesamowicie szybko bijącym sercem.
Najzwyczajniej w świecie się bał.
Nie chciał by Hiroshi został wyśmiany za kumplowanie się z takim zerem.
Dzisiejszego dnia nie było inaczej. Gdy Shiro po poszukiwaniach klucza wrócił do domu wybiła godzina siedemnasta, a o tej zazwyczaj bokser był już w mieszkaniu. Zaalarmowany jego nieobecnością szatyn postanowił do niego zadzwonić. Komórkę dostał oczywiście od sąsiada i mimo iż nie była jakimś smarftonem tylko zwykłym telefonem z zamykaną klapką to był mu bardzo wdzięczny za ten prezent. Lepsze to niż nic.
Chłopak wybrał odpowiedni numer i zadzwonił.
Oczywiście Mitsuko odebrał od razu.
— Czego chcesz?
— Dlaczego jeszcze nie wróciłeś? — zapytał zmartwiony Hyutetsu nieśmiało trzymając się wolną dłonią za ubrania. Krępowała go ta pewność siebie starszego, ale jednocześnie bardzo go jarała.
— Ach, muszę jeszcze zostać w klubie.
— Więc...
— Jeśli chcesz to możesz po mnie przyjść. I tak będę tu jeszcze kilka godzin.
— Wolę... — zaskoczony jego prośbą szesnastolatek już chciał zaprzeczyć, jednak przerwał mu bokser.
— Pójdziemy później na zakupy.
— No dobrze — Shiro kiwnął delikatnie głową zdając sobie sprawę, że w lodówce nie mają nic do jedzenia. Chłopak w duchu modlił się tylko o to, by przez przypadek nie spotkać nikogo z klubu.
Po pół godzinie rozmyślania nad tym co powinni kupić, a także w co mógłby się ubrać szatyn wybrał w końcu za dużą białą koszulę, która należała do Hiroshi'ego.  Osiemnastolatek pozwolił mu pożyczać jego ubrania, by nie chodził ciągle w jednym i tym samym. Hyutetsu próbował ograniczać zakładanie jego rzeczy, jednak sam nie potrafił się już przed tym powstrzymać. Każdy materiał był przesiąknięty zapachem starszego, który tak bardzo mu się podobał.
— Dobra — szesnastolatek uśmiechnął się pod nosem zamykając na klucz mieszkanie, które dzielił wraz ze swoim kolegą. Do chłopaka wciąż nie docierała wiadomość, że mieszkał z osobą, która mu się podoba i co najważniejsze ich relacja nie jest wcale taka najgorsza. Szczerze powiedziawszy to Shiro miał taką cichą nadzieję, że kiedyś między nimi dojdzie do czegoś więcej.
Gdy ciemnooki w końcu oprzytomniał po swoich głupich fantazjach postanowił ruszyć w bardzo dobrze znaną sobie stronę. W gruncie rzeczy miał w dupie to, czy ktoś go pozna czy nie, ale nie chciałby spotkać wcześniej prześladujących go kolegów, trenera, a najbardziej ojca. Jego za wszelką cenę chciał uniknąć i tu nie chodziło już tylko o to, że Shiro uciekł z domu bojąc się, że zawiódł rodzica, ale o to, że nie chciał rozstawać się z Hiroshim. Gdyby spotkał się z tatą to ten pewnie siłą kazałby mu wrócić do willi.
— Idioto! — wrzasnął sam do siebie, gdy był już w połowie drogi i uderzył się dosyć mocno w policzki. — Hiro i tak cię nie zechce!
Hyutetsu powtarzał sobie to zdanie do momentu w którym nie pojawił się przed dawno nie widzianym klubem. Zacisnął mocno pięści, jednak postanowił się ogarnąć i gdy postawił na schodku pierwszą nogę nagle został pociągnięty do tyłu przez co upadł na tyłek.
Zaskoczony szesnastolatek podniósł głowę do góry.
— To wy... — szepnął przerażony widząc nad sobą doskonale znanych sobie chłopaków, którzy uwielbiali znęcać się nad nim, gdy uczęszczał do tego miejsca na treningi.
— Nasza ukochana wywłoka postanowiła wrócić? — zapytał najwyższy z nich, jednak nie zdążył się wymachnąć, ponieważ stojący obok niego rudowłosy chłopak uderzył Shiro z pięści w twarz.
— O ja cię, ale ja dawno tego nie robiłem — powiedział ruszając nadgarstkiem jakby ręka go zabolała. — Oczywiście przyjmiemy cię z szeroko otwartymi ramionami. Niestety nie mam worka treningowego, więc mi się przydasz.
— Ja nie...
— Gówno mnie to obchodzi — przerwał Itame chwytając Hyutetsu za włosy i podciągając go do góry. — Chłopaki jeśli chcecie to bijcie teraz, bo później ja się nim zajmę.
Pozostała dwójka, czyli Raichi oraz Asahi uśmiechnęli się szeroko, po czym podeszli do przerażonego szesnastolatka. Nie myśleli nad tym, że może go to boleć nie tylko pod względem fizycznym. Shiro już od dłuższego czasu nie dawał sobie rady z tym, że koledzy z dawnej drużyny traktowali go jak zwykłego śmiecia, chociaż w pewnym sensie ich rozumiał. Chłopak, który ruszał się jak ciota i nie potrafił nawet porządnie uderzyć chodził na boks tylko ze względu na ojca był traktowany znacznie lepiej niż oni. Większość trenerów z wyjątkiem Terady traktowali go jak jakieś bóstwo, któremu trzeba na każdym kroku pomagać, bo przecież to syn prezesa. Dlatego szesnastolatek w pewnym sensie rozumiał tych bokserów.
Hyutetsu nie miał siły bronić się przed atakami starszych kolegów, więc postanowił najzwyczajniej w świecie się poddać. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie ma z nimi szans, więc złym pomysłem byłaby obrona. Co by się stało, gdyby zaczął się bronić? Pewnie kopali i bili by go znacznie mocniej. Poddanie się  było więc według niego najlepszą opcją.
— Ała — syknął cicho szesnastolatek, gdy jeden z nich z całej siły uderzył go pięścią w twarz.
On już sam nie wiedział ile ma siniaków na twarzy, czy ile krwi zdołał już utracić. Przestało go to już interesować. Ważne było to, że Hiroshi go teraz nie widział.
— Shiro? — Doskonale znanym wszystkim członkom klubu w tym również i najmłodszemu przerwał tę nieprzyjemną bijatykę. — Och to naprawdę ty — szepnął cicho podchodząc do zaskoczonych chłopaków, po czym bez zbędnych słów uderzył zakrwawionego rówieśnika w twarz. — Kurwa.
— Junichi... — odpowiedział zdziwiony Hyutetsu, który dopiero pierwszy raz w życiu oberwał od niego.
— Spierdalać — zwrócił się do starszych, którzy niemal natychmiast go wysłuchali i wykrzykując różne obelgi w stronę szatyna w końcu odeszli.
— Za co...
— Za to, że uciekłeś — mruknął niezadowolony czerwonowłosy bokser, który w klubie mimo młodego wieku był niezwykle szanowany. — Jak mogłeś mnie o tym nie poinformować? I do cholery gdzieś ty się tak długo ukrywał?
— Ja...
— Shiro?
Szatyn jeszcze bardziej zaskoczony niż wcześniej odwrócił głowę w kierunku drzwi w których stał zdziwiony Hiroshi z torbą sportową przewieszoną na ramieniu. Chłopcy stali bez żadnego ruchu przez krótką chwilę, którą przerwał wreszcie Kirishima.
— Znacie się? — zapytał podejrzliwie, a zakrwawiony szesnastolatek drgnął delikatnie nie wiedząc za bardzo co powinien mu na to odpowiedzieć.
— Ni...
— Oczywiście, że tak. Mieszkamy razem — syknął wściekły Mitsuko podchodząc do nastolatków. Blondyn stanął naprzeciwko rannego Hyutetsu i spojrzał groźnie w jego przerażone oczy. — Kto ci to do kurwy nędzy zrobił?
— Ale... — Shiro przerwał czując jak jakaś ciecz spływa po jego policzku. Dotknął zaskoczony wilgotnego miejsca i dopiero wtedy zauważył na palcach krew. — Och... To...
— Chłopaki z klubu — wtrącił Junichi, który postanowił powiedzieć prawdę. Wiedział, że rówieśnik nie wsypie dawnych kolegów, zresztą jak zawsze.
— Którzy?
— Pokażę ci ich.
Zdziwiony szatyn nie wiedział co powinien zrobić. Zaimponowała mu wkurwiona postawa sąsiada, a raczej współlokatora, jednak z drugiej strony nie chciał mu robić niepotrzebnych problemów. Jakby nie było blondyn miał spędzić w tym miejscu jeszcze kilka długich lat.
— Hiro... — Hyutetsu ścisnął delikatnie jego mały palec i pociągnął delikatnie w swoją stronę. — Proszę cię... Zostaw to tak jak jest...
— Ach, jesteś szczęśliwy, że cię pobili?
— Co...? — zapytał zaskoczony, ale zaraz pokiwał głową obserwując czubki własnych butów. — To nie tak...
— Dzięki za odpowiedź. Tyle mi wystarczy.
Po tym osiemnastolatek gwałtownie wyrwał się z uścisku młodszego i ruszył za niedawno poznanym Kirishimą z którym czasami miał szansę porozmawiać. Cóż nie były to jakieś długie konwersację, zazwyczaj dwa zdania, ale zawsze coś.
— Zajebię — syknął pod nosem blondyn przekraczając próg drzwi wejściowych do ogromnego budynku. Ćwiczenia niby już się skończyły, ale dzisiejszego dnia większość postanowiła zostać i omówić plan na następny rok.
— To ci przy sztandze — szepnął Junichi wskazując palcem na miejsce. — Ta trójka.
— Dzięki, stary.
Chłopak położył dłoń na ramieniu niższego, po czym skierował się w odpowiednią stronę. Stojący za czerwonowłosym Shiro nie potrafił już nic powiedzieć, a tym bardziej zrobić. Był przerażony tym co miało się właśnie wydarzyć.
— Hiro...
W tym samym momencie Mitsuko jak gdyby nigdy nic podszedł do chłopaków i przywitał się z nimi jak ze starymi kumplami. Sytuacja ta sprawiła, że najmłodsi nie wiedzieli co powinni zrobić. Po chwili jednak wkurwiony Hiroshi rzucił się najpierw na rudowłosego chłopaka, który niby nic nie zrobił, ale to właśnie przez niego Hyutetsu wyglądał teraz tak, a nie inaczej.
— Pierdolone gnojki! Nie macie kogo bić?! — syknął wściekły blondyn kopiąc następnego w brzuch przez co ten upadł uderzając głową o podłogę. — Dawajcie na równego sobie! No czekam!
— Kurwa Mitsuko, czekaj! — wrzasnął przerażony Asahi, a osiemnastolatek uderzył go z całej siły w twarz.
— Co czekaj?! Przeproś go! — wskazał palcem na przestraszonego Shiro, który obawiał się chociażby ruszyć. — Przeproś do cholery!
— Ale czemu... — odezwał się Raichi, który trzymał się za bolące miejsce na głowie.
— Dlaczego się tak wkurwiłeś?! Znasz go?! — zapytał przerażony Itame.
— Znam i co? Mieszkamy razem.
— On jest gejem! — krzyknął przerażony rudzielec próbując się w ten sposób obronić. — Spierdalaj od niego! Jeszcze się tym zarazisz!
— Co z tego, że jest pedałem?
Hyutetsu zaczął się trząść niczym dziecko, które zobaczyło ducha. Skąd Itame wiedział, że jest gejem? Przecież nikomu z  klubu o tym nie powiedział, nawet Kirishimie, więc skąd do cholery? Po za tym... Hiroshi nazwał go pedałem.
Na nieszczęście zabolało.
Bardzo.
— Ty też nim jesteś? — zapytał dosadnie rudowłosy.
Zażenowany Shiro przełknął głośno ślinę i nie czekając na odpowiedź współlokatora wybiegł z budynku. Poczuł się okropnie. Epitet jakim został określony sprawił, że wszelkie nadzieje odnośnie tego iż Mitsuko może go kiedyś pokochać prysnęły jak bańka mydlana. Wyszło na to, że tak jak się spodziewał jego sąsiad tylko się nad nim zlitował albo ma z tej całej sytuacji niezły ubaw.
— Jestem głupi... — szepnął sam do siebie siadając na schodach i rozmyślając nad tą głupią sytuacją. Co powinien zrobić? Wyprowadzić się? Nie chciał...
— Och tu jesteś.
Szesnastolatek odwrócił głowę w kierunku drzwi w których stał dumnie wyprostowany Hiroshi. Zmierzył go od góry do stóp, po czym uśmiechnął się delikatnie. Nie wiedział już co powinien robić.
— Dlaczego uciekłeś? — zapytał blondyn siadając obok współlokatora.
— Nie wiem...
— No nie pierdol. Musiał być jakiś powód — syknął starszy zaciskając mocno pięści, by tylko za szybko nie wybuchnąć. — Mów.
— No bo...
— No?
— Powiedziałeś, że jestem pedałem... — wyszeptał najciszej jak potrafił, ale mimo to Mitsuko usłyszał jego odpowiedź. Osiemnastolatek zaczął się śmiać na cały głos, po czym objął kumpla ramieniem, jakby to wcale nie miało znaczenia.
— Oj no, nie obrażaj się o takie coś — powiedział drapiąc się palcem wskazującym po policzku.
Jaki on jest seksowny., pomyślał Shiro, który teraz bez skrępowania mógł go w tej chwili podziwiać.
— Przestaniesz się obrażać?
— P-Przestanę — jęknął cicho, a Hiroshi tym razem uśmiechnął się od ucha do ucha niczym małe dziecko. — No to się cieszę, a teraz wstajemy i idziemy na te zakupy, nie?
— Jas...
Chłopak nie dokończył, ponieważ przed nimi pojawiła się postać osoby, której nie chciał już nigdy więcej spotkać.
Dawny trener stał teraz naprzeciwko współlokatorów i oparty o ścianę czekał na jakieś denne wytłumaczenie ze strony byłego członka klubu.
— Siema, Terada — Mitsuko podszedł do mężczyzny, po czym odpowiednio przywitał się z nim. — Kończę trening na dzisiaj, dobra? Muszę pójść z kolegą na zakupy, a później...
— Kolacyjka z naszym pedalskim Shiro? — Zapytał dwudziestoczterolatek obserwując przerażonego nastolatka, który nie wiedział jak powinien się w tej chwili zachować. — Co tam u ciebie maleńki? Dalej nie chcesz wrócić do domu? Tatuś cię szukał.
— Ja... — Hyutetsu chciał mu odpowiedzieć, jednak w końcu się powstrzymał. Nie musiał mu się przecież spowiadać. Teraz już nie należał do klubu, więc nie mogli go zmusić do wyjawienia tych informacji.
— Naszym? — Wtrącił Hiroshi, który nie rozumiał o co chodziło starszemu.
— Naszym, naszym — odpowiedział od razu Shinchi i podszedł do młodszego pochylając się nad nim na niebezpiecznie bliską odległość. Jednocześnie sprawiło to, że blondyn poczuł ogromną zazdrość oraz wkurwienie. — No przecież Shiro chodził do tego klubu, czyż nie?
Na twarzy osiemnastolatka niemal natychmiast ukazało się zdziwienie.
— Że niby on? — zapytał zaskoczony, a szatyn o którym właśnie rozmawiali spuścił głowę. Kolejny chłopak, który na sto procent będzie miał go za ciotę. — Nie żartuj sobie.
— Ależ nie żartuję, nie? — Terada złapał najmłodszego za policzki i zaczął je ciągnąć na wszystkie strony.
— Ała... — jęknął szatyn, gdyż gest starszego zabolał go.
— Ej — Mitsuko chwycił starszego za najbliższy nadgarstek, po czym mocno odsunął od swojego współlokatora — nie rozpędzaj się tak, trenerze.
— Twój rycerz na białym rumaku? — Mężczyzna zwrócił się do przerażonego nastolatka, jednak nim się spostrzegł oberwał pięścią w twarz.
— Ja ci dam rumaka — warknął wściekły Hiroshi, ale bardziej niż to pytanie wkurwiło go zachowanie Terady względem Shiro. — No i co z tego, że jest pedałem? Myślisz, że myśli o tobie? Nie! Mylisz się! Osobą, która mu się podoba jestem ja!
Shinchi w jednej chwili parsknął głośnym śmiechem. Nie mógł się powstrzymać, bo nie potrafił sobie wyobrazić, że ta dwójka ma ze sobą jakieś zażyłe relacje.
Natomiast szesnastolatek o którym wciąż rozmawiali nie potrafił się ruszyć. Ostatnie zdanie jakie powiedział Hiroshi było oczywiście prawdą, jednak skąd on do cholery dowiedział się o tym? Przecież powiedział o tym tylko przyjacielowi!
— Hiro... — szepnął przerażony, a ten zmierzył go wkurwionym głosem.
— Nie wtrącaj się.
— Och, kłótnia kochanków? — zapytał rozbawiony Terada, a blondyn rzucił się na niego obijając tę jego krzywą mordę.
Po kilku minutach, gdy widział, że mężczyzna jest już nieźle poobijany postanowił zakończyć tę jednostronną bójkę. Chwycił zaskoczonego oraz przestraszonego Shiro za nadgarstek i poprowadził w stronę chodnika, który znajdował się niedaleko.
Teraz zostały im już jedynie zakupy.
Chociaż Hiroshi był wkurwiony i nie miał na nic ochoty.
— Ja pierdolę, a mnie chuj zaraz strzeli! — wrzasnął na cały głos puszczając w końcu rękę nastolatka z objęcia. Osiemnastolatek włożył dłonie do kieszeni spodni, po czym przyspieszył swój chód, co sprawiło, że Shiro niemalże musiał za nim biec. — Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?
— O-o czym? — jęknął Hyutetsu mocno trzymając się za zakrwawioną koszulę.
— O tym, że chodziłeś do tego klubu — blondyn ściągnął z siebie bluzę i podał ją młodszemu. — Załóż ją.
— Dziękuję...
Na szczęście na tym ten okropny temat w końcu się skończył. Szatyn nie chciał tak naprawdę z nim rozmawiać, po tym jak starszy wyznał, że wie o jego miłosnym sekrecie. Tak szczerze powiedziawszy to myślał nawet o szybkiej wyprowadzce, ale stwierdził, że skoro Hiroshi jeszcze go nie wyrzucił to nie przeszkadzają mu jego uczucia...
W ten sposób nadzieja znów wróciła.
Krocząc w stronę najbliższego sklepu Shiro nałożył na swoje ciało bluzę osiemnastka po raz kolejny zaciągając się przyjemnym zapachem wody kolońskiej, której chłopak używał. W międzyczasie szatyn nieśmiało spoglądał na w miarę spokojnego Mitsuko i w duchu mocno się ucieszył, że ten nie odwrócił się od niego chociaż miał na to szansę.
— Idziemy tu? — zapytał starszy wskazując na konbini w którym czasami pracował, aby mieć pieniądze na utrzymanie mieszkania w którym teraz mieszkali we dwójkę.
— Jasne — odpowiedział Hyutetsu z delikatnym uśmiechem.
Chłopcy weszli do środka, a wtedy na osiemnastolatka rzuciła się nieznajoma dla Shiro dziewczyna.
— Cześć braciszku! — wrzasnęła na cały głos, a Hiro zrzucił ją z siebie z obrzydzeniem wypisanym na twarzy.
— Jaka siara — mruknął wściekły i spojrzał w oczy współlokatora z przepraszającym wzrokiem, po czym znów przeniósł go na siostrę. — Spierdalaj stąd.
— Jak ty się odzywasz do siostry? — Tuż za blondynką pojawił się mężczyzna, który był nieco niższy niż Hiroshi. — Ja pierdolę po kim ty jesteś takim chujem.
— I po co tu przyszliście?
— Natychmiast wracaj do domu — syknął najstarszy chwytając córkę za włosy i pociągnął ją do siebie. — Potrzebujemy twoich pieniędzy.
Mitsuko zacisnął mocno pięści w duchu karcąc samego siebie, że zechciał akurat teraz wejść do miejsca swojej pracy. On tylko chciał przecież pokazać Shiro ofertę pracy, a tu nagle widzi swojego ojca od którego uciekł. Chłopak czuł jedynie wstyd i zażenowanie.
— Nie dam ci ich — mruknął blondyn czując złość narastającą w nim, bo nie chciał widzieć jak rodzic znęca się nad jego siostrą. W gruncie rzeczy to wyprowadził się właśnie przez niego, a pracował by odkładać pieniądze również dla rodzeństwa, które musiało z nim wciąż mieszkać. — Spierdalaj!
— Co teraz to się ojca wstydzisz? — zapytał mężczyzna puszczając blondynkę i podchodząc do Hyutetsu. — A to kto? Twój współlokator, a może kochanek? Teraz gejem jesteś? Niedawno dziwki sprowadzałeś do domu.
— Spierdalaj! — wrzasnął wkurwiony Hiroshi chwytając ojca za ubrania i dosłownie wyrzucając na zewnątrz, a później zwrócił się do siostry. — A ty, Hinami, uciekaj.
— Niby gdzie? — zapytała z uśmiechem, po czym wyszła ze sklepu.
— Kurwa — syknął wściekły Mitsuko uderzając pięścią o blat stołu, po czym odwrócił się do współlokatora. — Przepraszam, że musiałeś to oglądać.

Zbij mnie! – Rozdział 1




Autorskie

Shiro leżał na kanapie wpatrując się w ekran wyłączonego telewizora. Wyglądał jak siedem nieszczęść, po tym jak poprzedniego dnia w drodze do domu spotkał kilku znajomych z byłego klubu, którzy jak gdyby nigdy nic po prostu go pobili. Na szczęście udało mu się uciec, jednak gdyby spędził tam nieco więcej czasu wylądowałby w szpitalu, a tym samym przysporzyłby problemów własnemu ojcu. Nie rozmawiał z nim już tydzień mimo iż zmartwiony rodzic próbował się do niego dodzwonić. Chłopak obawiał się, że jeśli ktoś dowiedziałby się o jego pobycie w szpitalu, tym samym narobiłby rodzinie Hyutetsu jedynie wstydu.
Po pięciu minutach rozmyśleń szatyn w końcu postanowił się ruszyć ze swojego łóżka i podszedł do lodówki z zamiarem wybrania czegoś na śniadanie, ale niestety ta świeciła pustkami. Szatyn dotknął bolącego brzucha, po czym wrócił na poprzednie miejsce.
Nie sądził, że mieszkanie w pojedynkę będzie tak ciężkie, a pieniądze powoli mu się kończyły. Zanim wyprowadził się z domu dostawał spore kieszonkowe i to dzięki nim wynajął mieszkanie w bloku, jednak zostało mu zaledwie kilka banknotów. Musiał dobrze je zaoszczędzić, a równało się to tym, że nic nie jadł.
— Muszę zacząć pracować — mruknął pod nosem.
Chłopak zmęczonym wzrokiem spojrzał na zegar umieszczony tuż nad wejściem do salonu. Godzina jaka właśnie na nim wybiła sprawiła, że Shiro ruszył jak z procy kierując się do sypialni. Nieoczekiwanie przypomniał sobie o umówionym spotkaniu z najlepszym przyjacielem u którego na spokojnie mógł rozwijać swoją prawdziwą pasję.
Szatyn szybko nałożył na siebie t-shirt oraz nieco za dużą bluzę, po czym wybiegł z mieszkania. W momencie gdy zamykał drzwi ktoś nieoczekiwanie wleciał w niego, a klucz, który trzymał w ręce wyleciał mu z ręki. Od razu zrzucił z siebie przeszkadzające mu ciało i zaczął się rozglądać na wszystkie strony. Nie mógł zgubić małego przyrządu, bo inaczej nie miałby gdzie mieszkać.
— Gdzie on jest... — szepnął do siebie lekko przerażony, ale wtedy poczuł uścisk na nadgarstku.
— Co ty odpierdalasz?
Shiro przez gwałtowne podciągnięcie w górę po raz kolejny wleciał na swojego sąsiada. Byli całkiem blisko siebie, ale wtedy Hiroshi uderzył go w tył głowy, by się opanował.
— Zgubiłeś coś? — zapytał blondyn odsuwając od siebie chłopaka, a tamten tylko kiwnął nieśmiało rozglądając się wokoło. — Pomóc ci?
— N-Nie! — wrzasnął zaskoczony szesnastolatek, ale Mitsuko tylko mruknął coś pod nosem niezadowolony.
— Sorry, że w ciebie wleciałem. Spieszyłeś się? — zapytał zaciekawiony, a w odpowiedzi szatyn znów tylko przytaknął. — Co ci się stało w twarz?
— N-Nic takiego... — odpowiedział, a znajomy uklęknął przed nim, co sprawiło, że Hyutetsu poczuł się nieswojo.
W tej pozycji z punktu widzenia innych wyglądało jakby blondyn robił nieśmiałego loda, co sprawiło, że ciemnooki mocno się zarumienił i poczuł, że jego męskość nieco twardnieje. Po chwili sąsiad w końcu wstał, by następnie włożyć mu do kieszeni bluzy zagubioną rzecz.
— Żal mi się ciebie — mruknął wyższy, a Shiro spuścił głowę z zażenowania — jesteś jedną wielką ciamajdą. Czy ty w ogóle potrafisz coś zrobić?
— Ja...
— Dobra nieważne — przerwał mu widocznie poirytowany Hiroshi — spadam stąd.
Gdy chłopak odwrócił się do czarnowłosego tyłem ten wyciągnął w jego kierunku dłoń i zatrzymał w połowie drogi do chwycenia go za koszulkę. Hyutetsu zrobiło się cholernie głupio, bo po raz kolejny wyszło na to, że potrafi się tylko jąkać, jednak była to tylko i wyłącznie wina jego sąsiada. Hiroshi — bo tak się nazywał ten wulgarny blondyn sprawił, że szesnastolatek nie potrafił wydusić z siebie ani jednego słowa, a zamiast tego poczuł, że coś jest nie tak z jego dolną partią ciała. Oczywiście było mu wstyd, że podniecił się już na sam widok przystojnego boksera, ale ten naprawdę mu się spodobał.
Po kilku minutach sylwetka Mitsuko zniknęła z oczu wciąż zażenowanego Shiro, który postanowił tylko na chwilę wrócić do mieszkania i zająć się powoli rosnącym problemem.

❧❧❧

Zaczerwieniony po same uszy chłopak siedział na ogromnym łóżku zastanawiając się co powinien zrobić. Nie potrafił pozbyć się myśli w których głównym bohaterem był jego nowy, agresywny, aczkolwiek niesamowicie seksowny kolega z mieszkania obok. Być może nie miałby z tym takiego problemu gdyby nie fakt, że blondyn cholernie mu się spodobał.
— Jak się czujesz? — zapytał Seiji niosący na tacy dwa kubki po brzegi wypełnione gorącym napojem, jakim była wieloowocowa herbata. Chłopak był najlepszym przyjacielem nieśmiałego Shiro z dzieciństwa z którym dogadywał się jak z nikim innym. Nigdy nie mieli przed sobą sekretów i wiedzieli o sobie dosłownie wszystko.
Obydwoje kiedyś zastanawiali się dlaczego tak dobrze im się ze sobą rozmawia, by następnie dojść do jedynego wniosku — byli homoseksualni. Dzięki temu nie obawiali się mówić sobie o nawet najskrytszych marzeniach, bo doskonale wiedzieli, że ten drugi nie wyśmieje, no może czasami, a części obejmie ramieniem i powie „Spokojnie, wszystko się ułoży!”. Oczywiście to młodszy zaledwie o cztery miesiące Hyutetsu miał największe problemy, ale kiedy siedemnastek miał problemy to tamten z chęcią go wysłuchiwał. Dlatego też więź między nimi była tak głęboka i co najważniejsze – szczera.
— Masakrycznie — westchnął wciąż zażenowany Shiro, który nie potrafił poskładać do kupy swoich myśli. — Tak strasznie gorąco mi się zrobiło, gdy klęknął przede mną... — Szeptał biorąc do ręki jeden z kubków i upijając łyk cieczy. — Pierwszy raz mi się to zdarzyło, a w dodatku musiałem to zrobić...
Chłopak mocno podkreślił przed ostatnie słowo, by nadać mu jego znaczenia.
— Och — odpowiedział od razu Seiji, który zaczął się niemal natychmiast śmiać. — Nie potrafię sobie wyobrazić jak seksowny musiał on być!
— Strasznie i to dosłownie! — odpowiedział krzykiem Hyutetsu, a kiedy zrozumiał co zrobił spuścić głowę w dół. — Nie powinienem zaczynać myśleć o nim w ten sposób...
— Dlaczego niby nie? — zapytał zdziwiony Ketsu siadając obok niego i głaszcząc go czule po głowie. — Nikt ci nie zabroni marzyć, prawda? Tym bardziej człowiek, który nawet nie zdaje sobie sprawy z twoich prawdziwych uczuć.
— Niby tak, ale to i tak...
— Spokojnie, wszystko będzie w porządku — na buzię Seiji'ego wdarł się ogromny uśmiech. — Ale jeśli kiedyś potrzebowałbyś jakiejś rady... — Chłopak poruszył znacząco brwiami. — Dam ci pewne kontakty.
Shiro poczuł, że jego ciało całe zapłonęło i pod wpływem słów przyjaciela zaczął machać dłońmi we wszystkich kierunkach, by pokazać mu, że wcale nic nie chce robić ze swoim przystojnym sąsiadem. Chociaż...
— Nie, nie, nie — mruknął Hyutetsu duszkiem wypijając ciepły napój przez co się zakrztusił.
— Nie spiesz się tak — odpowiedział szatyn klepiąc bruneta po plecach. — Złość piękności szkodzi.
— Zawsze potrafisz pocieszyć — westchnął szesnastolatek uspokajając się.
— No wiem — odparł radośnie — ale ja też muszę ci się do czegoś przyznać!
— No?
Po tym chłopcy rozpoczęli przyjacielskie rozmowy na temat byłej miłości Seiji'ego, który wkurwiał go tym, że w ich związku liczył się tylko seks i gdy tamten tego potrzebował po prostu przychodził do Ketsu, by dać mu dupy. Ich spotkanie zakończyło się podsumowaniem niedawno nabytych umiejętności młodszego, który wciąż uczył grać się na gitarze. Oczywiście szło mu coraz lepiej, ale i tak był gorszy od przyjaciela, co nieco go dołowało. Gdy w końcu stwierdzili, że muszą zająć się swoimi obowiązkami Hyutetsu wyszedł z jego domu, by udać się do własnego mieszkania.

❧❧❧

Szesnastoletni Shiro błąkał się po Tokio nie za bardzo wiedząc gdzie ma się podziać. Zdawał sobie sprawę, że powinien wrócić już do domu, bo była późna pora, jednakże chciał jeszcze zobaczyć rezydencję rodziny po której miał nazwisko. Było mu ciężko zawędrować pod drzwi byłego miejsca zamieszkania, ale był ciekawy jak domostwo radzi sobie bez niego.
Niczym jakiś bandyta wkradł się na posesję i najciszej jak tylko potrafił podszedł do okna, które należało do salonu, lecz zaraz stwierdził, że to bardzo głupi pomysł.
— Co ty robisz... — westchnął sam do siebie, kiedy nagle usłyszał głośny dziecięcy śmiech.
Odważył się zajrzeć do środka mieszkania, aby zobaczyć nieprzyjemny — a przynajmniej dla niego — widok. Przez krótką chwilę nie wiedział jak ma się zachować, bo zabolała go rodzinna scenka jaka odgrywała się wewnątrz domu. Ojciec siedział na kanapie i bawił się ze swoją młodszą córką, a obok nich ciągle kręciła się jego nowa kobieta, która nie potrafiła znieść Shiro.
— Ach są szczęśliwi...— mruknął Hyutetsu czując jak do jego oczu napływają łzy.
Ta rodzina już go nie potrzebowała.
Powolnym krokiem opuścił ogród, ale nim zdążył przekroczyć próg bramy usłyszał zaskoczony głos, który wołał jego imię. Chłopak od razu zrozumiał, że była to jedna ze sprzątaczek, którą nawet, ale mimo to postanowił odejść.
Nie chciał się niepotrzebnie wtrącać w tą szczęśliwą rodzinę.
Szesnastolatek biegł jak szaleniec, by w razie czego z nikim się nie spotkać i w ten sposób zawędrował do kompletnie nieznanego sobie miejsca. Błąkał się po podejrzanie wyglądających osiedla czując się dziwnie obserwowanym. To było naprawdę nieprzyjemne, gdy szedł przerażony trzymając się za ramiona, a ktoś co chwilę wołał w jego stronę jakieś obelgi. Chcąc nie chcąc chłopak wyglądał inaczej niż wszyscy obserwujący go mężczyźni. Był nieduży, bo miał zaledwie sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, a oprócz tego był nieziemską zgrabny, dlatego często mylono go z dziewczyną.
— Cześć maleńka — usłyszał za sobą głos, który sprawił, że drgnął z przerażenia i nie za bardzo wiedział jak ma się zachować w tej sytuacji. Odwrócił się w stronę młodego chłopaka ubranego w za dużą bluzę oraz szerokie spodnie, co sprawiało iż wyglądał jak typowy dresiarz. — Zgubiłaś się?
— Przepraszam, ale nie jestem dziewczyną — szepnął tak cicho, że tamten ledwo co to usłyszał.
— Och, naprawdę? — Nieznajomy uśmiechnął się szatańsko. — Więc wyglądając jak dziewczyna pewnie pragniesz, by ktoś cię zerżnął, nieprawda?
— Nie...
— Wiem, że mnie chcesz — powiedział szatyn wyszczerzając rząd białych ząbków — a ja w tej chwili chcę ciebie — jego twarz przybrała agresywny wyraz — i nie masz tu nic do gadania, zrozumiałeś?
— Ale ja nie chcę... — odpowiedział Shiro trzęsąc się niczym dziecko.
Brunet rozejrzał się po okolicy, jednak nie widział nikogo kto mógłby mu pomóc, więc najzwyczajniej w świecie postanowił się poddać. Nawet jeśli chodził przez kilka lat na boks do klubu ojca to i tak nie miał z takim osiłkiem szans.
— Chodź — nieznajomy chwycił go za nadgarstek i poprowadził w stronę zaułku.
Hyutetsu nie miał nawet siły się opierać.
— Trochę nudny jesteś, ale pewnie jak zacznę cię rżnąć to będziesz wrzeszczeć z rozkoszy wniebogłosy, prawda? — zapytał, jednak wcale nie oczekiwał odpowiedzi, dlatego też wziął się do roboty.
Włożył swoją rękę po niedużą bluzę Shiro i zaczął masował nieco wychodzone, a co najważniejsze — zgrabne ciało chłopaka. Miał na niego ogromną ochotę, a to, że był cicho i nawet się nie opierał trochę go wkurwiało, więc postanowił dodać do ich zabawy również siłę. Lewą ręką z całej siły uderzył go w twarz i nie czekając na krzyk włożył mu palce z drugiej dłoni do buzi. Nie miał zamiaru go całować, bo nie chciał się „skazić”. Nie był przecież pierdolonym gejem, którymi wręcz gardził, prawda? Po prostu czasem lubił się zabawić również z chłopcami. Przecież to nic złego, nie?
— No krzycz kurwa — warknął tamten, po czym zaczął rozpinać spodnie. Hyutetsu w jednej chwili skamieniał, kiedy ujrzał bokserki nieznajomego. Przypomniał sobie o swoim sąsiedzie z którym chciałby przeżyć swój pierwszy raz, co sprawiło, że zaczął się szarpać i krzyczeć na cały głos, by ten dał mu spokój. — No w końcu, a teraz dawaj dupsko.
Brunet nim zdążył wyciągnąć z bielizny swoją męskość został powalony na ziemię przez kop w biodro, jednak ruch nie był wykonany przez Shiro, a przez... Hiroshi'ego, który wręcz kipiał ze złości.
— No ja pierdolę jak ja takich typów nienawidzę! — wrzasnął wściekły nie zwracając nawet uwagi na przerażonego chłopaka kulącego się w tej chwili przy ścianie. — Wstawaj! No dajesz, Mamoru. Weź mnie spierdolony pedale! No czekam!
— Hiro... — Jęknął tamten przestraszony.
— No co kurwa? Nagle jesteś taki strachliwy? No dajesz! Zruchaj mnie, a co! Tak bardzo próbujesz ukryć swoją orientację seksualną, bo się boisz, że ktoś cię skrzywdzi?! Masz rację! Rozpierdolę cię zaraz! Jednak kurwa... Udawać, że sam nienawidzisz pedałów będąc nim?! No kurwa bez przesady! Jesteś zjebany! Dawaj! Weź mnie, a nie tą zjebaną ciotę, no! — Mitsuko wrzeszczał wkurzony jak nigdy dotąd nie zdając sobie sprawy, że tuż za nim siedział zrozpaczony tą sytuacją Shiro.
Brunet oczywiście zdawał sobie sprawę, że taki ktoś jak on nie jest na sto procent gejem, jednak nienawiść z jaką odnosił się do tego chłopaka sprawiła iż zaczął cały drżeć. Obawiał się, że również w jego stronę zacznie się tak odnosić, a jeszcze w dodatku gdyby Hiroshi dowiedział się, że jest gejem to pewnie nie dałby mu żyć. Szesnastolatek przełknął głośno ślinę, ale nim zdążył zrobić krok do ucieczki poczuł na swoim ramieniu uścisk.
— Ej — głos sąsiada sprawił, że znów zrobiło mu się gorąco, jednak wciąż bał się tego co miało się wydarzyć. — Nic ci nie jest, kolego?
— Jest ok — odpowiedział krótko, by bokser nie zorientował się kim był.
— To ty? — Kolejne pytanie znajomego kompletnie zbiło go z tropu. — Też jesteś gejem?
Shiro zaczął się cały trząść i obrócił głowę w jego kierunku, aby ujrzeć to pełne pogardy spojrzenie.
— Ja...
Nie dokończył swojego zdania, ponieważ jego ciało jakby nie chciało go słuchać samo zaczęło się poruszać i biec gdzie pieprz rośnie. Niestety nie odbiegł za daleko, gdyż Hiroshi złapał go niemal od razu za nadgarstek, co sprawiło, że Hyutetsu przestraszył się jeszcze bardziej.
— P-Puść mnie! — wrzasnął przerażony chcąc wyswobodzić się z uścisku, jednak tamten ściskał go dużo mocniej. — Puszczaj!
— Uspokój dupę — syknął wściekły Mitsuko i pociągnął go w nieznajomą stronę. — Zgubiłeś się, nie? Odprowadzę cię do domu.
— Dla...
— Jesteś taki nieogarnięty i bezużyteczny — warknął ostro — a jeszcze w dodatku gejem. Powinieneś zniknąć, ale niestety każdy ma prawo do życia, a tego prawa nie łamię.
W oczach Shiro pojawiły się łzy. Nie wiedział jak mu odpowiedzieć na to zdanie, bo zabolało go to co powiedział jego sąsiad. Zdawał sobie sprawę, że blondyn może nie tolerować gejów, ale żeby nienawidzić ich aż do tego stopnia? Nie wyobrażał sobie tego nawet. Aż smutno mu się zrobiło, gdy uświadomił sobie, że nigdy nie będzie miał szansy dotknąć jego ciała, czy powiedzieć mu chociaż jedno miłe słówko.
— Jestem bezużyteczny — powtórzył po nim zdając sobie sprawę jakie od teraz ten chłopak ma o nim zdanie.
— Dobrze, że to rozumiesz — syknął Hiroshi i przyciągnął go do siebie jeszcze bardziej, by następnie kopnąć go w brzuch — to za twoją orientację. Nie mogę w to uwierzyć, że taki peda...
— Jestem bezużyteczny — przerwał  mu Shiro, po czym rozpłakał się jak małe dziecko klęcząc na ziemi. — Przepraszam... Jestem bezużyteczny...
— Ej? — zapytał zdziwiony osiemnastolatek kładąc rękę na jego ramieniu, jednak to jak młodszy zareagował na jego dotyk sprawiło, że Mitsuko nie wiedział jak powinien się zachować. — Co ci jest?
— Jestem bezużyteczny — powiedział po raz kolejny trzęsąc się ze strachu. — Nikomu nie jestem potrzebny... Jestem bezużyteczny...
— Opanuj się...
Wyższy nie za bardzo wiedział jak się w tym momencie zachować, bo w gruncie rzeczy to właśnie przez niego ten chłopak tak dziwnie postępował. Po cholerę mu powiedział, że jest bezużyteczny...? Ale z drugiej strony skąd miał wiedzieć, że tak się to skończy.
— Ej, mały — powiedział spokojnie głaszcząc jego drżące ciało po głowie. Brunet wciąż wpatrywał się w ziemię i mówił po cichu „Jestem bezużyteczny”. — Ech, chyba w tym stanie sam nie dojdziesz do domu... Wezmę cię.
Po tym zdaniu chwycił chłopaka na ręce, niczym księżniczkę i ruszył w bardzo dobrze znanym sobie kierunku. Całą drogę przemilczał wsłuchując się w słowa sąsiada, który wciąż powtarzał, że jest bezużyteczny dodając do tego jeszcze kilka naprawdę okropnych epitetów określających jego samego.
Hiroshi nie zdawał sobie sprawy, że ten chłopak miał o sobie tak okropne zdanie, a gdyby o tym wiedział nic takiego nigdy w życiu by mu nie powiedział. W gruncie rzeczy nie był taki straszny i nie miał nic przeciwko homoseksualistom, po prostu czasem, gdy był wściekły jego emocje brały nad nim górę i nie potrafił się uspokoić. Dopiero po pewnym czasie rozumiał co zrobił i postanawiał przeprosić, a teraz już po paru chwilach było mu głupio co zrobił. Nie chciał doprowadzić tego chłopaka do takiego stanu.
W czasie drogi Shiro zdążył już się nieco uspokoić i od czasu do czasu spoglądał na twarz blondyna. Oczywiście wciąż był przerażony tym co się stało nie tak dawną chwilę temu, ale oprócz tego był mu niesamowicie dzielny. W głębi serca wręcz błagał by to właśnie on się tam pojawił, a jego prośba została wysłuchana. Dodatkowo Mitsuko po tych okropnych słowach jakie mu powiedział wziął go na swoje ręce i zaniósł pod dom. Ten gest sprawił, że Hyutetsu nie był na niego wcale zły,  a wręcz przeciwnie – był mu wdzięczny, jednak nie wiedział za bardzo jak mu podziękować.
— Już jesteśmy — powiedział Hiroshi stając nagle, co sprawiło, że Shiro spojrzał w jego oczy.
Gdy tylko ich spojrzenia się spotkały brunet gwałtownie zaczął się wyrywać z uścisku boksera, a ten na początku nieco zaskoczony próbował go utrzymać na rękach. Był silny, jednak temu drobnemu szesnastolatkowi w końcu udało się wyrwać i upadł na ziemię. Chłopak uderzył głową o zimny beton przez co poczuł przeraźliwy ból.
— Nic ci nie jest?! — zapytał przestraszony Mitsuko klęcząc przed nim, bo napadły go jeszcze większe wyrzuty sumienia niż wcześniej. — Ja pierdolę! Wszystko w porządku?!
Osiemnastolatek uniósł znajomego do pozycji siedzącej i przeczekał chwilę dopóki ten się trochę nie uspokoił.
— Jestem bezużyteczny — powtórzył brunet, a po jego policzkach spłynęły łzy — jestem tak bardzo bezużyteczny.
— Zamknij już się — mruknął cicho Hiroshi, który zaczął mieć już powoli dosyć jego słów, bo przez to nie potrafił się ogarnąć i czuł się coraz bardziej winny. — Jest zimno... Wejdź już do domu.
— Domu... — powtórzył nieoczekiwanie zanosząc się jeszcze większym płaczem. — Jestem bezużyteczny.
— Kurwa mać — syknął już poirytowany blondyn, po czym zdjął ze swojego ciała swoją kurtkę — na cholerę ci to powiedziałem. Trzymaj.
Mitsuko nałożył na ciało sąsiada swoją kurtkę, następnie wstał i poszedł do domu jak gdyby nigdy nic. Jego gest sprawił, że z jednej strony Shiro niesamowicie się ucieszył, ale z drugiej nie chciał by znajomy tak po prostu odszedł. Chciał zaprosić go do siebie oraz porozmawiać o mało ważnych sprawach. Nieważnym było to czy uważał go za pedała i go nienawidził. Dla załamanego Hyutetsu naprawdę się to nie liczyło. Po prostu miał taką cichą, pieprzoną nadzieję, że może jednak... Hiroshi zmieni swoje zdanie i również stanie się gejem, ale... To była taka cicha nadzieja o której nie powinien teraz myśleć, bo przecież przed chwilą został prawie zgwałcony oraz pobity przez ukochanego chłopaka za bycie homoseksualistom. Shiro nie potrafił myśleć racjonalnie, bo jedyne co przychodziło mu do głowy to ten pełen agresji głos sąsiada, który nieoczekiwanie postanowił mu pomóc w powrocie do „domu”.
Gdyby to wszystko wyglądało nieco inaczej, a Mitsuko jednak okazał się gejem...
Hyutetsu byłby najszczęśliwszym chłopakiem pod słońcem.
Szesnastolatek po paru minutach siedzenia na zimnej podłodze w końcu wstał i wszedł do swojego mieszkania, po czym udał się na kanapę, by następnie rozpłakać się jak nigdy dotąd.
On nie miał prawa żyć.
— Jestem bezużyteczny — znów powtórzył, jednak tym razem nie miał kto temu zaprzeczyć.

Zbij mnie! – Rozdział 2




Autorskie

Po nieprzyjemnej sytuacji na jednym z osiedli, którego Shiro w ogóle nie znał, chłopak postanowił, że nigdy więcej nie pokaże się starszemu o dwa lata sąsiadowi na oczy. Unikał go naprawdę skutecznie, ale po pewnym czasie mimo iż go nie znał za dobrze zaczął za nim po prostu tęsknić. Brakowało mu widoku wkurwionej lub zmęczonej twarzy osiemnastolatka, który każdego ranka około wpół do ósmej szedł do szkoły. Brunet znów chciałby go ujrzeć, jednak wiedział, że nie ma do tego najmniejszego prawa, a po drugie obawiał się, że Hiroshi czuł do niego nie tyle co nienawiść, ale odrazę.
Powoli zbliżała się godzina dwunasta, a nieco znudzony brunet postanowił wybrać się wyrzucić śmieci do ogromnego kontenera znajdującego się za blokiem w którym mieszkał. Był już w połowie drogi, gdy ujrzał pod ścianą obściskującego się z nieznajomą dziewczyną osiemnastolatka w którym chcąc nie chcąc był zadurzony. Poczuł ogromną gulę w gardle i zebrało mu się na płacz obserwując ten widok, jednak postanowił to jakoś przeboleć. Nie mógł winić Mitsuko za to, że całował się z kimś innym, kiedy nawet nie byli razem, ba — Shiro twierdził, że mimo wszystko nigdy nie będą razem i w gruncie rzeczy miał rację.
Hyutetsu zaciskając mocno w dłoni foliowy worek przeszedł obok pary jak najciszej się dało, jednak mimo to został zauważony.
— Shiro! — krzyknął wyraźnie zaskoczony Hiroshi odsuwając od siebie seksowną brunetkę i podbiegając do dawno niewidzianego sąsiada. — Jak się trzymasz? Już ci przeszło?
— Ja...
— Daj mu spokój Hiro — odezwała się dziewczyna podchodząc do nich oraz łapiąc blondyna za dłoń. — Nie widzisz, że to jakaś ciota? — Spojrzała na Hyutetsu z pogardą. — Chodźmy stąd. Co powiedzą ludzie z okolicy jeśli zobaczą nas z takim marginesem społecznym? Sam mówiłeś, że to pedał.
Słysząc ostatnie zdanie Shiro drgnął delikatnie, po czym spojrzał przerażony na widocznie zdziwionego osiemnastolatka, który również nie rozumiał o co jej chodziło. Chłopak już miał zamiar zamknął usta swojej partnerce dłonią, ale wtedy usłyszał dźwięk upuszczonego na ziemię worka w którym musiało być coś szklanego.
— Ej — blondyn zdążył jedynie to powiedzieć, bo ciemnooki z powrotem, tym razem bez śmieci wbiegł do budynku i ruszył pod swoje mieszkanie.
Szesnastolatek był nieźle przestraszony. Obawiał się, że teraz wszyscy mogliby się dowiedzieć o jego orientacji seksualnej i nie miałby już życia. Oczywiście nie wiedział, że to co powiedziała ta dziewczyna było zwykłym kłamstwem, ale skąd miałby się o tym dowiedzieć? Nie dał nawet szansy Mitsuko wytłumaczyć tej chorej sytuacji.
Gdy tylko podbiegł do drzwi swojego mieszkania zorientował, że nie miał do niego kluczy. Przełykając głośno ślinę postanowił wrócić się do miejsca gdzie pozostawił worek ze śmieciami. Było mu cholernie głupio, że musi tam wracać po tej ucieczce, jednak nie miał innego wyboru. Po za tym lokum drogo go kosztowało i nie mógł tak po prostu mieć gdzieś tego, że zgubił do niego klucz.
— Kurde — szepnął sam do siebie, gdy nie zauważył obok rozmawiającej, a raczej kłócącej się teraz pary reklamówki w której były śmieci. — Przepraszam.
Chłopak zwrócił ich uwagę na sobie, a wtedy ta brunetka z ogromnym rumieńcem na twarzy odeszła dumnym krokiem, jakby ktoś kazał jej zrobić coś niegodziwego. Zaskoczony Shiro powiódł za nią swoim wzrokiem, ale zaraz się opanował i lekko zestresowany spojrzał na sąsiada, by następnie znaleźć inny obiekt do podziwiania.
— Przepraszam, ale wiesz może gdzie jest ta reklamówka co tutaj była? — zapytał zaczerwieniony po same uszu, jednak cieszyło go to, że mógł z nim porozmawiać. — No wiesz... Ta z którą tu przyszedłem...
— Kazałem Akiko je wyrzucić, bo...
Nie zdążył dokończyć zdania, gdyż Hyutetsu bez zbędnych pytań ruszył wzdłuż ścieżki prowadzącej na tyły bloku, gdzie znajdowały się kontenery. Było mu wstyd, że musiał zrobić to co przyszło mu jako jedyne na myśl, ale nie miał innego pomysłu. Gdy tylko zjawił się przed pojemnikiem rozejrzał się jeszcze wokoło i dosłownie wszedł do środka. Długo tam nie posiedział, ponieważ został wyciągnięty przez znajomego blondyna na zewnątrz.
— C-Co ty robisz? — Zapytał zaskoczony Shiro ruszając się we wszystkie strony, by jakimś cudem uwolnić się z uścisku sąsiada.
— To ja powinienem o to zapytać! — wrzasnął wściekły.
— Nie twoja sprawa... — mruknął brunet próbując uspokoić bicie swojego serca, bo kiedy tylko poczuł grunt pod nogami zrozumiał jak blisko stoi przy Mitsuko. — Po prostu zgubiłem coś bardzo ważnego... Ale nie powinno interesować cię to o czym teraz mówię.
— Masz rację — odpowiedział — w sumie to mnie to nie interesuje, ale cholera. Dlaczego jesteś takim debilem i posunąłeś się do zanurkowania w śmieciach?
— Mówię przecież, że to nie twoja sprawa — szesnastolatek spuścił głowę obserwując czubki swoich butów.
W odpowiedzi usłyszał jedynie głośne parsknięcie i zobaczył już tylko jak Hiroshi odchodzi od niego wściekle stawiając kroki. Miał ochotę zatrzymać go oraz wyjawić, że zgubił klucz, ale po cholerę miał mu o tym opowiadać? Pewnie znów powiedziałby tej swojej koleżance o jego przygodzie i nie miałby już życia. Po za tym czy mógłby się spodziewać czegoś innego? Chłopak i tak zdążył opowiedzieć jej pewnie ze wszystkimi szczegółami o tym, że jest pieprzonym gejem...

❧❧❧

Niebo przybrało ciemne barwy, a ulice zostały rozświetlone przez światło lamp. Było jeszcze przed godziną dziewiętnastą, a Shiro krążył po swoim osiedlu bez konkretnego celu, bo nie za bardzo wiedział, gdzie mógłby się podziać. Do domu nie miał dostępu, a w środku zostawił komórkę i pozostałe potrzebne przybory. Nie miał odwagi udać się do jakiegokolwiek sąsiada oraz poprosić o pomoc, więc postanowił, że będzie się tułał dopóki nie zrobi się jasno.
— Głodny jestem — mruknął pod nosem rozglądając się wokoło — cholera.
Głośne burczenie rozniosło się po okolicy, a brunet wypatrzył niedaleko niewielkie konbini. Przełykając głośno ślinę postanowił podjąć po części męską decyzję i wziąć, a raczej ukraść jedzenie z tego miejsca. Chłopak wiedział, że pomysł był głupi, ale co miał zrobić? Ostatni raz jadł dwa dni temu, a teraz jeszcze zgubił klucz do domu, więc nie miał dostępu do pozostałych mu resztek pożywienia.
Był zwyczajnie głodny.
Shiro pomyślał, że jeśli ktoś by go złapał spróbuje się właśnie tym wytłumaczyć. Może ktoś go zrozumie?
— Raz kozie śmierć — szepnął wciąż niepewny tego, czy dobrze robi.
Najprościej byłoby porozmawiać z o dwa lata starszym sąsiadem z którym utrzymuje jako taki kontakt. Na nieszczęście obawiał się trochę interakcji z innymi, więc znał jedynie Mitsuko, ale i jego bał się poprosić o pomoc tym bardziej po tym co się ostatnio wydarzyło.
— Dobra.
Szesnastolatek zacisnął mocno pięści, po czym powoli zbliżył się do drzwi sklepu. Zawahał się przez chwilę, jednak nieprzyjemny ból w brzuchu sprowadził go na ziemię i teraz nic więcej nie ma miało dla niego znaczenia.
Za wszelką cenę muszę coś zjeść, bo inaczej nie wytrzymam., pomyślał zestresowany.
— Idziemy — szepnął do siebie motywująco, a gdy tylko wszedł do budynku rozejrzał się dookoła.
Na szczęście za ladą siedziała osoba skupiona na czytaniu jakiejś gazety, która zasłaniała jej twarz. Być może dzięki temu uda mu się uniknąć jej wzroku i ukradnie parę rzeczy? Kto wie czy naprawdę to zrobi, a co ważniejsze czy mu się to uda. Jedyne co musi zrobić to bycie ostrożnym, a nuż ta operacja się powiedzie.
Przeszedł do działu z bułkami i zaczął wybierać tę, która według niego mogła być najlepsza. Do szczęścia wystarczyła mu tylko jedna głupia bułka, więc nikt nie powinien się obrazić iż jedną sobie pożyczył, czyż nie?
— Zrozumieją — znów szepnął z delikatnym uśmiechem, ale gdy tylko włożył ją do kieszeni bluzy poczuł na ramieniu uścisk.
Z przerażenia odskoczył na kilka centymetrów uderzając całym ciałem o komodę z puszkami i wtedy jedna z nich upadła na jego głowę.
— Ała — syknął łapiąc się za bolące miejsce, a w jego oczach pojawiły się łzy — cholera.
— Dlaczego to kradniesz?
Shiro podniósł kompletnie zaskoczony wzrok do góry spoglądając na klęczącego tuż obok niego Hiroshi'ego, który był równie zdziwiony co on. Chłopak był ubrany w roboczy strój i właśnie wyciągał dłoń w kierunku drżącego bruneta, by następnie położyć ją na jego mokrym od łez policzku.
— Co się dzieje? — zapytał zmartwiony, ale Hyutetsu osłupiały nie miał pojęcia co powinien w tej sytuacji zrobić. Dotyk sąsiada sprawił, że znieruchomiał, a łzy leciały już nie tylko przez ból. — Odstaw tę bułkę na miejsce.
— Puść mnie — szepnął brunet spuszczając wzrok w dół, aby ukryć swoje zażenowanie. — Nic się nie dzieje.
— No przecież widzę, że coś do kurwy nędzy się dzieje — syknął Hiroshi zmieniając swoje poprzednie zmartwienie w irytację. — Jeśli zaraz mi nie powiedz co ci chodzi po głowie to zgłoszę kradzież na policji. Może to tylko bułka, ale jednak ma swoją cenę, wiesz?
— Wiem — odpowiedział od razu przygryzając dolną wargę i przecierając rękawem bluzy zapłakane oczy. — Ale ja jej teraz tak bardzo potrzebuję. Taka osoba jak ty na pewno mnie nie zrozumie!
— Jesteś głodny?
— Tak i to bardzo! Błagam — jęknął brunet ściskając w dłoni pożywienie — pozwól mi ją wziąć.
Mitsuko westchnął głośno, odsunął rękę z jego twarzy, po czym wstał i rozejrzał się dookoła. Zrobiło mu się zwyczajnie żal tego zrozpaczonego chłopaka, bo kto normalny błaga o jedną tak naprawdę nic nie wartą bułkę? Oczywiście wspomniał o tym, że każda rzecz ma swoją cenę, jednak to ze względu na to, że był to sklep w którym pracował nie mógł nic innego powiedzieć. Ale sam sądził, że jedno pieczywo mniej nie zrobi nikomu różnicy.
— Siadaj przy stoliku — starszy wskazał palcem na plastikowy mebel przy oknie — i zaczekaj na mnie. Kończę za jakieś pół godziny, dasz radę tyle wytrzymać, nie?
Zarumieniony chłopak kiwnął delikatnie głową próbując się otrząsnąć. Bez zbędnych słów ruszył w stronę stołu przy którym usiadł, a następnie kątem oka obserwował dobrze zbudowanego blondyna, który w tej chwili stanął za kasą.
Nieoczekiwanie do sklepu ktoś wszedł. Shiro przeniósł wzrok w stronę drzwi przy których stała niewysoka Japonka ubrana w krótkie dresowe spodenki oraz przylegający do jej ciała biały bezrękawnik. Na nogach miała sportowe różowe adidasy, a na lewej ręce założone etui, aby podczas biegu mieć telefon przy sobie. Szesnastolatek musiał przyznać sam przed sobą, że dziewczyna wyglądała naprawdę ślicznie, podczas gdy ubrana była w zwykły sportowy strój, dlatego nieco podłamany spojrzał na sąsiada. Chłopak stał wpatrzony w nią niczym w obrazek i wyraźnie zapragnął, by ta podeszła do niego.
— Hiroshi... — szepnął pod nosem smutny Hyutetsu, jednak nim zdążył zwrócić na siebie uwagę starszego ten ruszył ku nieznajomej. Na początku przywitali się dość nieśmiało, ale gdy w końcu konwersacja trochę się rozwinęła rozmawiali ze sobą tak ochoczo, że gdyby nie fakt iż Shiro obserwował tę parę odkąd szatynka weszła do klepu to pomyślałby, że znają się bardzo długo.
Brunet odwrócił w końcu wzrok, by obydwoje mogli w spokoju dyskutować. Nie chciał podsłuchiwać ich rozmowy, jednak nie mógł się po prostu powstrzymać. Martwił się, że Hiroshi odejdzie z biegaczką i zapomni o nim, bo kto wolałby zostać z kolegą oraz zmarnować na niego swój wolny czas?
Po około dziesięciu długich minutach młoda kobieta w końcu opuściła pomieszczenie widocznie zapominając o prawdziwym powodzie dla jakiego odwiedziła konbini. Oczywiście od tego czasu z twarzy Mitsuko nie potrafił zejść szeroki uśmiech, ale oprócz tego nie podszedł do sąsiada ani razu sprawiając tym samym wrażenie jakby naprawdę zapomniał o Shiro.
— Hiroshi możesz już iść! — Krzyk współpracownika uczącego się boksera wyrwał z rozmyśleń wciąż siedzącego przy stole szesnastolatka. Nieśmiało podniósł wzrok do góry, a wtedy nieoczekiwanie poczuł na ramieniu uścisk.
— Dobra to my już mykamy! — dpowiedział z szerokim uśmiechem, lecz nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć spojrzał na mnie i odsunął się. Pewnie poczuł tę odrazę, że dotknął właśnie pieprzonego geja.
— Przepraszam — mruknął brunet, jednak Hiroshi znów go objął tym razem mocniej.
— Niby za co? — zapytał śmiejąc się.
— Sprawiam ci teraz kłopot, a nawet nie wiem dlaczego mi pomagasz... Przecież wszystko ze mną w porządku — szepnął zarumieniony Shiro chcąc przesunąć się nieco w bok, by uścisk zelżał.
— Widzę, że coś jest nie tak, a po drugie... Czy ty chodzisz w tym samym ubraniu od czasu, gdy Akiko wyrzuciła twoje śmieci? — zadał kolejne pytanie przez które sprawił, że Hyutetsu zadrżał delikatnie.
Młodszy przełknął głośno ślinę w duchu prosząc by ktoś, ktokolwiek uratował go przed odpowiedzią. Niestety takowa pomoc nie nadeszła.
— Tak — szepnął tak cicho, że gdyby nie ruch jego warg Hiroshi nie mógłby się nawet domyślić.
— Dlaczego nie wróciłeś do domu?
— No bo... Zgubiłem gdzieś klucze do niego — mruknął zażenowany, a tamten gwałtownie odsunął się od niego i chwycił mocno za ramiona.
— No co ty pierdolisz? — zapytał zdziwiony, po czym uśmiechnął się szeroko. — Zapraszam więc do siebie.
Shiro w niewiarygodnie szybkim tempie kilkakrotnie kompletnie zaskoczony zamrugał powiekami. Przez chwilę wydawało mu się, że kolega znów ma ochotę naśmiewać się z niego, jednak ta myśl szybko zniknęła. Sam nawet nie wiedział dlaczego, po prostu postanowił mu zaufać.
— D-Dziękuję — szepnął nieśmiało, ale wtedy na jego twarzy ukazał się niewielki, ale jakże uroczy uśmiech — dziękuję, naprawdę.
— No nie masz za co.

❧❧❧

Droga do ogromnego bloku w którym mieszkali obydwoje zajęła chłopcom miej więcej pół godziny, która minęła im jak z bicza strzelił. Byli za bardzo pochłonięci rozmową w której co chwilę opowiadali sobie nawzajem żenujące, bądź zabawne historie z ich życia. Może Shiro nie miał ich tak wiele jak rozgadany Mitsuko, jednak również miał się czym pochwalić. Nawet nie zauważyli kiedy w końcu zjawili się pod odpowiednimi drzwiami, bo nie potrafili zamknąć swoich ust.
To był pierwszy raz gdy Hyutetsu tak bardzo otworzył się przed kimś, jednak nie żałował tego, a wręcz przeciwnie — chciał powiedzieć koledze dosłownie wszystko. Obserwując uśmiechniętą od ucha do ucha twarz osiemnastolatka zapragnął wyznać mu swoje uczucia, ale na szczęście w porę ugryzł się w język.
— Kurwa — syknął nieoczekiwanie Hiroshi spoglądając w przestrzeń za plecami bruneta.
Gdy Shiro chciał odwrócić się w tamtą stronę blondyn wepchnął go gwałtownie do teraz już otwartego mieszkania i zamknął za sobą drzwi przez co wciąż pozostał na zewnątrz. Zaskoczony szesnastolatek nacisnął na klamkę, jednak nie potrafił otworzyć wejścia, ponieważ z drugiej strony było ono przytrzymywane przez Mitsuko.
— Co jest? — szepnął przerażony obawiając się, że wpadł w sidła sąsiada i ten zechce go pobić przez bycie homoseksualistą, ale szczerze sam w to nie wierzył. Przecież takiej szczerości oraz radości nie da się udawać.
— Spierdalaj stąd!
Krzyk Hiroshi'ego sprawił, że Hyutetsu spojrzał przez niewielkie okienko umiejscowione w drzwiach i obserwował sytuację jaka działa się na zewnątrz. Był ciekawy tego kto postanowił odwiedzić jego sąsiada. Zdawał sobie sprawę, że to było złe, ale ciekawość wzięła nad nim górę.
Scena po drugiej strony wydawała się brunetowi poniekąd dziwna, a tym bardziej nie zrozumiała. Wkurzony Hiroshi trwał w bezruchu wciąż trzymając dłoń na klamce jakby bał się, że Shiro jednak postanowi się wtrącić. Tuż naprzeciwko niego stał rozpromieniony chłopak, który ruszał dłońmi we wszystkie możliwe kierunki i żywo o czymś opowiadał. Przez chwilę brunet odniósł wrażenie jakby wyznawał mu miłość, jednak szybko to minęło bowiem Hyutetsu w odpowiedzi tylko głęboko westchnął, a następnie pożegnał się nic więcej nie dodając.
Wszedł do domu obejmując twarz dłonią oraz gdy tylko zamknął drzwi oparł się o pobliską ścianę. Nie zwrócił nawet uwagi na wpatrującego się w niego sąsiada, bo był widocznie czymś zamyślony.
— Hiro...? — Shiro postanowił w końcu przerwać tę krępującą go ciszę, jednak nie dostał odpowiedzi takiej jakiej się spodziewał.
— Spierdalaj! — wrzasnął wściekły Mitsuko po raz kolejny zmieniając swój nastrój niczym kobieta w ciąży. Młodszy zaledwie o dwa lata chłopaka drgnął, po czym bez zbędnych słów opuścił mieszkanie. Nie zrobił nawet trzech kroków poza lokum, bo zaraz znów został do niego wciągnięty.
Tuż naprzeciwko niego stał teraz trochę zawstydzony Hiroshi drapiący się za kark.
— Nie fochaj się tak. Zostań.
Niewinna mina chłopaka sprawiła, że na buzię Shiro wdarł się ogromny rumieniec i sam się zawstydził. Nie za bardzo wiedział co powinien mu powiedzieć w tej sytuacji, dlatego postanowił milczeć. Z jednej strony kazał mu spierdalać, a z drugiej zostać? To było kompletnie bezsensu.
— Przepraszam za wcześniej — mruknął Mitsuko — czasami jestem taki agresywny.
— Nie — odpowiedział od razu Hyutetsu uśmiechając się delikatnie — w gruncie rzeczy to wcale mi to nie przeszkadza. Poza tym... Kto chciałby pomóc takiemu nieudacznikowi jak ja?
— Jesteś kolejnym depresyjnym dzieciakiem?
— Co?
— No każdy tak teraz mówi — powiedział przeciągając się leniwie i ziewając przy okazji. — Ty też rozpaczasz nad sensem życia?
— Co? Nie!
— Więc...?
— To nie tak jak myślisz — zaprzeczył zaczerwieniony Shiro, jednak postanowił być z nim szczery — po prostu jestem teraz sam.
Hiroshi przymrużył powieki nie za bardzo rozumiejąc o co mu teraz chodziło.
Sam? Jak to?
Te dwa pytania zakrzątały jego głowę, jednak nie miał siły zapytać o to. Teraz miał ochotę tylko położyć się do łóżka i zasnąć, ale niestety musiał zająć się najpierw zaproszonym przez siebie samego gościem. Chciał z nim jeszcze porozmawiać oraz poznać go nieco bardziej, bo wydawał mu się ciekawym dzieciakiem, jednak zaczął się zastanawiać czy był to naprawdę dobrym pomysłem. Przecież ten chłopak chcąc nie chcąc był gejem.
Kto wie co mogłoby mu odbić?
— Dobra to ja będę spa...
— Nie chcę robić problemów. — przerwał mu zawstydzony Shiro. — Mogę spać na dworze, naprawdę. Ale czy mógłbyś mi dać przynajmniej koc? No wiesz...
— Nie, nie wiem — syknął zły Mitsuko. — Nie rozumiem o czym teraz do mnie mówisz. Wolisz spać na zewnątrz, kiedy zaproponowałem ci nocleg u siebie? No chyba żartujesz?
— Ale...
— Dobra. To idź — krzyknął nieoczekiwanie.
W oczach Hyutetsu po raz kolejny zakręciły się łzy, ale przynajmniej dostał pozwolenie na opuszczenie tego miejsca. Nie będzie musiał sprawiać więcej problemów bokserowi, a przecież i tak sporo ich narobił. Najpierw przy poznaniu, później gdy na niego napadnięto no i jeszcze teraz... Kiedy zgubił klucze.
Być może Hiroshi był agresywnym oraz pewnym siebie chłopakiem, ale w gruncie rzeczy miał również wiele pozytywnych cech, które Shiro miał okazję dzisiaj poznać.
— Zostajesz! — wrzasnął po raz kolejny blondyn tym razem biorąc kumpla na ręce i prowadząc w nieznaną szesnastolatkowi stronę. Co on będzie chciał zrobić?
Hyutetsu pod wpływem chwili objął sąsiada za kark tym samym zbliżając ich do siebie jeszcze bardziej. Chłopak nie potrafił nic więcej zrobić. Podobało mu się to, że jego „ukochany” niósł go teraz niczym księżniczkę, jednak nie wiedział jeszcze dokąd.
— Hiro... — szepnął cicho, a tamten przygryzł dolną wargę.
— Cicho bądź.
Zaraz po tym kopniakiem otworzył wybrane drzwi, które prowadziły do sypialni. Oczywiście Shiro zrozumiał to, gdy tylko ujrzał ogromne małżeństwie łoże. Przełykając głośno ślinę obserwował wkurzoną twarz sąsiada, ale nie zdążył za długo się napatrzeć, ponieważ starszy rzucił go na materac.
— Co jest? — zapytał zaskoczony szesnastolatek, ale w odpowiedzi usłyszał tylko głośne prychnięcie.
— Tylko o to ci chodziło, prawda? — Hiroshi odpowiedział mu pytaniem. — Jesteś gejem, więc o niczym innym nie myślisz, czyż nie? A może jednak się mylę?
— Yah... Hiro...

Zbij mnie! – Prolog



Autorskie

Lekko drżącym krokiem ostrożnie przeszedł próg nowego mieszkania trzymając w ręku ogromny karton w którym znajdowały się wszystkie jego rzeczy. Gdy w końcu znalazł odpowiednie miejsce, by odstawić pudło postanowił wziąć krótki prysznic. Niestety w domu ojca nie zdążył tego zrobić, bo zaraz po tym jak znienawidzony trener, Terada po raz kolejny go wyśmiał postanowił odejść z klubu i opuścić rodzinne strony.
Młody Hyutatsu najbardziej obawiał się tego, że przyniesie wstyd swojemu ojcu, który był znanym na całą Japonię zawodowym bokserem. Chcąc nie chcąc szesnastolatek był zwyczajną łamagą o niezbyt wysokiej samoocenie, więc widział świat w ciemnych barwach. Po za tym w willi sportowca nie czuł się sobą. Budynek był ogromny, zbyt wiele warty i dużo nieznajomych osób się w nim kręciło, a Shiro wolał raczej samotność, dlatego też postanowił się wyprowadzić.
Stojąc już pod prysznicem kompletnie nagi dotknął prawej strony brzucha na którym widniał wielki siniak. Niestety nie dał rady wczorajszego dnia obronić się przed brutalnym atakiem trenera i to był tego skutek.
Nigdy nie lubił się bić, a tym bardziej trenować sztuki walki, ale zrobił to na życzenie ojca, którego mocno szanował.
Nieoczekiwanie z rozmyśleń wyrwał go głośny dzwonek. Z delikatnym rumieńcem na twarzy dobył szlafrok, nałożył na swoje wciąż mokre ciało i ruszył w stronę drzwi. Nikogo nie zapraszał, więc nie dziwnym było to iż tak się zdziwił na usłyszenie alarmu. Gdy w końcu powolnym ruchem nacisnął na klamkę ktoś sam przyspieszył proces otwierania drzwi i dosłownie wleciał do jego mieszkania rozglądając się na prawo i lewo.
— Kurwa mać, gdzie on do cholery jest — wściekły ton nieznajomego blondyna wywołał u nieśmiałego Shiro lekkie przerażenie. Chłopak już miał zamiar się odezwać, lecz wtedy jego gość spojrzał na niego, co sprawiło iż Hyutetsu odwrócił wzrok. — Kim jesteś?
— J-Ja? — zapytał szesnastolatek wskazując na siebie palcem denerwując się przy tym ze stresu.
— No, a widzisz tu kogoś innego? — syknął blondyn, po czym podszedł do właściciela mieszkania i bez skrępowania obserwował czerwoną z zażenowania twarz Shiro. — Zawsze się tak rozbierasz przed ludźmi których nie znasz?
Zaskoczony brunet odsunął się na dobrą odległość. Dopiero wtedy poczuł delikatny wiaterek muskający jego odkryte prawe ramię, które szybko zakrył nieco za dużym szlafrokiem.
— Ja pierdolę... Z ciebie taka niemowa jest czy jesteś na coś chory? — warknął wulgarnie na co Shiro przełknął głośno ślinę. — Hm?
— J-Ja nie... — mruknął, jednak nie dane było mu dokończyć zdania, gdyż nieznajomy mocno przycisnął go do ściany i podciągnął do góry. — C-Co ty robisz... P-Puść mnie...
Blondyn przewrócił zły oczami, a następnie puścił chłopaka, który upadając na ziemię drżał ze strachu. Przerażony Hyutetsu jeszcze nigdy nie widział kogoś tak pewnego siebie, a zarazem brutalnego, jednak oprócz lęku względem osoby nieznajomego czuł coś jeszcze. Coś na kształt fascynacji.
— Więc ty od dzisiaj jesteś moim nowym sąsiadem, tak? — westchnął brązowooki, jednak nie wysilił się nawet, by pomóc wstać nowemu znajomemu.
— K-Kim jesteś? — zapytał nagle Shiro, jednak zamiast odpowiedzi do jego uszu doszedł lekko psychopatyczny śmiech.
— Być może twoim największym koszmarem o imieniu Hiroshi.
Słysząc imię agresywnego chłopaka brunet uśmiechnął się pod nosem, a następnie powoli wstał podtrzymując się o pobliską szafkę. W końcu miał szansę dokładnie przyjrzeć się blondynowi, który wparował do jego mieszkania, jakby było jego własne.
Nieznajomy był znacznie wyższy od niego, a oprócz tego największą uwagę przyciągały ogromne mięśnie ramion, a także dobrze wyrzeźbiony tors ukrywający się za zbyt małą i obcisłą bluzką.
— Co się tak patrzysz? — Warknął Hiroshi, kiedy kruczowłosy obserwował go już za długo. — Nigdy człowieka nie widziałeś, czy co?
— N-Nie, ależ s-skąd że... — odpowiedział Shiro niemal od razu machając rękami na wszystkie strony. — Po prostu... Zastanawiam się... Nie trenujesz przypadkiem boksu?
— Hę?
— No wiesz... W pobliskim klubie otworzyli nabór, bo ktoś odszedł i...
— Ach, wiem o tym. Już tam byłem, kluby się o mnie wręcz biją. — Chłopak dumnie się wyprężył, a następnie zrobił z ust dzióbek. — Wiesz coś o tym klubie, nie?
— Ja? — zapytał niby zaskoczony. — Nie, skąd miałbym wiedzieć.
Hyutetsu zrozumiał iż ten chłopak zajął jego miejsce, lecz sam nie wiedział co poczuł. Złość, zazdrość, czy może jednak ulgę, że go zastąpiono?