Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sprzeczności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sprzeczności. Pokaż wszystkie posty

25 maja 2022

Sprzeczności — rozdział 2

 
Czasami zastanawiała się, jak niektórzy ludzie potrafią żyć bez mózgu? Chociaż mówi się, że człowiek to istota myśląca, patrząc na wydarzenia dzisiejszego dnia Lucy uświadomiła sobie, że niestety jest całkiem inaczej.
Zdenerwowana zachowaniem mężczyzny, wybiegła z budynku. Niech tylko ja go dorwę - pomyślała. Nie wiedziała kim jest siwowłosy mężczyzna, ale postanowiła za wszelką cenę się dowiedzieć. Nie wiedziała jak tego dokona, aczkolwiek zawsze jeżeli się na coś uparła to musiała osiągnąć cel.
Lucy, jeżeli nie da się przodem, to trzeba bokiem, od tyłu do przodu. Nie raz w życiu zdarzy się taka sytuacja, będziesz w sytuacji bez wyjścia, musisz być uparta. Jak twój ojciec — zawsze jej to  powtarzała matka.
Pan Miobuku był największym uparciuchem jakiego dane było im poznać. Zawsze miał swoje zdanie i nigdy nie słuchał innych. Wydawało mu się, że wie wszystko, a nie wiedział nic. W przeszłości Lucy z ojcem kłócili się często, ze względu na identyczne charaktery.
Wchodząc do mieszkania jedynym o czym marzyła to ściągnięcie butów. Odpięła pasek i cisnęła je w dal korytarza.
— Dalej masz zły humor? — Rin stanęła w przedsionku.
— Nawet mnie nie denerwuj — fuknęła Miobuku. — Pecha mam cały dzień.
— Dlaczego?
— Rozumiesz, że wychodząc z windy znów wpadłam na tego kretyna?
— Zaparzę kawy i opowiesz mi wszystko ze szczegółami.
Nohara zniknęła, a Lucy w pokoju ściągnęła sukienkę oraz rajstopy. Z szafki wyciągnęła stare dresy i luźną koszulkę. W takim stroju czuła się najlepiej. Ściągnęła czerwone soczewki, aby dać odpocząć oczom i na nos założyła okulary. Odłożyła telefon na półkę i wkroczyła do kuchni. Na blacie stały już dwie filiżanki gorącego napoju.
— Przez twoje ciasteczka przytyję! — zaśmiała się siadając na krześle.
— Miałam dzisiaj wolne to wzięłam się za pieczenie. — uśmiechnęła się. — Opowiadaj! Jestem ciekawa jak ci minął pierwszy dzień i przede wszystkim co to za mężczyzna.
— Bezczelny!
— W to nie wątpię. — zachichotałyśmy. — Zamieniam się w słuch.
— Przede wszystkim, tak jak ci mówiłam ja tam nie pasuje. — Lucy upiła łyk kawy. — Wszyscy są tacy piękni.
— Lucy ty to jesteś dopiero piękność! Po prostu uwierz w siebie.
— Rin proszę cię... Wszyscy piękni, kulturalni, mądrzy.
— Z wyjątkiem szarowłosego cud chłopięcia?
— Tak, oprócz szaraka w masce.
— W masce? — Nohara przysunęła palec do policzka, starając się wymyślić dlaczego mężczyzna nosił maskę. — Może ma jakąś chorobę?
— Przy chorej głowie nie nosi się maski na pół twarzy. — Miobuku wzruszała ramionami i poprawiła niesforne pasemko za ucho. — Prędzej opryszczkę. Wygląda na takiego, który zalicza dziewuchę za dziewuchą. Jakbyś tam była i zobaczyła, jak kobiety pożerają go wzrokiem. 
— Przystojny jest?
— Niestety tak — ze smutkiem w głosie kolejny raz wzięła łyk kawy. — Zawstydził mnie, kiedy wychodząc z pracy kolejny raz na niego wpadłam. Drzwi windy się otworzyły i z impetem wleciał w stos moich posegregowanych dokumentów.
— No pięknie. Przeprosił?
— W życiu. Już miałam dość i odezwałam się.
— Nie wierzę — źrenice Rin powiększyły się. — Czy Lucy Miobuku się odezwała? Pierwszy dzień w pracy?
— Nie śmiej się ze mnie! — fuknęła. — Dobrze wiesz, że jak się zdenerwuje to potrafię nakrzyczeć.
— Niestety wiem. Więc jak go zrugałaś?
— Powiedziałam by patrzył jak chodzi. Następie poprosiłam, aby pomógł mi posprzątać. Oczywiście zlekceważył mnie, wsiadł do windy, stwierdzając, że to moja wina. — Miobuku odpuściła szczegóły, nie mówiąc przyjaciółce o denerwującym ją słowie koteczku. Pomyślała, że przyjaciółka na pewno zaczęła by głosić swoje insynuacje. A tego wolała sobie oszczędzić. Szybko dojadła kokosankę i upiła ostatni łyk kawy. — Dziękuję — powstała z krzesła i udała się do swojego pokoju. — Chyba muszę się trochę przespać, padam z nóg.
— Domyślam się. — Rin także wstała z miejsca. — Obito chciał bym z nim poszła na zakupy, więc zostawię cię samą, mała.
— Jakie mała? Przecież jesteś mniejsza niż ja!
— Strzałeczka.
Brunetka ubrała buty na stopy i założyła marynarkę na ramiona. Przeczesała szybko ręką włosy, przeglądając w lustrze.
— Dobrze wyglądasz — rzuciła Lucy, przystając na progu pokoju. — Miłego chodzenia po sklepach.
— Przez to, że jesteś taka oschła, nigdy nie znajdziesz faceta!
— Nawet nie szukam. — Miobuku zamknęła drzwi do pokoju, nawet nie słysząc gadaniny Rin. — On sam mnie znajdzie.
Obito. Obito Uchiha. Był to dwudziestoośmioletni mężczyzna, średniego wzrostu, z ciemnymi tęczówkami, pogodnym uśmiechem. Nohara poznała go na zajęciach fitness, w pobliskiej, osiedlowej siłowni. Kilka dni później okazało się, że Obito rozpoczął studia doktoranckie na kierunku filologii angielskiej, wykładał renesansową literaturę. Lucy lubiła tego chłopaka, jednak wszystko się skomplikowało, kiedy na pierwszych ćwiczeniach okazało się, że jest jej wykładowcą. Pech.
Kiedy dobiegł ją odgłos przekręconego zamka w drzwiach wejściowych i zdała sobie sprawę, że Rin pozostawił ją samą w mieszkaniu, ponownie zagościła w kuchni. Nastawiła wodę i zaparzyła zielonej herbaty. Wzięła ostatnią już kokosankę i w doskonałym humorze udała się do sypiali. Z półki ściągnęła ulubiony utwór i prawie z pamięci wyrecytowała pierwszą zwrotkę:

„Dwa rody, zacne, jednako i sławne 
—Tam, gdzie się rzecz ta rozgrywa, w Weronie,
Do nowej zbrodni pchają złości dawne,
Plamiąc szlachetną krwią szlachetne dłonie”

Zamknęła oczy, pozwalając aby ociężałe powieki zasłoniły obraz. Opuszkiem palców sunęła po karcie Szekspirowego dzieła, niczym niewidomy czytając, napojona początkiem. Mimo, że było to banalne czasami uznane za dziwne, uwielbiała to dzieło. Romeo i Julia. 

„Z łon tych dwu wrogów wzięło bowiem życie, 
Pod najstraszliwszą z gwiazd, kochanków dwoje; 
Po pełnym przygód nieszczęśliwych bycie 
Śmierć ich stłumiła rodzicielskie boje.” 

Szeptała do siebie, znając każdy wers. Każde słowo. Dlaczego ze wszystkich dzieł to był najbliższe jej sercu? Może myślała, że kolejny raz czytając tą historię finał będzie zupełnie inny. Że miłość zwycięży? 

„Tej ich miłości przebieg zbyt bolesny
I jak się ojców nienawiść nie zmienia,
Aż ją zakończy dzieci zgon przedwczesny,
Dwugodzinnego treścią przedstawienia.”


*


Wyjechał na piętnaste piętro i rozejrzał się po gabinecie. Podszedł do ciemnego, czarnego biurka i zauważył teczkę. Lucy Miobuku. Uśmiechnął się pod nosem i sięgnął po stojącą karafkę. Nalał bursztynowy napój do stojącej obok szklanki i przechylił do gardła. Whisky paliło gardło, a ręce pochwyciły dokumentację. 

Imię: Lucy Izumi Nazwisko: Miobuku
Ojciec: Tobirama Miobuku. Matka: Mito Miobuku. 
Data urodzenia: 1 czerwca Miejsce urodzenia: Osaka
Stan cywilny: Panna

Patrzył na jej zdjęcie i podanie o staż.
— Punktualna, rzetelna, pracowita — Kakashi wertował kartki, starając się znaleźć coś, co potrafiłoby go skłonić, by trzymał się od niej z daleka. Ulubiony twórca — William Szekspir, dzieło — Romeo i Julia.
Takie to oczywiste  — pomyślał. Wywiad personalny prowadziła Kurenai. Nic ciekawego, prócz stwierdzenia, że w dzisiejszych czasach współczesna kobieta nie może polegać na szczęściu, ponieważ szczęście jest tylko zależne od nas. — Jeżeli nie da się przodem, to trzeba bokiem, od tyłu do przodu. Zaśmiał się, chociaż wiedział, że kobieta ma rację.
— Inaczej nie byłbym właścicielem tak wielkiego wydawnictwa.  – powiedział.
Zawsze dążył do zamierzonego celu. Z uporem maniaka siedział nad przepisami, śledził rynek bieżący i wtórny. Jednak czy Kakashi nie miał szczęścia? 
— Miałem, co tylko udowadnia, że czasem szczęście nie zależy tylko od nas Panno Miobuku.
Rzucił teczkę na blat i kolejny raz nalał sobie whisky. Przechylił, aby ugasić pragnienie, gdy do gabinetu weszła Shizune.
— Kakashi-san. — zaczęła pytająco. Hatake skinął głową, na znak, że może podejść. — Przyniosłam dokumenty do zatwierdzenia.
— Połóż na biurku. — rzucił obojętnie.
— Czy coś jeszcze Panu przynieść.
— Nie, możesz iść do domu.
Nie obrócił się kiedy kobieta opuściła pomieszczenie. Wciągnął powietrze i oparł ciężką głowę o chłodną szybę. Patrząc na tokijskie budynki, zatłoczone ulice, wiedział, że dzisiejszą noc spędzi w gabinecie. Opadł na fotel sięgając po dokumenty. Czas to pieniądz. 




Od Autorki: Kolejna środa, kolejny Kakashi. Czas tak szybko ucieka... Przyznam się, że przecierałam dzisiaj oczy dwa razy, żeby dotarło do mnie, że dzisiaj jest środa. Jakby ktoś miał chęć, to są otwarte zamówienia i na chwile obecną jestem bezrobotna :D A tak przy okazji, czy ktoś tutaj jest razem z nami?


18 maja 2022

Sprzeczności — rozdział 1

 
Mroczne, ciemnoszare pomieszczenie wypełnił odgłos ryczącego budzika. Otworzył leniwie jedno oko i zlokalizował, gdzie w tamtej chwili ten zdrajca się znajdował. Lekko na oślep ręką wymacał telefon na szafce nocnej i włączył drzemkę. Zamknął oko, by chociaż na chwile poleżeć, lecz wspomnienie ile pracy go dzisiaj oczekiwało, spowodowało, że podniósł się z wielkiego łoża. W pokoju panował półmrok, chociaż część pierwszych promieni wkradało się nieśmiało, przez grafitową zasłonę. 
Przeciągnął się ziewając i przetarł ręką zaspane oczy. Podrapał palcami szyi w miejscu fioletowego siniaka, który został po ostatnim gościu tej sypialni. Jego sypialni. Z niesmakiem stwierdził, że musi ubrać dłuższą maskę, aby nikt nie widział starych blizn na karku, w każdym razie dopóki się nie zagoją. 
W łazience szybko przepłukał twarz i umył zęby. Wszedł do garderoby, mijając szafy pełne garniturów, koszul i innych eleganckich gadżetów. Zatrzymał się przy komodzie z ubraniami sportowymi. Wyciągnął ciemnoszare spodnie dresowe, znanej amerykańskiej marki, a przez głowę nałożył bluzę z kapturem o takim samym kolorze jak spodnie. Na nogi ubrał obuwie do biegania. Słuchawki bezprzewodowe wetknął do ucha i przeszedł przez całe mieszkanie, zatrzaskując za sobą drzwi. Odpuścił windę, kierując się do schodów.
— Panie Hatake — ciemnowłosy sąsiad, pan Hiruzen, podniósł rękę w geście powitania, a Kakashi skinął mu głową na znak przywitania. — Dzień dobry.
Pomyślał, że matka byłaby zadowolona, widząc, że dobrze wpoiła synowi zasady kultury. To po części dzięki niej był uczynnym, szarmanckim młodym dżentelmenem, jak to mówiła starsza pani Koharu, sprzedająca najlepsze tokijskie drożdżówki.
Zbiegł po schodach, nawet nie mając zadyszki. Skierował się w stronę dobrze znanej sobie trasy. Założył kaptur na głowę. Pomimo tego, że kończyło się lato, rano pojawiało się rześkie powietrze i targało jego szarą czuprynę.
Kakashi od zawsze nienawidził tych włosów. Nie potrafił ich ujarzmić, nigdy nie były farbowane. Naturalny siwy kolor odziedziczył po ojcu. Matka zawsze powtarzała mu, że jest do niego podobny, zupełnie jak kopia. Nie pamiętał. Albo nie chciał pamiętać. Kakashi próbował odgonić od siebie posępne myśli.
Dzisiaj jest naprawdę ładny dzień — pomyślał i przyspieszył truchtu. Słońce okalało pociągłą twarz, w słuchawkach rozbrzmiewała piosenka Post Malone — Goodbyes, a Hatake skupił się na trasie.
— Kakashi — warknął odbierając telefon. Zawsze się denerwował, kiedy przed pracą dzwonili z biura.
— Przepraszam panie Hatake, że przeszkadzam — w uszach brzmiał mi głos Shizune. — Chciałam tylko przypomnieć o umówionym spotkaniu z Koreańskimi inwestorami.
— O której godzinie? — zamieszany troszkę zwolnił tępo.
— Ósma trzydzieści.
— A która teraz jest?
— Siódma dwadzieścia.
— Dobrze, będę na czas — odrzekł, natychmiast się rozłączając. Znów w uszach rozbrzmiewała mu muzyka, tym razem Taio Cruz – Break your heart. Kakashi zawsze wiedział, że ta piosenka bardzo dobrze go opisywała. Zawsze to on łamał kobiece serca.
W mieszkaniu wziął szybki prysznic. Wielkie krople spadały na obolałe plecy. Rozluźnił się i szybko namydlił jakimś drogim żelem pod prysznic. Nie lubił się ociągać, aczkolwiek kąpiel to była jedyna rzecz, która potrafiła go odprężyć. No i oczywiście seks. W końcu wytarł się ręcznikiem i ubrał czystą bieliznę. Otworzył szafę na oścież i założył czarną koszulę. Ubrał maskę takiego samego koloru i przybrał stalowy garnitur. Dopinając pasek spojrzał w lustro.
— No może być Kakashi — powiedział do siebie i wyszedł z garderoby.
W przedpokoju zauważył czekającego Irukę, który był jego kierowcą.
— Dzień dobry panie Hatake.
— Dzień dobry — mruknął w odpowiedzi i weszli do windy.
— Spotkanie umówione jest w hotelu Sabaku. — Shizune pojawiła się na małym ekranie laptopa.
— Gdzie to jest Iruka?
— Niedaleko wydawnictwa sir — brunet otworzył przed Kakashim tylne drzwi. — Jakieś dziesięć minut drogi stąd.
— A jak w firmie? — spytał ciemnowłosej kobiety. —  Wszyscy zaczęli pracę?
— Tak jest — odpowiedziała. Wzięła łyk wody i ponownie zaczęła tłumaczyć plan dnia. — Po spotkaniu, musi pan zjawić się na otwarciu nowej księgarni w centrum miasta. Potem w biurze będą czekały na pana protokoły do zatwierdzenia.
— Jakieś zmiany personalne? — dopił końcówkę wody z butelki.
— Trzy osoby przyniosły zaświadczenie L4, dwóch jest n urlopie i jedna.
— Jedna?
— Jedna osoba zaczęła pracę. Lucy Miobuku w dziale literatury angielskiej — sekretarka lekko się zmieszała. — Nadal nie wiem, dlaczego pan ją zatrudnił. To jest dopiero świeżynka.
— Miałem taki kaprys — uciął tą pogawędkę i doprowadził kobietę do porządku. – Znajomy ją polecił, spojrzałem na jej CV i podanie. Dobre opinie z praktyk, wykształcenie idealne na tą posadę— rozłączył się, dając Shizune znać, że zatrudnienie stażystki nie jest do podważenia. Spoglądnął przez ciemne okno. Zaczęło padać.
Na spotkaniu ledwo powstrzymywał się od ciągłego ziewania. Ciężkie powieki opadały mu na oczy, utrudniając pracę.
— Nasz rynek jest otwarty na wasze propozycję — jeden z rozmówców skierował dłonie w  stronę Kakashiego.
— Mamy kilka ciekawych autorów — Shizune zaczęła rozmowę, a Hatake powinien jej podziękować. Bo siedząc tam w pomieszczeniu był kompletnie nieprzytomny. — Prześlemy do państwa kilka prac wstępnych.
— Liczymy na owocną współpracę panie Hatake — jeden z Koreańczyków podał mu rękę na dowiedzenia, a Kakashi wysilił się na gest jej uściśnięcia. 
— Do widzenia — rzucił i wyszedł z pomieszczenia. — Shizune widzimy się na otwarciu.
— Panie Kakashi gdzie pan idzie? — zawołała za szefem. Lecz nie dostała odpowiedzi.
— Gdzie teraz sir? — Iruka Umino otworzył drzwi Audi A6.
— Musze podjechać do wydawnictwa — spojrzał w szybę. — Zapomniałem zegarka z biura zegarka.
Dojeżdżając do firmy, poprosił, aby kierowca zaczekał w samochodzie przed głównym wejściem. Myśląc o zegarku nie zauważył, czy ktoś wychodzi przez drzwi. Nie ustąpił miejsca w drzwiach, ostatecznie popchnął jakąś kobietę. Spóźniony nawet nie przeprosił, przyzwyczajony, że wszyscy w biurze mu ustępują. Nie miał czasu, musiał się śpieszyć. Wchodząc do windy zauważył kobietę, którą popchnął. Drobna brunetka, w czarnej sukience. Wyglądała atrakcyjnie, nawet w tych za niskich butach. Cienka szpilka, w której chodziła, nie dodała jej zbyt wzrostu. Przyjrzał się dokładniej i nim wysiadł stwierdziłem, że to właśnie musi być nowa pracownica. To musi być Lucy Miobuku.
— Hatake-san! — zawołała za nim Temari, kiedy minąłem ją w przejściu zapinając zegarek. — Szukałam pana.
— Czego chciałaś?
— Oto dokumenty nowej pracownicy — podała mu do ręki teczkę. — Razem z Shikamaru wdrożyliśmy ją w prace wydawnictwa.
— I jak się spisuje? — odrzekł obojętnie, dalej mając w głowie jej czarne cienki szpilki.
— Pracowita, jak na razie.
— Oby jak najdłużej — rzucił teczkę na biurko i wyminął blondynkę.
— Mam spotkanie, więc nie ma mnie dzisiaj da nikogo.
— Rozumiem.
Wyszedł z wydawnictwa, wsiadając do samochodu. Wtedy znów zobaczył Miobuku, z telefonem przy uchu, rozmawiającą, uśmiechającą się.
Jesteś taka niewinna, dziecinko — pomyślał. Uchylił trochę szyby, aby móc podsłuchać jej rozmowę. Kakashi nigdy nie był ciekawy, ale w tamtym momencie zastanawiał się, o czym tak zażarcie dyskutowała? I z kim?
— Mówię ci, istny dupek! — warknęła oburzona do słuchawki. — Nie dość że wpadł na mnie w przejściu, gdzie każdy znający maniery wie, że najpierw się wychodzi, a potem wchodzi.
Nie zawsze — Kakashi wymamrotał do siebie w myślach.
— To nawet nie przeprosił. Dupek, zasrany dupek! — fuknęła. — Ja tutaj nie pasuje. — kontynuowała. — Wszyscy tacy eleganccy, z klasą. Proszę cię Rin. Ja naprawdę tutaj nie pasuje.
Pasujesz, tylko jeszcze o tym nie wiesz, dziecinko  — znów nie mógł się powstrzymać.
— Pechowy jest cały dzisiejszy dzień. Myślałam, że spale się ze wstydu. Nie dość, że samochód się zepsuł, to jeszcze wychodząc z metra trafiłam na najgorszą ulewę. Byłam cała mokra! Sukienka się lepiła do mojego ciała, a ta cała Temari to dopiero bijała mi szpilę. Rozumiesz, że wyśmiała mnie, że nie miałam parasola?!
Fakt Temari czasem była za ostra, ale Hatake uważał ją a dobrego pracownika. Zależało jej na dobru wydawnictwa. Myślami powrócił do słów Miobuku. Byłam cała mokra. Kakashi przyłapał się, że w zaczął myśleć o słowach nowej stażystki. Oczami wyobraźni widział mokrą sukienkę opinającą jej chude ciało. 
Przestań Kakashi. To nowa pracownica! Poza tym Obito ją polecił. A z nim nie mogę dyskutować — pomyślał i odrzucił głowę do tyłu. W końcu dał znać Umino, aby ruszyć na kolejne spotkanie.

*

Z otwarcia nowej księgarni wrócił jeszcze bardziej znużony. Iruka podrzucił go na dolny poziom i wyskoczył z samochodu, Skierował się w stronę windy, bawiąc się maską. Za kilka dni będzie mógł ją całkowicie ściągnąć. Zamyślony kolejny raz wszedł w człowieka. Plik dokumentów wysypał się na podłogę i ku swojemu zdziwieniu, ponownie ujrzał brunetkę.
— Może byś uważał jak chodzisz? — warknęła poirytowana i zaczęła się schylać po dokumenty. 
Chętnie uderzyłbym ją w tą kształtną pupę. Chciałbym, ale nie mogę — przeszło Kakashiemu przez myśl. Spojrzał na nią z politowaniem, chyba nie wierząc, co do niego powiedziała.
— Głuchy tez jesteś? Może pomógłbyś mi chociaż to pozbierać. Spędziłam nad tym cały dzień, aby to ogarnąć. — zaczęła się denerwować.
— Jakbyś patrzyła przed siebie lub włożyła okulary to nie musiałabyś tego zbierać, proste — wydusił wreszcie i wyminął kobietę. — Jeżeli jesteś łamagą, to zawsze twoje życie będzie tak wyglądać, koteczku.
Drzwi windy zamknęły się i Kakashi wciąż patrzył na dziewczynę. Zdziwił się, że podjęła jego wzrok i nie odrywała czerwonych oczu do momentu, gdy chyba uświadomiła sobie, że jej twarz przybrała kolor purpurowy Schowała rumieńce za brązowymi puklami włosów, a Kakashi westchnąłem. 
Kiedyś ci urwę tę niewyparzony język panno Miobuku — pomyślał i rozbawiony wyjechał na ostanie piętro.





Od Autorki: Kolejny rozdział Sprzeczności za nami. Za błędy przepraszam, opowiadanie jest w trakcie zmiany narracji i mogą pojawiać się błędy. Pierwotnie była narracja jednoosobowa widziana z dwóch perspektyw (Lucy i Kakashi). Na drugi rozdział zapraszam za tydzień. A teraz trzymajcie się i do zobaczenia za tydzień ♥ 


5 maja 2022

Sprzeczności — prolog

 

Pech. To słowo ciągnęło się za nią niczym mantra przez ostatnie dwa tygodnie. Wszystko zaczęło się ostatniego dnia sierpnia, wtedy, kiedy nie mogła sobie wyobrazić najbardziej nieodpowiedniego momentu.
Słońce wzbiło się ponad panoramę miasta, a na tokijskich ulicach pojawiało się coraz więcej samochodów. Nic nie zwiastowało ulewnego dnia, na niebo nie zauważyła jakiejkolwiek chmury. Odsuwając żaluzje, zasłoniła ręką oczy. Było dla niej zbyt jaskrawo. Odwróciła się przez prawe ramię i otworzyła szafę. Dzisiaj powinna dobrze wyglądać. Niestety włosy nie chciały współpracować, a fioletowe cienie pod oczami musiała zakryć podwójną warstwą korektora. Przeglądała wieszaki w poszukiwaniu przyzwoitego ubioru na dziś.
— Ta za jasna, ta niezbyt wyjściowa — przesuwała kolejne sukienki. — Zbyt obcisła, za krótka. O w tą się już pewnie nie zmieszczę. 
— Lucy! — usłyszała głos przyjaciółki dobijającej się do drzwi pokoju. — Zaraz tam wejdę i ci wybiorę fikuśną sukienkę!
— Rin przestań! — skarciła ją. — To nie jest śmieszne. Nawet nie wiem, co powinnam ubrać.
— Powinnaś więcej wierzyć w siebie — razem ze współlokatorką spoglądnęła na ubrania. — Nie, nie będziesz kolejny dzień szła w spodniach! Patrz jaka piękna pogoda.
— Spodnie też się nadają na piękną pogodę.
— Pierwszy dzień w pracy musisz zrobić wrażenie!
— Wrażenie dobrej pracownicy, a nie ulicznej ladacznicy  — skomentowała pod nosem. 
— Kto tu mówi o ladacznicach? — Rin wzruszyła ramionami. — Po prostu musisz dobrze wyglądać. Nie możesz być zbyt skromna, bo będą uważać, że nie masz na tyle odwagi, by zaprotestować.
Pech. Te słowo miało coś w sobie. Nie wiedziała, czy to pech, czy przeznaczenie, ale właśnie wychodziła z klatki mieszkaniowej ubrana w czarną sukienkę do kolana z długimi rękawami, lekko opiętej w niektórych miejscach ciała.
Tak Lucy musisz schudnąć — pomyślała. Sukienka należała do Rin. Na nogi Lucy odważyła się ubrać niezbyt wysokie szpilki, chociaż wychodząc z budynku zaczęła tego żałować.
Pech. Słowo krążące jak bumerang, atakujący raz za razem. Podeszła do sędziwej Toyoty Yaris i odpaliła silnik. A raczej próbowała.
— Nie tylko nie to! — zaskomlała słysząc warkot silnika. — Nie możesz w tej chwili!
Samochód odmówił mi posłuszeństwa, a sprawdzając zegarek, zorientowała się, że jeżeli chce zachować resztkę godności, to musi pozostawić go na parkingu, a udać się innym środkiem komunikacji do biurowca. Westchnęła. Próbowała zamówić taksówkę, niestety bezskutecznie. Pech. Jak to możliwe, że w poniedziałkowy poranek nie ma żadnej taksówki wolnej? — pomyślała.  — To przecież niesłychane.
Jadąc komunikacją miejską straciła dziesięć minut, a za kolejne dziesięć powinna stanąć przy recepcji budynku wydawnictwa Konoha Publishing House i rozpocząć nowy etap życia. W dalszym ciągu nie wiedziała, dlaczego zdecydowali się przyjąć na tą posadę taką osobę jak ona — świeżą i nieopierzoną, jak czasami mawiała jej matka, studentkę literatury angielskiej. Jednak w tamtym momencie nie miała czasu tego roztrząsać.
Metro stanęło na peronie Sunagakure. Wybiegła z pojazdu i skierowała się w stronę schodów. Tylko dziesięć minut. Nie mogła się spóźnić. W swoim CV i podaniu o staż zaznaczyła, że jest osobą punktualną, nie chciała dać ciała.
Wychodząc z tunelu rozejrzała się po okolicy, jednak już z daleka widać było wielki, stalowo — szklany budynek. Postawiła dwa kroki w przód i poczuła krople deszczu na swoim ramieniu. 
— Nie, tylko nie to — zastękała. — Muszę zdążyć do pracy, a nie mam parasola.
I wtedy zdarzyło się najgorsze. W każdym bądź razie w tamtym momencie tak uważała. Bezchmurne wcześniej niebo pokryło się ciemnymi chmurami i struga deszczu runęła na ulicę. W tym także na Lucy.
— Świetnie — spojrzała raz jeszcze na wyświetlacz. 8.55. Miała tylko pięć minut, aby zdążyć dojść do wydawnictwa i aby zachować jakąś resztkę godności. Pędem puściła się w boczną uliczkę, wyklinając pomysł zakładania cienkich obcasów na nogi.
— Zdążyła pani w ostatniej chwili — usłyszała poważny głos blondwłosej recepcjonistki. — Panna Miobuku?
— Tak — odpowiedziała lekko zdyszana i uśmiechnęła się do kobiety, dziękując jednak Rin, że pozwoliła jej ubrać tą sukienkę.
— Jest pani cała mokra. — Nie obeszło się bez głośnej uwagi.
— Niestety deszcz mnie złapał, kiedy wysiadałam z metra. — wymsknęło jej się zanim zdążyła ugryźć się w język.
— Od tego są parasole — docisnęła blondynka.
— Niestety zapomniałam wziąć z mieszkania.
— Proszę za mną.
Blondynka nie odezwała się więcej, Jadąc oszkloną windą rozglądała się po budynku, Widziała wszystkich pracujących za szklanymi ścianami, wspartymi jedynie stalowymi konstrukcjami. Winda zajechała na czternaste piętro. Nad nim znajdowało się jeszcze tylko jedne. Niestety nie wiedziała, co się znajduje wyżej, bo sufit nie miał szklanej powierzchni, tak jak pozostałe. Najwidoczniej musiało być tam coś ważnego. Może jakiś zarząd? Albo archiwum.
— Pan Shikamaru już na nas czeka — otworzyła drzwi i weszła pierwsza, pokazując oczywiście swoją wyższość w hierarchii.
— Dzień dobry — dobiegł ją ciepły głos wysokiego bruneta, o piwnych oczach i z kolczykami w uszach, który wystawił rękę do przywitania. — Panna Lucy Miobuku? Zapraszam.
— Dzień dobry — uścisnęła dłoń, była ciepła i delikatna.
— Widzę, że Temari już poznałaś — popatrzył na blondwłosą piękność. — To jest moja asystentka. —  Pani z recepcji to rzeczywiście nie pani z recepcji, a asystenta jakiej ważnej postaci w tym biurowcu. — Jestem Shikamaru Nara i zajmuję się publikacją powieści zagranicznych.
— Jesteś także odpowiedzialny za logistykę naszego wydawnictwa — rzekła Temari spoglądając za okno. — W skrócie mówiąc jesteś dyrektorem tego działu, a ja twoją prawą ręką. Za to ty, Lucy, odbywasz tu staż, więc od początku zacznij być zaangażowana, bo nie będziemy tolerować obiboków.
— Temari dlaczego jesteś taka straszna? — Shikamaru uśmiechnął się w stronę Miobuku, ale napięcie było czuć w powietrzu. — Nie powinnaś zachować się w taki sposób. Przestraszysz wszystkich nowych pracowników. 
— Nie oczekuje byś mnie lubiła — tym razem jej wzrok z mokrej szyby padł na Lucy, która poczuła się lekko przestraszona pod wpływem jej zielonych tęczówek. — Mamy się szanować, a nie przyjaźnić. Za to ty jesteś jak zawsze zbyt pobłażliwy — skierowała się w stronę bruneta. — To chyba już koniec. Chodź za mną Lucy, pokaże ci twój boks.
Boks. Pomyślała, że zabrzmiało to dosyć niemile, ale taka była prawda. W wydawnictwie pracownicy mieli wyznaczone stanowiska, oddzielone niewysokimi ściankami. Wychodząc z pokoju Shikamaru, skierowały się w prawo i dochodząc do końcowej szyby Temari wskazała mały kąt z komputerem, koszem na dokumenty do utylizacji i tablicą korkową.
— Tutaj jest twoje miejsce pracy. Ja siedzę przy pierwszym biurku koło Shikamaru, Gdy będziesz coś potrzebować zapytaj, ale uważaj — dodała. — Jestem wymagająca.
— Jasne — odpowiedziała i usiadła w fotelu, zajmując się swoją pracą. Temari przyniosła część dokumentów, które Lucy powinna posegregować i wskazała, gdzie jest reszta plików.
Cały dzień minął Lucy praktycznie na przeglądaniu wstępnych próbek części autorów. Niektóre były ciekawe, inne wręcz odrzucające. Wykonywała polecenia Temari, kiedy to powiedziała, że Miobuku może zejść na przerwę. Dopiero wtedy poczuła, że zrobiła się głodna. Brak śniadania to nie był dobry pomysł. Zabrała torebkę z biurka i skierowałam się w stronę windy. Zjechała na parter i wyszłam z budynku. Ulga spowodowana ponownym wyjściem słońca zza chmur, stała się bezcenna. Zapatrzona w niebo nie widziała, kiedy wysoki mężczyzna przechodząc obok, w drzwiach wejściowych zahaczył o drobne ramię i szturchnął ją dosyć mocno. Momentalnie odwróciła się do tyłu. Siwowłosy mężczyzna nawet nie sprawił sobie trudu, aby zobaczyć, czy jego ofiara nie jest poszkodowana.
— Ugh — warknęła do siebie. Jednak kolejne burczenie w brzuchu przypomniało jej, aby zacząć rozglądać się za jedzeniem. Na rogu zauważyłam mała kawiarenkę z kanapkami i mrożoną herbatą. Usiadła przy jednym ze stolików i zjadła swój śniadanio—obiad. Spostrzegła, że powoli mijał czas lunchu. Powróciła do biura i ponownie zaczęłam sprzątać arkusze.
Opuszczając pracę, usłyszała by wziąć jeszcze kilka dokumentów do wrzucenia na dole do niszczarki.
Ledwie wchodząc do windy, nacisnęła poziom -1. Musiała zejść do magazynu, gdzie znajdowały się miejsca przeznaczone na utylizację niepotrzebnych dokumentów. Otwierające się drzwi windy, spowodowały, że ruszyła do przodu zawalona stosem papierów. Kolejny raz ktoś na nią wpadł. Tym razem z impetem. Wszystkie kartki rozsypały się na posadzkę, a Lucy dostrzegłam szarą czuprynę.
— Może byś uważał jak chodzisz? — powiedziała poirytowana i zaczęła się schylać po dokumenty. Mężczyzna spojrzał na Lucy z politowaniem, chyba nie dowierzając co do niego powiedziała. — Głuchy też jesteś? Może pomógłbyś mi chociaż to pozbierać. Spędziłam nad tym cały dzień, aby to ogarnąć.
— Jakbyś patrzyła przed siebie lub włożyła okulary, to nie musiałabyś tego zbierać, proste — odpowiedział wreszcie i wyminął kobietę. — Jeżeli jesteś łamagą, to zawsze twoje życie będzie tak wyglądać, koteczku.
Drzwi windy się zamknęły nim Lucy zdążyła cokolwiek powiedzieć. Przez oszklone ściany widziała jak fałszywie mężczyzna się uśmiechnął. Z początku nie zorientowała się, że jadąc na górę bacznie ją obserwuje, a gdy ich spojrzenia nie mogły się od siebie oderwać, poczuła na policzkach ciepło. Przerwała wzrok mordercy, zakrywając włosami gorące policzki. Była zła na mężczyznę w garniturze. Była zawstydzona jego fascynującymi tęczówkami.
Pech. To na pewno był pech. 




Od Autorki: Przedstawiam Wam pierwszą część mojego starego dzieła, do którego może powrócę. Inspirowane znaną powieścią. Ostrzeżenie: tematyka +18, romansidło, erotyk. Czy ktoś tak jak ja uwielbia tą szarą czuprynę i przenikające spojrzenie ciemnych tęczówek? ♥