Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reckless pain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reckless pain. Pokaż wszystkie posty

4 lutego 2024

Reckless Pain [ 19 ]

 



Pomieszczenie wypełnił odgłos dziecięcego chichotu. Siedząc przy stole, Eri przesunęła na bok projekty, a następnie spojrzała w stronę drzwi wejściowych, w których pojawiły się dwie postacie. Najważniejsze osoby w jej życiu. Ciemnowłosy chłopczyk uśmiechał się radośnie, ukazując rząd swoich malutkich ząbków, niecierpliwie pozwalając aby tata rozpiął rzepy jego maleńkich butów.

— Mama! — krzyknął radośnie, biegnąc w stronę miejsca, w którym znajdowała się Eri.

— Jung Lan — odpowiedziała kobieta i przytuliła dziecko. — Jak było?

— Tata pozwolił mi popatrzeć jak z wujkiem Suga sprawdzają jakiś szybki, zielony samochód — pisnął radośnie. — Było ekstra! Pozwolił mi nawet poruszać kierownicą! I wiesz co?

— Co?

— Jung Lan — wtrącił Jimin, który przytulił żonę. — To miała być nasza tajemnica.

— Jaka znowu tajemnica? — zapytała Eri, unosząc brew.

— Mogę powiedzieć? — zapytał chłopczyk, biorąc dłoń taty. — Proszę, proszę, proszę!

Jimin popatrzył to na syna, to na żonę, a później uśmiechnął się szeroko, dając znak synkowi, że może zdradzić ten sekret.

— Tata dał mi mały samochód! Mój własny, mały samochód!

Eri podniosła brew i popatrzyła na męża. Nie zdziwił jej fakt, że syn odziedziczył miłość do pojazdów, lecz nie sądziła, że Jimin podaruje mu tak szybko samochód.

Junglan pobiegł do swojego pokoju, aby odłożyć mały plecak w kształcie misia. Był bardzo radosnym dzieckiem. Co z resztą cieszyło Eri.

— Zbudowałem gokarta — Jimin wyszeptał do jej ucha. — Nie jest zbyt groźny, ale na pierwszy pojazd wystarczy. Z resztą, bardzo mu się podoba. Tak bardzo, jak mi podoba się moja żona.

Zamknęła oczy, czując, jak dłoń męża zakrada się pod materiał bluzki. Westchnęła głośno, czując jego dotyk.

— Jeżeli już o niespodziankach mówimy — wtrąciła Eri. — To…

Eri nie dokończyła, ponieważ Jimin odwrócił ją i posadził na kuchennym blacie, składał intensywne pocałunki, kąsał wargi.

— Jimin — wtrąciła Eri. — Junglan może w każdej chwili wejść.

Park wydawał się nie słuchać, lecz oderwał się w momencie, kiedy zobaczył na blacie wśród projektów architektonicznych żony, kilka kopert z korespondencją. Następnie odsunął się od kobiety.

— Czy? — zapytał, wskazując wzrokiem na blat. — Czy to są listy…

— Głównie to rachunki — powiedziała Eri, zeskakując z blatu. — Jednak przyszedł kolejny list od V…

Jimin popatrzył na żonę, a następnie pogłaskał jej głowę. Ufał swojej żonie i wiedział, że nie odpisała na żaden z wcześniej otrzymanych listów.

— Wychodzi na wiosnę. Chciałby się spotkać — wyszeptała, starając się odwrócić wzrok. — Prosi mnie…

— Powinnaś się z nim spotkać — przerwał jej stanowczo Park.

Przez moment Eri nie wiedziała, czy to co powiedział było prawdą. Zamrugała kilkakrotnie, a później uniosła brew.

— Musisz mu w końcu wybaczyć.

— Ale po tym wszystkim… Co się wydarzyło — wtrąciła Eri, czując jak do oczu napływają jej łzy.

— Ja mu wybaczyłem już dawno — Jimin wziął dłoń swojej żony i ucałował jej wierzch. Z dumą patrzył na noszą przez Eri obrączkę. — Ty też powinnaś. To dobry mężczyzna i świetny przyjaciel.

Eri spojrzała na męża. Czasami, najczęściej w nocy, patrzyła na jego twarz, pogrążoną w zadumie lub śnie. Zdawała sobie sprawę, jak wiele dla niej zrobił i jaką osobą tak naprawdę był. Uśmiechała się na wspomnienie dnia jego oświadczyn, które tak jak zapowiedział wcześniej, zaplanował na dzień w którym ukończyła szkołę. Pamiętała kameralny ślub, w którym uczestniczyli tylko najbliżsi — Bangtani i Chingyu. Była już wtedy w drugim miesiącu ciąży, o której Jimin dowiedział się w noc poślubną.

— JK dzwonił do mnie, podobno niedługo wraca. — Z rozmyślań wyrwał ją głos Jimina.

— Rozmawiałeś z nim?

— Suga mi powiedział. Zdzwonili się jakiś czas temu. Poza tym Chingyu…

Jimin popatrzył na żonę, lecz, gdy Eri delikatnie pogładziła brzuch, otworzył szerzej oczy.

— Chciałaś mi o czymś powiedzieć? — zapytał. — Miałaś na myśli tylko ten list?

— Jestem w ciąży — uśmiechnęła się, a następnie poczuła wargi męża. — Zostaniesz kolejny raz ojcem.

Jimin całował zachłannie wargi, a kiedy Junglan pojawił się w progu salonu, Eri przytuliła całą rodzinę. Może nie było jej łatwo w życiu, ale teraz wiedziała, że ma dla kogo żyć.


✯✯✯


Ciszę w salonie przerwał dziecięcy głos. Siedmioletni chłopiec biegał po pomieszczeniu, starając się uciec przed uradowaną siostrą. Starał się być ostrożny, bo dziewczynka miała zaledwie trzy lata. Był dobrym, starszym bratem, więc nie chciał by siostrzyczce stała się krzywda.  

— Jung Jae!

Zabawę dzieci przerwał krzyk ich matki, która weszła do salonu z niemowlęciem na rękach. Spojrzała na syna z politowaniem, a następnie uśmiechnęła się lekko, kiwając głową.

— Tak, mamusiu? — zapytał chłopiec i podbiegł do kobiety. Młodsza Jungmi zrobiła to samo. Lubiła naśladować brata, a ich matkę bardzo to bawiło. 

— Tata dzisiaj wraca. Posprzątałeś pokój? — zadała pytanie, kołysząc najmłodszego syna. Jungjae od razu eregicznie kiwnął głową, co od razu podłapała córka. Chłopiec bardzo tęsknił za ojcem, dlatego nie mógł się doczekać powrotu rodzica. 

— Mogę…?

— Podejdźcie do okna, tatuś zaraz powinien przyj... 

Nim Chingyu zdążyła dokończyć zdanie, dzieci podbiegły do wyznaczonego miejsca i spojrzły na podwórko. Jungmi musiała jednak stanąć na palcach, by coś zobaczyć. Widok rodzeństwa wywołał cichy śmiech ich matki. 

— Jest!

Krzyk córki sprawił, że Chingyu drgnęła lekko. Na samą myśl o ukochanym bardzo się ucieszyła i miała ochotę rzucić się na niego. Nie widziała Jungkooka prawie miesiąc. 

— Wujek też przyjechał! — krzyknął Jungjae, po czym podbiegł do drzwi. — Sang Min i Sang Chan są z nim! I ciocia też przyjechała! 

— A to niespodzianka — zaśmiała się Chingyu, choć doskonale wiedziała, że oni również ich tego dnia odwiedzą. 

— Ciocia Chaewon! 

— I jakiś pan! — Jungjae dokończył wypowiedź siostry.

Chingyu uniosła lekko brew. Akurat odwiedziny młodszej Chaewon nie były planowane, ale tym bardziej Chingyu się ucieszyła. 

— Cała rodzina dzisiaj będzie — zaśmiała się kobieta. 

— Wujkowie też? — Jungjae spojrzał na matkę, a ta westchnęła ciężko. 

— Kto wie? 

Wreszcie drzwi wejściowe dość sporego domu zostały otwarte, a jako pierwszy do środka wszedł jego właściciel. Dzieci od razu podeszły do ojca i rzuciły się na jego ramiona. Zaskoczony mężczyzna odwzajemnił ich uścisk, choć było to utrudnione ze względu na walizki. Dopiero wrócił z poligonu.  

Wzrok Chingyu wreszcie spotkał się ze spojrzeniem Jungkooka. Kobieta starała się nie uronić łzy, ale nie za bardzo jej to wyszło. Po jej policzkach spłynęło parę kropel, więc Jeon od razu do niej podszedł i ucałował w usta. 

— Kocham cię, Chin — powiedział z lekkim uśmiechem, po czym przyłożył usta do jej ucha. — Potem się na ciebie rzucę… — Żołnierz spojrzał na najmłodszego syna. — Ktoś się stęsknił za tatusiem. 

— Cześć, potworki!

Rodzinną sielankową scenę przerwało wkroczenie pozostałych członków rodziny do wnętrza domu. Chingyu zmierzyła Chaewon wzrokiem i westchnęła głośno, pomijając skomentowanie wypowiedzi siostry. 

— Zbieramy się? — zapytał Joongki, trzymając synów za nadgarstki, by zaraz nie rzucili się w stronę konsoli. Bliźniaki uwielbiali przyjeżdżać do wujka i grać w Minecrafta. 

— Jesteście straszni — skomentowała matka chłopców, krzyżując ręce. Po chwili parsknęła jednak śmiechem i podeszła do starszej szwagierki. Kochała dzieci, dlatego zaraz wzięła na ręce najmłodszego Jung Gyu. 

Zaraz po tym jak niemowlak został przekazany na ręce Sang Mi, Chingyu podeszła do najmłodszej, trzymając męża wokół talii. 

— Jungkook — odezwał się jako pierwszy mężczyzna, wyciągając dłoń w stronę nieznajomego chłopaka. Wyglądał na ogarniętego, ale i tak Jeon był dość podejrzany. Traktował Chaewon jak młodszą siostrę, dlatego nie mógł pozwolić na kolejne cierpienie dziewczyny. 

— Lee Min Ho — odparł nastolatek i uścisnął dłoń starszego. — Jestem chłopakiem Chaewon. 

— Chingyu, jej starsza siostra — wtrąciła kobieta z uśmiechem. 

— Chłopaki zaraz będą — szepnął do ucha żony Jungkook.

— Wujek też? — zapytała, a mąż kiwnął głową.

Chingyu ukłoniła się przed chłopakiem siostry, po czym poszła w stronę kuchni. Od rana szykowała dla wszystkich jedzenie, dlatego teraz była odrobinę zmęczona. Do pomieszczenia wszedł zaraz za nią Jungkook, który przyłożył usta do jej karku, pieszcząc go przyjemnie. 

— Tęskniłem — szepnął, a kobieta nieoczekiwanie odwróciła się w jego stronę i rzuciła się na jego ramiona. Co się dzieje?  

— To rocznica śmierci ojca… Jakoś tak… Nie udało nam się mu pomóc… Nie chcę…

— Kochanie — Jungkook chwycił za policzka żony i uśmiechnął się lekko. — Będzie szczęśliwszy w niebie… Bez alkoholu… 

Kobieta uśmiechnęła się. Mąż miał rację. Teraz wszyscy są szczęśliwi…

Po tym jak rodzina przyjechała, Chingyu nie mogła się jednak doczekać przybycia Eri i jej najbliższych. Dawno nie widziała się z przyjaciółką.  





Od Autorek: To już koniec tej historii. Z tej strony K., która stwierdziła, że przydałoby się coś napisać od siebie. Ten projekt był dla mnie wyjątkowy. Pierwsze opowiadanie o BTS. Pierwszy raz poznałam się bliżej z postaciami i pierwszy raz weszłam do tego świata. To było dla mnie coś niewiarygodnego i dawało dużego kopa. Dziękuję ^^

21 stycznia 2024

Reckless Pain [ 18 ]

 .



Eri patrzyła na upadającego chłopaka. W ostatniej chwili zdążyła złapać go, nim całkowicie poleciał na ziemię. Wciąż przestraszona patrzyła to na jednego, to na drugiego. Widziała pistolet, który wystrzelił i zranił nastolatka.

— Jimin! — krzyknęła Kan. — Jimin, kochanie.

— Eri — wyszeptał Park. — To, to…

— Ci… Nic nie mów.

Dziewczyna trzymała jego ciało, jakby bała się, że zaraz nadejdzie najgorsze.

— Nie zasypiaj — powiedziała. — Proszę, nie zasypiaj.

Eri patrzyła na jego twarz, która nie wyrażała zbyt wiele, oprócz cierpienia. Na klatce piersiowej widziała ślady krwi, które zaczęły przeciekać przez materiał bluzy.

— Ja, ja… — odezwał się V, który rzucił pistolet na ziemię i chwycił za włosy.

Eri nie umiała teraz na niego patrzeć. Nie potrafiła. Nie miała odwagi.. Ponieważ, gdyby to zrobiła, nie powstrzymałaby swojej agresji.

— Zaraz przyjadą medycy, zadzwonię.

Eri sięgnęła do nerki, w której była pewna, że ma telefon. Gdy zauważyła, że nie ma go tam, gdzie powinien, spojrzała na Jimina.

— Dlatego tutaj przyjechałeś?

Jimin nie odpowiedział, tylko zaczął kaszleć. Eri szybko uciskała ranne miejsce. Następnie wzięła telefon Jimina, który wystawał z jego kieszeni.

— Zadzwonię na pogotowie — powiedziała, starając się wybrać numer alarmowy.

— Nie — rzekł Jimin. — Nie możesz.

— Ale przecież, nie dam rady…

— Nie dzwoń — powtórzył stanowczo. — Gdy zadzwonisz, V będzie miał problemy..

— Co ty…? Dlaczego myślisz…?

Park popatrzył na Taehyunga, który skinął głową i odszedł z telefonem przy uchu. Eri zdołała tylko usłyszeć pojedyncze słowa: wypadek, postrzał, operacja.

Gdy zakończył jedną rozmowę, podszedł bliżej dwójki.

— Most Banpo — wszystkie słowa mówił dokładnie. — RM proszę, to jest pilna sprawa. Wyjaśnię wam wszystko, ale musicie przyjechać!

Po chwili odłożył telefon i popatrzył na Jimina. Następnie wziął rękę i położył na dłoni Eri. Gdy ta chciała ją zabrać, mocniej docisnął ranę.

— Nie może się wykrwawić — rzekł stanowczo.

— Zabawne, że to mówisz — odpowiedziała z ironią.

Gdyby nie leżący pod nimi Jimin, wciąż tkwili by w tym dziwnym układzie. Jednak teraz Park był najważniejszy.

Nie czekali zbyt długo, gdy na podjeździe dostrzegli znajomy samochód. Z granatowego mustanga wyszedł Namjoon, który z poważną miną, skierował się w ich stronę.

Kiedy zobaczył Jimina, jego reakcja nie mogła być inna.

— Kurwa, co tym razem odjebaliście?!


✯✯✯


W samochodzie zajęte były tylko trzy miejsca. Ku zdziwieniu rodzeństwa Jungkook i ich wujek otrzymali w tym samym momencie telefony i musieli szybciej wyjść z restauracji. Pomimo poddenerwowanego zachowania tej dwójki nikt nie chciał zaprzątać sobie tym głowy. Chingyu odrobinę domyślała się, dlaczego ukochany tak szybko wyszedł. W końcu uczestniczyła z nim w rajdach motorowych. Nie ciężko było się domyślić, że przynależy do jakiejś grupy. Ale wujek którego dopiero poznała? Dlaczego opuścił spotkanie w tym samym momencie co Jungkook? Ciekawa była powodu… 

— Chingyu. 

Ciszę w pojeździe przerwał Joongki, który wyraźnie się rozluźnił. Już nie zaciskał dłoni na kierownicy i nie marszczył brwi.  

— Tak, oppa? — odparła zdziwiona, po czym spojrzała na siedzenie z tyłu. Chaewon spała z lekko otwartą buzią. 

— Jesteś szczęśliwa z tym chłopakiem? — zapytał poważnie, co odrobinę zaniepokoiło nastolatkę. Czyżby brat nie polubił Jungkooka? 

— Tak… Dlaczego pytasz?

— Dawno nie widziałem, by chłopak obserwował dziewczynę z taką troską i miłością. Oczu prawie od ciebie nie mógł oderwać. Myślałem, że wstanie z miejsca, żeby się do ciebie przytulić! — zaśmiał się. — Co wy razem przeszliście? 

— Długo by opowiadać…

— Chyba mamy czas?

— Nie wiem, od czego zacząć… 

— Od początku — odparł, a na twarzy Chingyu pojawił się ogromny rumieniec. Przecież nie będzie mu opowiadała całej historii! Chyba zapadłaby się pod ziemię. 

— Nie miałam pieniędzy, a on mi pomógł… — powiedziała nieśmiało. Cieszyła się, że brat jako kierowca musiał być skupiony na drodze i na nią nie patrzył. 

— Tak po prostu? — zapytał zdziwiony.

— N-No nie do końca… — szepnęła i przygryzła dolną wargę, gdy przypomniała sobie pierwszy stosunek z Jungkookiem. — P-Pomagałam mu przy zadaniach domowych…

— A on nie jest od ciebie starszy? Nie ma innego materiału w szkole? 

— U-Uczyłam się dużo… — powiedziała szczerze, choć wcale nie pomagała ukochanemu w nauce. Przecież sam osiągał bardzo dobre wyniki w nauce. — Wiesz… Nie mamy w domu komputera… Nie miałam co robić, więc się uczyłam…

— Czemu mi nie mówiłaś o takich rzeczach? Przecież wysłałbym wam pieniądze. 

Wyrzut w głosie brata sprawił, że Chingyu drgnęła niespokojnie. 

— N-Nie chciałam cię martwić, oppa… 

— Kocham was Chingyu — westchnął spokojnie Joongki. — Nie będę ci tego wypominał, bo ja się nie zainteresowałem wami w porę. Nie widziałem, co się z wami działo.

— Przepraszam…

— Jungkook uratował naszą rodzinę. Będzie świetnym szwagrem — odparł Kim, po czym położył na chwilę prawą dłoń na głowie siostry, by zaraz znów ją położyć na skrzyni biegów. — A no i zostaniecie ciotkami razem z Chaewon. 

Chingyu rozchyliła usta i wybałuszyła oczy. 

— Dlaczego teraz mi o tym mówisz?! — krzyknęła zaskoczona. — Gratulację, braciszku! Kiedy poznam twoją dziewczynę…

— Narzeczoną… — odparł z uśmiechem. 

— Jeszcze lepiej…

— Od teraz zakaz tajemnic — powiedział spokojnie Kim. — Poznacie ją już za niedługo. Mam nadzieję, że ją polubicie… 

— Zobaczymy… 

Obydwoje parsknęli śmiechem, czując w pewnym sensie rodzinną sielankę. We trójkę mogli już prowadzić spokojne życie bez zmartwień dotyczących przemocy fizycznej i psychicznej… Ich życie miało stać się piękniejsze.  


✯✯✯


Denerwujące odgłosy jakie dobiegały zza okna były niczym w porównaniu do ciszy, jaka ogarnęła korytarz. Eri patrzyła pustym wzrokiem przed siebie, starając opanować drżące ciało. Siedziała na krześle, skulona i tak bardzo mała, trzęsąc się z nadmiaru emocji i siorpiąc nosem. Nie zanotowała, kiedy jej drobne ramiona otoczył swoimi Jin. Czuła smagania jego dłoni i szept, który mówił, że przecież będzie dobrze.

Miała rozmazany makijaż, pomięte ubrania, obolałe stopy i włosy sterczące we wszystkie strony. Jej twarz przypominała pysk pandy, ponieważ rozmazany tusz pojawił się na całej powiece i policzkach.

— Musimy wierzyć, że będzie dobrze — mówił Jin, a jego głos był na tyle kojący, że powoli Eri się uspokajała.

— To wszystko moja wina — rzekł ponuro Taehyung, który także nie był w najlepszej kondycji.

— Musimy poczekać do końca operacji — rzekł Namjoon, który kopnął stojący kosz.

— To do ciebie niepodobne — wtrącił Suga. — Być tak agresywnym.

— Bo to nie jest normalne.

Eri patrzyła na denerwująca ją czerwoną lampkę. Tak bardzo chciała, aby już zgasła i mogła usłyszeć te trzy słowa: operacja się udała. 

Zamiast tego musiała czekać. Tkwiła w jakiejś klinice, w środku nocy, od dobrych kilku godzin. Gdy zajechali z RM, było już na tyle późno, że Eri była wręcz pewna, że Jimin trafi do szpitala. Zdziwił ją fakt, że mustang zaparkował przed ekskluzywną kliniką.

Choć nie, to nie mogło jej dziwić. Mogła już wszystkiego się spodziewać po tym, jak Namjoon wyjawił jej sekret gangu. W końcu oni liczyli się w tym mieście.

Eri patrzyła nieobecnym wzrokiem, nie wiedząc, czy to wszystko się dzieje na jawie, czy w śnie. Jedynie ciepła dłoń Jina, powodowala, że wciąż miała świadomość bycia w realnym świecie.

— Będzie dobrze! — krzyknął J-Hope, stając na przeciwko Kan. — Eri, zobaczysz! Nasze Jiminiątko wyjdzie z tego.

Ton jego głosu może nie był kojący, ale fakt, z jakim przekonaniem wypowiadał te słowa, sprawił, że Eri pokiwała lekko głową. Mała nadzieję.

— Jimin jest najsilniejszy z nas wszystkich! Niejedno w życiu przeszliśmy, a Park miał wyjątkowego pecha. Zazwyczaj to przez wyścigi był składany wielokrotnie. Doktorek go uratuje!

Ciepłe dłonie J-Hopa złapały jej ręce. Czuła miękkość i brzoskwiniowy krem do rąk. Hobi zdecydowanie zarażał swoim optymizmem. Eri wiedziała, że musi zaufać jego słowom. Tak samo jak pozostali.

Jedynie Taehhyug wciąż stał z rękami w kieszeni i ze łzami w oczach patrzył na jeden punkt.

Na czerwoną lampkę.

A ta właśnie zgasła.


✯✯✯


Informacja o rannym przyjacielu wstrząsnęła Jungkookiem. Chłopak nie był w stanie siedzieć przed salą operacyjną. Myśl o stracie Jimina przerażała go. Przecież zawsze trzymali się razem i wspierali się wzajemnie, a teraz tak po prostu miał stracić go? 

Jeon zacisnął pięści i wsiadł na motor, chcąc jak najszybciej opuścić teren prywatnej kliniki Kim Ji Sunga. Od razu po odpaleniu pojazdu chłopak skierował się w stronę miejsca tymczasowego pobytu ukochanej. Musiał ją teraz za wszelką zobaczyć. Sama obecność Chingyu była dla niego wsparciem i właśnie tego potrzebował w tym momencie. 

Po pół godzinie chłopak pojawił się we wskazanym miejsce. Na szczęście Joongki dał mu adres już wcześniej i nie musiał teraz stresować ukochanej, wydzwaniając do niej.

Nim zdążył wyciągnąć telefon, by rozpocząć rozmowę z Chingyu, dziewczyna wybiegła na zewnątrz z klatki bloku. Na jej twarzy widniał ogromny uśmiech, a po policzkach spływały łzy. Jungkook od razu zszedł z motora i rozłożył ręce. Ukochana od razu rzuciła mu się na szyję. 

— Co się stało, oppa? — zapytała, a chłopak umocnił uścisk.

Nie był w stanie odpowiedzieć na jej proste pytanie. Co miał powiedzieć? Że jego kumple się pokłócili o jej przyjaciółkę, jeden postrzelił długiego, który teraz leży na stole operacyjnym pod opieką jej wujka? 

Na szczęście Chingyu nie naciskała na szczerą odpowiedź, ale nastolatek czuł się okropnie ze świadomością, że jego i jej życie może być w niebezpieczeństwie.

Po chwili odsunął odsunął od siebie ukochaną, położył dłonie na jej policzkach i pocałował zachłannie w usta. Kim od razu odwzajemniła pocałunek.

— Błagam cię… — szepnął, gdy wreszcie odsunął od siebie nastolatkę. Zdziwiona uniosła brwi.

— Hm?

— Ucieknijmy stąd… Chingyu, błagam cię… — jęknął, a po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Znów złączył ich usta, lecz tym razem nie starał się pogłębiać pocałunku. 

— Co się dzieje? — zapytała dziewczyna, odsuwając się od chłopaka. Widział w jej oczach strach i zdziwienie. — Martwię się o ciebie, oppa… Dlaczego chcesz uciekać? Przed czym? 

— Nie pytaj… proszę…

— Jungkook… 

— W tym miejscu nie jesteśmy bezpieczni, Chingyu… — szepnął, po czym objął ją ramieniem. — Chcę, żebyś była cały czas bezpieczna…

— O-o czym ty mówisz? — odparła.

Ciało chłopaka drżało. Umocnił uścisk, by czuć, że na tą chwilę ukochana jest z nim i nic jej nie grozi. Ale kto wie, co mogłoby jej zagrażać, gdyby jego nie było? Joongki nie przebywał zbyt często w domu, a wujek dziewczyny sam współpracować z grupą nastolatków. 

— Dlaczego uważasz, że nie jesteśmy bezpieczni? — zapytała drżącym głosem. 

— Razem z chłopakami tworzymy gang Bangtan Boys. Współpracujemy z różnymi ludźmi, aby móc zapewnić sobie dobre warunki do życia. Wykonujemy specjalnie zadania. Czasem łatwe a czasem narażające nasze życia… Jesteśmy grupą przestępczą, Chingyu… Te wyścigi… to wierzchołek góry lodowej… 

Dziewczyna wpatrywała się w niego, a jej uścisk stał się lżejszy. Jungkook natomiast znów mocniej ją otulił. 

— Nigdy nie pozwolę cię skrzywdzić! — krzyknął przestraszony. — Nie mogę cię stracić! Jesteś dla mnie wszystkim! Chingyu… Nie zostawiaj mnie, błagam… Ja… Ja już nie chcę tego robić… Nie będę… Obiecuję… Ale nie zostawiaj mnie…

— Oppa…

— Błagam… Bez ciebie moje życie nie ma sensu…

— Oppa! — Kim ułożyła gwałtownie dłonie na policzkach chłopaka i spojrzała w jego zapłakane oczy. — Oppa, wierzę ci! Nie zostawię cię z takiego powodu! 

— Ha? 

— Oppa, musimy się rozstać na jakiś czas — powiedziała z lekkim uśmiechem. — Muszę wyjechać z wujkiem… Nie będziemy mogli się spotykać… Będę daleko… 

Jungkook zamrugał parę razy powiekami i złączył ich usta po raz kolejny razem. 

— Poczekam! Poczekam! Poczekam! — krzyknął, całując jej twarz. — Jeżeli w dalszym ciągu będziesz w stanie ze mną być, to poczekam! Jestem cholernie cierpliwy. Dla ciebie poczekam tyle ile trzeba będzie… Kocham cię, Chingyu!

— Ja ciebie też, oppa… 




7 stycznia 2024

Reckless Pain [ 17 ]

 .



Woda zawsze dawała jej ukojenie. Potrafiła pomagać, gdy natłok myśli wkradał się pod czaszkę, ściskając zwoje mózgowe. Dawała chwilę odprężenia i spokoju. Prowadziła do relaksacji.

Poczuła ciepłe dłonie, które pieściły jej brzuch. Przygryzła wargę, próbując powstrzymać jęk rozkoszy. Na nagim obojczyku czyła kąsanie miękkich warg.

— To przeze mnie ci to zrobili — usłyszała ponury ton.

Odwróciła się powoli, odnajdując twarz Parka. Jimin stał tuż obok. Po muskularnych ramionach spływała woda. Jego twarz była przystojna, pomimo bólu, który utrzymywał.

— Nie przez ciebie — powiedziała spokojnie, przybliżając się do chłopaka.

— Cholera — Jimin uderzył pięścią w kafelki.

— Powinieneś się zrelaksować.

Eri patrzyła na nastolatka, który wciąż ze smutną miną opierał się o ścianę. Przygryzła wargę, a później stwierdziła, że powinna mu jakoś pomóc. Skoro miał ponure myśli.

To raczej moja wina, pomyślała.

Patrząc w ciemne oczy, zaczęła delikatnie całować jego policzek. Sunęła w dół, kąsając tors. Czuła jak na ciele zaczyna mieć gęsią skórkę, a wraz z kolejnymi pocałunkami, głośniej oddychał.

Eri tak bardzo chciała, aby Jimin choć na chwilę przestał się obwiniać. Pragnęła dać mu rozkosz i pomóc w przepędzeniu mrocznych scenariuszy.

Dłonią zeszła wzdłuż mięśnia prostego brzucha, całując wciąż klatkę piersiową. Jimin wydał z siebie cichy jęk zadowolenia, gdy palcem drażniła mięsień krawiecki. Wypchnął do przodu biodra, kiedy dłońmi dotknęła twardych pośladków.

— Co ty ze mną wyrabiasz? — wyszeptał w ekstazie.

Eri uśmiechnęła się zadziornie, po czym uklęknęła na płytkach.

Czuła jak woda spływa po jej twarzy. Zamknęła oczy i pochwyciła w usta już gotowego członka. Zassała pierwszy raz. Był wprost idealny i proporcjonalny.

Ponowiła czynność, tym razem pomagając sobie ręką. Poczuła na twarzy dłoń nastolatka, a później Jimin docisnął jej głowę.

Wydobył się z jego gardła jęk, gdy Kan zaczęła przyśpieszać. To wszystko ją nakręcało — jego jęki ekstazy, zaborcze ruchy bioder.

Po chwili to nie ona sprawiała mu przyjemność, a to Jimin pieprzył jej nabrzmiałe wargi. I nie przeszkadzało jej to, a wręcz powodowało, że czuła się coraz bardziej wilgotna.

— Dość! — rzekł stanowczo, wyciągając z kobiecych ust członka. Szybko lewą ręką chwycił jego głowę, prawą jej ramię.

Eri stanęła na nogi, a później poczuła chłód kafelek na twarzy. Park obrócił ją, dłonią sunąc po plecach. Zamknęła oczy, gdy poczuła cudownie piekący ślad na pośladku. Instynktownie wypięła się w kierunku jego dłoni, oczekując drugiego razu.

— Jesteś bardzo wulgarna, panno Kan.

Jimin uderzył drugi pośladek, cały czas kontrolując siłę. Nie chciał jej skrzywdzić. Jednak poznali się na tyle by wiedzieć, co partner potrzebuje, aby było mu przyjemnie.

— I co ja mam z tobą zrobić?

Wyszeptał do ucha, gdy pochylił się do przodu.

— Wejdź we mnie — błagała, chcąc dosięgnąć ręką łechtaczki.

Nie musiała długo czekać. Poczuła go w sobie.

— Jak zawsze gotowa — westchnął z uwielbieniem.

Jimin zaborczo wchodził w nią, krzyżując ręce na plecach. W pewnym momencie Eri nie wiedziała, kto tak naprawdę kogo posuwa? Opadała i unosiła się. Czuła każdym centymetrem jego ciało. Oboje byli w najlepszej ekstazie.

W momencie kulminacyjnym poczuła, jak chłopak dochodzi.

Dochodzi w niej. Bez prezerwatywy.

Nim zdążyła coś powiedzieć, Jimin szybko wyszeptał w usta.

— Eri Kan, bądź moją żoną.


✯✯✯


Chingyu zaczęła rozchylać lekko powieki. Uwagę zmęczonej dziewczyny jako pierwsze zwróciły brązowe panele na ścianie. Żaden z pokoi w rodzinnym mieszkaniu nie był w ten sposób urządzony. Kim wsparła się na łokciach, by przeanalizować sytuację, w której się znalazła. Nim jednak zdążyła pomyśleć o czymś naprawdę głupim (porwanie), poczuła uścisk na dłoni. Tuż obok nastolatki siedziała Chaewon z głową opartą o łóżko. Miała głęboki, ale spokojny sen. 

Niepokój Chingyu wzrósł, gdy drzwi do nieznajomego pokoju zaczęły się otwierać. Dziewczyna szybko zaczęła szukać wzrokiem jakiejś broni, którą mogłaby ochronić siostrę, ale niestety pomieszczenie było pozbawione przydatnych narzędzi. 

— Widzę, że ktoś się obudził… 

Licealistka szeroko otworzyła oczy. Nie mogła uwierzyć w to, co właśnie przed sobą widziała. Chingyu przyłożyła rękę do ust, by powstrzymać się przed piskiem. Nie zdążyła jednak zatrzymać łez. Same zaczęły spływać po policzkach nastolatki, gdy tylko jej oczom ukazał się starszy brat. 

— Oppa…

— Hej, Chin… — szepnął zaskoczony Joongki z lekkim uśmiechem na ustach. Odłożył na nocną szafkę deskę z jedzeniem i przytulił do siebie siostrę. — Jestem już. Przepraszam, że tak późno. Już nic wam nie grozi…

— Oppa!

— Obie jesteście bezpieczne. 

W momencie gdy wymówił słowo „bezpiecznie” Chingyu rozkleiła się. Pomieszczenie zaniosło się niekontrolowanym szlochem. Dziewczyna nie chciała wypuścić z uścisku brata. Potrzebowała jego obecności jak nikogo innego. Cieszyła się z tego, że był pierwszą osobą, którą dzisiejszego poranka zobaczyła. Dzięki niemu… wszystko mogło się zmienić.   

— Spokojnie, Chin… 

— Unnie! — Krzyk Chaewon zwrócił uwagę rodzeństwa. Dziewczynka rzuciła się w ramiona starszej siostry. — Unnie! 

— Chaewon… — szepnęła Chingyu i przygryzła dolną wargę, by powstrzymać napływ emocji. Nie chciała więcej płakać. Nie mogła być słaba przy siostrze… 

— Płacz — wtrącił Joongki, jakby czytał w myślach licealistki. — Już za długo się przed tym powstrzymywałaś. Teraz my was obronimy i nikt już wam nie będzie zagrażał. 

Chingyu uśmiechnęła się lekko i pogłaskała młodszą siostrę po włosach. 

— Kocham was — jęknęła nastolatka. — Przepraszam, że musiałeś przyjechać… Jak się dowiedziałeś? 

— Twój chłopak…

— Chłopak? 

— Wiedziałem, że coś z nim było nie tak… — mruknął Joongki. 

— Jungkook-oppa nas uratował, unnie! 

Licealistka rozchyliła usta, które po chwili powędrowały w górę. 

— Będę musiał mu podziękować. 

— Ja to zrobię, oppa — wtrąciła Chingyu, po czym spojrzała jeszcze raz na brata. — Specjalnie przyjechałeś… Przepraszam… Ile musiałeś wziąć urlopu…? 

— Chin, to nie jest ważne — westchnął Joongki i dłonią poczochrał włosy dziewczyny. — Dostałem dwa tygodnie urlopu na to, aby załatwić rodzinne sprawy. Muszę znaleźć dla was opiekuna prawnego. — Żołnierz odwrócił wzrok od siostry. — Nie będę w stanie opiekować się wami tutaj na miejscu…

Chingyu zaczęła nerwowo ruszać oczami. Czyżby chciał je oddać do domu dziecka? Przecież za dwa lata będzie miała osiemnastkę i sama będzie w stanie zająć się Chaewon… 

— Nie rozdzielaj nas…

Spojrzała najpierw na brata, a chwilę później przeniosła wzrok na Chaewon. Joongki od razu zareagował krótkim śmiechem, po czym położył dłoń na jej głowie. 

— Tym się nie przyjmuj — odparł. — Przecież nie pozwolę wam trafić do obcego domu. Spróbujemy zadzwonić do wujka.   

— Wujek Kim Ji Sung? — zapytała Chingyu, a Joongki przytaknął. 

— Pewnie go nie pamiętasz. Z ojcem pokłócili się, jak byłaś jeszcze mała. Chaewon w ogóle go nie zna. 

— Jest dla nas obcym człowiekiem…

— Jest dobrą osobą — wtrącił Joongki. — Utrzymuję z nim kontakt od paru lat. Myślę, że wy też byście go polubiły. Na początku na pewno będzie ciężko, ale poradzimy sobie. — Chingyu kiwnęła, a brat, jakby czytał jej myśli, kontynuował wypowiedź. — Idź do szkoły. Jungkook na pewno czeka na wiadomości od ciebie. Ja się zajmę całą resztą. Wyglądem się nie przejmuj jak coś. Wyglądasz okropnie, ale on i tak cię kocha. 

Twarz nastolatki pokryła się czerwienią… Musiała zobaczyć się z ukochanym. To dzięki niemu życie sióstr miało się zmienić na lepsze…  


✯✯✯


Kiedy Jimin wyszedł z posiadłości Kan, Eri wciąż miała dylemat. Jego wyznanie było dosyć niespodziewane i widząc wahanie w jej reakcji, Jimin postanowił nie drążyć tematu. Ostatecznie skomentował to tylko twierdzeniem, że oczywiście poczeka, aż dziewczyna skończy liceum.

Usłyszała dźwięk telefonu, który oznajmił, że przyszła do niej wiadomość. Niepewnym krokiem, jakby wciąż z wahaniem, dobyła aparat i zauważyła na wyświetlaczu wiadomość od Taehyunga.

Most Banpo. 22. Będę na Ciebie czekać.

Przygryzła wargę. Wciąż nie była pewna tego wszystkiego. Nie wiedziała, co czuje do V, który komunikował, że nie był nią zainteresowany. Impreza u Namjoona wyraźnie jej to zakomunikowała.

Czego może ode mnie chcieć?, pomyślała, spoglądając raz jeszcze na wyświetlacz. Nie wiedziała czy coś odpisać, dlatego pozostawiła to bez odpowiedzi.

Taehyung był sympatyczny i przystojny, sprawiał, że zapomniała o bożym świecie. Kiedy niósł ją do bazy, niczym pierdolony superbohater, poczuła jak jego serce szybciej bije. Jakby dotyk jej ciała wprawiał go w wariację.

Jimin nie wracał, więc Eri stwierdziła, że pewnie noc spędzi gdzieś indziej. Może nawet wrócił do domu? Czytając notatki na kolejną lekcję matematyki, nie mogła zapamiętać odpowiednich wzorów. Jej myśli wciąż krążyły wokół Taehyunga.

Ubrała kurtkę i buty, a następnie wyszła z pokoju. Musiała wsiąść w samochód i dotrzeć na miejsce. Niby droga nie była skomplikowana, lecz coś nie dawała jej spokoju. Jakby czegoś zapomniała.

V już na nią czekał. Zobaczyła znajomy, zielony samochód. Stał oparty o jego maskę, patrząc w kierunku spokojnej rzeki Han. Most wyglądał olśniewająco, zwłaszcza o tej godzinie.

— Most Banpo ma to do siebie, że ogromna fontanna Moonlight Rainbow wzbudza zachwyt zawsze. A już szczególnie nocą — zaczął nie patrząc na jej twarz. — Wiesz, że ten obiekt mierzy 1140 m długości i jest najdłuższą fontanną na świecie?

 — Chyba nie chciałeś się spotkać tu ze względu na most?

Taehyung patrzył wciąż przed siebie, jakby chcąc pozbierać myśli. Na jego twarzy dostrzegła niepokój i pewnego rodzaju zadumę.

— Po co chciałeś bym tu przyjechała? — zapytała Eri, podchodząc bliżej.

V podniósł się z maski, stając naprzeciwko niej. Zmniejszył dzielącą ich odległość i przez moment patrzył w oczy nastolatki. Kan nie wiedziała, co to wszystko ma znaczyć i gdzie ich zaprowadzi ta rozmowa.

— Widzę, że jednak przyjechałaś — uśmiechnął się szeroko. — Czyli jeszczę coś dla ciebie znaczę.

Dziewczyna stała zmieszana, obserwując jak Taehyung przygryza wargę. Najwidoczniej bił się z myślami i przez moment nastała między nimi cisza.

— Nie mogę zbyt długo tu zostać — powiedziała, gdy zebrała w sobie troszkę odwagi. — Muszę wracać.

— Do Jimina?

— Do domu — westchnęła. Czuła narastającą w środku obawę.

— Wtedy, kiedy wpadliśmy do kryjówki Sunwoo… Bałem się, że nie zdążymy — powiedział ciężko. Najwidoczniej to wyznanie sprawiało mu dość wielki trud. — Gdy niosłem cię do kryjówki, czułem jakbym cały świat miał w swoich rękach. Byłaś tak blisko, a ja nie mogłem cię ochronić…

— Po co mi to mówisz? — wtrąciła. — Nie jesteś mi nic winien.

— Ponieważ… — urwał i wziął głęboki wdech. Następnie chwytając dłoń nastolatki, pociągnął ją ku sobie. — Ponieważ cię kocham.

Jeżeli Eri Kan miała być czegoś pewna w życiu, to tego, że wszyscy kłamią. Nauczona przeszłością nie potrafiła uwierzyć w puste obietnice bez pokrycia. Jednak V najwidoczniej mówił jej prawdę, a nim się spostrzegła, wpił się w jej wargi.

— V… — zaczęła Kan, starając się odzyskać panowanie.

— Ciii... — wyszeptał błagalnie Taehyung. — Wiem, że jesteś z Jiminem. Wiem, że on rości sobie do ciebie prawo… Jednak nic nie poradzę, że przy tobie wariuję. To wszystko jest chore, na sto jebanych sposobów.

Język V delikatnie wdarł się między lekko rozchylone wargi Eri. Był delikatny, lecz zaborczy. Nieśmiały, a odważny. Był tak zupełnie inny.

— Ucieknijmy — jęknął.

— Co?

Eri natychmiast oprzytomniała, jakby chcąc wybudzić się z nocnego letargu. To wszystko było snem, ona się obudzi i wyłączy pieprzony budzik.

Jednak silne dłonie Taehyunga przytrzymywały ją, a głowę oparł o jej czoło.

— Czy ty go kochasz? — wyszeptał.

Lecz nim zdążyła coś odpowiedzieć, usłyszała tylko pisk opon, a później stała się tragedia.


✯✯✯


Po tym jak Joongki pomógł Chingyu ogarnąć twarz pod warstwą plastrów, maści i makijażu, zawiózł ją pod szkołę. Z początku dziewczyna chciała zrezygnować z pobytu na lekcjach ze względu na swój wygląd, ale gdy tylko Kim ujrzała opartego o mur Jungkooka, wyszła z samochodu bez słowa. Cały czas wpatrywała się w skupionego na oglądaniu lekko kołyszającej się trawy ukochanego.

Miała ochotę się popłakać na jego widok. Tak bardzo chciała, by jej wybaczył. Bała się, że uratował ją tylko ze względu na wyrzuty sumienia. Chingyu pragnęła, aby ich relacja wróciła do normalności… 

— O-Oppa… — szepnęła niepewnie, gdy była już wystarczająco blisko. 

Chłopak nieoczekiwanie podniósł gwałtownie głowę zaskoczony, po czym podbiegł do nastolatki i bez ostrzeżenia załapał ją za policzka i namiętnie pocałował. Kim z początku nie wiedziała, co zrobić. W końcu jednak dała ponieść się emocjom i odwzajemniła pieszczotę. Po jej policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy.  

— Kocham cię, kocham cię, kocham cię.

Jungkook nie potrafił się powstrzymać, by nie wyznać ukochanej swoich uczuć. Całował dziewczynę po buzi, nie zwracając uwagi na wygląd. Starał się jednak nie sprawiać jej bólu swoimi czułościami. 

— Oppa…

— Nic nie mów — szepnął, po czym przytulił ją do siebie. — Nikt cię już nigdy nie skrzywdzi, rozumiesz? — Odsunął ją od siebie i spojrzał w oczy Kim. — Kocham cię. 

— J-Ja ciebie też… 

— Cieszę się, że jesteś przy mnie. 

— Oppa… — Chingyu odwróciła wzrok, a chłopak zmrużył powieki. Nie podobało mu się zachowanie ukochanej. — Rozmawiałam z Joongkim… 

— I jak? — zapytał wyraźnie zmartwiony. — Wszystko dobrze?

— Oppa chce zadzwonić do wujka… Nie pamiętam go, ale jeżeli Joongki mówi, że to dobry człowiek to mu zaufam…

— To samo mówił o twoim ojcu — warknął zirytowany Jungkook na samą myśl o alkoholiku. 

— T-To nie to samo…

— Ale co w związku z twoim wujkiem?

— Najprawdopodobniej Joongki z nim porozmawia, żeby nas zaadoptował…

— Przecież możecie mieszkać ze mną — wtrącił. — Ja zajmę się wami najlepiej. 

— To nie byłoby takie proste — jęknęła Chingyu, a Jeon wziął głęboki wdech, aby się uspokoić. — Nie jesteśmy spokrewnieni, twoja rodzina mnie nie zna… No i nie masz osiemnastu lat ani stałego źródła utrzymania. 

— Mogę znaleźć robotę. 

— Oppa…

— Pieniądze mam — powiedział nieco rozpaczliwie, jakby chciał za wszelką cenę zachować przy sobie ukochaną i jej młodszą siostrę. — Mogę też załatwić pieniądze. 

— Jungkook — wtrąciła ostro. — Dziś mamy mieć spotkanie z wujkiem. Nie chcesz pójść ze mną? Dzięki temu spotkaniu będziemy wiedziały czy nie będziemy musiały wylądować w domu dziecka…

— Domu dziecka? 

— Joongki nie może się nami zająć, więc jeśli wujek nam odmówi, to zamieszkamy w sierocińcu… 

Jeon westchnął ciężko, ale zaraz pocałował ukochaną w czubek głowy. 

— Pójdę z wami. Muszę wiedzieć czy traficie do dobrego miejsca. Martwię się o ciebie, kochanie…

Chingyu uśmiechnęła się lekko i znów wtuliła w ukochanego. W jego ramionach czuła się naprawdę bezpieczna. 


✯✯✯


To wszystko działo się tak szybko. Ledwo usłyszeli pisk opon, a z camaro wyszedł Jimin. Nie był zły, był wkurwiony. W takich okolicznościach zapewne nikt nie chciałby wchodzić mu w drogę. Park agresywnie patrzył w stronę znajomych.

— Eri wsiadaj do samochodu — zarządził oschle.

— Sama powinna decydować, co chce zrobić — odrzekł V.

— Przypomnę ci, że to moja kobieta.

— Jak widać nie chcę nią być — ciągnął dalej Taehyung.

— Proszę — wyszeptała Eri. — Prze… Przestańcie.

Jednak im bardziej Kan chciała przerwać to nieporozumienie, tym bardziej przyjaciele zaczęli się kłócić.

— Myślałem, że jesteś dla mnie jak brat!

Jimin uderzył w twarz V, który nie został mu dłużny.

— Od małego byliśmy razem! — Jimin okładał twarz Teahyunga.

— Przestańcie! — krzyczała Eri, którą nastolatkowie zignorowali.

— Co z ciebie za chłopak, skoro nie potrafisz jej bronić?! — odrzekł V, plując krwią na ziemię. Miał rozcięte usta i najpewniej przestawiony nos.

— Nie daruję ci tego!

— Eri od dawna była tylko mną zainteresowana!

— Doczepiłeś się do niej!

— Niech ci sama powie, jak dobrze nam było!

Eri kręciła głową z niedowierzaniem. Jednak wiedziała, że to wszystko dzieje się przez nią. Przez jej głupotę.

— Przestańcie! — krzyczała.

— Kiedy ty byłeś na dywaniku u ojca… To mnie potrzebuje w swoim życiu. To ja będę mógł ją obronić!

— Jak możesz?!

Jimin kolejny raz uderzył twarz V. Teahyung nie pozostał mu dłużny i znów wymieniali kilka ciosów. Obalali się na plecy. Raz jeden był na górze, raz drugi.

Kan coraz bardziej prosiła, aby się uspokoili. Ostatecznie chciała wejść między nich. Byle tylko przestali walczyć.

Lecz to, co wydarzyło się później, przerosło wszystkich. Kiedy ruszyła w stronę mężczyzn, usłyszała strzał. A później krew.


✯✯✯


Zbliżała się godzina dwudziesta piętnaście, gdy Jungkook podjechał pod ogromny hotel. W budynku znajdowała się jedna z najlepszych restauracji miasta o nazwie Flavors, która zdecydowanie nie należała do najtańszych. Z początku Jeon był zaskoczony wyborem miejsca spotkania – w końcu rodzina Chingyu nie była bogata, a w restauracji zazwyczaj jadały osoby z wyższych sfer. Doskonale o tym wiedział, bo przecież sam nieraz był gościem lokalu. 

Odrobinę nerwowo Jungkook zaparkował motor na jednym z miejsc parkingowych, podbiegł do stróża nocnego i zapłacił mu za parking. Chłopak doskonale znał ochroniarza. Niejeden raz mieli ze sobą styczność podczas różnych misji lub zleceń. Wszędzie można było znaleźć ludzi, którzy mieli swoje za uszami. 

Gdy wreszcie nastolatek pojawił się przed wejściem, czekała na niego rodzeństwo Kim. Cała trójka stała bez ruchu. Widocznie byli zestresowani tą sytuacją, a sama myśl o rozmowie z wujkiem o problemach w domu, stanowiła dla nich nielada wyzwanie. 

 — Cześć — powiedział Jungkook i pocałował ukochaną w policzek, Chaewon przytulił lekko, a Joongki’emu podał rękę. 

— Spóźniłeś się… — mruknęła nastolatka, a chłopak podrapał się z tyłu głowy. Żołnierz odpowiedział na uścisk i wskazał dłonią na wejście budynku. 

— Przepraszam was za spóźnienie — szepnął Jeon, a rodzeństwo Kim spojrzało na siebie z lekkim zdziwieniem.

— Przecież nic się nie stało — powiedział Kim i zaprowadził ich na salę, którą widocznie sam już znał. — Wujek mi też napisał, że się spóźni, więc się nie przejmuj.  

Licealista kiwnął lekko, po czym złączył rękę z dłonią ukochanej. Chingyu spuściła głowę, by nikt nie zauważył jej zmieszania. Zachowanie dziewczyny trochę rozmieszyło Jungkooka, lecz chłopak nie miał zamiaru teraz parsknąć śmiechem. 

— Siadajcie — odezwał się Joongki, gdy znaleźli się w środku restauracji. Z ust sióstr wydobyły się odgłosy zdziwienia i zachwytu. — Zamówcie co chcecie. Dzisiaj jest na koszt wujka, więc nie musicie się ograniczać. 

— Kim jest wasz wujek? — zapytał Jungkook, a żołnierz puścił oczko do nastolatka. 

— Kimś genialnym. 

— Joongki! 

Męski krzyk zwrócił na siebie uwagę grupki. Joongki niemal natychmiast wstał ze swojego miejsca i przywitał się ze starszym, ale wciąż przystojnym mężczyzną. Co prawda Chingyu i Chaewon rozchyliły lekko wargi, wyrażając zdziwienie, ale Jungkook po prostu zamarł w miejscu. 

Znał tego człowieka. Doskonale wiedział, kim był Kim Ji Sung. Przecież to był pieprzony lekarz współpracujący z grupą, do której należał Jungkook! Wiele razy korzystali z jego usług, gdy groziło im niebezpieczeństwo związane ze zdrowiem. Z kolei Ji Sung oczekiwał od nich ochrony, gdy tylko będzie tego potrzebował. 

— Chingyu i Chaewon — odezwał się Ji Sung, spoglądając na bratanice. — I Jungkook, jak widzę. 

— Znacie się? — zapytała zdziwiona nastolatka. 

— Oczywiście — odparł mężczyzna, a Jungkook drgnął lekko. — Czasami był moim pacjentem. 

— Na kardiochirurgii?

— Zdarza mi się pracować jako internista — zaśmiał się Ji Sung, gdy Joongki zadał niezbyt przejmne pytanie. — Skupmy się na sprawie dziewczyn. Brat stał się alkoholikiem i wylądował na policji za znęcanie się nad nimi, tak? 

Joongki spojrzał na siostry, a potem kiwnął. 

— Dokładnie, wujku… Potrzebujemy twojej pomocy… 

— Jako żołnierz nie masz czasu zająć się nimi. 

— No tak… 

— Rozumiem przekaz — powiedział najstarszy, ale nim zdążył kontynuować, wypowiedź przerwała mu kelnerka. 

Po zamówieniu przez siebie dań rodzina wraz z Jungkookiem postanowiła w dalszym ciągu prowadzić dialog. Każdemu z nich zależało na znalezieniu najlepszego wyjścia z tej sytuacji. 

— Wujku… — Jako pierwsza odezwała się ku zdziwieniu wszystkich Chaewon. — Chce… Chce mieszkać z wujkiem i… i… Chingyu… 

— Prosimy bardzo — szepnęła nastolatka i przybliżyła się do młodszej siostry, która zdecydowanie stresowała się najbardziej.

— Nie mówię nie — powiedział spokojnie Ji Sung i skrzyżował ręce przy piersi. — Dzięki wyraźnym dowodom na policji proces adopcji będzie ułatwiony. Dodatkowo jesteśmy rodziną, a ja jestem szanowanym kardiochirurgiem, który będzie w stanie was utrzymywać. 

— Ale? — zadała pytanie nastolatka. — Musi być jakieś ale… 

— Jako lekarz nie będę miał dla was też tyle czasu ile…

— Będą go spędzały ze mną — wtrącił od razu Jungkook. — Będę do nich codziennie przychodził lub będę je do siebie zabierał. 

— Daj mi spędzić trochę czasu z rodziną — zaśmiał się mężczyzna. — Przy mnie będą bezpieczne. 

— Wiem — mruknął Jeon. 

— Znasz lepiej mojego wujka niż ja sam — wtrącił Joong Ki z lekkim uśmiechem. 

Do stolika podeszła kelnerka z częścią dań, po czym poszła po kolejną porcję. Rodzina Kim wraz z Jungkookiem rozmawiali o nowym życiu, które czeka ich w najbliższym czasie. Zmienić miało się dosłownie wszystko… ale miało stać się lepsze. 



Od K: No nie mogę z tym gifem, musiał tu być. Kisne :D