Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bad soul. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bad soul. Pokaż wszystkie posty

23 października 2023

Bad Soul [ 9 ]

 

Zabierz moje marzenia.


Leżałem na łóżku i próbowałem zasnąć. Choć na moment, na chwile. Spadające krople deszczu dudniły o parapet, a wdzierające się nikłe światło księżyca, raziło w oczy. Starałem się odpędzić dzisiejsze demony, lecz pogoda za oknem to skutecznie uniemożliwiała. Jedyne czego pragnąłem, to zakończyć ten cholerny dzień.

Sasuke.

Usłyszałem głos, który wewnątrz głowy, mącił i powodował, że bezskuteczne okazały się moje próby. Popatrzyłem na okno, później na stolik i drzwi wejściowe, które były zamknięte. Nim zdążyłem się odwrócić, okiennica otworzyła się z rozmachem. Nie czułem podmuchu, jednak doskonale wiedziałem, on wrócił.

— Nie mogłeś przyjść o jakiejś normalnej porze?

Uzumaki stał oparty o kuchenkę, a lazurowe oczy świeciły w ciemności. Westchnąłem.

— Nie radzisz sobie, jak widzę — odrzekł spokojnie i skrzyżował ręce na piersi.

— Przyszedłeś mnie pouczać, czy sprawdzać jak mi idzie?

— Wyruszam na misję, myślałem, że będziesz zainteresowany.

Spojrzałem na Naruto, który wciąż patrzył na mnie, a kąciki ust uniósł w parszywym uśmiechu. Doskonale wiedział, że Kakashi mnie nie wysyłał na misje, nie pozwalał trenować, ani chociażby ćwiczyć rzuty shurikenami. Uchiha Sasuke miał całkowity zakaz używania rodowego  dōjutsu.

— Dzięki, ale przecież wiesz, że nie mogę wyruszyć poza wioskę — odparłem z żalem i opadłem na poduszkę. Po cholerę Uzumaki tu przyszedł?

— Rozmawiałem z nim i się zgodził.

— Nie wierzę, aby dał się przekonać.

— Czasem potrafię być przekonujący.

Na twarzy jinchūrikiego pojawił się jeszcze szerszy uśmiech i zaczął poruszać charakterystycznie brwiami.

Idiota, pomyślałem. Zachowywał się wciąż dziecinnie, chociaż mieliśmy po dwadzieścia lat..

— Kiedy wyruszamy?

— Za dwadzieścia minut pod główną bramą — rzekł, podnosząc się i kierując w stronę okno. — Zabierz coś ciepłego. Tam, gdzie się wybieramy, może się przydać.

Popatrzyłem na znikającego Naruto, a następnie pochwyciłem pelerynę. Nie miałem zbyt wielkiego dobytku, więc nie zajęło mi wiele czasu, spakowanie się na misje. Chociaż miałem obojętny wyraz twarzy, cieszyłem się jak małe dziecko. Ta misja była moją szansą.

Szansą na uwolnienie z sideł ciemności, która ogarniała moje samotne życie. Która na każdym kroku dawała do zrozumienia, że jestem słaby i kruchy.

Szansą na pozostawienie nieznanych mi uczuć w wiosce.

Jaki głupiec by z tego nie skorzystał?


*


Podszedłem do bramy i się zawahałem. Czy rzeczywiście Kakashi wyraził zgodę? Czy będę mógł spokojnie wyjść poza te mury, które skutecznie od kilkunastu miesięcy utrzymały mnie w wiosce?

Na granicy zauważyłem stojącego Hatake, a z nim Uzumakiego. Nie potrafiłem wyrazić, jak byłem wdzięczny gamoniowi, że ubłagał hokage, by puścił mnie na misje.

Deszcz padał, a burza się rozszalała. Nad naszymi głowami przecinały nieboskłon długie błyskawice. Nie bałem się. Jednak cała ta pogoda odzwierciedlała mój psychologiczny bałagan.

— Kogoś brakuje? — zapytałem, zatrzymując się obok blondyna.

Na jego twarzy widniał cwaniacki uśmiech. Czyżby przez te wszystkie lata się zmienił? Pewności siebie nigdy mu nie brakowało, ale teraz to już było zbyt przesadne.

Nim Kakashi zdążył wypowiedzieć słowo, poczułem jej zapach. Biegła w naszym kierunku. Nie chciałem przyjąć do wiadomości, że osoba, przez którą chciałem jak najszybciej wyruszyć, będzie mi towarzyszyć.

Kurwa, zakląłem w myślach, gdy Sakura stanęła przy Kakashim. Nie uraczyła mnie spojrzeniem, właściwie się nie zdziwiłem.

— A ona tu po co? — burknąłem do Hokage.

— Tylko dzięki niej zostajesz wysłany na tę misję — odparł spokojnie, trochę leniwie, tak jak miał to w zwyczaju. Westchnąłem oburzony.

— Dobrze wiem, że nie jesteś w pełni sił, więc potrzebujemy medyka — Uzumaki klepnął mnie w plecy, a ja starałem się nie zacząć kaszleć. Cholerny idiota.

Nie odezwałem się, tylko skinąłem głową i za chwile podążając za pozostałą dwójką, udałem się na północ.



*


Zanim po dwóch dniach dobiegliśmy do pierwszego, większego przystanku naszej wyprawy, byłem cały mokry i zmęczony. Deszcz przerodził się w istną ulewę. Burze przewijały się codziennie, odkąd wyruszyliśmy. Włosy lepiły się nieprzyjemnie do czoła, a silny wiatr targał płaszczami. Nad nami kłębiły się czarne chmury, przepowiadające zbliżające się wichury

Zaproponowałem, że będę pełnił wartę, ponieważ i tak nie mogłem usnąć. Oczywiście spotkało się to ze sporym niezadowoleniem ze strony Haruno, lecz ostatecznie, po namowie Uzumakiego, przestała się upierać, kończąc wypowiedź słowem: róbcie, co chcecie.

Patrzyłem przez okno gospody na szczyty gór, gdzieś w oddali. Obserwowałem przecinające błyskawice i liczyłem powoli: jeden, dwa, trzy... Wtedy usłyszałem piorun i dostrzegłem, jak w oddali ogromny konar osuwa się z hukiem na ziemię. Znajdowaliśmy się w niewielkim miasteczku, które swoim wyglądem przypominały te miejscowości, które może zobaczyć w nawiedzonych, przerażających filmach. Chociaż właściciel nie wydawał się być zadowolony z naszego przybycia, pozwolił wykupić nocleg. Zresztą i tak byliśmy jedynymi rezydentami.

Przenocowaliśmy w gospodzie, która była obita starymi deskami. Dach pokryty był czarnym gontem, a budowla, oprócz znajdującej się na parterze kuchni i recepcji, na pierwszym piętrze miała trzy pokoje. Zamieszkaliśmy w największym, chociaż wolałem, aby Sakura nie naruszała mojej przestrzeni. Może przez to zgodziłem się na objęcie warty

Zrobiło się tak ciemno, że praktycznie nic nie było widać. Musiałem być ostrożny i każdy usłyszany dźwięk zweryfikowałem. Kolejny huk i kolejny piorun uderzający w drzewo. Oparłem głowę o chłodną ścianę.

— Powinieneś się przespać — usłyszałem za sobą tak znajomy głos

Odwróciłem się, niespiesznie, by nie pomyślała, że coś zaczęła dla mnie znaczyć. Chociaż zabrakło mi tchu, ponieważ wiedziałem, że ma zielone oczy, ale teraz wyglądały inaczej — metaliczne, dwa duże spodki. Obijały widok za oknem, burze i błyskawice

— Dam sobie radę — z trudem wypowiedziałem, starając się brzmieć naturalnie. — Jeszcze jest czas, więc korzystaj. Z tego, co mówił Naruto, do końca naszej trasy pozostało więcej niż tydzień.

Sakura podeszła bliżej, a ja starałem się odsunąć. Nie chciałem, by zburzyła ten mur, który od początku wyprawy tworzyłem. Złapała mnie za nadgarstek i przystawiła twarz bliżej. Magiczne oczy przenikały w głąb, czułem pewnego rodzaju konsternację. Przygryzła różowe, pełne usta, a ja nie potrafiłem się skupić. Ostatkiem silnej woli, odsunąłem ją od siebie.

— Sprawdzę, czy na dole jest bezpiecznie, chyba coś usłyszałem.

Zostawiłem Sakurę przy oknie, a sam zszedłem na dół do recepcji. Mimo że ona, jak i ja, wiedzieliśmy, że nic nam nie grozi, nie chciałem przy niej zostać.

Ponieważ zacząłem znów czuć, jak grunt załamuje mi się pod nogami. A na to nie mogłem sobie pozwolić.




Od Autorki: Dawno mnie nie było, ale teraz czas na wytłumaczenie. Poprosiłam i ustaliłam z Talon, że będę dodawać swoje autorskie teksty raz na dwa tygodnie. Teraz gdy już wszystko ogarnęłam, będzie co tydzień. Także mnie przypadł poniedziałek. Tym razem postawiłam na Bad Soul mam nadzieję, że się cieszycie ^^

18 sierpnia 2023

Bad Soul [ 8 ]

 

Zabierz moją duszę.

Wszystko zmienił moment, w którym usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Nie spodziewałem się gości, zresztą odprowadziłem Naruto i wróciłem do mieszkania. Postanowiłem znów pogrążyć się w tekście jednej z wypożyczonych bibliotecznych książek. Wcześnie zażyłem szybkiego prysznica i z mokrymi włosami spocząłem na kanapie.

Stukot nasilił się, więc z początku ignorowałem, lecz po kilku minutach zebrałem się i otworzyłem. Na progu stała blada, z drżącymi ustami, przemoczona, trzęsąca się i płacząca Sakura.

— Mogę? — zapytała, nim z gardła wydobył się szloch.

Wpuściłem kobietę do środka, poprawiając koszulkę. Od razu skierowałem się w stronę szafki z ręcznikami. Sakura niewiele mówiła, a ja nie chciałem ciągnąć ją za język. Zaparzyłem herbaty, podając kunoichi. Trzęsącą się ręką złapała uchwyt, lecz pomogłem postawić na blacie, gdyż praktycznie wylała całą.

— Prze... przepraszam, nie powinnam była przychodzić — otarła niedbale ręką łzę z policzka.

Nie potrafiłem patrzeć na smutną twarz, więc chwyciłem nieśmiało w dłonie i podniosłem do góry. Chciała odbiec wzrokiem, aczkolwiek przytrzymałem podbródek.

— Spokojnie — wyszeptałem, delikatnie całując jej głowę. Poczułem, jak całe ciało przechodzi dreszcz, a Haruno szlocha głośniej. — Tutaj jesteś bezpieczna.

— Myślałam... myślałam... myślałam, że nic już dla mnie nie znaczysz — wyszeptała na przemian z głośnym szlochem. — Byłam głupia, wciąż jestem.

— Ciii... — starałem się uspokoić kobietę. — Nie uważam, byś była głupia.

Sakura wtuliła się we mnie, a ja skamieniałem. Pozwoliłem, aby się zbliżyła i sam byłem niczym ćma lecąca do ognia. Ponieważ powinienem się wycofać.

— Nie dogadujemy się — zaczęła powoli, wciąż szlochając w podkoszulek. — Może Kento ma racje? Może wciąż coś do ciebie czuję?

Wziąłem głęboki wdech, by pozwolić jej na kolejne słowa, które niczym małe szpilki, wbijała w pokruszone serce.

— Gdy ostatnio wróciłam nad ranem, był zły. — Kolejny szloch. — Z czasem zaczął tracić kontrolę. Nie panuje nad sobą.

— Uderzył cię? — raczej stwierdziłem, niż zapytałem. Sakura momentalnie się spięła.

— Sasuke, przepraszam — wyszeptała, wciąż wtulając się w pierś. — Nie potrafię, nie mogę.

Wkurzyłem się. Choć chciałem, to nie umiałem trzeźwo myśleć. Byłem zły i... rozczarowany. Nie rozumiałem, jak Sakura mogła pozwolić się uderzyć? Powoli zsunąłem skrawek swetra i ujrzałem nagie przedramię, które ozdabiał już gojący się siniec.

— Czy, czy to on?

— Kento mnie kocha — wyszeptała, lecz nie było w jej głosie przekonania. — Zresztą nie mogę o tym mówić, nie zrozumiałbyś…

— Jasne — rzuciłem gorzko.

Nie potrafiłem okazywać uczuć, ale wiedziałem, że jeżeli zależy ci na kimś, nie okładasz go pięściami. Spiąłem mięśnie, czując napad gniewu. Sakura oderwała się i skuliła. Bała się.

— Sakura? — zapytałem nieco łagodniej. — Skąd wiesz, że nie zrozumiem?

— Wiem Sasuke, że jesteś... inny od wszystkich. Wychowywałeś, dorastałeś, żyłeś w cierpieniu. Uwierz mi, że tego nie da się tak zwyczajnie zrozumieć.

— To znaczy?

— Już dawno pogodziłam się ze świadomością, że nic dla ciebie nie znaczę — wyszeptała, skubiąc rękaw swetra. Jadeitowe oczy spuściła na dłonie, które wciąż trzęsły się od nadmiaru emocji. — A teraz jesteś zły, bo ułożyłam sobie życie bez ciebie. Choć pragnę pomóc, nie pozwalasz mi, kolejny raz, się do siebie zbliżyć.

Nie odpowiedziałem. Za oknem było już ciemno, padło, a krople deszczu odbijały się o parapet.

— I jesteś na mnie zły — kontynuowała ze łzami w oczach. — Bo się boisz. Boisz się tego, że ktoś wejdzie głębiej, do twojego życia. Zacznie ci znów zależeć, martwisz się, że kolejny raz kogoś stracisz.

Sakura mówiła to znękanym, słabym głosem. Przerywała, chcąc zaczerpnąć powietrza. Siedziała na kanapie skulona, ze spuszczoną głową, wzrokiem wbitym w podłogę.

— Nie — przerwałem. — To ty się boisz. Boisz się rzucić tego chłopaka w pierony. Boisz się, że znów będziesz sama.

Jadeitowe tęczówki spoczęły na mnie, a ja starałem się przyjąć ich spojrzenie. Miałem tak dużo pytań, lecz nie zadałem żadnego. Ostatnio zauważyłem, że nie potrafię już trzeźwo myśleć. Nie przy niej. Sakura zawsze wprowadzała chaos.

Potrząsnęła głową.

— Nie chcę o tym rozmawiać, a już na pewno nie z tobą.

— To po co tu przyszłaś? — rzuciłem gniewnie.

Starałem się opanować, lecz im mniej spałem, tym byłem bardziej drażliwy. A skoro Sakura nie potrafiła się zebrać na szczerość, byłem podwójnie zły. Bo bardziej od dręczących mnie koszmarów, nienawidziłem oszustów.

A ona oszukiwała.

— Nie powinnam przychodzić — fuknęła, wstając z miejsca. W końcu przestała płakać i zacisnęła pięści. — To był jeden wielki błąd.

Obserwowałem, jak ubiera buty i wychodzi, zamykając kolejny raz drzwi. A ja kolejny raz patrzyłem na pustą przestrzeń, którą zostawiła za sobą.



Od K: Chingyu ma już zaplanowane posty na najbliższy dłuższy czas, chyba też muszę go zrobić. Na razie pozostawiam wam Bad Soul, który dość dawno się tutaj nie pojawił.

24 marca 2023

Bad Soul [ 7 ]

 

Zabierz moje serce.



Wolny czas, czyli praktycznie całe dnie, spędzałem w bibliotece, pochłaniając kolejne książki. Starałem się odgonić od siebie wszystkie myśli odnośnie tej cholernie irytującej kobiety. W pewnym podręczniku, dotyczącym szczególnych przypadków zaburzeń snu autor podsunął mi pewną technikę, która jego zdaniem była najbardziej skuteczna. Postanowiłem spróbować i w nocy zacząłem myśleć o najprostszych rzeczach. Cokolwiek, byle nie zaprzątać sobie głowy zmarłymi.

Od ostatniej rozmowy minęło kilka tygodni, Sakura nie przyszła, a ja także nie chciałem jej spotkać. Ponieważ ten widok mógłby zaburzyć wszystko, co przez ten czas wypracowałem.

Sakura od zawsze wprowadzała do mojego życia chaos. Była irytująca, słaba i... bezbronna. Nie chciałem znów jej skrzywdzić, a tym bardziej nie mogłem pozwolić, by ona skrzywdziła mnie. Dawniej była niczym ćma, lecąca do ognia. Pomimo moich prostych znaków, nie potrafiła zostawić mnie samego. Beznadziejne, szczeniackie uczucie, które wtedy nazywała miłością.

Nie wiedziała, że ja też, z każdym dniem, z każdą kolejną misją drużyny siódmej, zadurzałem się w niej. Dlatego byłem tak zdesperowany, aby w końcu zerwać łączące nas więzy. To przez nią zdezerterowałem i podążyłem za Orochimaru.

Bo to szczeniackie uczucie, chociaż odbiegające od przyjętej normy, powodowało, że byłem słaby. Beznadziejnie słaby, chociaż z pozoru silny.

— Znowu siedzisz w bibliotece? — Naruto odsunął krzesło i opadł naprzeciwko. Na jego twarzy dostrzegłem krople potu, włosy kleiły się do czoła, niemiarowo oddychał. Dłonie owinięte były bandażem, przez który przesiąkała krew. 

— Nie mogę trenować, tak jak ty, więc muszę czymś zająć czas.

— Masz kłopoty ze snem?

Wziął do ręki jeden z przeczytanych już tomów i obracając w dłoni, starł się poznać jego tematykę. Uraczyłem go pustym spojrzeniem onyksowych oczu. Nie chciałem o tym mówić, z całą pewnością zacząłby bezsensownie trajkotać.

— Powinieneś iść z tym do Sakury — przerwał głuchą ciszę, w której tylko można było usłyszeć szuranie nóg pracownika placówki. Ona jest specjalistą od bezsenności.

— Poradzę sobie sam — odpowiedziałem wstając z miejsca. Zacząłem zbierać podręczniki i składać zwoje.

— Nie po to w końcu ściągnęliśmy cię do wioski, byś znów pozostał sam sobie.

— Daj spokój — warknąłem mijając chłopaka. — Może lepiej zacznij zajmować się Hinatą, a nie zadręczasz się moim życiem.

— Ty nigdy się nie zmienisz Sasuke.

Dźwięk wypowiadanych przez niego słów zabolał i to podwójnie. Mimo, że z początku chciałem się odwrócić, porzuciłem to i z wymalowanym spokojem na twarzy, wyszedłem z biblioteki.

Cholerny zasraniec — pomyślałem, kierując się w stronę mieszkania. Nie chciałem w nim przebywać, lecz nie mogłem pozostać na zewnątrz. Za pewne Uzumaki poszedłby za mną. Nie chciałem słuchać jego wywodów, ani beznadziejnych pomysłów. Powolnym krokiem ruszyłem w stronę budynków socjalnych, kiedy znów ujrzałem, te różowe pukle.

Przyśpieszyłem kroku, nie chciałem się z nią spotkać. Znowu zaczęłaby wypytywać o bezsenne noce i koszmary. A ja zapewne znów będę się denerwować i irytować całą szopką, która będzie chciała odstawić.

Biegłem tak szybko, jak to możliwe, chcąc opuścić to miejsce. Chciałem znaleźć się jak najdalej od Haruno i członka ANBU, który zaczynał mnie bardziej irytować niż sama dziewczyna. Przystanąłem pod mieszkaniem, mając lekką zadyszkę i zastanawiałem się: co tak właściwie się ze mną dzieje? Nogi same niosły mnie do mieszkania, jakby chcąc oznajmić, że nie jestem gotowy znowu zobaczyć ich razem. Byłem beznadziejny.


*


Prawie nie rozmawiałem z Naruto, kiedy spotykaliśmy się na mieście. Nie wiedziałem, co powiedzieć, a Uzumaki siorpał swoją porcję, udając zadowolonego. Starałem się nie okazywać dyskomfortu, jednak ta cisza była uciążliwa.

— Minąłeś swoją ulicę. — To były jego pierwsze słowa, jakie wypowiedział, kiedy spacerowaliśmy uliczkami Konohy.

— Tak — odburknąłem posępnie nie racząc go spojrzeniem. Dalej nie potrafiłem przełamać oporu, ani brzmieć naturalnie.

— Znowu stajesz się aroganckim dupkiem — zauważył gorzko. — Może w końcu porozmawiamy?

— Nic ciekawego się u mnie nie dzieje — odparłem poprawiając dłonią włosy.

— Powiedz to wreszcie.

— Co?

— Żartujesz sobie? — Twarz Naruto przybrała kolor purpury. Może wiedziałem, a może starałem się ignorować wszystko, co mogłoby wyjść z mojej skorupy. z kryształowej kuli, napełnionej do połowy bagażem emocjonalnych doświadczeń, które sprawiało, że nie potrafiłem normalnie funkcjonować wśród innych?

— Nie wiem, co mam ci powiedzieć.

— Po prostu wyjaśnij mi, co się z tobą dzieje? Dlaczego znów zachowujesz się jak palant? Dlaczego nie chcesz przyjąć pomocy?

Zatrzymałem się i skierowałem w stronę Uzumakiego. Nie wiedziałem, co mam mu powiedzieć, ani dlaczego tak bardzo wkurza mnie fakt wtrącania się w moje życie.

— Powinieneś z nią porozmawiać.

Naruto chwycił moje barki i potrząsnął ciałem. Pozwoliłem mu na to, ponieważ wewnątrz czułem, że już dawno ktoś powinien mnie mocno trzepnąć.

— Sakura ułożyła sobie życie beze mnie, więc nie chcę tego psuć — odparłem na wdechu, ponuro i praktycznie szeptem.

— Nie układa im się — Uzumaki skrzyżował ręce za plecami i zaczął znów iść.

— Niby skąd możesz to wiedzieć?

— Ponieważ Sakura przyjaźni się z Hinatą. Ostatnio przyszła na spotkanie zapłakana.

Patrzyłem na Naruto, wciąż stojąc w tym samym miejscu. Blondyn zaczynał się oddalać, a jego słowa wciąż odbijały się echem po mojej głowie. Miałem przeczucie, że nie powinienem się cieszyć, a jednocześnie widziałem uśmiech na ustach Uzumakiego. On chyba dalej myślał, że wszystko może być jak dawniej. 

Beznadziejny przypadek.





Od Autorki: Dawno nie publikowałam tu Bad Soul, więc trzymajcie ode mnie kolejny rozdział tej troszkę ciężkiej historii.

25 stycznia 2023

Bad Soul — rozdział 6

 

 


Możesz obwiniać mnie o wszystko.



Pozornie silny, beznadziejnie słaby.

Kierowałem się w stronę socjalnego mieszkania, rozmyślając nad słowami wypowiedzianymi przez Hatake. Nie przypuszczałem, że tak długo będę zmuszony pozostać w wiosce. Pragnąłem wolności, poza Konohą, z dala od bliskich mi osób, na których uczucie nie zasłużyłem. 

Mieszkanie nie było wielkie, lecz dla samotnego mężczyzny niewątpliwie wystarczało. Dwadzieścia dziewięć metrów kwadratowych w zupełności mi odpowiadało. Niewielka kuchnia, jeszcze mniejsza łazienka i salon z kanapą, stolikiem i komodą. Nie posiadałem zbyt wielu rzeczy, większość to ubrania i przybory shinobi. Nie potrzebowałem luksusów, poprzez surowe nauki ojca, byłem zdyscyplinowany.

Opadłem na łóżko. Byłem zmęczony od nadmiaru emocji, wspomnień i rozczarowań. Wszystko było tak bardzo popieprzone. Opadłem na plecy, przeczesując pustym wzrokiem powałę. Z rozmyślań wyrwał mnie odgłos dzwonka i wypruty ze wszystkich sił skierowałem się otworzyć. Jedynymi osobami znającymi teraźniejszy adres zamieszkania byli Kakashi i Naruto. Odrzucając możliwość spotkania Kakashiego, otworzyłem beznadziejnie drzwi z beznadziejnym wyrazem twarzy.

— Przypadkiem nie mówiłeś, że masz wieczorem obowiązki względem Hinaty zasrańcu? — warknąłem zanim dotarło do mnie, że na progu stoi Sakura, trzymająca w ręce torbę z zakupami.

Patrzyłem na nią bez słowa, po prostu nie potrafiłem nic powiedzieć. W gardle poczułem drażniącą suszę, a w powietrzu zapach jej słodkich perfum. Patrzyła na mnie spod wachlarza ciemnych rzęs, a w jadeitowych oczach dostrzegłem zmartwienie.

— Pomyślałam, że zapewne nie zrobiłeś zakupów — wypowiedziała słabo.

— Ach tak — mruknąłem posępnie. — Dlatego wypytywałaś o to, co lubię jeść?

Prychnęła. Jednak wciąż stała, tam, na klatce i patrzyła. Tymi jadeitowymi oczami.

— Mogę wejść?

W ciszy odsunąłem się do tyłu, pozwalając kobiecie na przekroczenie progu drzwi. Chociaż zazwyczaj nie zwracałem uwagi na żadne, ona namolnie zwracała na siebie myśli. Sakura stała w przedsionkowym salonie i rozglądała się po kawalerce.

— Ładnie tu.

— I tak większość czasu będę na zewnątrz — odburknąłem zgodnie z prawdą.

Nie zamierzałem siedzieć w mieszkaniu, nawet jeżeli Sakura nie zgodziła się na mój powrót do bycia shinobim.

— Nie zaproponujesz herbaty?

— Nie wiem, czy posiadam.

Popatrzyła na mnie jadeitowymi oczami, w którym dostrzegłem poirytowanie. Zmarszczyła brwi i podrapała się po skroni. Wręczyła do ręki papierową torbę.

— Teraz już tak.

Nie patrzyłem co jest w środku, ale posłusznie położyłem na kuchennym blacie. Nastawiłem wodę w niewielkim czajniku i bez zaglądania do środka wyciągnąłem herbatę. Przeszukując szafki, odnalazłem dwa kubki. Niewielkie, lecz powinny wystarczyć. Troszkę obite, zapewne po wcześniejszym właścicielu.

Zaparzyłem herbatę i podałem Haruno, która zajęła miejsce na kanapie. Wzrokiem ciągle sprawdzała mieszkanie, jakby przyszła na zwiady.

— Uzumaki cię wysłał? — zapytałem, upijając łyk napoju.

— Nie rozumiem?

— Sprawdzasz całe mieszkanie wzrokiem — wypuściłem powietrze z płuc. — Znam się trochę na szpiegowaniu i widzę wszystko co robisz. Odkąd weszłaś w moje skromne progi, rozglądasz się na boki. Łazienkę też chcesz sprawdzić? Śmiało, nie krępuj się. To tamte drzwi.

Sakura podniosła prawą brew, a jadeit tęczówek przybrał ciemny kolor butelkowej zieleni. Mogłem przewidzieć, że kąśliwa uwaga ją zdenerwuje, lecz nie pomyślałem, że odważy się na mnie nakrzyczeć. Jak bardzo byłem w błędzie.

— Myślisz Uchiha, że to jest śmieszne?! — warknęła odkładając niedbale kubek na odrapany stolik. — Przyszłam, bo wciąż się o ciebie martwię. Uzumaki nie chciał mi powiedzieć gdzie mieszkasz, ani tym bardziej Kakashi!

Sakura skierowała się do wyjścia, a jej ruchy były bardzo chaotyczne. W napadzie gniewu  trzymany wcześniej kubek rozbił się na kawałki, a Sakura szybko sięgnęła po torebkę i nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, trzasnęła drzwiami.

Jak zawsze irytująca — pomyślałem. Następnie wziąłem prowizoryczną szmatę i posprzątałem rozwalony kubek razem z wylaną zieloną herbatą.


*


Spalić dom z kobietami w środku!

To nie mogła być prawda. Błądziłem po niewielkiej wiosce, znajdującej się niedaleko wschodniej bazy Orochimaru. Obrazy przelatywały przez moją głowę jak szalone. Orochimaru, Karin, Jugo. Widziałem pływającego w zbiorniku Suigetsu.

Zacząłem biec, nie zważając na pokonywane przeszkody. Potykałem się o gałęzie powalonych drzew, które usiłowały mnie zatrzymać. Na końcu drogi ujrzałem dwie sylwetki. Kobieta i mężczyzna, stali tyłem. Chciałem się wydostać, widziałem płomień trawiący miasto.

Za sobą miałem kilkanaście martwych ciał wieśniaków, którzy w akcie desperacji podpalili wioskę, aby oczyścić ją z demonów.

Dotarłem do końca drogi, postacie zniknęły, a ja po schodach zacząłem staczać się w otchłań.

Chciałem uciec. Wydostać się z tego opuszczonego przez boga miejsca. Pokonywałem dwa stopnie na raz, dusząc się od unoszącego w powietrzu pyłu. Zacząłem kaszleć. Z ust wydobywała się lepka, brunatna maź.

To krew — pomyślałem. Resztkami sił zacząłem biec w kierunku końca schodów. Wciąż przed oczami miałem martwe twarze. Słyszałem jego śmiech. Przerażający, okrutny.

Nogi plątały się i upadłem. Nie potrafiłem wstać. Nie miałem siły Obolały, poraniony.

Widziałem maskę tygrysa i jego srogie spojrzenie.

Krzyczałem.


Poczułem, jak moim ciałem ktoś potrząsnął. Zbudziłem się rejestrując przestrzeń. Niewielki salon był zaciemniony. Powoli oczy przyzwyczajały się do ciemności, a gdy oddech wrócił do normy, poczułem na sobie drobne dłonie, których uścisk był na tyle mocny, aby przywrócić mi świadomość. Różowe pukle spływały na moją twarz, przyjemnie ją łaskocząc. Zielone tęczówki przepełnione były trwogą i współczuciem.

— Sakura?

Zabrzmiałem trochę nienaturalnie, ponieważ w ustach czułem suchość i lekkie drapanie. Sakura szybko podeszła do czajnika i podała szklankę z wodą, która momentalnie opróżniłem.

— Ciągle masz koszmary — zauważyła.

— Myślałem, że wyszłaś?

— Nie skończyliśmy leczenia — odpowiedziała opierając się o blat stolika.

Mogła być godzina trzecia w nocy, a ona stała w mojej kawalerce, ubrana w koszulkę i dżinsy.

— Wyszedłem ze szpitala — wtrąciłem odrzucając kołdrę.

Zauważyłem jak Sakura stara się odwrócić speszony wzrok, ponieważ miałem na sobie tylko czarne bokserki. W mieszkaniu było ciepło, a nie zdążyłem kupić piżamy.

— Wydaje mi się, że nie jestem już pacjentem — wyszeptałem stojąc naprzeciwko niej.

— Dalej masz problemy — hardo szła w zaparte, unikając kontaktu wzrokowego. — Potrzebujesz pomocy Sasuke.

— Myślę, że twojemu tygrysowi nie spodoba się terapia — dodałem gorzko.

Na jej porcelanowej twarzy wystąpił rumieniec, a usta otworzyły się na znak zaskoczenia. Natychmiast je zamknęła, zaciskając w wąską linie.

— Nie jestem już pacjentem, nie będę zawracać ci głowy.

— Martwię się o ciebie — powiedziała spokojniej. — Nie poradzę nic na to, że nie potrafię spać bezczynnie, gdy ty się męczysz.

Obserwowałem jej twarz, kiedy wypowiada te słowa. Było w niej coś magicznego i jednocześnie poważnego. 

— Poradzę sobie — burknąłem, kiedy dotarło do mnie, że ona nie powinna wkraczać w moje życie.

Powoli zaczynam się uczyć żyć na nowo, poznawać świat. Sakura Haruno zdecydowanie sprawiała, że wszystko co do tej pory osiągnąłem, chociaż było tego niewiele, było nieważne.

Sakura westchnęła i skierowała się do drzwi.

A ja stałem wciąż i spoglądałem na pustą przestrzeń, którą za sobą pozostawiła.





Od Autorki: Dawno nie dodawałam Bad Soul i zastanawiam się, czy ktoś je pamięta? Wciąż nie jest ze mną dobrze i mam blokadę, ale ratuje mnie Talon, która motywuje do tworzenia. Poza tym to mamy coraz więcej pomysłów na wspólne opowiadania, ale to już you will see in the future ^^.


26 października 2022

Bad Soul — rozdział 5

Zabierz moje kolana


— Staruszku! Podwójna porcja Miso Ramen z dodatkowymi, pysznymi Naruto-maki!

Spojrzałem na Uzumakiego z niedowierzaniem, lecz znałem jego słabość do tego tradycyjnego dania i dałem się na niego namówić, przeklinając w duchu swoją lekkomyślność.

— Nie powinienem się przejadać, kretynie — wypowiedziałem te słowa, zdecydowanie zbyt luzacko, nawet jak na siebie. 

W końcu przy Naruto potrafiłem się otworzyć i jakaś nieznajoma mi cząstka własnej osobowości uzewnętrzniała się z twardej, żelaznej skorupy.

— Ramen to samo zdrowie — odpowiedział szczerząc się i zacierając ręce.

Spoglądałem na właściciela, który teraz odcedzał długi makaron, by następnie zauważyć stojąca obok kobietę. Była to Ayame, córka pana Teuchiego.

— Witamy z powrotem Sasuke - kun — powiedziała z niemal dziecięcą radością. Podsunęła misę w moją stronę, patrząc na mnie. — Zmieniłeś się. Teraz wyglądasz również dobrze, a nawet i bardziej męsko.

— Ayame! — skarcił ją ojciec, a zawstydzona kobieta skierowała się w stronę zaplecza.

— Masz powodzenie u kobiet — zaśmiał się Uzumaki, siorbiąc swój ramen.

Niewątpliwie był to denerwujący dźwięk, lecz gdy skończył, poklepał się po napuchniętym bebechu, a to było jeszcze gorsze.

— Powinieneś z jakąś pójść na randkę! — poklepał mnie po plecach, a ja praktycznie zakrztusiłem się porcją.

— Po co? — bąknąłem srogo, patrząc na blondyna gniewnie. 

Onyksowe oczy świeciły w gniewie, chcąc zmiażdżyć Uzumakiego.

— Nie wiem, czy powinienem teraz to mówić, bo jeszcze nie znamy daty — wystękał, drapiąc się po głowie. — Razem z Hinatą pobieramy się.

— To wspaniale! — krzyknęła Ayame, wymachując chochlą na zapleczu.

— Nigdy bym nie pomyślał, że pierwszy będę chciał założyć rodzinę — rzekł do mnie, przyglądając się ze smutkiem. — To ty wiecznie miałeś powodzenie u kobiet.

— A co to ma do rzeczy? — zmarszczyłem brwi, próbując zrozumieć jego irracjonalne obawy. — Każdy wiedział, że Hyuga kocha cię od młodzieńczych lat. Tylko jak zawsze byłeś głupi i ślepy, niedorajdo.

— Chcesz się bić?! — Naruto doskoczył do kołnierza koszuli, którą miałem wciąż na sobie.

— Nie zamierzam znów cię poniżyć, przestraszony kocie.

Zwykle lazurowe tęczówki Naruto, momentalnie stały się szafirowe, a ich właściciel puścił kołnierz mojej koszuli. Wziął głęboki wdech, po czym, już spokojnie powiedział:

— Ostatnio to ja wygrałem naszą walkę.

Zawstydzony zmrużyłem oczy i chwilę jeszcze mierzyliśmy się na spojrzenia.

Nie chciałem poddać się napadu gniewu, jak z resztą miałem w zwyczaju, więc po prostu zamknąłem oczy i policzyłem do dziesięciu.

— Czy to przypadkiem nie Sakura - chan?

Otworzyłem niepewnie oczy, nieświadomy, że musiałem wyglądać wyjątkowo żałośnie. Dostrzegłem długie, różowe włosy powiewające na wietrze. Wyglądały jak spadające płatki, uciekające z przekwitającej wiśni. Naruto chciał ją zawołać, lecz powstrzymałem jego rękę, w momencie wystrzału w górę. Wyraźnie pokazałem, że kobieta nie jest sama.

Wezbrał we mnie nieokreślony gniew, gdy obok dziewczyny pojawił się jeden z żołnierzy ANBU. Domyśliłem się, że to ten cały Yamamoto. Na twarzy przybraną miał maskę, której wzór przypominał tygrysa. Przybliżył się i objął ją w tali, zakładając za ucho pasmo różowych włosów. Nie potrafiłem się skupić, na tym co wypowiada Naruto, ponieważ całą swoją atencję, poświęciłem tej parze, stojącej przed sklepem z warzywami.

Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie powinienem patrzeć, ani tym bardziej denerwować się, że Sakura pragnie ułożyć sobie życie. Beze mnie. Nie mogłem jej winić, w końcu zawsze tylko zbywałem ją słowami, podkreślając, jaka jest irytująca i jak bardzo mnie denerwuje.

Mimo to spoglądnąłem raz jeszcze i ujrzałem, jak podnosi do góry maskę, składając na jej ustach namiętny pocałunek.

Chwile tak trwali, a moje ciśnienie wzrastało z każdą sekundą. Niby to tylko chwila, lecz dla mnie trwała wiecznie.

Gdy już oderwali się od siebie, Sakura poprawiła włosy, chowając zawstydzone policzki, a shinobi założył maskę na twarz. Następnie skierował ją w moją stronę, a ja byłem pewny - na jego ustach pojawił się perfidny uśmiech.


*


Kakashi zawsze mówił zagadkami i nigdy ich nie wyjaśniał. Ostatni raz spotkałem go w więziennej celi, więc kiedy kierowałem się z Naruto w stronę biura hokage, ogarniał mnie swego rodzaju niepokój, co tym razem wymyśli Hatake.

Byłem wciąż obolały, więc nie chcieli puścić mnie na kolejną misję. Chociaż po perfidnym incydencie, wolałem opuścić wioskę i oddalić się jak najdalej.

Nie potrafiłbym znów spojrzeć na te malinowe usta, które, pomimo tego, że miałem tego pełną świadomość, nie były dziewicze. Z obrzydzeniem wspominałem chwile ich pocałunku, a stawiając kroki na schodach, potknąłem się o ostatni stopień.

Kierując się w stronę przyznanego mieszkania, napotkałem przeszkodę. Pomimo wcześniejszej szopki wyminąłem mężczyznę z przeklętą maską tygrysa.

— Uchiha Sasuke? — powiedział ponuro, z tak dobrze znanym mi obrzydzeniem.

Nie odwróciłem się. Nie zatrzymałem. Skierowałem się w stronę zajmowanego lokum. Odchyliłem głowę, kiedy samotny kunai przeleciał przy lewym uchu.

Chociaż starałem się nie reagować na marne zaczepki, automatycznie aktywowałem moc oczu. Rinneganem zmieniłem rzeczywistość, stając naprzeciw zamaskowanego ANBU, by aktywować sharingan. Szybko dobyłem miecz, kiedy kolejny kunai skierował do mojego gardła. Odparłem atak, Byłem zbyt słaby, aby wykonać jakąkolwiek pieczęć. Poczułem niepokojące kołatanie serca i pochyliłem się kierunku wybranka Sakury. Mężczyzna wykonał podstawową pieczęć, abym po chwili został unieruchomiony wystającymi spod ziemi pędami.

— Rokudaime wzywa do gabinetu.

Momentalnie anulował technikę i zniknął w kłębach dymu, nim zdążyłem stanąć na równe nogi. Cholerny sukinsyn.

Przekląłem siarczyście, poprawiając koszulę i miecz Kusanagi na plecach. Chciałem jak najszybciej opuścić Konohe, pozostawiając smutek i żal, który obecnie odczuwałem. Chociaż wciąż miałem problemy z nazywaniem uczuć, ta para najczęściej mi towarzyszyła.

Hatake przeciągnął się leniwie w fotelu, a leżąca na twarzy książka spadła na blat biurka. W gabinecie hokage było schludnie. Zapukałem z grzeczności do drzwi i usłyszałem pozwolenie na wkroczenie w jego służbową przestrzeń

— Otrzymałeś wiadomość?

— Inaczej bym tu nie stał — odpowiedziałem ponuro przystając obok biurka. — Czyżbym miał wyruszyć na misję?

— Doktor Haruno zdała obszerny raport, w którym wyraziła swoją opinię — Kakashi oparł dłonie na blacie, a następnie oparł na nich głowę. — Według Sakury nie jesteś w stanie pójść na misję, nie mogę też wcielić cię do ANBU. Wiem, że może być to dla ciebie trudne, siedzenie bezczynnie, a najlepszym wyjściem…

— Jest opuszczenie Konohy.

— Przez wzgląd na ostatnie wydarzenia, nie mogę pozwolić ci wyruszyć w świat. Trochę czasu zajmie mi przekonanie pozostałych kage o twojej zasłudze w zatrzymaniu Nieskończonego Tsukuyomi.

W tamtej chwili nie czułem niczego. Stałem, po prostu stałem, patrząc na twarz Kakashiego. Zdawałem sobie sprawę, że nie będzie łatwo odzyskać zaufanie, lecz desperacko chciałem wyruszyć na poznanie siebie. W wiosce nie jest to możliwe. Bo na każdym kroku, wspomnienia wracały. Im dłużej tu byłem, tym większe szanse na spotkanie z przeszłością i uczuciami, których nie potrafiłem rozpoznać, ani nazwać.

Bałem się, cholernie. Przestraszony niczym dziecko, nie chciałem tu zostać.

Bo wszędzie widziałem różowe włosy powiewające na wietrze.





Od Autorki: Jesienna chandra dopadła i mnie. Moje zatoki chcą eksplodować, tak samo jak głowa. Ktoś ma jakieś ciekawe seriale do polecenia?