Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scena erotyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scena erotyczna. Pokaż wszystkie posty

11 lutego 2019

Jesteś gotowa?




Yibo || Uniq || Zamówienie || +18

Obydwoje siedzieli z tyłu samochodu wtuleni do siebie oglądając tym samym film, który został puszczony na ogromnym ekranie. Yibo wcześniej został powiadomiony o tym, że odbędzie się taka impreza, więc postanowił zrobić ukochanej niespodziankę i zabrać ją do „kina”. Oczywiście prezent z okazji rocznicy chodzenia bardzo spodobał się Melly, jednak to nie było wszystko co na dzisiaj przygotował.
W trakcie filmu pochylił się nad nią i jakby z utęsknieniem złączył ich usta najpierw w delikatnym pocałunku, a później gdy zaczęła go odwzajemniać przyspieszył nieco tempo. Pieszczota nietrwała jednak długo, ponieważ dziewczyna z delikatnym rumieńcem odsunęła się od niego.
Doskonale zdawała sobie sprawę do czego blondyn chciał przejść, jednak trochę obawiała się, że ktoś mógłby ich zobaczyć. Na nieszczęście Yibo był znaną gwiazdą koreańskiego popu i gdyby ktoś ich przyłapał to nie tylko on nie miałby życia, ale również ona.
— Dokończymy później w domu, dobra? — Zapytała, a Wang pokręcił przeciwnie głową, by dać jej znak, że ten pomysł bardzo mu się nie spodobał.
— Żadne w domu.
Odwrócił twarz ukochanej przodem do siebie, po czym zwinnie wsunął język do jej buzi, a prawą dłoń ułożył na jej nagim udzie. Dziś była wyjątkowo cudowna. Nie dość, że ubrała się naprawdę ślicznie to światło księżyca pięknie odbijało się od jej całego ciała. Ubrana w krótką spódniczkę oraz bezrękawnik na który nałożona była jego skórzana kurtka sprawiały, że nie potrafił się jej oprzeć.
— Chcę cię teraz — wymruczał wprost do jej ust.
— Sam tego chciałeś — odpowiedziała wciąż się rumieniąc.
Rozejrzała się dookoła, czy na pewno nikt ich nie obserwuje, a następnie wskoczyła mu na kolana. Od razu wyczuła najpierw niewielkie, a później powoli rosnące wypuklenie w spodniach ukochanego. Objęła rękoma kark Yibo i niewiele myśląc złożyła na jego wargach namiętny, pełen gorąca pocałunek. Muzyk oczywiście odwzajemnił go z taką samą pasją, lecz oprócz tego położył dłonie na początku na jej policzkach, następnie zjechał nimi do jej szyi pieszcząc ją delikatnie. Po paru chwilach całowania dołączyli również języki jakby dawno tego nie robili.
Byli ze sobą już mniej więcej rok, a pierwszy raz kochali się zaledwie po miesiącu i wcale tego nie żałowali, a wręcz przeciwnie. Chcieli więcej i więcej. Ich wspólna miłość zmusiła Yibo do wyjawienia prawdy o nich fanom jego zespołu, ale przyjęli to całkiem dobrze. Oczywiście wciąż odczuwali skutki wyjawienia prawdy, jednak nie było to takie złe. Zawsze mogło być gorzej.
Melly przygryzła dolną wargę ukochanego, a on po krótkim jęku postanowił pozbyć dziewczynę górnej części ubioru. Zimnymi opuszkami palców dotknął jej ciepłej skóry wywołując przyjemne drżenie. Pod wpływem zetknięcia dwóch różnych temperatur brunetka odchyliła głowę do tyłu jęcząc przeciągle. Wang wykorzystał ten moment i przyssał się do jej odsłoniętej szyi tworząc w tym miejscu czerwonokrwistą malinkę. Uwielbiał to robić, chociaż wiedział z jaki ryzykiem to się łączyło.
— Kochanie — westchnęła zniecierpliwiona Azjatka, która teraz patrzyła na kochanka przymglonym wzrokiem. Pragnęła go całą sobą.
Chłopak posłał jej uroczy uśmiech, po czym bez wszelkich zapowiedzi włożył głowę pod jej bluzkę, by mieć doskonały dostęp do jej jędrnych piersi. To właśnie uwielbiał najbardziej. Zabawę z jej największymi atutami. Powolnymi ruchami odpiął zawadzający mu stanik i ze zniecierpliwieniem przyłożył usta do jej lekko przepoconej skóry na dekoldzie.
— Ach — jęknęła, gdy ukochany przyjemnie pieścił jej ciało również językiem.
W końcu blondyn przestał słodko ją torturować tym samym liżąc jej sterczącą brodawkę sutkową, a tym samym czasie dłońmi zabawił się piersiami. Na początku gesty były nieśmiałe, ale nareszcie przyspieszył niego tempo ssania, całowania, lizania oraz masowania.
Aby również Yibo poczuł się tak samo jak ona, Melly z uśmiechem na ustach odsunęła go od siebie, szybko odpięła guziki jego koszuli i obserwując jego umięśniony tors zaczęła go masować. Chłopak niby nie był zaskoczony, jednak cudowny dotyk ukochanej sprawił, że całkowicie się poddał.
Brunetka postanowiła przejąć inicjatywę, chociaż robiła to nieczęsto. Wiedziała, że Wang pragnął tego z całego serca, ale trochę obawiała się zrobić coś tak odważnego. Przełknęła głośno ślinę i  łącząc ich wolne dłoń pochyliła się nad nim całując go namiętnie.
— Kocham cię — szepnął z nieopisaną czułością, a ona znów zarumieniła się po końcówki uszu. Chłopak zbyt często sprawiał, że robiła się tak zaczerwieniona.
Zachęcona jego wyznaniem włożyła kilka palców męskiej dłoni partnera do buzi i szybko je nawilżyła. Wyglądała przy tym tak seksownie, że chłopak oprócz ogromnego rumieńca czuł jak jego męskość boleśnie stała już na baczność. Przeszkadzały mu tylko te ciasne, skórzane spodnie.
— Nie znęcaj się kochana — szepnął wprost do jej ucha, a ona zachichotała cicho.
— Spokojnie — odpowiedziała kładąc dłoń na wypukleniu, jednak zamiast pomasować zdjęła tylko niepotrzebne warstwy ubrań i obserwując pulsującą męskość wybranka przygryzła dolną wargę. — Zrobisz to, prawda?
Nie trzeba mu było powtarzać dwa razy. Doskonale zrozumiał o co jej chodzi, więc za jej pozwoleniem włożył w nią poślinione palce. Oczywiście była nieco ciasna, lecz nie tak jak za pierwszym razem. Yibo uwielbiał wspominać w trakcie ich seksu ich pierwszy raz i niemalże zawsze porównywał go z ich aktualnym stosunkiem. Tak samo było teraz.
— Kiedyś taka nie byłaś — szepnął, a ona sapnęła głośno.
Obydwoje oddychali ciężko spragnieni swoich ciał, lecz nie chcieli kończyć tego za szybko.
Po krótkim rozciąganiu, gdy chłopak stwierdził, że powinna być już gotowa po raz kolejny złączył ich usta razem.
— Jesteś gotowa? — Zapytał w międzyczasie, a ona w odpowiedzi kiwnęła tylko głową.
On tak bardzo uwielbiał się z nią droczyć.
W głębi serca chłopak miał cichą nadzieję, że w niedalekiej przyszłości ukochana stanie się nieco bardziej... Dzika.
Potrząsnął głową, po czym gwałtownie w nią wszedł. Po samochodzie rozniósł jej dziewczęcy jęk, jednak zaraz zasłoniła usta dłonią, by nie było za głośno. Podekscytowany jej ciałem i tym, że ktoś może ich zobaczyć zaczął poruszać biodrami do góry i na dół. Obserwował przy tym twarz ukochanej, która co chwilę zmieniała wyraz. Uważał, że była cudowna, zresztą jak zawsze.
I wtedy w jednej chwili pomyślał, że chciałby być z nią już na zawsze.
Niespodziewanie przytulił ją do siebie tak mocno, że na początku dziewczyna trochę się przestraszyła, a później rozpłakał się niczym dziecko.
— Kocham cię, Melly — szepnął, a w tym samym czasie po samochodzie rozniósł się przyjemny jęk dwójki kochanków, ponieważ obydwoje doszli jednocześnie w jej wnętrzu. — Naprawdę chciałbym założyć z tobą rodzinę...
— Co?
— Kochanie, chyba pozwolisz żeby nasze dziecko zostało kierowcą rajdowym, prawda?
Zaskoczona dziewczyna spojrzała na niego jak na debila, a później roześmiała się perliście tym samym przytulając go do siebie jeszcze bardziej.
— I myślisz, że ten jeden raz ci wystarczy? — Zapytała prowokująco, a on patrząc na nią na początku zdziwiony w końcu wziął do prawdziwej roboty.
Naprawdę chce mieć syna, który będzie kierowcą!

2 lutego 2019

Lepiej uciekaj




Yibo || Uniq || Zamówienie || +18

Pchnął ją na łóżko niczym wygłodniałe zwierzę. Uklęknął nad nią i seksownymi ruchami bioder, poruszając się we wszystkie strony, zdjął z siebie bluzę, ukazując wyćwiczony tors. Po chwili zsunął ją również z ramion niczym jeden ze striptizerów, którzy szukają łatwego celu. Rzucił niepotrzebne ubranie gdzieś w kąt i pochylił się nad nią.
— Jesteś gotowa? — Zapytał seksownym głosem, patrząc prowokująco w jej oczy oraz przygryzając dolną wargę. Dziewczyna uśmiechnęła się, a następnie rękami zjechała do jego tyłka, który następnie lekko ścisnęła.
Yibo zaczął szybko całować jej usta, które ta odwzajemniała, co nie sprawiało romantycznego wrażenia, ponieważ obydwoje bardzo chcieli dominować nad swoją drugą połówką.
On chciał zająć się jej piersiami, jej drogami rodnymi oraz tyłkiem, a ona pobawić się jego męskością i tylną częścią jego ciała. Obydwoje bardzo za sobą tęsknili. Nie współżyli ze sobą już dobry tydzień, co wydawało się dla obojga całą wiecznością.
Walka między ich pocałunkami trwała długo, ale to nie było teraz najważniejsze, ponieważ obydwoje chcieli poczuć siebie nawzajem w sobie. Wong chwycił jej rękę w swoją dłoń i przyłożył do swoich spodenek. Melly nie tracąc chwili na nic, zaczęła samodzielnie zadowalać swojego chłopaka, masując jego ubrania, pod którym krył się jego członek. Drugą rękę ukochanej przyłożył do swojego torsu, przesuwając nią po jego sutku, a następnie po mięśniach jego brzucha, po czym zatrzymał się na chwilę.
Chłopak nie zaprzestawał łapczywych oraz nie zawsze wymierzonych prosto w jej usta pocałunków. Nie było to dziwne, ponieważ ta co chwilę mu się wyrywała, jakby chciała mu powiedzieć, że teraz to ona chce przejąć inicjatywę. Puścił jej wargi, odsuwając się od niej, ale zaraz przyssał się mocno do jej szyi. Zaczął sączyć jej skórę po chwili tworząc dużą, czerwono krwistą malinkę. Za karę zrobienia jego ukochana dosyć mocno ścisnęła jego członka. Yibo odskoczył lekko, a potem spojrzał w jej oczy.
— Tak chcesz się bawić? — Zapytał podejrzliwie, a ona jedynie oblizała swoje usta.
Nie rozpinając jej bluzki, złapał dłońmi za jej piersi, którymi szybko ruszał. Niestety lepszą zabawę odbierał mu koronkowy, czerwony stanik, który Melly miała na sobie, więc nie pozostało mu nic więcej jak jedynie rozebrać ją z górnych warstw ubrań. Pomógł jej ściągnąć bluzkę, a następnie szybkimi ruchami trzech palców odpiął stanik, który miała na sobie ubrany. Chwycił jej ręce i pociągnął gwałtownie do góry, przeciągając przez nie niepotrzebny kawałek bielizny. Gdy tylko się go pozbył, szybko, jedną dłonią trzymając jej ręce w górze, drugą natomiast wyszukał w szafie kajdanki. Pierwszą dziurkę zaciągnął przez jej nadgarstek, potem przez kraty łóżka, a drugą dziurkę na jej lewy nadgarstek.
— Yah, co to ma być?! — Krzyknęła zaskoczona, a on uśmiechnął się.
— Zaczekaj chwileczkę.
Chłopak zrobił podobnie z jej nogami, jednak zamiast zapiąć je obok siebie, rozsunął jej nogi tak, aby każda z nich była przy innym rogu łóżka. Była rozkroczona, a mu się to bardzo podobało. Pozostawił ją w takiej pozycji, zszedł z łóżka, podszedł do szafy szukając czegoś, a następnie wyszedł z pomieszczenia zostawiając Melly samą w sypialni.
Wrócił po pięciu minutach. Otwierając drzwi zauważył wściekłą dziewczynę, która teraz patrzyła na niego zdziwiona, a także podniecona. Yibo przebrał się za policjanta, w ręce trzymał bicz, a zamiast spodni miał jedynie czarne slipki. Na jego głowie znajdowała się jeszcze czapka policjanta.
— Lepiej uciekaj, jeśli nie chcesz zostać złapana — powiedział, podchodząc do niej i uderzając biczem o podłogę. Uśmiechnął się szeroko, a następnie wskoczył na nią. — Dzisiaj to policjant będzie górą.
Zamiast zająć się jej dolną partą ciała, uklęknął nad jej zaskoczoną, ale jakże podnieconą twarzą. Rozkazał jej swoimi zębami zdjąć jego jedyną bieliznę, co zrobiła za pierwszym razem. Teraz jego członek opadł na jej twarz. Wzięła go do ust i językiem bawiła się wokół jego główki. Wong'a po chwili zaczęło to nudzić, więc zaczął się poruszać do przodu, a potem do tyłu. Melly co chwilę jęczała, nie wytrzymując tego, że znajduje się właśnie nad nią jej ukochany w stroju policjanta, a ona jest przypięta do łóżka, nie mogąc wykonać żadnego konkretnego ruchu.
— Szybciej — powiedział. — Bo pójdziesz do więzienia!
Dziewczyna pokiwała głową, a potem wraz z jego ruchami zaczęła się poruszać do tyłu i do przodu, jęcząc dwa razy głośniej. Co chwilę próbowała wyswobodzić swoje ręce z kajdanek, jednak nie udawało się jej to.
Ta ciekawa zabawa znudziła już chłopaka, który nie ukrywał się z tym, że był już podniecony, a jego członek lekko twardy. Wyszedł z buzi dziewczyny, a następnie rozdarł jej dresowe spodnie. Przyłożył usta do jej majtek i po chwili zaczął masować jej wargi sromowe przez materiał. Prawie leżał, jednak nogami był podparty tuż obok głowy ukochanej, gdzie znajdowała się jego męskość, którą po chwili Melly wzięła po raz drugi do buzi i zaczęła ją konsumować. Oboje byli z siebie dumni, ponieważ stworzyli nieskomplikowaną pozycję sześćdziesiąt dziewięć.
Brunetka powoli miała dosyć, ponieważ ciężko jej było się nie ruszać pod naporem jego namiętnych pocałunków, które składał na jej kobiecości. Yibo zszedł z jej ciała, a następnie usiadł między jej rozkroczonymi nogami. Jedną rękę wsunął pod jej tyłek, aby go podnieść, a następnie włożył w nią wskazujący palec. Poruszał nim w niej, a ona odchyliła głowę do tyłu, zaciskając mocno zęby.
— Dlaczego nie jęczysz, że jest ci dobrze?! — Krzyknął zły i dosyć mocno uderzył ją biczem. Niemal od razu krzyknęła, a po jej policzku spłynęła łza.
— Jest mi dobrze! Bardzo dobrze! — Odkrzyknęła, a on bez zastanowienia gwałtownie w nią wszedł. Nawet nie próbował rozciągnąć jeszcze bardziej jej dziurki, uważał, że tego już nie potrzebowała.
Szybko poruszał się w niej niczym lew napadający na swoją lwicę.
Swoje ręce położył na jej piersiach, robiąc nimi okrężne ruchy. Kciukami zabawiał jej sutki, ale mimo to nie przestał poruszać się w jej wnętrzu. Czuł jak jego członek twardniał jeszcze bardziej. Obydwoje bali się, że zaraz dojdą na raz, nie chcieli mieć kolejnej wpadki.
— Uważaj idioto! — Wykrzyknęła, kiedy nagle poczuła dwa płyny w sobie: swój i jego. — Świetnie! Kolejne dziecko mi chcesz zrobić, czy jak?!
— Miałem taki plan — odpowiedział i wyszedł z niej. — On będzie policjantem.
Schylił się nad jej twarzą i pocałował ją delikatnie. Chwycił do swojej ręki swojego członka i zaczął sam się zadowalać przed jej przymglonymi oczami. Uwielbiał to robić i doprowadzać ją do seksualnego szaleństwa.
— Do zobaczenia, kochanie — powiedział, po czym przykrył ją kołdrą.
Pozostawił ją w tym stanie do trzeciej w nocy. Kiedy tak słodko spała, rozkuł ją i przytulił do siebie.
— Naprawdę chcę mieć z tobą drugie dziecko — powiedział i ucałował ją w czubek głowy.
— Tak, żeby był policjantem — odpowiedziała, wtulając się w niego jeszcze bardziej.
— Nie przepraszaj debilu i chodź do łóżka — powiedziałaś popychając go na pościel.

30 grudnia 2018

#Przyłapany




Kageyama x Hinata || Haikyuu || +18

Nie potrafiłem zrozumieć tego, co się ze mną dzieje.
Za każdym razem, gdy poczułem przyjemny zapach wody kolońskiej, jaka spoczywała na sportowych ubraniach Kageyamy czułem się co najmniej dziwnie. Jeszcze dziwniej robiło mi się, gdy rozgrywający naszej drużyny grał na boisku ukazując jak bardzo to kocha oraz gdy spoglądał na mnie tym swoim zadowolonym albo wkurzonym wzrokiem. Ale najbardziej dziwnie było mi, szczególnie tam w dole, gdy ten bezwiednie lub specjalnie przejeżdżał opuszkami palców po moim ciele.
Naprawdę nie wiedziałem co się ze mną działo, a do tego nie rozumiałem dlaczego moja męskość płatała mi figle, kiedy w pobliżu znajdował Kageyama.  Racja — Tobio był przystojny, umięśniony i co najważniejsze kochał siatkówkę, ale przede wszystkim był wrednym Królem, który uwielbiał mnie wkurzać oraz krytykować.
Nie rozumiałem więc dlaczego tak bardzo cieszyłem się, gdy ON mnie dotykał.
— Ziemia do ciebie — czarnowłosy machnął ręką przed moimi oczami — trzymaj.
Chłopak podał mi niewielkie opakowanie lodów, po czym sam włożył swojego do buzi.
— Dzięki — burknąłem w odpowiedzi.
Między nami zapanowała nieprzyjemna cisza. Byliśmy w połowie drogi do wyznaczonego celu, a ja, jak gdyby nigdy nic, wpatrywałem się, jak kolega z drużyny wcina zakupioną rzecz. Kageyama wyglądał seksownie. Momentami roztopiona śmietana spoczywała na jego ustach, którą ten natychmiastowo zlizywał, a czasami niewielkimi kroplami spływała po niewielkiej żuchwie.
Ten widok sprawił, że od razu poczułem jak w spodniach zrobiło mi się ciasno.
— Muszę się wrócić — szepnąłem po chwili, gdy zrozumiałem iż dłużej już nie wytrzymam. — Zapomniałem czegoś.
— Ha? Co ty znowu wymyśliłeś? — Zapytał, kiedy odwróciłem się do niego plecami.
Musiałem coś wymyślić, by jak najszybciej pozbyć się problemu, a liceum było jedynym dobrym rozwiązaniem na jakie udało mi się wpaść.

❧❧❧

Droga do szkoły minęła mi bardzo nieprzyjemnie. Pulsujący członek nie dawał szans o sobie zapomnieć i po szybkim wejściu do liceum od razu ruszyłem w stronę męskiej toalety. Jak wielka moja była radość, gdy uświadomiłem sobie iż o tej godzinie nikogo nie powinno być o tak późnej porze w tym miejscu. Na spokojnie mogłem zrobić wszystko czego w tej chwili potrzebowałem.
Rozejrzałem się jeszcze na szybko wokół siebie i po podjęciu decyzji postanowiłem przejść do działania.  Wszedłem do kabiny trzęsąc się jak jakiś idiota, po czym usiadłem na desce klozetowej. Tak, to był dobry pomysł by usiąść, mogłem wtedy z łatwością podciągnąć nogi do góry i udawać, że mnie tam nie ma. No, ale wiadomo... lepiej być szczerym. Chociaż czy w tej sytuacji wyjawienie sekretu o chorej masturbacji wywołanej przez Kageyamę byłoby dobre?  Odpowiedź była oczywista.
Zacisnęłam mocno zęby, po czym zacząłem się odpowiednio szykować. Samozadowolenie się nie mogło być przecież tak prostą sprawą, co jeśli ktoś by mnie jednak przyłapał?  Wolałem tego uniknąć.
— Zaczynamy... — mruknąłem niezadowolony swoim własnym zachowaniem, ale co ja tak naprawdę mogłem?  Nawet w szkole uczono nas, że problemy należy rozwiązywać szybko, a to była bardzo poważna sprawa.
Powoli odkryłem kawałek swoich sportowych spodenek, a także bokserek i widząc niemiłosiernie pulsującego penisa wziąłem się do pracy. Wziąłem męskość w dłoń, po czym zacząłem poruszać nią powoli do góry, a także na dół. Byłem tak spragniony tego uczucia, że nawet nie zauważyłem, kiedy rozluźniłem się na tyle, by nie usłyszeć, że ktoś zapukał do drzwiczek kabiny w której aktualnie siedziałem. Dopiero znajomy głos wyrwał mnie z fantazjowania i szczerze powiedziawszy w tym momencie wcale nie było mi do śmiechu.
— Hinata, to ty?
— Mhm — potwierdziłem szybko czując jak ciało kompletnie zesztywniało. — Czy c-coś się stało, kapitanie?
— Nie, nie. Myślałem, że ktoś się włamał, ale to tylko ty — zaśmiał się przyjemnie, jak to miał w zwyczaju, po czym chwycił za klamkę i nacisnął na nią. — Przyszedłeś pewnie potrenować, co? Wcale się tym nie zdziwiłem, jesteś tak samo przewidywalny jak Kageyama.
— A-a co z nim?  — wyjąkałem trzeźwiejąc, dzięki czemu wciągnąłem już na siebie spodnie nie pozbywając się tym samym uciążliwego problemu. — Jest tutaj?
— Nie wiem, nie widziałem go w sumie — odpowiedział tym samym zastanawiając się czy przypadkiem postać rozgrywającego nie śmignęła mu wcześniej przed oczyma. — Ale chyba nie.
— Rozumiem!  — krzyknąłem rozpromieniony.
— Dobra idę, bo to trochę dziwne rozmawiać z kimś kto siedzi właśnie na kiblu, do jutra.
Nie zdążyłem już odpowiedzieć na pożegnanie kapitana, bo nim otworzyłem cholernie ciężkie do odblokowania drzwiczki to jego już nie było. Oczywiście była to dla mnie dobra wiadomość, ale teraz było mi cholernie wstyd, więc nie mogłem już dalej tego robić.  Po spojrzeniu na wyżłobienie na spodenkach stwierdziłem iż i tak pójdę od razu do domu, więc nie muszę już z tym nic robić, nawet jeśli to boli.
W kilka sekund znalazłem się na korytarzu szkolnym, więc następnie udałem się w stronę drzwi wyjściowych, które chcąc nie chcąc mieściły się dopiero za drzwiami prowadzącymi na zewnątrz, a później na salę. Po krótkiej konwersacji ze samym sobą postanowiłem, że na chwilę mogę tam wpaść. Pewnie kapitan lub ktoś inny jeszcze ćwiczył, więc chętnie bym się dołączył. Przynajmniej zapomniałbym o problemie i jego powodzie.
— Cze...! — zatrzymałem się na wpół zdania, gdy tylko ujrzałem na środku boiska Tobio z piłką w dłoniach.
— W końcu wyszedłeś — mruknął niezadowolony. — Biegunki dostałeś, czy co?
— Ha?
— No w kiblu byłeś... Dosyć długo, więc się pytam — westchnął ze zrezygnowaniem w głosie jakby miało to oznaczać, że ma mnie dosyć. — Chcesz pograć?
— Noo — odpowiedziałem bez większego przekonania.
Chłopak odbił wysoką piłkę tuż przy linii autowej, a ja niewiele myśląc podbiegłem tam i w jednej chwili podskoczyłem, by następnie odbić piłkę. Gdy udało mi się ściąć z całej siły byłem niezwykle podjarany, zacząłem skakać na wszystkie strony i nawet nie spostrzegłem się, gdy podbiegłem do Kageyamy. Niewiele myśląc przytuliłem się do niego z całych sił w tym samym momencie piszcząc wniebogłosy oznajmiając jak bardzo jestem zadowolony.  Dopiero po chwili zorientowałem się, że coś było nie tak... Kiedy mój umysł znów racjonalnie zaczął działać zrozumiałem co najlepszego zrobiłem.
Podniosłem niewinny oraz lekko przerażony wzrok w stronę rówieśnika, którego spojrzenie pomimo tego iż było niewiarygodnie przyjemne sprawiło iż od razu odsunąłem się od niego kompletnie przerażony.
— Ja nie chciałem! — krzyknąłem odsuwając się od niego, a jego oczy zmieniły swoje uczucia, teraz był widocznie poirytowany.
A ja... A ja znów poczułem nieprzyjemność tam na dole!
Przełknąłem głośno ślinę, by następnie ukłonić się przed chłopakiem, a później odbiec w stronę schowka. Ja cię, teraz to dopiero miałem ogromny problem!
Nie dość, że najpierw go przytuliłem, to uciekłem jak jakaś dziewczynka z podstawówki!
— Co ja zrobiłem... — mruknąłem niechętnie opierając się o wewnętrzną stronę drzwi, która mieściła się w schowku. Nie czekając dłużej włożyłem rękę do spodni i czym prędzej zacząłem nią poruszać.
Jejku jak mi w tym momencie było głupio... Z zawstydzenia nawet się rozpłakałem!
Kageyama stoi teraz pewnie po drugiej stronie i zastanawia się co ja najlepszego zrobiłem, a ja najzwyczajniej w świecie się sam zadowalam! No super, już gorzej chyba jednak być nie mogło.
— Co ty tam robisz, Karzełku?  — Gdy usłyszałem jego głos w końcu udało mi się dojść, a tym samym pozbyć problemu. — Wchodzę.
— Piłkę pompowałem — powiedziałem szybko biorąc w dłoń pobliską pompkę. Jak dobrze, że trener Ukai zostawił ją tu, bo właśnie uratowała mi życie. — A myślałeś, że co?
— Co miałem myśleć? Rób co ci się podoba — westchnął. 
W odpowiedzi kiwnąłem jedynie głową, po czym z ogromnym rumieńcem na twarzy opuściłem niewielkie pomieszczenie. Tobio stał naprzeciwko mnie trzymając piłkę w rękach i pewnie zaczął się zastanawiać co ja tak w ogóle odpierdalam... jakbym sam wiedział. Jedyne czego byłem świadomy to fakt iż masturbowałem się właśnie przez niego! Jak bardzo było mi wstyd w tym momencie.
— Zagrasz? — zapytał po chwili Kageyama, a ja po chwilowym zachowaniu w końcu podjąłem decyzję.
— Dzisiaj nie mam ochoty — mruknąłem, po czym odwróciłem się na pięcie i odszedłem na początku spokojnym krokiem, a gdy tylko stwierdziłem, że zniknąłem z jego pola widzenia pobiegłem w stronę domu.
To właśnie tam powinienem był odbiec od razu, a nie iść w stronę szkołę pod głupim pretekstem zapomnienia czegoś. Dopiero teraz, gdy byłem świadomy swojego zachowania mogłem stwierdzić iż  zachowałem się niezwykle... dziecinnie.
Poza tym, czy problemy z męskością nie były popularne w moim wieku? Mogłem się wytłumaczyć czymś naprawdę normalnym, a nie tym iż podnieca mnie Kageyama, nie pomyślałem o tym... Teraz tego szczerze żałuję.

Następnego dnia trening zaczął się wyjątkowo późno i na nieszczęście przyszli jedynie moi rówieśnicy, gdyż starsi koledzy mieli jakąś wspólną wycieczkę szkolnej do uczelni wyższej. Gdybym dowiedział się o tym wczoraj pewnie przygotowałbym się na to iż będę musiał stanąć twarzą w twarz z nieznośnym Tobio, a tak to czuję, że znów coś głupiego mogło mi odwalić.
Stanąłem na środku boiska i jak gdyby nigdy nic zacząłem przebijać piłkę na drugą stronę, by wyładować w ten sposób swoją złość. Oczywiście, gdy poprzedniego dnia wróciłem do domu zająłem się problemem z męskością, jednak bałem się, że jeśli znów zobaczę Króla to, to powróci.
— Skoncentruj się, Karzełku — obróciłem głowę w prawą stronę, by ujrzeć blondwłosego rówieśnika w całej okazałości. — Widać, że się nad czymś zastanawiasz, wiec z łaski swojej skoncentruj się na nas.
— Zamknij się w końcu — mruknąłem wkurzony, bo nie chciałem się kłócić z Tsukishimą — wredny idioto.
— Przestań mi schlebiać — odpowiedział.
— O co znowu się kłócicie? — drgnąłem, gdy poczułem na szyi ciepły oddech, a do moich uszu doszedł przyjemny, aczkolwiek męski głos Kageyamy. — Co znowu zrobiłeś, Hinata?
— No nic!
— Nie drzyj mi się do ucha — mruknął wyraźnie zmęczony. Przez chwilę zawahałem się, bo wyglądał jakby był chory, ale już zaraz udowodnił, że to przez lenistwo. — Jestem cholernie niewyspany, więc cholera jasna ogarnijcie się.
Środkowy naszej drużyny prychnął pod nosem, po czym rzucając jakąś głupią aluzją w naszą stronę odszedł dumnym krokiem. Brak senpaiów na boisku dawał o sobie dosyć szybko znaki i nawet lekko przerażony Yamaguchi nie potrafił nas uspokoić przez co zrobiło mi się głupio. Chłopak miał tyle na głowie i wciąż dodawaliśmy mu nowych zmartwień.
— A ty co? — usłyszałem nagle, co sprawiło, że zaśmiałem się nerwowo. — Weź się w końcu do roboty.
— T-Tak! — wrzasnąłem zgodnie z jego zdaniem.
Chłopak był nieprzyzwoicie... przerażający. Wolałem się go posłuchać niż później długo narzekać, że coś mi zrobił.
Bez zbędnych słów ruszyłem w stronę worka z naszymi piłkami i pod wybraniu odpowiedniej, wziąłem się za porządne odbijanie. Oczywiście już po krótkiej chwili Tobio postanowił się do mnie dołączyć, co nieco mnie zestresowało. Obawiałem się, że albo zrobię coś głupiego, albo znów podniecę się z jego powodu.
— Dobra chłopaki, dzisiaj treningu nie będzie! — wrzask trenera sprawił, że delikatnie drgnąłem, a mina niemal natychmiast mi zrzedła... kolejny trening został odwołany, super...
— Dlaczego?!
Spojrzałem na Kageyamę z którym na nieszczęście jednocześnie zadałem to pytanie. Widocznie nie tylko mi zależało na tym, by ćwiczenia się odbyły, resztą czego ja się innego spodziewałem? Przecież dosyć często zastanawiałem się, czy Tobio nie kocha siatkówki bardziej niż ja.
— Nie stójcie jak debile tylko wychodźcie — warknął Kei, który wraz z Yamaguchim stał już przy drzwiach. — Inni nie będą na was czekać godzinami.
— Zamkniemy salę — mruknął wkurzony rozgrywający drużyny, po czym spojrzał na mnie tym swoim przeszywającym wzrokiem. — Prawda, Hinata?
— T-Tak!
Ostre spojrzenie na znudzonego Tsukishimę wystarczyło, aby wyszedł z ogromnym uśmiechem na ustach. Uwielbiał denerwować naszą dwójkę chociażby najmniejszą drobnostką.
— Głupek — mruknąłem niczym dziecko, a gdy przeniosłem wzrok na Kageyamę nie wiedziałam za bardzo jak się zachować... Patrzył na mnie i wydawać by się mogło, że gdyby nie moje zapytanie "Co chcesz?" to wcale by się nie odwrócił.
Nie chciałem jednak pytać o powód spoglądania na mnie tak przyjemnym wzrokiem... Bo znów zacząłem czuć coś dziwnego tam na dole!  Przestraszony wizją kolejnego zwodu wywołanego przez Tobio uciekłem bez zbędnych słów do schowka.
Masakra, porażka!
— No nie! — wrzasnąłem, gdy ujrzałem w spodenkach wyżłobienie. Cholera już gorzej być po prostu nie mogło!
Szybko włożyłam pod własne ubranie rękę i gdy poczułem ciepłą męskość zacząłem się zaspokajać. Byłem okropnie przerażony, trząsłem się jak galareta, lecz wiedziałem, że już się nie powstrzymam.
Stałem na środku pomieszczenia z dłonią włożoną pod bokserki oraz bawiłem się swoim własnym członkiem. Zdawałem sobie sprawę, jak bardzo było to głupie, ale... Kageyama tak bardzo mnie podniecał i już nie miałem siły walczyć z samym sobą... Jeśli kiedyś zobaczyłby mnie w takiej sytuacji myślę, że najzwyczajniej w świecie wyznałbym mu chorą prawdę.
Nagle poczułem na ramieniu ciężar co sprawiło, że cały znieruchomiałem. Jedyne co byłem w stanie w tym momencie zrobić to otworzenie szeroko oczu oraz szybkie wyciągnięcie dłoni ze spodni.
— Hinata.
Gdy usłyszałem własne imię po moich policzkach spłynęły łzy.
To Kageyama.
Zobaczył mnie.
Już chciałem uciec, lecz wtedy poczułem jak ciało rówieśnika przylega do mojego ciała. Jego lewa ręka objęła mnie zaciskając dłoń na drugim ramieniu, a prawa wślizgnęła się pod moją bieliznę. Czując przyjemne ciepło tam na dole wygiąłem się w łuk i czułem, że lecę do przodu, jednak wtedy on umocnił uścisk.
— Jesteś podniecający — szepnął do mojego ucha, lecz ja już nie zwracałem na nic uwagi. To uczucie było... piękne.
— Ach... — jęknąłem bez kontroli.
Dłoń kolegi z drużyny była duża i ciepła...
Dotyk jaki czułem na swojej męskości był niezwykle przyjemny. Moment w którym pieścił go ruszając ręką do góry i na dół był najpiękniejszą chwilą jaką kiedykolwiek przeżyłem. Nie wiedziałem, czy zdawał sobie sprawę jak bardzo mi się to podoba, ale wiedziałem, że nie chciałbym tego przerwać.
Po chwili bez jakichkolwiek zbędnych słów odwrócił mnie w swoją stronę i delikatnie ucałował w czoło. Na początku wydawało mi się, że wszystko jest dobrze, nawet jego ręka masująca mojego członka wcale mi nie przeszkadzała, lecz kiedy nasze spojrzenia się zetknęły, zamarłem.
Właśnie uświadomiłem sobie jedną rzecz — Kageyama robił mi dobrze. Powtarzam: ROBIŁ MI DOBRZE.
Gwałtownie odepchnąłem go od siebie czując jak policzka zaczynają całe płonąć, lecz nim zdążyłem choć trochę odsunąć gwałtownie złapał mnie za nadgarstek i pocałował.
Na początki nie wiedziałem co powinienem zrobić, lecz już po chwili poddałem się jego pieszczotom.
— No nareszcie — powiedział, gdy nasze usta rozdzieliły się. — Myślałeś, że nie zauważę? To jest tak oczywiste, że ci się podobam. Zresztą... wczoraj musiałem się już tylko upewnić. Nie myślałem, że do tego stopnia jesteś we mnie zakochany. Masturbujesz się przeze mnie, tak?
— Nie to...
— Uroczo — odpowiedział, po czym przytulił mnie. — Zostałeś przyłapany, więc teraz już nie musisz mnie unikać. Poza tym teraz mogę ci w tym pomagać...

16 grudnia 2018

Włoska propozycja




Souma x Takumi || Shokugeki no Souma || +18

Przekraczając próg drzwi do moich nozdrzy wdarł się przyjemny zapach włoskiego dania. Gdybym nie znał tak dobrze tego aromatu pewnie długo zastanawiałbym się nad tym kto postanowił włamać się do mojego domu, ale odpowiedź była oczywista. Tylko jedna osoba posiadała klucze do mojego mieszkania, po tym jak po pijaku obiecałem mu, że dorobię jeszcze jedną parę specjalnie dla niego.
Uśmiechnąłem się pod nosem ściągając kurtkę ze swojego ciała przy okazji nasłuchując odgłosy dobiegające z kuchni. Ciekawym było to, co tym razem Takumi postanowił dla mnie przyszykować.
Najciszej, jak tylko potrafiłem przeszedłem do jadłodajni i zaszedłem blondyna od tyłu obejmując go i lekko dmuchając w szyję.
— C-Co ty robisz?! — Wrzasnął zaskoczony Włoch.
— Wróciłem do swojego kucharza — odpowiedziałem ze swoim szerokim uśmiechem, po czym przeniosłem rękę nieco niżej niemalże na jego krocze. — Och, co my tu mamy?
Poruszyłem znacząco brwiami, a ukochany z ogromnym rumieńcem na twarzy dobył leżący nieopodal prawej ręki nóż i zaczął nim wymachiwać na wszystkie strony.
— Zjeżdżaj stąd, to mój teren! — Krzyknął, a ja z przerażenia puściłem chłopaka oddalając się od niego na dobrą odległość.
— Oj, oj to był tylko żarcik — powiedziałem machając rękami na znak poddania.
Aldini wypuścił powietrze z ust kładąc ostre narzędzie na swoje miejsce, a ja znów do niego podszedłem mrucząc tylko „Żartowałem”. Znów objąłem ukochanego, tym razem obracając go do siebie przodem i wpiłem się w jego usta. Na reakcję blondyna nie musiałem długo czekać, bo już po chwili tamten wyszukał lewą dłonią pustą patelnię, którą wcześniej wyciągnął i zaczął nią mnie bić.
— No ej! — Wrzasnąłem, gdy poczułem pierwszy brutalny cios, tym samym odrywając się od jego ponętnych ust.
— Nie masz co robić? — Zapytał poirytowany Takumi wracając do gotowania. — Przeszkadzasz mi.
— Dopiero co wróciłem z restauracji no... — Mruknąłem niezadowolony. — Mam na ciebie ochotę...
Włoch zmroził mnie tylko wzrokiem, po czym całkowicie oddał się swojej pasji zapominając o mnie. Pozostało mi już tylko spokojne czekanie aż ukochany skończy przyszykowywać swoją potrawę. Najwyraźniej postanowił wziąć sobie dzisiaj wolne, aby zrobić dla mnie obiad, ale doskonale wiedział iż sam również bym sobie poradził. Po prostu chciał bym w końcu mu przyznał, że jest ode mnie lepszy, ale postanowiłem, że nie zrobię mu tej przyjemności.
Odrzucony przez własnego chłopaka poszedłem do salonu i wyciągnąłem z pobliskiego barku ulubione czekoladki. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by tych słodyczy nie było. Zazwyczaj to Aldini kupował mi je tonami. Dobrze wiedział jak je kocham.
— Obiad za piętnaście minut.
Uśmiechnąłem się pod nosem, jednak nie odpowiedziałem mu.
Tylko trzy rzeczy były dla mnie ważniejsze niż jego jedzenie, a były nimi mój własny sposób gotowania, sam Takumi i wkurzanie jego osoby. Blondyn był w gorącej wodzie kąpany, więc z łatwością potrafiłem go wytrącić z równowagi.
— Czym go jeszcze mogę dzisiaj zdenerwować? — Zapytałem sam siebie, ale wtedy poczułem jak kanapa ugina się pod wpływem ciężaru. Obróciłem głowę w prawo, ale wtedy było już za późno.
Sprawy potoczyły się niesamowicie szybko.
Ukochany klęczał zaraz przy mnie na czworaka jedną dłonią opierając się o moje udo, a drugą ściskając na moim czarnym t-shircie przybliżając nas do siebie jeszcze bardziej. Cała sytuacja nie zaskoczyła by mnie aż tak bardzo gdyby nie fakt, że w ustach trzymał niewielkie opakowanie z prezerwatywą w środku, a jego policzka były oblane rumieńcem. Musiałem przyznać, że się zdziwiłem i również zaczerwieniłem. Trzymana wcześniej w buzi czekoladka upadła na moją bluzkę, jednak nie zwróciłem na to uwagi. Miałem tuż przed sobą na wyciągnięcie ręki tak przesłodkiego chłopaka, więc nie mogłem nie skorzystać z okazji.
— Obiad już jest gotowy — Takumi wyciągnął z ust prezerwatywę, po czym wstał, ale nie pozwoliłem mu na odejście. Szybko chwyciłem go za nadgarstek i pociągnąłem do siebie łącząc nasze usta w pocałunku. — Mhm, rozumiem. — Mruknął dwudziestolatek wyraźnie zadowolony z mojej reakcji w przerwie między pieszczotami. — Zajmiemy się tym po obiedzie.
— Ale ja nie chcę... — Odpowiedziałem zrozpaczony, gdy ten odsunął się.
Blondyn tylko prychnął i w podskokach udał się do kuchni. Nie mogłem powstrzymać się od spojrzenia na jego tyłek. Cóż, nawet w jego roboczych, nieco za dużych spodniach potrafił sprawić, że czułem się rozpalony.
— Idziesz? — Zapytał Aldini, gdy zniknął z mojego pola widzenia.
— Idę!
Z szerokim uśmiechem na ustach udałem się w to samo miejsce. Jadłodajnia była największym i najdroższym miejscem w tym domu. Na profesjonalne przygotowanie tego pomieszczenia do gotowania poświęciłem sporą ilość pieniędzy, a także czasu. Remont został ukończony jakieś trzy tygodnie temu przez co nie potrafiłem być przy Takumim tyle ile chciał bym był. Postanowiłem wynagrodzić mu to pewną propozycją, jednakże obawiałem się o to zapytać.
Nim zdążyłem pogrążyć się w swoich myślach ukochany położył na stole dwa talerze.
— Wcinaj.
Kiwnąłem głową dopiero teraz orientując się, że na obiad przyszykował danie z jakim konkurowałem podczas naszego pierwszego spotkania na obozie na którym go poznałem.
— To jest... — Zacząłem, jednak dwudziestolatek szybko mi przerwał.
— Pamiętasz? To jest moje pierwsze danie jakie widziałeś — uśmiechnął się lekko, ale zaraz spiorunował mnie wzrokiem. — Panna Hinako wciąż nie powiedziała który z nas wygrał. Myślisz, że powinniśmy...
— Porozmawiajmy o tym po obiedzie.
Mój obojętny ton odpowiedzi na jego zdanie pewnie trochę go zszokował, bo przez resztę czasu panowała między nami nieprzyjemna cisza. Nie chciałem by zabrzmiało to tak chłodno, ale jeśli tak się stało to nawet lepiej. Wkurzony Takumi był cholernie uroczy.
— Skończyłem — mruknąłem biorąc do buzi ostatni kęs niewielkiego, ale sycącego dania.
— Smakowało?
— No.
— Cieszę się — fuknął, po czym odszedł od stołu kierując się do salonu.
Zaśmiałem się cicho, by ten nie usłyszał tego, a następnie pobiegłem za nim. Chłopak stał przy oknie wpatrując się w krajobraz, a ja podszedłem do niego i po raz kolejny objąłem go wokół pasa. Nieoczekiwanie dwudziestolatek zrzucił moje ręce ze swojego ciała. Dopiero gdy się odwrócił do mnie przodem zauważyłem zaszklone oczy, których niebieska tęczówka delikatnie drżała.
— Kochanie? — Szepnąłem zaskoczony jego reakcją, a on tylko uśmiechnął się smutno.
— Pójdę już do domu.
— Co? — Zapytałem przestraszony. — Nie... Zostań! Ja tylko żartowałem...
— Wiem.
— No to czemu?
— Kiedyś ci powiem.
Smętny ton ukochanego sprawił, że moje nogi zrobiły się jak z waty. Chwyciłem go szybko za ramiona, a następnie przybliżyłem do siebie by złączyć nasze usta w pocałunku. Na szczęście moja pieszczota została odwzajemniona, jednak to nie był radosny całus. Po krótkiej chwili muskania swoich warg oderwałem się od niego i oparłem moje czoło o jego.
— Co się stało? — Zapytałem od razu, bo nie lubiłem kiedy Takumi się na poważnie obrażał.
— Nic...
— Powiedz mi.
— Ale...
— Wszystko zrozumiem, po prostu mi powiedz.
— Ale to głupie — mruknął, a na jego buzię znów wdarł się rumieniec. Uśmiechnąłem się czule i cmoknąłem jego policzek. — Co ty robisz...
— Mam na ciebie ochotę no — jęknąłem, a on uderzył mnie w ramię. — Oj no! Żartowałem, żartowałem... — Wrzasnąłem, a blondyn zaśmiał się cicho. — Uwielbiam cię.
Aldini odwrócił wzrok w bok i nabrał sporą ilość powietrza do ust.
— No bo...
— No?
— Jeszcze nigdy nie pochwaliłeś mojego dania! — Wrzasnął na jednym tchu, a ja zamrugałem kilka razy powiekami, po czym wybuchnąłem głośno śmiechem. — Ha! Wiedziałem, że nie weźmiesz mnie na poważnie. — Fuknął. — Nie śmiej się!
— Wybacz po prostu — powiedziałem nie potrafiąc przestać nabijać się z problemu ukochanego. — Po prostu myślałem, że to oczywiste!
— Ha?
— Miśku, kochanie, słoneczko — powiedziałem radośnie obejmując go wokół talii, ale on upierdliwie chciał odsunąć się ode mnie. Powstrzymały go dopiero moje radosne całusy składane na każdej części jego twarzy.
— Fuj, jesteś okropny — jęczał co chwilę.
— Takumi, to oczywiste, że twoje dania są najlepsze — szepnąłem szczęśliwy — zaraz po moich.
W odpowiedzi usłyszałem ciche, ale nieśmiałe prychnięcie. Położyłem dłoń na policzku ukochanego i pogładziłem go delikatnie. Twarz Aldini'ego była niezwykle urocza. Nieco przydługawa opadała na jego zgrabny nosek, więc ostrożnie odgarnąłem  kosmyk włosów, by następnie cmoknąć czubek niewielkiej części ciała.
— Jesteś naprawdę okropny — mruknął słodko.
Stanął na palcach, by następnie złożyć na moich ustach krótki pocałunek. Od razu na mojej buzi zagościł szeroki uśmiech. Przytuliłem blondyna jak najmocniej potrafiłem, a następnie zacząłem miziać jego plecy skrywane pod bluzą kucharską. Tuż przy uchu usłyszałem cichy jęk, więc nie czekając na jego pozwolenie popchnąłem go w stronę kanapy. Gdy jego ciało w końcu upadło na sofę od razu klęknąłem nad nim i przejechałem dłonią po jego blond włosach.
— A ty uroczy — odpowiedziałem na jego poprzednie stwierdzenie.
— Wiem.
Zaśmiałem się krótko.
— I jakże skromny — dodałem pochylając się nad nim, ale on położył ręce na moich barkach i trochę mnie od siebie odsunął. — No ej!
— Nie wyobrażasz sobie za dużo?
— Czemu? — Zapytałem się zaskoczony, a on przewrócił oczami.
Teraz to ja byłem zdziwiony jego zachowaniem.
— Mam dość — syknął zły, a moje ciało zalała gorąca fala zdenerwowania.
— Co?
W tym samym momencie Takumi roześmiał się na cały głos, a ja spoglądałem na niego nie rozumiejąc tego co się właśnie stało. Zamrugałem kilka razy powiekami, by pokazać swoje zdezorientowanie. Ukochany od razu oplótł moją szyję rękami, po czym znów scalił nasze usta. Muskał moje wargi niesamowicie wolno, bym w końcu przestał rozmyślać nad poprzednią sytuacją. Zwinnie wsunąłem język do jego buzi chcąc rozpocząć nad nim dominację, jednak on nie miał zamiaru się poddać. Blondyn zsunął ręce na moje plecy chcąc zawędrować niewielkimi dłońmi do mojego tyłka, jednak szybko go powstrzymałem przygryzając dosyć mocno jego dolną wargę.
— Ała! — Wrzasnął wściekły niemalże natychmiast odsuwając się ode mnie i rozluźniając uścisk co z łatwością wykorzystałem. — Co ty robisz?!
W chwili gdy to wypowiedział złapałem go za nadgarstki, by następnie przycisnąć jego ręce do kanapy tuż za jego głową. Uśmiechnąłem się lubieżnie na co on zareagował cichym jękiem.
— Wybacz kochanie dzisiaj ja się pobawię — szepnąłem wprost do jego ucha, a on zaczerwienił się ze złości.
— Nic nie rób! Puść mnie! — Krzyknął próbując się wyswobodzić, ale nie pozwoliłem mu na to. — Puść mnie cholera. Nie tak to miało wyglądać!
— Hm? — Zapytałem od razu zaciekawiony jego słowami. — A jak?
Blondyn westchnął spokojnie, po czym spojrzał prosto w moje oczy.
— Może być dzisiaj po mojemu? — Zapytał po chwili ciszy. — Zawsze jest tak jak ty chcesz więc czy moglibyśmy dzisiaj spełnić moje pragnienia?
Zamrugałem kilka razy powiekami, jednak jego słowa wcale mnie nie zdenerwowały, a wręcz przeciwnie — ucieszyły. Z uśmiechem na ustach zgarnąłem kosmyki grzywki i cmoknąłem go w czoło, aby po chwili zamienić się z nim miejscami. Teraz to ja leżałem pod nim z rumieńcem na twarzy zastanawiając się co tak naprawdę przyjdzie mu do głowy.
Ukochany pochylił się nade mną, by następnie przygryźć płatek mojego ucha.
— Dziękuję — wyszeptał.
Poczułem jak w moich spodniach zrobiło się jeszcze ciaśniej niż wcześniej. Zorientowałem się, że Takumi to spostrzegł, bo bez zbędnych słów usiadł na moim kroczu przenosząc swoje usta na moje. Pocałunek na początku był delikatny, ale zniecierpliwiony jego tempem szybko dodałem do naszej zabawy język. Zresztą już nie po raz pierwszy. Blondyn zawsze miał na wszystko czas, a ja tego wręcz nienawidziłem.
— Mhm — powiedział między wymianą śliny — muszę nauczyć cię odrobiny cierpliwości.
Aldini poruszył tyłkiem ocierając się nim o moje powoli rosnące krocze. Ruchy jego ciała sprawiały, że zacząłem odpływać do krainy przyjemności. Chłopak uniósł zadowolony głowę i zaczął się rozbierać. Na początku bez pośpiechu ściągnął z siebie bluzę kucharską odpinając pomarańczowe guziki, a gdy tylko rzucił ubranie gdzieś w kąt obsypał moją twarz krótkimi całusami. Muskał każdą część skóry gdzieniegdzie ją przygryzając, by następnie obserwować czerwone ślady wywołane przez owe ugryzienia.
— Jesteś sadystą? — Zapytałem zaciekawiony czując piekący ból na buzi. — To było miłe wiesz?
Zamiast odpowiedzi ukochany rozpiął mi koszulę dłońmi sunąc po nagim torsie. Jego przyjemny, a zarazem czuły dotyk, że w spodniach zaczęło robić mi się jeszcze ciaśniej niż wcześniej. Przygryzłem dolną wargę, by powstrzymać się od jęków, ale gdy tylko „przez przypadek” przejechał opuszkami palców po lewym sutku z moich ust wydobył się charakterystyczny dźwięk.
— Och — powiedział Takumi zbliżając ust do mojej szyi. Przyssał się do skóry na dłuższą chwilę, co od razu dało mi do myślenia, że zrobił mi czerwonokrwistą malinkę. — Dużo jeszcze o mnie nie wiesz kochanie, ale dzisiaj mam ci zamiar pokazać cząstkę moich seksualnych zainteresowań.
— Hm? — Zadałem pytanie chcąc przerwać mu na chwilę pieszczenie mojego ciała. To ja powinienem sprawiać mu przyjemność, a nie on mi... Lubiłem widzieć uśmiech na jego twarzy, gdy leżał pode mną całkowicie nagi i wił się z rozkoszy. Pierwszy raz on dotykał mojego ciała tym samym nie pozwalając przejąć mi inicjatywy. — Mam rozumieć, że masz bardzo brudne myśli?
— Skądże — odpowiedział, po czym bez wszelkich, niepotrzebnych pytań przeniósł dłoń na wypuklenie moich spodni. Czując jego dotyk cały zadrżałem. To był ujmujący gest z jego strony, więc postanowiłem odsunąć swoje myśli dotyczące niezdecydowania gdzieś na bok. — Kocham cię.
— Tak na początku? Zazwyczaj mówisz to kiedy jesteśmy w trakcie do...
— Musisz niszczyć ten romantyczny nastrój? — Zapytał zły.
— Romantycznym nastrojem nazywasz uprawianie seksu w salonie na kanapie?
Blondyn westchnął głośno, gdy na jego twarzy pojawił się po raz kolejny uroczy rumieniec. Nie lubił kiedy mu przeszkadzałem, ale skoro chciał by było miło i przyjemnie mógł się trochę bardziej postarać.
— Przepraszam — szepnął, jednak zamiast ze mnie zejść przyspieszył masowanie mojego członka — ale ja lubię właśnie takie zabawy.
Uśmiechnąłem się pod nosem słysząc to zdanie, by następnie poddać się już całkowicie.
Takumi był wyjątkową osobą. Mimo swojego pewnego zachowania względem gotowania często robił się nieśmiałym chłopcem o przyjemnym niebieskim spojrzeniu, który w gruncie rzeczy był skromny. Wychowany we Włoszech w dosyć dużej restauracji nauczył się wielu umiejętności i to on był pierwszym przeciwnikiem, którego w poprzedniej szkole uznałem za godnego siebie rywala. Być może to właśnie dlatego się w nim zakochałem, ale to dzięki niemu zostaliśmy kochającą się parą.
— Miśku — Aldini zniżył się na poziom mojego wypuklenia w spodniach i cmoknął to miejsce, co sprawiło, że drgnąłem delikatnie — chyba jest ci dobrze.
Po tym zdaniu czym prędzej rozpiął mój rozporek nie przerywając przy tym obsypywania rurek, a teraz również i bokserek całusami.
— Chyba? Jest mi tak cholernie zajebiście — sapnąłem głośno czując jak gorąc oblewa całe moje ciało. Położyłem rękę na oparciu kanapy, by chwycić się czegoś i powstrzymać się od niepotrzebnych ruchów wywołanych przez dotyk ukochanego.
Zamglonym wzrokiem zauważyłem na buzi blondyna delikatny uśmiech, który co chwilę znikał ze względu na buziaki. Wygiąłem się w łuk, kiedy Takumi dołączył do zabawy również język tym samym śliniąc moją bieliznę. Pierwszy raz czułem się w ten sposób. Musiałem popełnić błąd nie pozwalając ukochanemu czasami przejąć inicjatywy, bo całkowicie zapomniałem przy tym o tym, że ja również potrzebuję odrobiny czułości.
Przeniosłem dłoń na włosy Włocha i lekko ścisnąłem, by pokazać mu jak bardzo mi się to podoba. Chłopak od razu to zrozumiał, więc bez zbędnych słów postanowił przejść do dalszych czynów. Nieśpiesznie zdjął ze mnie spodnie wraz z bokserkami przez co jego oczom ukazał się mu nabrzmiały członek.
— Jaki zniecierpliwiony — szepnął cmokając penisa po całej długości.
— Dziwisz mi się?! — Wrzasnąłem przygryzając dolną wargę, by nie sapać zbyt często.
Było naprawdę cudownie, a prawdziwa zabawa jeszcze się nie zaczęła.
Wplotłem palce w blond kosmyki przybliżając usta Takumi'ego do czubka mojego krocza. Ukochany niemalże natychmiast wziął go do ust i zaczął się poruszać w górę, a następnie w dół. Nie brał całego członka do buzi, zresztą wiedziałem, że nie dałby radę, ale mimo to robił to cholernie dobrze. Czułem przyjemne pulsowanie penia, którego chłopak nie chciał przestać pieścić. Nieco nabuzowany, a raczej podniecony postanowiłem dołączyć do zabawy ruchy bioder przez co mój dumnie prężący się członek znikał w buzi Włocha coraz bardziej.
— Ach — jęknąłem, gdy poczułem, że to już koniec. Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia spuściłem się prosto do buzi Aldini'ego. Mocno zarumieniony spojrzałem w jego oczy przepraszającym wzrokiem, ale on jedynie połknął białoprzeźroczystą substancję.
— Lekko słonawy smak — mruknął przybliżając się do mojej twarzy.
— Nie musisz tego komentować... — Odpowiedziałem zaczerwieniony próbując swoją buzię dłońmi. — Po co to powiedziałeś...
— Och — westchnął — pierwszy raz widzę taki nieśmiały rumieniec u ciebie!
— A...
— Zapisałem sobie ten moment — uśmiechnął się delikatnie łącząc nasze usta w pocałunku — i nie mam zamiaru o nim zapomnieć.
Mruknąłem pod nosem jakieś niezrozumiałe dla siebie samego słowo, po czym odwzajemniłem pieszczotę. Nasze języki walczyły wzajemnie o dominację, a ręce błądziły po  rozpalonych ciałach, jakby czegoś szukały. Nie przestając odwzajemniać pocałunki zamieniłem się z ukochanym miejscami, abym teraz to ja był do góry. Na szczęście nie protestował. Może jednak jego propozycja przejęcia inicjatywy wcale się nie spełni?
— Mhm — Takumi oplótł mnie wokół szyi przyciągając do siebie jeszcze bardziej.
— Ah — odpowiedziałem między namiętnymi całusami.
Błyskawicznie wcisnąłem rękę do spodni blondyna masując jego członka. Nasze oddechy niebezpiecznie przyspieszyły, a z ust wydobywało się znacznie więcej odgłosów niż wcześniej. Podobała mi się taka zabawa zresztą tak samo było z Włochem, a przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. Po chwili szybkiego poruszania dłonią wzdłuż całego penisa partnera postanowiłem zakończyć tę wesołą, a raczej przyjemną pieszczotę.
— Yukihira — sapnął Aldini, a ja oderwałem się od jego ust patrząc na jego czerwoną twarz przymglonym wzrokiem. Podniecenie brało nade mną już całkowitą kontrolę. — Yukihira!
— A imię?
— Souma — odpowiedział dysząc głośno — nie torturuj mnie.
Podniosłem delikatnie prawy kącik ust do góry i odwróciłem jego ciało tak, że leżał teraz plecami do góry. Ekspresowo ściągnąłem jego luźne spodnie do połowy kolan patrząc tym samym na ostatnią przeszkodę do jego boskiego tyłka – bokserek. Zbliżyłem palce do ust ukochanego, który od razu wziął je do buzi, byleby tylko je nawilżyć. Jego słodka mina sprawiała, że mój członek po raz drugi stanął na baczność. Byłem już tym nieco zmęczony, ale dla niego byłem się w stanie poświęcić i robić to niewiarygodną ilość razy.
Gdy stwierdziłem, że palce są już dostatecznie przyszykowane drugą ręką ściągnąłem jego dolną bieliznę. Moim oczom ukazały się jędrne, nieco małe pośladki, więc zapatrzony w nie delikatnie je ścisnąłem.
— Kochanie — jęknął przeciągle nie mogąc się doczekać tego co zaraz miało się stać.
— Cicho.
Zacisnąłem prawą rękę na jego ramieniu prostując się przy tym, a palce z drugiej dłoni wprowadziłem do jego wnętrza. Na początku musiałem to robić powoli. Niestety dawno nie uprawiałem z nim seksu, więc chłopak był nieco...
— Co?
— Nic! Wypsnęło mi się! — Krzyknąłem lekko zmieszany, jednak nie zaprzestałem ruchów, wręcz przeciwnie, przyspieszyłem.
Po kilku chwilach, kiedy w końcu ustaliłem, że jest już dobrze rozluźniony nałożyłem na swojego członka prezerwatywę, którą ukochany wcześniej miał w buzi i nałożyłem na swoje przyrodzenie.
— Kocham cię — szepnąłem pochylając się nad uchem ukochanego, który nie mógł już się doczekać finału.
Bez zbędnego pozwolenia wprowadziłem w niego moją „dumę” i na początku powoli, a później coraz szybciej zacząłem się poruszać. Oparłem się dłońmi o plecy Takumi'ego, by przyspieszyć, a także wzmocnić nasz stosunek. Chłopak już się nie wstrzymywał od jęków. Czasami nawet krzyczał, a ja tylko głośno sapałem przygryzając wargę, by znów nie wytrysnąć za wcześnie. W ułamku sekundy ujrzałem jak dłoń blondyna wędruje w stronę jego członka, by następnie nią poruszać wręcz w ekspresowym tempie. Nie musiałem długo czekać na widok spermy, która teraz spoczywała również na niewielkim stoliku obok nas.
— Souma — szepnął zmęczony Aldini, a ja w tym samym czasie poczułem się spełniony. Doszedłem w prezerwatywę i zadowolony ze swojej pracy wyszedłem z ukochanego, by następnie położyć się ze mnie. — Ej, schodź ze mnie. Jestem zmęczony.
— Tylko leżałeś... — Mruknąłem niezadowolony bawiąc się blond włosami. — To ja tu odwalam najcięższą robotę...
— A ja dostaję to co najlepsze, tyle mi wystarczy — odpowiedział z uśmiechem obracając się do mnie przodem i obejmując wokół talii. Z całą siłą przewrócił mnie na kanapę, aby w końcu móc się na mnie położyć. — Jesteś taki... Ciepły...
Po tym zdaniu cmoknąłem go w czoło.
— Jakbym o tym nie wiedział — powiedziałem skromnie — jestem taki gorący!
W odpowiedzi usłyszałem jedynie przyjemny śmiech, ale tyle w zupełności mi wystarczyło. Chłopak nie musiał nic wielkiego robić by sprawić, że stawałem się najszczęśliwszym chłopakiem, a także kucharzem na całym świecie. Doskonale zdawałem sobie z tego sprawę, że jestem dla niego najważniejszy i miałem nadzieję, że ja również okazywałem to w dobry sposób.

1 grudnia 2018

Ochronię cię, Minhyuk




Hyungwon x Minhyuk || Monsta X || +18

Jeden cios...
Drugi cios...
Trzeci cios...
O trzy ciosy za dużo...
Zacisnąłem mocno pięść czując na skórze piekący ból. Z ukrycia obserwowałem akcję rozgrywającą się na środku ulicy pośród zgromadzonego tłumu starszych mężczyzn dopingujących jednego ze „swoich”. Po ostatnim ciosie nastolatek, którego można uznać za główną atrakcję tego widowiska upadł na ziemię ze spuszczoną ku niej głową. Na bolącym policzku trzymał dłoń, ale nie miał odwagi się podnieść i oddać.
— Hyungwon — wyszeptałem jego imię pod nosem, czując napływającą nienawiść.
Od wielu lat przyjaźniłem się z tym chłopakiem, co pozwoliło mi na poznanie jego bolesnej historii. Pochodził z patologicznej rodziny, zresztą jak ja, czy większość dzieciaków mieszkających na tej dzielnicy. Wiedzieliśmy jednak, że on miał najgorzej i na nieszczęście ja sam mogłem tego doświadczyć będąc w jego domu kilka lat wcześniej ten pierwszy i ostatni raz. Ojciec chłopaka był straszny, bali się go nawet uliczni gangsterzy od których aż się roiło. Mężczyzna nieraz zabił człowieka, później posiekał, niczym świnię na rzezi i zjadł, jak gdyby nigdy nic. Jakby to był zwykły, codzienny pokarm.
Współczułem młodszemu takiego rodzica, ale wiedziałem, że nic nie mogę z tym zrobić.
— Przestań — przerażony głos chłopaka wywołał wśród zgromadzonych falę śmiechu. Kumpli jego ojca zdecydowanie to nie bawiło, ale musieli udawać, aby nie oberwało się im za jakąkolwiek próbę protestu.
Przygryzłem dolną wargę, czując w ciele niesamowity gorąc. Naprężyłem mocno wyćwiczone mięśnie całej ręki i mimo bólu ponownie uderzyłem pięścią w ścianę. Donośny dźwięk rozniósł się w pobliżu co zwróciło uwagę kilku mężczyzn. Jeden z nich wyraźnie się poruszył chcąc sprawdzić co się dzieje, ale zaraz został upomniany, a raczej zaszantażowany przez pana Chae.
— Sam pójdę, bo jak nie to cię zabiję — uśmiechnął się pod nosem szaleńczo, a ja jedyne co mogłem zrobić to przełknięcie głośno śliny.
Tak, bałem się go i wcale nie wstydziłem się tego pokazać. Przecież ten mężczyzna to był potwór, a nie człowiek. Ludzie tak nie robią!
— Tato! — Brunet chwycił ojca za nogawkę długich, brudnych oraz obdartych spodni i pociągnął w swoją stronę. W ten sposób zatrzymał go i skupił na nim swoją uwagę.
Pan Chae po raz kolejny go uderzył, ale tym razem w głowę przez co Hyungwon upadł na ziemię.
Ten krótki moment pozwolił mi na ucieczkę. Nie byłem z siebie dumny. Pozwoliłem na to, aby skrzywdzili mojego przyjaciela, jeszcze w dodatku to była moja wina. To przeze mnie tam leżał, być może nawet nieprzytomny.
Ale...
Bałem się zawrócić, sprawdzić, czy wszystko z nim dobrze, upewnić się, że żyje...
Ja naprawdę się bałem.

❧❧❧

— W szpitalu? — Powtórzyłem słowa sąsiada, który był niczym słup informacyjny. Wiele osób porównywało go do natrętnych starszych kobiet, które jedyne co potrafią to obserwować życie innych osób.
Spojrzałem w jego oczy i już wiedziałem, że nie kłamie.
Z wdzięcznością wypisaną na twarzy podziękowałem mu serdecznie, by następnie skierować się w stronę najbliższego punktu pomocy medycznej. Okolica nie była duża, czy jakaś ważniejsza, jednak częste wypadki oraz morderstwa sprawiły, że wybudowano tu jeden ogromny budynek w którym mieściły się trzy najważniejsze służby cywilne. Chcąc nie chcąc bywałem tam częstym gościem przez swoje zachowanie, dlatego większość już mnie kojarzyła.
Po dziesięciu minutach szybkiego biegu w końcu pojawiłem się przed upragnionym miejscem i tak jak się spodziewałem, było tam tłoczno. Ogromna izba przyjęcia aż roiła się od rannych, bądź też nie pacjentów, którym przy okazji towarzyszyli ich najbliżsi, by nie czuli się samotni.
Dzieciaki, które biegały w tę i z powrotem nie zdawały sobie sprawy z prawdziwego życia, które za niedługo miały pokazać im swoje faktyczne oblicze.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
Sam jeszcze niedawno taki byłem, ale wtedy matka zaczęła ćpać i wszystko się zaczęło.
W tej dzielnicy nikt tak naprawdę nie miał życia. Od razu wszyscy powinni byli stąd uciekać, a nie teraz cierpieć, że życie nie toczy się tak jakby ci tego chcieli. Ja, gdybym tylko miał taką możliwość już dawno bym stąd zwiał, ale nie chciałem zostawiać Hyungwona samego. Już i tak stałem się dla niego ciężarem, więc nie chciałem przynajmniej by ten czuł się samotny. Wolałem zostać przy człowieku któremu zawdzięczam własne życie.
Tak, ten młody brunet, którego ojciec brutalnie zmasakrował uratował mnie.
Zwykłego tchórza...
Zawdzięczałem mu naprawdę bardzo wiele, jednakże on o tym nie wie, bo często mnie unika.
Nazwałem go przyjacielem po tym jak zajął się mną po mojej próbie samobójczej. Jedynym co wtedy powiedział było wypowiedzenie swojego imienia oraz, że obserwuje mnie od dłuższego czasu. Na początku nie byłem pewien co powinien mu odpowiedzieć, ale po pewnym czasie, gdy udało mi się go odszukać po tej „przygodzie” obiecałem mu, że nie pozwolę mu zostać samotnikiem. Przyrzekłem iż na zawsze z nim pozostanę i miałem zamiar dotrzymać danego mu słowa.
Od paru tygodni przygotowałem doskonały plan zabójstwa naszej dwójki oraz byłem już w trakcie tworzenia odpowiedniej trucizny. Potrzebowałem tylko jego zgody...
Po chwili stania w przejściu niczym jakiś ciołek popchnął mnie jeden ze znajomych ratowników z którym wymieniłem tylko porozumiewawcze spojrzenie. W ten sposób dowiedziałem się kto zajmuje się moim przyjacielem. Bez zbędnych słów ruszyłem w stronę gabinetu znajomego lekarza, Son Hyun Woo'na i po przywitaniu ujrzałem na łóżku niedaleko śpiącego Hyungwona. Podbiegłem do niego krzycząc jego imię, jednak on nawet nie drgnął.
— Jest nieprzytomny.
Starszy położył na moim ramieniu dłoń, by okazać mi w ten sposób współczucie, a ja przygryzłem dolną wargę, by tylko się nie rozpłakać. To wszystko nie miało tak wyglądać.
Mieliśmy umrzeć razem.
On nie miał mnie zostawiać, a ja miałem przy nim zostać.
Nawet jeśli on nie odczuwał do mnie tak silnej więzi jak ja do niego.
— Hyungwon — szepnąłem, gdy po moich policzkach spłynęły łzy. Chwyciłem jego dłoń i ucałowałem jej wierch. — Obudź się, głupku.
Dlaczego zdecydowałeś się uratować takiego tchórza jak ja?
Chciałem zadać mu to pytanie, jednak obawiałem się nieco jego odpowiedzi. Czego mogłem się spodziewać, a raczej czego tak naprawdę oczekiwałem? Sam już nie wiedziałem.
— Jego stan jest stabilny, jednak doznał wstrząśnienia mózgu po tym jak ojciec przywalił jego głową w ziemię  — westchnął szatyn, a ja wyłupiłem na niego oczy. — Musimy w końcu zawiadomić policję. To nie jest normalne, że taki szaleniec chodzi po okolicy i robi co mu się żywnie podoba.
Spuściłem głowę.
— Doskonale wiesz jak jest... — Mruknąłem niezadowolony obserwując kątem oka twarz nieprzytomnego przyjaciela. — Jego ojciec zdąży ich, a także jego pozabijać zanim ci wypowiedzą swoje słynne „Uwaga, policja!”. Pan Chae to prawdziwy potwór...
— Wiem, ale cholera — syknął patrząc w innym kierunku, gdyż nie chciał przyznać mi racji.
W odpowiedzi westchnąłem tylko i pogładziłem policzek leżącego bruneta. Chłopak był cały spocony, a mimika jego twarzy ukazywała, że miał koszmar. Zmartwiony zbliżyłem się do niego jeszcze bardziej, by następnie delikatnie poruszyć w celu zbudzenia. Niestety ten nawet nie drgnął.
— Jak długo będzie nieprzytomny? — Zapytałem smutny, a Shownu, bo tak ten lekarz został nazwany w okolicy, tylko wzruszył ramionami.
— To wszystko już zależy od niego — brunet uśmiechnął się delikatnie i odszedł zostawiając mnie sam na sam z bezwładnym ciałem.
Hyungwon, który leżał teraz na łóżku był niesamowicie słaby. Odkąd go poznałem uważałem, że był dziwnym dzieciakiem pochodzącym z najbardziej patologicznego domu o jakim nawet nie śniłem w najgorszych koszmarach. Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo pomyliłem się względem jego osoby. Być może był cichy i małomówny, ale dlaczego wciąż żył? Przecież jego ojciec ma to w dupie, czy człowiek, którego pożre jest kimś dla niego bliskim, czy też nie, więc dlaczego ten zamknięty w sobie chłopak wciąż stąpał po ziemi?
Odpowiedź w gruncie rzeczy nie była tak skomplikowana jak się mogło wydawać.
Ten dwudziestotrzyletni brunet był niesamowicie silny, a ofiarą dla ojca stawał się jedynie wśród tłumu oraz gdy musiał bronić kogoś dla siebie ważnego. Już nie raz widziałem jak sam przywalił ojcu, który chcąc nie chcąc bał się z nim pozostać sam na sam.
Tak, ten niby najstraszniejszy potwór okolicy bał się własnego syna, a nikt nie licząc mnie nie wiedział jaką siłę posiadał Hyungwon.

❧❧❧

Był poniedziałek, godzina dziewiętnasta, a na dworze już było ciemno. Szedłem ubrany w bluzę z rękami wsuniętymi w jej dużą kieszeń i kapturem naciągniętym na głowę obserwując przy tym czubki własnych butów. Celem mojej wycieczki był — tak jak od kilku dni — szpital w którym leżał Hyungwon. Chłopak na szczęście wczoraj w końcu się wybudził, jednak od tego czasu z nikim nie wymienił ani słówka, nawet ze mną. Było mi trochę żal, bo myślałem, że przynajmniej przede mną młodszy się otworzy, ale niestety moje oczekiwania spełzły na niczym. W gruncie rzeczy rozumiałem dlaczego był taki zamknięty w sobie, jednak nie pojmowałem dlaczego ukazywał jedynie swoje słabe strony. Był silny, nawet cholernie, więc dlaczego przed tłumem nie chciał tego pokazać? Dziwiło mnie jego zachowanie, ale postanowiłem zachować swoje zdanie dla siebie.
Po około dwudziestu minutach naprawdę powolnego tempa chodu w końcu doszedłem pod upragnione miejsce. Nigdy nie przeszkadzały mi szpitale, ale teraz wiedząc iż w jednym z nich znajduje się mój najlepszy przyjaciel nie wiedziałem co mam o tym myśleć.
Oczywiście, ośrodek zdrowia był kluczowy i co najważniejsze potrzeby, ale stojąc przed nim zdałem sobie sprawę iż jedynej osobie jakiej ufałem grozi niebezpieczeństwo. Ta jedna myśl sprawiała, że nie miałem najmniejszej ochoty codziennie przychodzić do tego budynku.
— Wchodzisz? — Zapytał Changkyun, który od dobrych kilku miesięcy służył tu jako ratownik medyczny. Zacisnąłem mocno pięści i przytaknąłem mu ruchem głowy, by następnie udać się w stronę automatycznie otwierających się drzwi.
Gdy tylko stanąłem w przejściu niemal natychmiast moje spojrzenie przykuło ogromne zgromadzenie, które stało w kółku i wskazywało na coś palcami. Zaciekawiony podszedłem tam, jednak od razu ujrzałem siedzącego Chae.
— Hyungwon — szepnąłem cicho, po czym przerażony zacząłem się przeciskać przez tłum, a  gdy tylko w końcu się przebiłem zobaczyłem coś czego nigdy w życiu się nie spodziewałem.
Na twarzy bruneta widniał delikatny aczkolwiek zauważalny uśmiech.
— Hyungwon... — Powtórzyłem wpatrzony w niego niczym w obrazek, a on odwrócił się w moją stronę.
Chłopak na początku był bardzo zaskoczony, ale zaraz na jego twarzy pojawił się ogromny rumieniec, a uśmiech zniknął. Otworzyłem ze zdziwienia usta po chwili zdając sobie sprawę, że to przeze mnie dwudziestotrzyletni pacjent szpitala przestał się uśmiechać.
— Hyungwon — powiedziałem po raz trzeci, jednak jego przerażona mina sprawiła iż spuściłem głowę w dół i najzwyczajniej w świecie odszedłem.
Odkąd wyznał mi swoje prawdziwe imię zdałem sobie sprawę, że stał się bardziej zamknięty w sobie niż wcześniej. Czyżbym to ja był tego przyczyną?  W tej chwili już nie musiałem zadawać sobie tego pytania, bo wszystko stało się dla mnie jasne. To była moja wina, że ukrywał swoje prawdziwe uczucia za maską małomównego i smętnego chłopaka. Gdybym nie pojawił się w jego życiu być może teraz uśmiechałby się każdego dnia bez strachu?
Byłem już w połowie drogi do wyjścia, gdy poczułem na nadgarstku czyiś uścisk.
Zaskoczony, a zarazem zadowolony, że Hyungwon postanowił o mnie zawalczyć obróciłem się, jednak nikogo nie zauważyłem. Dopiero gdy zniżyłem trochę wzrok ujrzałem niewielką dziewczynkę mającą zaledwie około sześciu lat. Od razu uklęknąłem przed nią, a ta odwróciła głowę w bok.
— Coś się stało? — Zapytałem uśmiechając się najczulej jak tylko potrafiłem, bo w zasadzie to uwielbiałem takie małe pociechy. — Zgubiłaś się?
— Nie... — Szepnęła, gdy w końcu nasze spojrzenia się spotkały. Niemalże natychmiast na jej buzię wpełzł szeroki uśmiech i ogromne o kolorze delikatnego różu rumieńce. — Tamten pan — wskazała palcem na siedzącego na ziemi Chae, który wpatrywał się w ziemię zszokowanym, a zarazem przerażonym wzrokiem — kazał mi to przekazać.
Szatynka włożyła mi do dłoni niewielki pakunek, po czym odbiegła do bruneta i przytuliła się do niego. Obrazek jaki przed sobą miałem był śliczny, a stał się jeszcze piękniejszy, gdy zarumieniony Hyungwon odwrócił lekko głowę w moją stronę.
— Dziękuję — szepnąłem cicho spoglądając w jego oczy oddalone ode mnie o parę metrów.
Przejrzałem białe pudełko, a gdy w końcu je otworzyłem moim oczom ukazał się srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie „X”. Przygryzając dolną wargę wyciągnąłem naszyjnik i zacisnąłem go dosyć mocno w dłoni, by następnie zerknąć na bawiącego się z dziewczynką smętnego przyjaciela.
To był mój pierwszy prezent jaki otrzymałem od drugiej osoby. Zawsze to ja dawałem.
Nie długo musiałem czekać, by poczuć krople łez, które spływały właśnie po moich policzkach, a zaraz zaniosłem się również głośnym płaczem - nie szlochem, tego tak nie można było nawet nazwać.
— Dziękuję — powtórzyłem, gdy na twarz Chae wdarło się przerażenie.
Chłopak już miał zamiar do mnie podejść, ale ja najzwyczajniej w świecie po prostu odszedłem zapinając pamiątkę wokół szyi. Postanowiłem odejść póki miałem jeszcze na to siły, bo czułem, że za niedługo nie potrafiłbym o nim zapomnieć.
Obiecałem mu, że go nie zostawię, jednak wolałem to zrobić już teraz niż patrzeć na jego cierpienie wywołane przez moją osobę.

❧❧❧

W domu spędziłem dwa dni pakując się i oczekując jakiegoś telefonu ze strony szpitala, jednak komórka ani razu nie wydała z siebie odpowiedniego dźwięku. Wychodząc z ośrodka zdrowia spotkałem się z drugim znajomym ratownikiem Jooheonem, którego przy okazji poprosiłem o powiadomienie, gdyby coś złego działo się z przyjacielem. Oczywiście powinienem się cieszyć, że z Hyungwonem wszystko jest w porządku, ale miałem cichą nadzieję, że urządzenie zadzwoni i że brunet będzie potrzebował mojej pomocy.
Gdy w końcu spakowałem się do końca postanowiłem dać sobie spokój i po prostu wyjechać. Teraz była na to odpowiednia pora, a skoro nikt mnie nie potrzebował, to nic mnie nie trzymało w tym miejscu.
Ja chciałem tylko uciec.
Tak wiem, stchórzyłem, ale ratowanie Chae już nie miało sensu, bo on i tak nie miał najmniejszego zamiaru opuszczać tej pieprzonej dziury.
Sam już nie wiedziałem co mam o tym wszystkim sądzić. Z jednej strony chciałem zostać, by opiekować się przyjacielem, ale z drugiej bałem się przy nim zostać. Jak długo miałem mieć jeszcze tak zaplątane myśli?
— Głupek — szepnąłem sam do siebie, po czym uderzyłem się pięścią w głowę.
Tuż przy drzwiach, trzymając w dłoniach sporej wielkości walizki spojrzałem jeszcze na chwilę na komodę stojącą niedaleko mnie. Na jej wierzchu leżała mała fiolka z niebieskim płynem, którym była śmiertelna trucizna przygotowana specjalnie dla mnie i Hyungwona byśmy mogli razem umrzeć.
Wiedziałem jednak, że moje ostatnie marzenie, a raczej pragnienie wspólnej śmierci nigdy nie miało prawa się spełnić, bo przecież Chae nigdy nie powiedział mi że chce się zabić. Nie przeszkadzało mu życie w jakim tkwił, czasami miałem wrażenie, że nawet go cieszyło, dlatego też postanowiłem go opuścić.
— Do zobaczenia, przyjacielu — mruknąłem pod nosem — ochronię cię.
Zbliżyłem dłoń do klamki, lecz nim zdążyłem pociągnąć ją w dół drzwi same się otworzyły przez co oberwałem nimi dosyć mocno w głowę. Zaskoczony upadłem na podłogę, czując przy okazji straszliwy głos w prawej ręce o którą się oparłem.
Przyspieszyłem oddech, gdy w drzwiach ujrzałem twarz ojca najlepszego przyjaciela.
— Co jest... — Jęknąłem przerażony niczym małe dziecko, a on wszedł do mojego domu z szaleńczym uśmiechem i siekierą w lewej ręce.
— No chodź tu pedale jeden — warknął głośno, a z jego ust wydobyła się ślina.
Widok mężczyzny, który wręcz wygłodniałym wzrokiem patrzył na mnie jak na zwierzynę sprawił, że cały zesztywniałem i nie wiedziałem co mam zrobić. Dopiero po chwili, gdy adrenalina dopłynęła do mojej krwi ruszyłem się ze swojego miejsca. Na początku wbiegłem do kuchni, która była najbliższym pomieszczeniem, jednak kiedy ujrzałem narzędzie przelatujące tuż przed moimi oczami stwierdziłem iż był to głupi pomysł. Zrozpaczony zacząłem oglądać się wokół siebie, przy czym zdałem sobie  sprawę, że nie znam własnego domu.
— Ja pierdolę — szepnąłem przestraszony jak nigdy dotąd i przybliżyłem się do ściany, by następnie oprzeć się o nią plecami.
Drżałem jak głupek widząc przed oczami własną, krwawą śmierć.
Oczywiście, chciałem umrzeć, jednak chciałem to zrobić nie czując przy tym żadnego bólu, a ten mężczyzna na nieszczęście był szaleńcem potrzebującym ludzkiego mięsa by przeżyć, bo jak twierdził jedynie to mu smakuje.
— Zostaw mnie! — Wrzasnąłem przerażony gdy ten pojawił się w kuchni z uśmiechem na ustach i spokojnym krokiem ruszył po leżącą na ziemi siekierę, która wcześniej odbiła się o prostopadłą ścianę do tej o którą ja byłem oparty.
— Krzycz — szepnął podchodząc do mnie.
— Pomocy... — Powiedziałem to tak cicho, że chyba nawet ten psychopata tego nie usłyszał. — Pomocy...
— Och będziesz krzyczał pedale — warknął po raz kolejny, a ja drgnąłem.
Nie tyle co z przerażenia, ale teraz również i ze zdziwienia.
— Pedale? — Szepnąłem, jednak ten zamiast odpowiedzieć rzucił w moją w stronę broń. Ledwo co zdołałem odsunąć się od ciosu. Patrzyłem na żelazo z przerażeniem, a zaraz poczułem jak starzec chwyta mnie za gardło i mocno przyciska do kafelek, którymi okryta była ściana.
— Dlaczego zmieniłeś mojego syna w pedała?! — Wrzasnął wściekły i już miał zamiar sięgnąć po narzędzie, kiedy nagle jego ręka oderwała się od reszty ciała, a on chwycił się za bolące miejsce w którym powinna być jego prawica.
Pod wpływem chwili z przerażenia zacząłem się także cios, a wykorzystując chwilową niedyspozycję mężczyzny kopnąłem go w brzuch i odbiegłem.
— Kurwa! — Krzyknął próbując powstrzymać krwawienie z ramienia. — Wracaj tu mięsko!
Przestraszony dopiero teraz zorientowałem się kto stał w drzwiach z kamiennym wyrazem twarzy. To był Hyungwon, którego jeszcze nigdy nie widziałem tak beznamiętnego. Spojrzał na mnie swoim spokojnym spojrzeniem, po czym podszedł do mężczyzny bez zbędnych słów.
— Co ty tu robisz... — Szepnął przerażony starzec rozglądając się we wszystkie strony, by wyłapać gdzie posiadł swoją siekierę, jednak ta leżała w kałuży krwi wraz ze swoją bliźniaczką, która  oderwała jego prawą rękę od reszty ciała. – Dlaczego tu jesteś?!
Chae nie odpowiedział mu.
— Hyungwon — szepnąłem przestraszony jego zachowaniem.
Naprawdę, jeszcze nigdy nie widziałem go... Takiego.
— Co chcesz mi znowu zrobić? — Zapytał jego ojciec, gdy ten schylił się po swoją zakrwawioną broń. — Przecież ja nic nie zrobiłem.
Zamiast mu odpowiedzieć szatyn wskazał na mnie palcem, po czym przejechał po swojej szyi kciukiem w celu zagrożenia mu śmiercią.
W jednej chwili chciałem do niego podejść i zapytać dlaczego to robi, ale wtedy ten się odezwał.
— Zajebię cię skurwielu — syknął z całą nienawiścią jaką w sobie nosił przez cały ten czas — nie dam ci go tknąć — warknął wściekły, po czym odwrócił głowę w moim kierunku i uśmiechnął się delikatnie — ochronię cię, Minhyuk.
— Jebany pedał! Zapierdol mnie! Przynajmniej się w nim nie zakochałem tak jak ty! Za...
Mężczyzna nie zdołał powiedzieć zdania do końca, gdyż nieoczekiwanie jego głowa wylądowała na ścianie obok.
— Zamknij mordę, psie.
Zasłoniłem przerażony, a zarazem zniesmaczony usta, po czym podbiegłem do kranu, by zwymiotować. Czułem się okropnie, a widok oderwanej głowy od reszty ciała jeszcze bardziej pogarszał mu stan.
Hyungwon stał właśnie obok mnie z zakrwawioną już nie tylko siekierą, ale i ubraniem z beznamiętną miną, jakby to co właśnie zrobił było czymś zupełnie naturalnym. Nie wiedziałem co mam zrobić w tym przypadku. W gruncie rzeczy powinienem być mu wdzięczny za to, że mnie uratował, ale nie dopuszczałem do siebie myśli iż ktoś inny może przez to zginąć. Nawet ten nienormalny psychopata.
Po dłuższej chwili, gdy w końcu się uspokoiłem spojrzałem na przyjaciela, który odrzucił właśnie swoje narzędzie w bok i zadrżałem lekko, gdy spostrzegłem, że on patrzy na mnie.
Ale jego wzrok był inny...
Nie taki brutalny oraz wypełniony nienawiścią, jak w przypadku gdy mordował swojego ojca.
Jego spojrzenie po prostu było inne...
Przyjemne, a co najważniejsze czułe.
Uśmiechnąłem się do niego delikatnie przecierając przy tym ręce by zmyć resztki zwymiotowanego pożywienia.
Hyungwon bez zbędnych słów — zresztą jak zawsze, dzisiaj usłyszałem go dopiero po raz drugi — podszedł do mnie i otoczył mnie ramieniem. Pod wpływem chwili również objął go tym razem wokół talii, zbliżając do siebie jeszcze bardziej. W jego ramionach poczułem się naprawdę bezpiecznie. Jakby nie było to on mnie przed chwilą chciał po prostu uratować.
— Dziękuję — szepnąłem z uśmiechem.
Oparłem głowę o jego lewy bok i nasłuchiwałem jak jego serce bije w niesamowicie szybkim tempie. Pewnie nie było to wywołane tym co przed chwilą się stało, a tym, że teraz staliśmy wtuleni w siebie. Ten uścisk był nam obojgu potrzebny.
Gdy w końcu odsunąłem się od niego spostrzegłem, że ja również ubrudziłem się krwią znienawidzonego pana Chae. Na początku chciałem mu powiedzieć, że powinniśmy uciec stąd jak najszybciej się dało, ale postanowiłem iż spełnię swoje marzenie śmierci w jego ramionach.
— Hyungwon —  powiedziałem pewnie, a on uśmiechnął się czule —  zabijmy się.
Chłopak drgnął pod wpływem tego zdania, ale zamiast protestu pochylił się nade mną i złożył na moich ustach przyjemny pocałunek. Nie wykonywaliśmy przy tym żadnych niepotrzebnych ruchów. Ważnym w tym momencie było to, że byliśmy tuż przy sobie na wyciągnięcie ręki. Nie pragnęliśmy niczego i nikogo innego niż siebie nawzajem. Gdy rozchyliłem delikatnie wargi Hyungwon wykorzystał tę chwilę i pogłębił całus co chwilę zamieniając miejsce swoich ust, jak i tempo pocałunku.
Oderwaliśmy się od siebie dopiero gdy zabrakło nam tchu, jednak jednocześnie Chae znów przytulił mnie do siebie tym samym zgadzając się na moją propozycję.
Podniosłem głowę do góry szczęśliwy, po czym chwyciłem go za nadgarstek i podbiegłem w stronę korytarza, by następnie zabrać z leżącej tam komody fiolki z trucizną. Widziałem na twarzy Hyungwona najpiękniejszy na świecie i najczulszy jaki w życiu widziałem, uśmiech, co sprawiło, że w moich oczach zakręciły się łzy.
— Hyungwon — szepnąłem uradowany.
Już po minucie znaleźliśmy się w łazience, która znajdowała się na samej górze mojego niewielkiego domu jaki odziedziczyłem po zmarłej babci. Pomieszczenie było nieduże, jednak im wystarczyła tylko ta wanna umieszczona na samym środku kafelkowego wnętrza. Gdzieniegdzie ustawione na ziemi były doniczki z ogromnymi roślinami, które zakrywały większość podłogi.
Oczarowany tym widokiem Chae otworzył delikatnie buzię, a ja wykorzystałem to by pozostawić na nich pocałunek.
— Zróbmy to — szepnąłem po raz kolejny, a on kiwnął posłusznie głową. To nie tak, że on się na wszystko zgadzał, bo go do tego zmuszałem, on po prostu mi ufał...
Nie, on mnie kochał...
Oczywiście, zdałem sobie z tego sprawę dużo wcześniej w momencie w którym bez wiedzy Hyungwona zobaczyłem jego pokój. Pomieszczenie było oblepione plakatami z moją podobizną otoczonymi serduszkami, a na samym środku sypialni znajdowało się coś na wzór ołtarzyka na którym postawił moje zdjęcie w ramce. Na początku byłem tym przerażony — to było oczywiste, ale od czasu gdy mnie uratował przestało mi to przeszkadzać, a raczej imponować, tym samym sprawiając iż on również zaczynał podobać się mi.
— Chodźmy — powiedziałem z uśmiechem i podszedłem do wanny, by następnie włączyć kran, by leciała woda.
W tym czasie oparłem się o jej brzeg, a Hyungwon położył dłonie na moich policzkach, by następnie pochylić się nade mną oraz po raz kolejny pocałunek. Pieszczota była niezmiernie przyjemna i trwała dopóki wanna nie została napełniona do połowy.
— Wejdziesz pierwszy? — Zapytałem spokojnie, a on posłusznie kiwnął głową i bez rozbierania wszedł do mebla łazienkowego. Poczekał na mnie może dwie sekundy, bo musiałem jeszcze wlać tam truciznę i odłożyć gdzieś na bok fiolkę, jednak gdy również znalazłem się w wannie poczułem przyjemny chłód wody wdzierającej się w przeróżne miejsca mojego ubrania. — Jeszcze tylko chwilkę, zaraz ta męczarnia się skończy.
Brunet znów się uśmiechnął i pogładził mnie po włosach.
Spoglądając w jego oczy zdjąłem z siebie jego dłoń i splotłem nasze palce razem, by następnie odsunąć je na bok. Z rumieńcem na twarzy pochyliłem się nad nim szepcząc mu jak bardzo mi na nim zależy i jak długo oczekiwałem tej chwili.
— Zróbmy to — powiedziałem.
Gdy w końcu skończyłem mu opowiadać o swoim prawdziwym życiu, a następnie schyliłem się nisko, by moje usta zetknęły się z teraz ciemnoniebieską cieczą, która zmieniła swój kolor pod wpływem trucizny o tym zabarwieniu. Nabrałem płynu do ust, po czym połknąłem to, aby następnie zrobić ten samym krok, jednak tym razem bez wypicia.
Z uśmiechem na twarzy pochyliłem się nad Hyungwonem i kiedy ten rozchylił swoje wargi wprowadziłem do jego jamy ustnej wodę zmieszaną z szkodliwym środkiem. Czułem, że chłopak się uśmiecha, a gdy tylko przyjął całą substancję ciekłą i połknął ją rozpoczęliśmy szaleńczy pocałunek, który był wypełniony wszystkimi uczuciami, jakie w nas siedziały.
Smutek, tęsknota, radość...
Miłość, a nawet nienawiść...
Nie byłem w stanie nawet rozmyślać nad tym, że ktoś dobija się do drzwi mojego domu, a w kuchni leży trup, którego trzy części ciała leżą w różnych miejscach.
W tym momencie najważniejszy był ten czuły, a zarazem pewny siebie chłopak, który nie był zamknięty w sobie czy małomówny.
On mówił, nawet bardzo dużo.
Był rozgadany jak nigdy dotąd.
Każdy jego gest mówił sam przez siebie.
Chyba jako jedynie tak naprawdę rozumiałem co mi właśnie przekazywał, ale wcale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, czułem się wyjątkowo. Hyungwon sprawiał, że czułem się całkowicie inną osobą, która gdzieś w głębi mojej duszy tkwiła obawiając się wyjścia na zewnątrz do ludzi.
Ale teraz już tego nie potrzebowałem, bo liczył się tylko on.
— Kocham cię — usłyszałem jak przez mgłę.
Umierałem.
Tak, ja ciebie też kocham, Hyungwon.