Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturka. Pokaż wszystkie posty

7 marca 2025

Miniaturka Cautious Hero – Zdjęcie – Seiya x Ristarte

 .



Ready perfectly. 

— Halo, ziemia do Risty! 

Ocknęłam się z zadumania. Zdezorientowana spojrzałam na młodszych towarzyszy, którzy prawdopodobnie już od dłuższej chwili starali się sprowadzić mnie na ziemię. Mash westchnął zrezygnowany i podrapał się z tyłu głowy. 

— Rista, porozmawiaj z nami — szepnęła Elulu, po czym delikatnie pociągnęła za materiał mojej białej szaty. — Martwimy się o ciebie. 

Obydwoje spojrzeli na mnie, jakby próbowali wszystkiego się dowiedzieć. Ale nie mogłabym zrzucić na ich barki obowiązku opiekowania się tak słabą boginią, jaką byłam ja sama. Uśmiechnęłam się lekko, aby zmienić szybko temat. Starałam się nie pokazywać słabości. 

— Jest mi coraz ciężej... — szepnęłam, próbując jeszcze powstrzymać łzy. 

Nie wytrzymałam. Cała frustracja, smutek oraz żal ujrzały w końcu światło dzienne. Dłońmi szybko ocierałam policzka z cieczy, lecz ta nie chciała przestać płynąć. Jeszcze do tego zaczęłam smarkać jak szalona. Nie wiedząc za co powinnam się w ogóle zabrać, rozpłakałam się jeszcze bardziej. Przyjaciele spoglądali to na siebie, to na mnie, równie niezdecydowani. 

W pewnym momencie wzięłam głęboki wdech i wydychając powietrze, zaczęłam się uspokajać. Grzecznie podziękowałam Elulu za chusteczki i oczyściłam nozdrza. 

— Już będzie wszystko okej? — zapytała dziewczynka. 

Pokiwałam głową. Nie byłam pewna czy wszystko na pewno byłoby dobrze, ale w dalszym ciągu należało ich okłamywać. Dla ich szczęścia. 

Razem z przyjaciółmi ruszyliśmy w stronę portalu, który ostatnimi siłami, cudem zdołałam otworzyć. Nasze pożegnanie było krótkie, jednak niezapomniane. Otuliłam obydwoje ramionami, mocno ściskając. Byli towarzyszami o których nigdy nie mogłabym zapomnieć, choć musieliśmy się rozstać. Należeliśmy do różnych światów. 

— Do zobaczenia. — Uśmiechnęłam się. — Elulu, nie pozwól wejść sobie na głowę i nie daj się wykorzystywać. — Przeniosła wzrok na dumnie wyprostowanego chłopaka. Tak szybko dojrzewał. — Mash, jesteś mężczyzną, więc chroń ją... — Zatrzymała swoją wypowiedź. — ... do konća. 

Brunet kiwnął głową. Jego oczy przez chwilę się zaszkliły, dlatego gwałtownie się odwrócił do mnie plecami. 

— Masz być dalej taką bezużyteczną boginią — powiedział drżącym głosem, po czym odszedł kawałek. 

— Zobaczymy się za niedługo, prawda? — zapytała Elulu. 

Wzruszyłam ramionami. Nie miałam pojęcia, czy kiedyś znów mielibyśmy szansę się zobaczyć. Wolałam jej nie okłamywać, w dalszym ciągu była taka krucha. 

— Seiya kiedyś...!  — Zaczęła dziewczynka, ale szybko ugryzła dolną wargę. Już chciałam chwycić ją za ramię oraz o wszystko wypytać, jednak Elulu mocno mnie popchnęła. 

Wpadłam do portalu, pojawiając się po drugiej stronie. Kraina bogów. Przepełniona tymi pozytywnymi emocjami, jaskrawymi kolorami, a także miłych zapachem. Gdzie nie gdzie biegały boskie postacie: mocno zapracowane, bądź spędzające swój wolny czas na zabawie. Sama niegdyś należałam do tych grup, lecz po ostatnich wydarzeniach, zmieniło się to. 

Otrzepałam tyłek z piasku i ruszyłam w stronę domu. Ćwierkające ptaki doprowadziły mnie do szaleństwa. Miałam już dosyć. Najchętniej rzuciłabym boską pracę i popełniła samobójstwo, lecz w tym momencie mogłabym trafić jedynie do ciemnych krain. A Seiya na pewno był w miejscu dobrym — w końcu zmarł dla naszej ochrony. 

— Czy kiedyś jeszcze się spotkamy? — zapytałam samą siebie i ocierając łzy, weszłam do środka niedużego budynku.

Rozejrzałam się po salonie. Było w nim tak pusto, a przecież w dalszym ciągu stały pod ścianą ten stół oraz te krzesło, z których Seiya najczęściej korzystał. Na większym meblu stała również ta niewielka figurka. Rzeźba przedstawiająca mniejszą wersję mojej osoby. Przyzwany przeze mnie bohater lubił się nią bawić. Zawsze ją ściskał, rzucał w ścianę, czy też wyrzucał do kosza na śmieci, twierdząc, że tylko tam się należy. Był wredny, irytujący, czasem nawet potrafił mocno zranić. Ale przynajmniej: był.  

Zmęczona przeszłam do sypialni, gdzie od razu położyłam się na łóżku. Wzrok pokierowałam w stronę stolika nocnego, na którym stała ramka ze zdjęciem. 

— Seiya? — zapytałam, podnosząc się do pozycji siedzącej. Nie zeszłam z wygodnego mebla. 

Byłam w szoku. 

Fotografia przedstawiała mnie oraz Seiyę. Zaśmiałam się pod nosem, widząc swoją poirytowaną minę. Pamiętałam ten moment. Zdenerwowałam się wtedy na chłopaka, bo znów stwierdził, że jestem mniej użyteczna niż zwykłe, lecznicze zioła. Och, jak bardzo chciałam go zabić! 

Znów parsknęłam, lecz w tej samej chwili po moich policzkach, po raz kolejny, spłynęły łzy. Teraz już go nie było wśród nas… 


14 lutego 2025

Miniaturka Dexter – Problemy w pracy – Quinn x Czytelnik

 .



Program ochrony świadków był specyficznym zadaniem służb specjalnych, a tobie zdarzyło się mieć pierwszą zmianę z mężczyzną, którego nigdy więcej nie chciałaś widzieć na oczy. Joey Quinn od zawsze był dupkiem bawiącym się uczuciami kobiet, ale po rozstaniu z detektyw Debb Morgan jego zachowanie zmieniło się na jeszcze gorsze.

— Śmierdzisz alkoholem — mruknęłaś, obserwując okolicę w celu odnalezienia podejrzanych ludzi. 

Obydwoje staliście przed bramą w garniturach i ciemnych okularach. Przykuwaliście uwagę ciekawskich sąsiadów, zdradzając jednocześnie akcję. Takie było jednak polecenie przełożonych, choć się nie zgadzaliście z nim, musieliście wykonać to zadanie. 

— W porównaniu do ciebie lubię się bawić i wychodzić do ludzi — odparł i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. 

— Nie możemy palić na służbie — warknęłaś. — Jeszcze coś się stanie i obydwoje będziemy za to odpowiadać, idioto. — Wzdrygnęłaś się, gdy wypuścił dym w twoją stronę. — Jesteś obrzydliwy, Quinn! A ja ratuję ci dupsku, wiesz o tym, prawda?! 

— Myślisz, że mnie to interesuje? — Wzruszył ramionami. — Możesz iść się poskarżyć. 

— Quinn!

— Co? 

— Cholera jasna! — krzyknęłaś, po czym wyrwałaś mu z ręki papierosa, rzuciłaś na ziemię i ugasiłaś podeszwą buta. — Naprawdę uważasz, że Debb Morgan jest tego warta? — Parsknął śmiechem. — Przed pracą w Wydziale Zabójstw byłeś idiotą, ale teraz totalnie się stoczyłeś! Przyznaj się, ile razy w tygodniu pijesz? Zacząłeś już ćpać? 

— Weź się nie ośmieszaj — burknął. — I nie pozwalaj sobie. Nie jesteśmy przyjaciółmi i nigdy nimi nie będziemy. Myślisz, że nie wiem, że jesteś we mnie zabujana od szkółki? 

Wytrzeszczyłaś oczy i rozchyliłaś usta. Skąd, do cholery, mógł o tym wiedzieć, skoro nigdy nikomu o tym nie mówiłaś? Nawet Rita, twoja zmarła przyjaciółka, o tym nie wiedziała. 

— Zakończmy tą rozmowę. Jesteśmy w pracy. 

Odwróciłaś się do mężczyzny plecami, po czym weszłaś do budynku. Od razu przywitało cię zdziwione spojrzenie agenta FBI, który siedział na kanapie, rozmawiając z kluczowym świadkiem w sprawie kartelu narkotykowego. 

— Co tu pani robi? — zapytał i wstał z miejsca. — Nie powinno pani być w tym miejscu. 

— Chciałabym zmienić partnera. Nie dogaduję się z agentem Quinnem. Myślę, że dla bezpieczeństwa zadania powinniśmy zmienić grafik pilnowania budynku. 

Starszy mężczyzna chwycił cię za ramię i odeszliście od świadka, by nie mógł usłyszeć waszej rozmowy. Bezpośredni przełożony uderzył cię w twarz. Nawet nie zareagowałaś. Często to robił. W końcu był twoim chorym psychicznie ojcem. Agresywnym tyranem, który znęcał się nad rodziną. 

— Chcę wziąć urlop. 

— Możesz już zacząć pisać swoją rezygnację — warknął mężczyzna. — W szeregach FBI nie ma miejsca dla takiego słabeusza jak ty. Mówiłem ci niejednokrotnie, że się nie nadajesz na to stanowisko. Musiałaś postawić na swoim, ty chora suko. 

— Chyba pan przesadza. — Do rozmowy wtrącił się świadek, który stanął w progu drzwi. — Moim zdaniem panna Smith dobrze wykonuje swoje zadanie. Niejednokrotnie złapała osoby chcące mojej śmierci. Powinna dostać za to medal a nie zwolnienie! 

— Co się dzieje? — W pomieszczeniu pojawił się Quinn. — ___? Co ci się stało w policzek? 

— To nic…

— Agent Smith uderzył ją w twarz! Widziałem to! — wtrącił świadek. — Co to w ogóle za agent FBI, który znęca się nad swoimi ludźmi?

— Uderzył cię? 

— Jesteś pijany? — dodał starszy mężczyzna. — To dlatego chciałaś zmienić partnera, tak? Zgłoszę cię Quinn za złamanie prawa. — Przełożony uśmiechnął się lekko. — Chyba że zapomnisz o całej tej sprawie. Świadek nie ma tutaj nic do gadania. 

— Och, pierdolę taką pracę — warknął Joey. — Może i się nie lubimy z ___, ale nie pozwolę bić mojej partnerki. Nie mam zamiaru udawać, że nic się nie stało. Tym bardziej, że jesteś jej pierdolonym ojcem, gnoju. 

Mężczyźni stanęli naprzeciwko siebie i zetknęli się czołami. Gdyby nie odciągnięcie Quinna od ojca, prawdopodobnie doszło by między nimi do bójki. Po wyprowadzeniu partnera na zewnątrz, uderzyłaś go w tors. 

— Oszalałeś?! Naprawdę chcesz stracić pracę?! 

Quinn nie odpowiedział na twoje pytania. Zamiast tego położył dłoń na twoim policzku, co od razu skutkowało cichym jęknięciem. Spojrzał w twoje oczy, a ty odwróciłaś wzrok. 

— Pierwszy raz się im przyjrzałem. Mają piękny odcień. 

— Nie słódź mi tylko dlatego, że mi współczujesz. Masz teraz większe problemy na głowie. Mój ojciec na pewno cię zgłosi. — Odsunęłaś się od partnera i spojrzałaś na drzwi budynku. — To moja ostatnia służba z tobą. Więcej nie będziesz musiał spędzać ze mną czasu. Tylko pamiętaj, by tyle nie pić. Nie tylko w pracy. Wyniszczasz się. Debb Morgan nie była tego warta. 

— Nie będę pił. 

— Mm… 

— W zamian będę z tobą więcej czasu spędzał. 

— Co? — Uniosłaś jedną brew. — Chyba nie do końca się rozumiemy. 

— Jesteś ofiarą przemocy domowej — powiedział bezpośrednio. — Nie pozwolę ci wrócić do twojego rodzinnego domu. Od dzisiaj będziesz spała u mnie. Nie pozwolę ci przebywać z ojcem. 

— Quinn, właściwie to czego ode mnie oczekujesz? — warknęłaś. — Naprawdę nie potrzebuję twojej litości. 

Mężczyzna odwrócił wzrok i podrapał się z tyłu głowy. Wiedziałaś, że jego zachowanie było wywołane prawdą o twojej rodzinie. Nie chciałaś, by czuł się odpowiedzialny za ciebie z takiego powodu. 

— Koniec waszej zmiany na dzisiaj. Możecie się spodziewać, że nigdy więcej już się nie dostaniecie w szeregi FBI. A ty… — Zwrócił się do ciebie. — Możesz się wynosić z domu. 

Wrócił do budynku, a na podjazd wjechał inny firmowy pojazd. To byli wasi zmiennicy. Próbowałaś coś powiedzieć, ale nie byłaś w stanie. Gdzie miałaś się podziać, jeżeli drzwi do własnego domu zostały dla ciebie zamknięte? Spojrzałaś na Quinna i przygryzłaś dolną wargę. 

To była jego wina. 

A przynajmniej tak próbowałaś sobie wmówić. 

Przecież to nie on cię uderzył. On tylko cierpiał z powodu utraconej miłości. Nie otrzymał pomocy w porę. Stoczył się na dno, a mimo to sam chciał pomóc tobie. Zlustrowałaś go od stóp do głowy i westchnęłaś cicho. 

— Chyba jednak u ciebie zostanę. 

— Możemy sobie wzajemnie pomóc, ___ — powiedział spokojnie. 

— Też tak pomyślałam — odparłaś. — Nie pozwolę ci pić. Nie tylko do pracy, nigdy nie będziesz mógł przy mnie napić się alkoholu. To twardy narkotyk. Powinieneś o tym wiedzieć… 

— Ochronię cię przed niebezpieczeństwem.

— Nie zawsze się da… 

— Spróbuję — odpowiedział od razu. — Chcę też cię lepiej poznać. Chyba do tej pory myślałem, że… Jesteś rozpieszczoną idiotką, która nigdy nie zaznała cierpienia. 

Westchnęłaś spokojnie i wzruszyłaś ramionami. 

Nie rozmawialiście do momentu dotarcia pod drzwi apartamentu Quinna. Po drodze byliście jednak w twoim rodzinnym domu i zabraliście najpotrzebniejsze rzeczy. Czy to miał być nowy start dla was obojga? Jeszcze nie wiedzieliście, ale chcieliście spróbować. 


7 lutego 2025

Miniaturka Nanatsu no Taizai – Odejście – Ban x Czytelnik

 .



— Elaine wróciła. 

Rozchyliłaś lekko powieki, a twoje serce zamarło. Gwałtownie puściłaś dłoń Bana, nie odwracając wzroku, i w biegu opuściłaś pomieszczenie. Wpadłaś do swojego pokoju, zatrzasnęłaś drzwi za sobą, a potem oparłaś się o nie, czując, jak całe twoje ciało drży. Twój oddech stał się płytki, a serce biło jak oszalałe, sprawiając, że pot spływał po bladej skórze. Strach i złość mieszały się, a ty czułaś, że nie jesteś w stanie złapać oddechu.

Dlaczego Elaine wróciła po wielu latach, odkąd uciekła? Ban nie zdążył o niej zapomnieć, ale wreszcie zaczął dostrzegać ciebie – osobę, która zawsze była przy nim. Tyle lat się starałaś o jego serce, by je utracić w ciągu jednego dnia? 

Po twoich policzkach spłynęły łzy, które szybko otarłaś. Nie chciałaś się tak łatwo poddać. Odkąd wyznałaś uczucia Banowi, on bardzo o ciebie dbał. Na pewno nie zostawiłby ciebie dla dawnej miłości. Gdyby było wręcz przeciwnie – twoje serce na pewno rozpadłoby się na kawałki. 

— Ogarnij się, dziewczyno — mruknęłaś do siebie, po czym wyszłaś z pokoju. 

Doprowadziłaś się do porządku i ponownie weszłaś do salonu, gdzie znajdowali się wszyscy przyjaciele. King wtulał się w drobne ciało siostry. On też już dawno stracił nadzieję na jej powrót. A jednak stała teraz przy nich… w stu procentach żywa. 

— Ban…

Zacisnęłaś pięści, słysząc słodki głos Elaine wymawiający imię wojownika. Jak on teraz się zachowa? Co zrobi? Nie potrafiłaś odpowiedzieć sobie na te pytania… A przecież powinno ci to przyjść z taką łatwością. 

— Elaine. 

— Ban, myślę, że powinieneś…

— Diano, nie wtrącaj się — mruknął King, trzymając siostrę za rękę. 

Przyjaciółka przeniosła na ciebie wzrok wyrażający współczucie. Przygryzłaś dolną wargę i podeszłaś do ukochanego. Nie dotknęłaś go, nie złapałaś za rękę. Po prostu stałaś obok, czekając na dalszy rozwój sytuacji. 

— Ban… Wróciłam do ciebie. 

— To…

— Elizabeth, ty również nic nie mów, proszę… — Meliodas pierwszy raz od dawna przyjął poważną postawę. — Zostawmy ich samych. Mają sobie na pewno dużo do opowiedzenia. Elaine nie było wiele lat. Powinni porozmawiać… — Zerknął na ciebie, po czym znów przeniósł wzrok na parę. — Tylko we dwoję.

— Dzięki, kapitanie — odparł nieśmiertelny mężczyzna. 

Ani razu na ciebie nie spojrzał. Poczułaś bolesne ukłucie w sercu. Zaczęłaś wątpić w szczerość jego uczuć, dlatego jako pierwsza opuściłaś salon. Tym razem wyszłaś przez frontowe drzwi i spadłaś z ogromnej świni, obijając się o ziemię. Zawyłaś z bólu. Po co zgodziłaś się na podróż z tymi ludźmi? Mogłaś zostać w lesie ze swoją rodziną! 

— ___! 

Przygryzłaś dolną wargę, powstrzymując łzy, gdy usłyszałaś głos Elizabeth. Właśnie podeszła do ciebie w postaci anioła, emanując blaskiem i urodą. Jej cera była nieskazitelna, uśmiech promienny, a wygląd idealny niczym z bajki. Ty natomiast miałaś na ciele wiele blizn, które przypominały o trudnych walkach, a twoje ciemne, poszarpane włosy zdradzały, kim naprawdę jesteś – wilkołakiem w ludzkiej postaci. Kontrast między wami był ogromny, a w tej chwili czułaś się jak cień przy blasku jej doskonałości.

— Zostaw mnie, Eli… Bardzo cię proszę — szepnęłaś. — Ta podróż nie ma już sensu. Byłam tylko zastępstwem za Elaine… — Spojrzałaś na rękę, która zaczęła zmieniać swój wygląd pod wpływem złości i smutku. — Muszę wrócić do swojego dawnego domu… I dawnego ja. 

— Przecież ty nie chcesz tam wracać. 

— Chcę mieć dom. 

— My jesteśmy twoim domem. 

— Czuję się w nim niechciana — odpowiedziałaś i przejechałaś ostrym pazurem po dekoldzie. Na twoim ciele pojawiła się ogromna rana, która zaczęła znikać pod futrem. 

— Masz nas, ___…

Potrząsnęłaś głową, a po chwili stałaś przy Elizabeth pod postacią wilkołaka. Ryknęłaś głośno i odepchnęłaś od siebie dziewczynę, starając się nie robić jej krzywdy. Pisk anioła od razu zwrócił na siebie uwagę pozostałych, którzy pojawili się na polanie w mgnieniu oka. Zadrżałaś, boją się walki przeciw potężnym istotom. W ciągu tych paru lat poznałaś ich prawdziwą moc i z żadnym nie chciałaś stoczyć walki – tym bardziej z Meliodasem, który teraz kipiał ze złości. 

— Lepiej stąd odejdź i ciesz się, że nic się nie stało Elizabeth — warknął kapitan Siedmiu Grzechów Głównych. — Ban nigdy nie zrezygnuje z Elaine, a ty nigdy nie będziesz jedną z nas! 

Otuliłaś się łapami i spuściłaś pysk. Kiwnięciem głowy wyraziłaś zgodę, by następnie zniknąć w lesie. Czy właśnie tak miał wyglądać koniec? Zawyłaś. Tak, to był koniec, a Ban nigdy… 

— A ty dokąd? 

Zatrzymałaś się, słysząc znajomy głos. Obróciłaś wilcze ciało, które zaraz zmieniło się w ludzką postać. Na twoich policzkach od razu pojawił się rumieniec, a dłońmi próbowałaś zakryć nagie części ciała. Zawsze przy zmianie postaci miałaś problem z ubraniem – tym razem nie było wyjątku. Gorszą prawdą było jednak to, że widząc Bana poczułaś spokój i mimowolnie straciłaś potężną postać wilkołaka.  

— Co…

— Wiedziałem, że lubisz się przy mnie rozbierać — odparł z uśmiechem. Zdjął czerwoną kurtkę, chwycił cię na ramiona, a następnie ułożył na twoje ciało ubranie. Wtulałaś się w jego klatkę piersiową, słysząc spokojne bicie jego serca. Poczułaś dziwną ulgę. — Częściej chcę cię taką widzieć. 

Nie odpowiedziałaś na jego wypowiedź. Po chwili znów pojawiliście się w bazie. 

— Nawet nie próbuj patrzeć na moją dziewczynę — warknął Ban w stronę Meliodasa, który szczerzył się od ucha do ucha. Przełknęłaś ślinę. Nazwał cię „swoją dziewczyną”. — Jeszcze spuszczę ci wpierdol za to co jej powiedziałeś. 

— Zraniła Elizabeth… 

— To cię nie usprawiedliwia — odpowiedziała jego narzeczona i uderzyła go z tyłu głowy. — ___ to nasza przyjaciółka… 

— ___. Przepraszam. 

Odwróciłaś głowę, wtulając się w nagi tors Bana. 

— Jutro porozmawiamy — mruknęłaś, a ukochany umocnił uścisk. — Dzisiaj nie mam siły, naprawdę. 

— Elaine odeszła — wtrącił King. — Wraca do Królestwa Wróżek. Będzie nim rządzić. 

Spojrzałaś na Bana, a on uśmiechnął się lekko, obserwując przyjaciela. 

— Idziemy do siebie. 

Rozmowa zajęła wam dużo czasu. Ban szczerze opowiedział ci o swoich uczuciach, o tym jak bardzo kocha Elaine i jak wielkim uczuciem darzy ciebie. Choć całe życie czekał na powrót Elaine, nie mógł wyobrazić sobie życia bez twojej osoby. Z odejściem poprzedniej miłości poradził sobie właśnie dzięki tobie, więc nic już nie mogłoby zająć twojego miejsca. 

Wyjawił ci, że jesteś dla niego najważniejsza i stwierdził, że jest gotowy na małe wilkołaki biegające po salonie, jeżeli tylko jesteś na to gotowa. Oczywiście stwierdziłaś, że jesteś na to za młoda i chcesz się cieszyć waszą wolnością bez obowiązków. 

Na jego ustach zagościł wtedy uśmiech.

— Ale to nie oznacza, że nie może być wpadki. 

Po czym rzucił się na ciebie, obdarowując cię namiętnymi pocałunkami. Nie potrafiłaś go odepchnąć. Nawet nie chciałaś. Nie po tym jak wybrał ciebie.