Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jonghyun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jonghyun. Pokaż wszystkie posty

6 maja 2024

Faith [ 1 ]


 



Muszę być silny i żyć dalej. Bo wiem, że niebo nie jest mi pisane.

~ Eric Clapton — Tears in heaven



Jest taka miłość, która nie umiera. I taki strach, który nie odchodzi. Są też rany, które nie potrafią się zabliźnić i słowa, dzięki którym nie zapominamy. Bywają waśnie, niezakończone i problematyczne. Aczkolwiek czasami są tak bezsensowne, że gdybyśmy drugi raz nad nimi przysiedli, nie podjęlibyśmy się kłótni.

Są też sytuacje, w których serce pęka. A moje to zrobiło, w dodatku na milion jebanych kawałków.

Stojąc w oddali, obserwowałam uroczystość. Ciemna trumna była dzisiaj wyjątkowo ciężka. Nie tylko fizycznie. Każdy ze zgromadzonych, na tej smutnej uroczystości osób, musiał sobie poradzić ze stratą. Twoją stratą.

Mówią, że czas leczy rany. Tylko trzeba dać mu szansę. Jednak jak mam to zrobić, gdy ciebie nie ma? Jedynej osoby, której mogłam zaufać?

Czułam się bezradna, zwłaszcza w momencie, gdy napotkałam czujne tęczówki Sodam. Minho ją tulił, starając się dodać otuchy, aczkolwiek milczał, tak samo jak reszta. Choć Choi powtarzał, że nie powinnam czuć się winna, taka byłam.

Gdybym tylko zdążyła, ciągle powtarzałam jak mantrę. Biczując się za swój nawyk do spóźnialstwa.  Przez niego nie zdołałam cię odnaleźć, wejść do wynajętego mieszkania, uratować. Powiedzieć, że nigdy więcej nie pozwolę ci się załamać. Że wróciłam i będę przy tobie.

Kłótnia, przez którą zostaliśmy rozdzieleni, była bezsensowna i wiedziałam o tym już wtedy. Kiedy ostatni raz cię widziałam. Żadne z nas nie myślało trzeźwo. Teraz patrząc na to z innej perspektywy, rozumiem, byłam zbyt ślepa, aby dostrzec twój ból.

Czasami nie zadajemy pytań, ponieważ boimy się odpowiedzi. Nie chcemy znać prawdy. Chronimy swoje ego. Udajemy przed wszystkimi, że mamy wszystko pod kontrolą.

Wtedy nie mieliśmy.

Ani ty, ani ja.

Wsiadam do samochodu, oddychając ciężko. To wszystko… To za dużo. Wspomnienia i pamiątki. Twój obraz, kwiaty, odcień drewnianej trumny.

Poczułam szybsze bicie serca i kolejny napad paniki. Oddychałam głęboko, bojąc się teraźniejszości. Przekręcam kluczyk w stacyjce i ruszam przed siebie, w lusterku widząc, jak Minho podbiega w stronę samochodu.

Nie mogę z nim rozmawiać. Nie po tym wszystkim.

Jadę w nieznanym kierunku, starając się opanować drżące ręce. Obraz zamazuje mi się, z powodu łez napływających do oczu. A potem wszystko traci sens, gdy wpadam w poślizg.

Podobno przed samą śmiercią dobiegają do nas obrazy i wspomnienia całego życia. Co ty widziałeś? Czy wspominałeś mnie? Czy byłam dla ciebie kimś więcej? A może nie pamiętałeś już mojej twarzy. Teraz na pewno nie pamiętasz.

Czuję wyboistą drogę, kamienie i strach. Kolejny atak paniki paraliżuje ciało. Samochód stacza się w dół, zaczynam dachować. Obraz wiruje, choć i tak mało z niego widzę.

W ustach mam metaliczny posmak. To gorąca posoka spływa po czole, aż do ust. Jestem półprzytomna, otępiała, sparaliżowana. Nie mogę się ruszyć, a oddychanie przychodzi mi z trudem. Nim zamknę oczy, słyszę ostatnie słowo: Jungmi!




Od Autorki: Do rozdziałów, które będą się pojawiać, polecam odsłuchać dedykowaną mu piosenkę. Najlepiej puścić w tle.

8 kwietnia 2024

Faith [ 0 ]

 



Jest taka miłość, która nie umiera. I taki ból, który pomimo czasu nie potrafi odejść. Jest strata, która pozostawia wyrwę na duszy, niszcząc organ zwany sercem. Powoduje, że częściej zaczynasz myśleć o śmierci. 

Nazywam się Kim Jung Mi i pragnę wam opowiedzieć historię swojego uczucia, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że naprawdę istniejemy, dopóki trwa o nas pamięć. Wystarczy uwierzyć.





Od Autorki: Jak wiadomo, data nie jest bez znaczenia. Gdybyś żył, miałbyś teraz trzydzieści cztery lat. Jednak od ponad sześciu Cię nie ma. Mam nadzieję, że to dzieło, krótkie i naznaczone bólem, będzie dobrym dowodem, że istniejemy nawet po śmierci. Ty żyjesz wciąż, w sercach swoich fanów.

18 grudnia 2023

Ostatnia nadzieja [ Jonghyun ]





Wszystko to, co mam to ta nadzieja, że życie mnie poskleja.


Pusta przestrzeń przypominała mi ciebie, a ciemne ściany krzyczały wręcz z nie namacalnym przejęciem. Wiedziałam, że powinnam być silna: dla ciebie, dla przyjaciół, dla mnie. Jednak z kolejną nocą sen nie przychodził, a piekący w środku ból powodował, że beznamiętnie przyglądając się powale, rozmyślałam o życiu, naszym wspólnym życiu.

Muzyka przepełniała cię i powodowała, że chociaż na chwilę zapominałeś o wszystkim. O zmartwieniach i stresie, presji SM, kłótni Kibuma i nawet o mnie, osobie, która nie powinna była cokolwiek od ciebie żądać. Bo wiedziałam na co się piszę i zaakceptowałam taki los.

W swoich utworach dawałeś wszystkim cząstkę siebie. W tekstach, które z początku mogły wydawać się banalne, lecz po głębszym wdrożeniu odbiorca musiał się zgodzić, byłeś mistrzem poruszania innych. W mowie, piśmie, kompozycji. 

Odkąd zacząłeś pracować w radiu, opowieści zwykłych ludzi były dla ciebie czymś magicznym. Zawsze starałeś się przeżyć to na swój sposób i nigdy nie powinnam oczekiwać, abyś cokolwiek w sobie zmieniał.

Ludzie cię kochali. Nie tylko przez charyzmatyczny, czysty głos, który błyszczał najjaśniej ze wszystkich znanych mi niebiańskich konstelacji. Nawet czasami żartowaliśmy, że to nie może być prawdziwe, abyś tak dobrze nim czarował. Uśmiechałeś się tylko i wzruszyłeś ramionami.

W tych wszystkich chwilach nostalgii, kiedy nie muszę skupiać się na niczym innym niż oddech, wciąż przed zamkniętymi oczami mam twój widok. Siedzisz wygodnie w fotelu, w ręku trzymając długopis, który szybko i sprawnie obracasz w palcach. Po chwili opierasz brodę na dłoni, podnosisz wzrok ciemnych tęczówek i rozglądasz się po suficie, szukając natchnienia. Doskonale zdaję sobie sprawę, że chociaż ciałem jesteś w studiu nagraniowym, myślami wędrujesz hen daleko.

Mogłabym tak obserwować cię godzinami. Fascynowałeś mnie i motywowałeś, za każdym razem, gdy wątpiłam. Mówiłeś, że wszystko będzie dobrze i tuliłeś do piersi. A ja naiwnie wierzyłam w twoje słowa. Bo wiedziałam, co znaczy ból gnijącej duszy.

Po tych wszystkich ciężkich dniach, nie powiem, abym pogodziła się ze stratą, jednak wiem, że tak musiało być. Choć miałam nikłą nadzieję, że przejdziemy przez to. Razem. 

Bo przecież ciągle powtarzałeś jak mantrę:

Wszystko to, co mam to ta nadzieja, że życie mnie poskleja.



Od K: Nie bez przyczyny dzisiaj i o tej godzinie pojawia się wpis. Data bardzo przykra, która zawsze kojarzyć będzie mi się z jedną osobą. To już sześć lat. Spoczywaj w pokoju Jonghyun.