Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 50% miłość 50% seks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 50% miłość 50% seks. Pokaż wszystkie posty

8 marca 2023

50% miłość, 50% seks [ 3 ]

 .



Pilnowanie Erena nie okazało się być jednak tak straszne, jak z początku zakładać kapral. Z biegiem czasu zaczęli się do siebie przyzwyczajać. Obecność Jaegera przestała nawet przeszkadzać i czasem w sumie się przydawał. Pomagał sprzątać, choć było to dla niego utrapienie, bo nic o tym nie wiedział. Na szczęście szybko się uczył i po miesiącu zdążył się nauczyć większości zasad dobrego sprzątania, które były ważne dla Ackermana. 

Jedyne, co było dziwne – to te poranne wstawanie! Dziwnym trafem zawsze byli w siebie wtuleni! Może Eren miał w tym swój udział? Ale przecież to ręka kaprala zawsze go obejmowała… Może młodszy sam ją zakładał? Właśnie tak musiało być. To była najbardziej racjonalna odpowiedź. Przecież sam… Levi na pewno by tego nie zrobił!

— Do której dzisiaj masz trening? — zapytał Ackerman, starając się zapomnieć o porannym wstawaniu. Musiał wyrzucić te wspomnienia z głowy. — Zastanawiam się, czy nie zrobić czegoś na obiad. Chciałbyś coś? 

— N-Nic nie trzeba — odpowiedział nastolatek, drapiąc się po policzku. — Chociaż może… Kurczaka? 

— Kurczaki to są nam potrzebne do znoszenia jajek, więc może po prostu zrobię ci jajecznicę na kolację? 

— T-Tak! 

Levi uśmiechnął się pod nosem. W gruncie rzeczy mieszkanie z młodszym nie było takie złe. Nawet nigdzie nie uciekł, choć miał na to niejedną okazję. Imprezy przecież były organizowane przez zwiadowców co parę dni. 

— To do zobaczenia wieczorem, kapralu — szepnął Eren z uśmiechem. Nie spojrzał jednak w oczy mężczyźnie. Czyżby starał się go unikać?

Czerwona lampka zaświeciła w głowie Ackermana. Jeśli Jaeger wyszedł z pokoju z tak podejrzanym uśmiechem, to na pewno… coś planował!

— Kurwa! — syknął Levi i założył na ciało brązową kurtkę. — Dałem się tak nabrać! Przecież on dzisiaj nie ma żadnego treningu!

Wybiegł z pokoju i z zawrotną prędkością pojawił się na podwórku budynku, w którym aktualnie stacjonował korpus zwiadowców. Zmieniali co chwilę miejsca, bo znajdowali się poza bezpiecznymi murami. Mężczyzna nie zwracał uwagi na nawołujące go osoby. Biegł przed siebie, ile tylko mógł. Choć w sumie nie wiedział dokładnie gdzie. Dopiero po chwili zrozumiał bezsens poszukiwań. 

Levi podrapał się z tyłu głowy. Nie powinien pozwolić wyjść nastolatkowi samemu. Przecież zawsze chodzili razem… Po prostu stwierdził, że może mu zaufać i młodszy nic głupiego nie wymyśli. Jak bardzo mógł się zawieźć? 

— Muszę zgłosić to Erwinowi… — mruknął pod nosem, zaciskając mocno pięści. Nie chciał przyznawać się do porażki w pilnowaniu Erena, ale chyba było to jedynym wyjściem. 

Nie można było znów narażać innych.  

— Kapralu!

Odwrócił głowę w stronę postaci, która właśnie go zawołała. W tym momencie! Akurat teraz go potrzebowali! Jak nigdy go nie wołają, tak dzisiaj będą czegoś od niego chcieli! Zrządzenie losu, naprawdę! Już mu się wszystkiego odechciało. Ten dzień zapowiadał się na kompletną katastrofę. 

— Czego? — zapytał bezpośrednio, choć nie miał zamiaru nikogo urazić. Wyszło to samo z siebie. 

— Dowódca Erwin kazał przekazać, aby kapral się pojawił u niego — westchnął Connie, wodząc wzrokiem po trawie. Kolejny się go bał. 

Ackerman westchnął. Szkoda, że ten dzień zapowiadał się na kompletną klapę. Wolałby inaczej go spędzić. Niechętnie ruszył w stronę gabinetu Smitha. Codziennie odwiedzał to pomieszczenie, lecz zazwyczaj to dotyczyło taktyk odnośnie usunięcia tytanów – zresztą miał to umówione dzisiejszego dnia, lecz o godzinie siedemnastej. A była dopiero ósma. Czego chciał od niego z rana? 

Zapukał do drzwi, kiedy pojawił się przed wyznaczonym miejscem. Nie czekał długo na odpowiedź. Zaraz wszedł i stanął pośrodku pomieszczenia na baczność z zaciśniętą pięścią do klatki piersiowej. 

— Jestem, kapitanie — powiedział ze swoją kamienną miną. 

— Szybko się pojawiłeś. 

— Przyszedłem od razu, jak mnie poinformowano i rozkazie stawienia się. 

— Spocznij, Levi — westchnął Erwin i pogładził blond włosy. — Zawołałem cię, bo zauważyłem, że Eren ma się już lepiej. Nic nie wywinął w ciągu dwóch tygodni, więc myślę, że można zrezygnować z pilnowania. — Wstał z krzesła, po czym podszedł do okna, z którego miał widok na zewnątrz. — Myślę, że już dzisiaj będziecie mogli się obydwoje wyprowadzić i wrócić do swoich pokojów. Tylko myślałem, że przyjdziecie razem, aby się nie powtarzać. 

— Ja…

— Wiesz może gdzie jest Eren? — zapytał mężczyzna, a Rivaille przygryzł dolną wargę. 

— Uciekł.

Powiedział to kompletnie bezmyślnie. Nie miał twardych dowodów na to, że Eren uciekł, a mimo to tak stwierdził. Teraz już nie pozwolą młodemu wrócić do jego pokoju, a Levi będzie musiał dalej sprawować nad nim opiekę. 

Ale czy właśnie tego Ackerman nie chciał? 

Gdy przysłuchiwał się wypowiedzi dowódcy, zaciskał mocno pięści. Nie wyobrażał sobie tego, aby nagle nie pilnować Erena. Z biegiem dni stawało się to dla niego codziennością. Poranne wstawanie z rumieńcem na twarzy, zastanawiając się o co chodzi z tym pieprzonym, wspólnym leżeniem. Następnie jedli wspólne śniadanie, które przygotowywali na zmianę, w zależności od tego, który pierwszy wstawał. Potem udawali się na treningi, dzięki czemu Levi mógł go pilnować i obserwować postępy Erena w posługiwaniu się sprzętem wojskowym. Kilka godzin później znów spotykali się w sypialni, gdzie po kolei brali kąpiel. Później Rivaille chodził na spotkania taktyczne i w końcu, około godziny dwudziestej, spędzali wspólnie wieczory. Nie robili w sumie nic ciekawego, zazwyczaj Levi sprzątał lub czytał książki, a Eren dalej trenował już bez sprzętu. 

— Jak to „uciekł”? — powtórzył Erwin. Nie potrafił uwierzyć w słowa kaprala. — Przecież przez dwa tygodnie wszystko było w porządku. 

— Okłamał mnie dzisiaj — mruknął Ackerman, patrząc na dowódcę z niewzruszoną miną. Oby nie wyczuł w jego głosie kłamstwa. — Powiedział, że idzie na trening. Dzisiaj mieli zaplanowany dzień na odpoczynek. Wyszedłem go szukać. Myślę, że…

— Powinniśmy go wsadzić od razu do więzienia — szepnął ktoś z tyłu, co oczywiście doszło do uszu kaprala. 

— Może masz rację — powiedział Erwin. 

— Nie sprawia aż tak dużych problemów — wtrącił od razu Levi. — Mogę dalej się nim zająć. Ta ucieczka była raczej jednorazowa. Po prostu uważam, że wciąż należy mieć nad nim…

— To wybiorę kogoś in…

— Nie ma nikogo lepszego niż ja, i ty Erwin wiesz o tym najlepiej — mruknął Rivaille, wprawiając zebranych w lekki osłupienie. Postawił się właśnie Smithowi. Zawsze taki posłuszny, a tym razem postanowił podjąć inną decyzję. 

— Masz godzinę. 


Masz godzinę.

Ostatnia wypowiedź dowódcy wciąż krążyła po głowie Levi’ego. W sześćdziesiąt minut miał znaleźć Erena, przyprowadzić go całego i zdrowego oraz udowodnić, że kapral nadaje się na niańczego tego idioty. Dopiero co pokazał, iż nie jest w stanie go upilnować i na pewno jak go znajdzie, to wszystko się zmieni. 

— Eren, zabiję cię, jak tylko cię spotkam — mruknął pod nosem. 

W pierwszej kolejności miał zamiar sprawdzić pole treningowe. Znając Erena, najpewniej znajdował się właśnie tam. Młodzieniec chciał się szkolić, by wybić morderczych tytanów. Ackerman starał się nie pokazywać, że determinacja chłopaka bardzo mu imponowała, ale ostatnimi czasy nie za bardzo mu to wychodziło. W końcu zaczął o nim naprawdę dużo gadać. Przede wszystkim opowiadał o Jaegerze swojej drużynie, która powoli miała serdecznie dość tego tematu, ale ostatecznie musieli to przetrwać. Nie chcieli się narażać na złe spojrzenie kaprala. 

Pojawienie się na placu treningowym zajęło mu około trzech minut. Rozejrzał się wokół. Usta samoistnie się otwarły, nie wierząc w to, że Erena nie było na polu. Rivaille przygryzł wargę. 

Ten pieprzony gnojek mógłby się ogarnąć! Przecież na szali znajdowało się ich wspólne mieszkanie. Może jednak młodszemu wcale na tym nie zależało? Ale to po co Levi się w takim razie stara? Strata czasu. Mógłby lepiej go spożytkować, a nie szukać kadeta, któremu zależało wyłącznie na sobie. 

— Powinienem po prostu odejść — mruknął do siebie zirytowany kapral. — Co mi tak zależy na jakimś głupim zamieszkiwaniu z Erenem? Przecież samemu było mi znacznie lepiej. 

Mężczyzna przygryzł walkę. Lepiej? Gówno prawda. Codzienność, która rozpoczęła się wraz z pilnowaniem Erena, nie była przecież taka zła. Mógłby nawet przysiąc, że nie wyobrażał już sobie funkcjonowania bez młodszego… 

Zaciskając mocno dłonie, wiedział już co musi zrobić. Znalezienie Erena stało się dla niego numerem jeden. Do stracenia miał zbyt wiele. Ale w takim razie, gdzie młodszy mógł być? 

Westchnął zirytowany. Nie miał pomysłów. Przecież nie znał Jaegera na tyle, aby wiedzieć, gdzie może przesiadywać. Powinien zapytać Mikasę? Lepiej nie – jeszcze zaniedba swoje obowiązki. 

Levi spojrzał w niebo, szukając w nim odpowiedzi na swoje pytanie. Pogoda dzisiejszego dnia nie była najgorsza. Wręcz przeciwnie – słońce mocno świeciło, a parę pojedynczych chmur sunęło po błękitnym tle. 

Nagle już wszystko wiedział. Otrzymał wiadomość z nieba. Znalazł odpowiedź we wspomnieniach.

Przygryzł dolną wargę, po czym za pomocą sprzętu do manewrów powietrznych, przyczepił się do pierwszego drzewa. Umiejętnie używał wojskowych urządzeń, aby odnaleźć wybraną drogę. Levi ignorował gałęzi drzew, które co jakiś czas raniły go w twarz. Przystanął jednak, gdy ujrzał w oddali jednego tytana. Krążył pod jednym z dębów, starając się wdrapać na górę. 

Rivaille spojrzał na koronę drzewa. Na jednej z gałęzi siedział Eren. Niewzruszony potworem, który chciał go zjeść, wpatrywał się w krajobraz przed sobą. Ackermann ruszył w stronę chłopaka. Gdy przystanął tuż obok niego, po prostu zajął miejsce obok. 

— Znów tutaj? — zapytał mężczyzna. 

— Widok jest przepiękny, kapralu — odparł Jaeger, nie odwracając wzroku.

— Dlaczego przyszedłeś sam? — Levi zadał kolejne pytanie. — Powinieneś był poprosić mnie o pozwolenie oraz…

— Czuję się zamknięty.

— Huh?

— Czuję się zamknięty, kapralu — powtórzył Eren, po czym spojrzał na towarzysza. — Nie odstępujesz mnie nawet na krok. Nie uważasz, że to trochę uciążliwe dla ciebie? Dla mnie jest, nie mogę nawet sam śniadania zjeść, a co dopiero brać kąpiel. Zawsze gdzieś za mną jesteś…

— Złóż skargę do Erwina — odparł od razu Ackermann, czując, jak jego ciało robi się ciepłe. Żyłka na czole zaczęła pulsować. — Jeśli przeszkadza ci moja obecność…

— Nie przeszkadza, kapralu! — krzyknął nowy członek korpusu zwiadowczego. — Chodzi o to! — zacisnął usta na chwilę, po czym kontynuował wypowiedź. — Kapralu, ja chciałbym, abyś robił to bezinteresownie! W tym momencie jest to dla ciebie praca… Dlatego jestem zamknięty w klatce… Ale gdybyś… Gdybyś robił to dla mojego dobra… Kapralu, ja… 

— Po części już to robię ze względu na ciebie — wtrącił Levi. 

W tym momencie Eren już nie odpowiedział. Obydwoje spojrzeli sobie w oczy. Choć potrafili wyczytać ze swoich tęczówek wiele emocji, to nie byli w stanie ich nazwać. Nie minęła nawet sekunda, a Jaeger niepewnie zbliżył twarz w stronę buzi kaprala. Nie spuszczając wzroku z mężczyzny, pochylił się jeszcze bardziej i zamknął oczy. 

Ackermann w odpowiedzi zaczął szybciej mrugać powiekami, a w momencie gdy tytan szalejący na ziemi głośno ryknął, odsunął się od młodszego chłopaka i chrząknął wymownie. 

— M-Musimy już wracać — jęknął Levi, po czym użył sprzętu manewrującego, znów przyczepiając urządzenie do drzewa. — Użyj swojego sprzętu. Musimy wracać. 

— D-Dobrze… — powiedział Jaeger, wstając na gałęzi. Również skorzystał z posiadanego sprzętu i ruszył przed siebie. Kapral miał widok na chłopaka, który odrobinę sztywno manewrował między drzewami. Zdecydowanie musiał go jeszcze doszkolić. 

 

W gabinecie Erwina pojawili się piętnastu minutach. Całą drogę przebrnęli w ciszy. Zdążyli jeszcze zabić wspólnie czterech tytanów, co utwierdziło Leviʼego w przekonaniu, że Eren zdecydowanie mógłby poradzić sobie ze wszystkim już sam. Młody żołnierz nie dał się również ponieść emocjom i zachował wewnętrzny spokój, dzięki czemu nie aktywował niepostrzeżenie swoich mocy. Jednak czy jakiekolwiek argumenty mogły uratować ich sytuację? Wspólne mieszkanie stało się przecież dla nich przyjemną codziennością. 

— Dzień dobry… — mruknął Eren ze spuszczoną głową. — Przepraszam za moje zniknięcie. 

— Obiecałem kapralowi, że nic się nie zmieni, jeśli znajdzie cię w ciągu godziny — skomentował Erwin, po czym wstał od swojego biurka. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. — Godzina minęła około trzydziestu minut temu. 

— Ale… 

— Twoje nieodpowiedzialne zachowanie zasługuje na naganę, Eren — wtrącił Levi, wpatrując się na dowódcę korpusu zwiadowczego. — Nie dopilnowałem cię, więc musi się znaleźć zastępstwo za moją osobę. — Mężczyzna zacisnął mocno pięści. — Znaleźliście już kogoś? 

Erwin zamknął oczy, gdy oparł się o blat biurka tuż naprzeciwko spóźnionej pary. Przez chwilę nie odezwał się, ale w końcu dał im odpowiedź. 

— Nie zmieniam nic — odparł. 

W tym samym momencie po gabinecie rozległy się ciche odgłosy ulgi. Levi spojrzał kątem ona na Jaegera. Chłopak starał się ukryć uśmiech, lecz niezbyt mu to wychodziło. 

— Dlaczego? — zapytał Rivaelle zupełnie poważnie. — Myślę, że to niepotrzebne. Eren jest już w stanie utrzymać swoją ludzką formę, a tytana aktywuje tylko wtedy, gdy naprawdę jest to potrzebne. 

— K-Kapralu… — Eren starał się przerwać wypowiedź mężczyzny. 

— Chciałbym, aby to zadanie zostało oficjalnie zakończone — Levi stanął na baczność, starając się ukazać, jak bardzo mu na tym zależy. 

— W takim razie… — powiedział Erwin, ale nie dane było mu dokończyć zdania. 

— Kapitanie, kapralu! — Eren wybuchnął. Zacisnął mocno powieki i pięści. — Ja nie chcę jeszcze tego kończyć! Sądzę, że jeszcze potrzebuję… 

— Chciałbym móc dokończyć wreszcie swoją wypowiedź i prośbę jednocześnie — mruknął Ackermann. 

Erwin i Eren spojrzeli na niego z zaciekawieniem. Kapitan odsunął się od biurka i stanął ze skrzyżowanymi rękami, jakby chciał mieć pewność, że kapral nie wycofa się ze swoich słów. 

— Słucham? — odparł Smith. 

— Chcę skończyć to zdanie. 

— Mów. 

Levi spojrzał na Jaegera, którego mina wyraźnie pokazywała smutek. Mężczyzna westchnął ciężko, po czym odwrócił głowę. Na jego policzkach pojawiły się rumieńce. 

— Chcę zakończyć to oficjalne zadanie… — Eren cicho westchnął, ale mimo to Rivaille kontynuował. — Ale mimo to chciałbym prosić o dalszą możliwość czuwania nad Erenem. Myślę, że moja obecność dobrze na niego wpływa. 



Talon: Wszystkiego Najlepszego z Dnia Kobiet dla wszystkich utożsamiających się z tą płcią ♥ Dziś w rozdziale nie ma kobiet, ale w zamian jest trochę Erena i Levi'ego ♥ Dawno nic z nimi nie tworzyłam, dlatego bardzo się cieszę, że to dodaję ♥ 

6 stycznia 2023

50% miłość, 50% seks – rozdział 2

 .


Eren nawet nie odwrócił się, by spojrzeć na zaskoczonych jego nieoczekiwaną złością przyjaciół. Aktualnie nie miał najmniejszego zamiaru z nimi rozmawiać, bo nie podobało mu się to jak ci zwracali się o jego ukochanym kapralu. Powinni go szanować, jednak tymczasem mówili o nim jakby był prawie na tym samym poziomie... a wcale nie był! 

Levi był najsilniejszym wojownikiem, którego jak dotąd poznał młodzieniec. Przewyższał nawet kapitana Erwina swoją walecznością... Ale zdecydowanie jego atutem była nienawiść, którą żywił do siejących zamęt ogromnych olbrzymów, pożeraczy ludzi.

Po paru krokach w końcu do niego podszedł, a żeby zwrócić jego uwagę na siebie położył dłoń na jego plecach. 

— Och — szepnął zaskoczony Ackerman, gdy odwrócił głowę i zobaczył przed sobą niesamowicie mocno zarumienioną twarz młodszego kompana. — Czego chcesz? 

— Chciałem się zapytać... Ale już zapomniałem o co — zaśmiał się nerwowo. Zamknął szybko oczy, by jak najszybciej zakryć swoje zawstydzone oraz zdenerwowane spojrzenie, po czym odwrócił się na pięcie. — Nie będę przeszkadzał.

— Nie... Poczekaj — szepnął starszy chwytając go za nadgarstek. — Kto powiedział, że mi przeszkadzasz? Zostań jeśli chcesz.

Mężczyzna puścił Jaegera, po czym podszedł do jednego z pustych stolików przy którym mogło się znaleźć jeszcze parę osób. Oczywiście Eren usiadł zaraz obok niego mocno zarumieniony oraz zawstydzony jakby bał się wykonać jakiś niepotrzebny ruch. Nie chciał zrobić z siebie jeszcze większego debila, musiał się pokazać z jak najlepiej strony.

— Dobrze ci poszedł poprzedni trening — zaczął w końcu Levi ze swoją firmową, niewzruszoną miną. — Nie było tragedii.

— Dziękuję — odpowiedział zaskoczony szatyn, jednak nie wiedział jak powinien kontynuować dalszą rozmowę. W sumie to wiele tematów narzucało mu się do głowy, ale bał się jakikolwiek zaczynać. Co jeśli palnął by coś kompletnie głupiego?

Ackerman upił łyka napoju, który znajdował się na stoliku, po czym odetchnął z lekką ulgą. On również chciał porozmawiać o różnych rzeczach, ale czy Eren porozmawiał by z nim normalnie, a nie tak oficjalnie?

— Jak się dzisiaj czujemy? — zapytał w końcu starszy spoglądając na kompana, jednak zanim pół-człowiek zdążył odpowiedzieć podbiegła do nich wesoła blondynka, Christa.

— Idziecie się przyłączyć?! — krzyknęła uradowana z delikatnym rumieńcem na twarzy przez co wszyscy zdążyli się już domyślić, że towarzystwo Ymir źle na nią wpłynęło. No kto widział, by tak niewinna osoba jak ta niska osóbka upijała się mając zaledwie piętnaście lat? — No chodźcie!

Nim zdążyła znów coś krzyknąć została pociągnięta przez przyjaciółkę w stronę innego stolika, by pewnie po raz kolejny się napić.

— Co to miało znaczyć — mruknął niezadowolony Levi odprowadzając ją wzrokiem, po czym spojrzał na lekko zakłopotanego Erena. — Ty też się lubisz tak upijać?

— Nie skądże! — zaprzeczył głośno. — Skąd w ogóle taki pomysł!

— Jesteście z tego samego korpusu, czyż nie? Nie wiem co robiliście w wolnym czasie.

— Inni może się upijali — spojrzał na chwilkę w stronę zadowolonego Jeana. — Ale ja nie jestem taki sam. Muszę być zawsze gotowy w razie niespodziewanego ataku, tak jak było to kilka lat wcześniej.

Rivaille parsknął cichym śmiechem, napił się łyka gorącego napoju i spojrzał tym razem  w pewne tęczówki młodszego znajomego. Eren wciąż go zaskakiwał – niby był nieokrzesanym oraz bezmyślnym nastolatkiem, lecz gdy przyszłoby co do czego to pierwszy stanąłby w linii obrony, a także wyrżnąłby każdego przeciwnika. To właśnie z tego powodu Levi zwrócił na niego większą uwagę.

Ta nienawiść oraz poświęcenie...

Nie każdy to miał dlatego Jaeger wydawał się kapralowi kimś wyjątkowym.

— E...

— Kapralu! — przerwał mu nagle piętnastolatek gwałtownie wstając przez co niektórzy ze zgromadzonych spojrzeli na nich. Nieoczekiwane zachowanie zaskoczyło Ackermana, który już chciał na niego nawrzeszczeć i stwierdzić, że jest głupim dzieciakiem, lecz wtedy Eren przyłożył do serca swoją pięść, by zasalutować. — Zrobię wszystko by pozbyć się tytanów z całego świata. Postawię na szali własne życie, aby jednocześnie zagwarantować moim kompanom ich bezpieczeństwo.

Gdy tylko skończył swoją wypowiedź ukłonił się przed mężczyzną i odszedł pewny siebie.

Właśnie zrozumiał, że nie powinien marnować swojego jakże cennego czasu na takie głupoty jakimi były imprezy wojskowe. To nie na tym powinna polegać ich walka, powinni trenować do upadłego oraz natychmiast wyruszać na następną wyprawę za mury.

— Gdzie się wybierasz? — zapytał zaciekawiony brunet przeczesując dłonią swe lekko przydługawe włosy.

— Idę trenować!

— O tej porze? Przecież... — zaczął zaskoczony Levi, lecz szybko została mu wypowiedź przerwana.

— Chcę być gotowy w każdej chwili. Cała ludzkość na mnie liczy i co najważniejsze — zamknął na moment swoje usta, by zastanowić się, czy powinien powiedzieć to co miał na języku. — W razie zagrożenia obronię pana, kapralu.

Zarumieniony Eren po ostatnim zdaniu wypowiedzianym przez siebie czmychnął z budynku jak najszybciej tylko potrafił. Powoli zaczął do niego dochodzić fakt co najlepszego zrobił.



Zbliżała się trzecia godzina, Rivaille powoli zaczął robić się senny przez brak zainteresowania odbywającą się imprezą na cześć jednego z kadetów. Postanowił dołączyć się do zabawy jedynie przez fakt iż główny bohater spotkania będzie obecny, lecz odkąd opuścił budynek zaczął się po prostu nudzić. Miał cichą nadzieję, że tym razem udałoby mu się nieco zbliżyć do chłopaka, jednak ten ubiegł go chęcią potrenowania, więc mógł jedynie pogodzić się z jego wyborem.

— Levi — mężczyzna podniósł głos słysząc znajomy głos kapitana oddziału Zwiadowców. — Myślę, że powinieneś iść już spać, ja zajmę się zakończeniem imprezy i przywrócę ich wszystkich do porządku.

— Mhm, dziękuję — odpowiedział z lekkim uśmiechem.

— Odsuń się od niego.

Znajomi przenieśli zaskoczone spojrzenia na podtrzymywanego w drzwiach pijanego Erena przez Jeana oraz Conniego. Chłopakom widocznie było do śmiechu, że podstępem udało im się upić niby porządnego żołnierza, a poza tym dowiedzieli się paru nowych informacji w związku z Ackermannem.

— Co mu się stało? — Niewysoki wojownik podszedł do nich wciąż nie potrafiąc wyjść z szoku. Przecież jeszcze kilka godzin wcześniej brunet zarzekał się, że nie chce pić, bo musi być gotowy na walkę. Jak więc mógł teraz zrobić coś takiego?

— Ty — warknął nagle Jaeger, puszczając się rówieśników oraz spoglądając ze złością na Erwina podszedł do niego, by następnie mocno go popchnąć. — Nie odzywaj się do niego. — Wskazał palcem na kaprala, po czym przyłożył rękę do buzi. — On jest mój.

Nim ktokolwiek zdążył dokładnie przemyśleć jego słowa chłopak ugryzł się w dłoń i zmienił swoją postać. Górna połowa ciała tytana jaką przybrał była przyczepiona do ziemi, lecz nawet ta niepełnosprawność pozwoliła mu na poruszanie ogromnymi dłońmi na prawo i lewo.

— Uwaga! — Smith kucnął lekko gdy Eren zadał pierwszy, oczywiście niekontrolowany cios. — Erwin, nic ci nie jest? — zapytał zszokowany Levi podchodząc do niego.

— Jak widzisz to nie, ale trzeba natychmiast wyprowadzić tych pijaków na zewnątrz — warknął wściekły, spoglądając na wcześniej wymienione towarzystwo. — Jedynie my, jak widzisz, jesteśmy trzeźwi.

— Mhm — mruknął niższy spoglądając na tytana z pogardą. Miał nadzieję, że przynajmniej on podejdzie do sprawy uratowania świata na poważnie. — Ja się nim zajmę.

Blondyn kiwnął lekko głową, po czym podbiegł do zaskoczonych żołnierz. W pierwszej chwili było ciężko uspokoić panikujące grono, lecz w porę mu się udało przypominając wszystkim, że kadet na pewno nie zrobiłby krzywdy swoim przyjaciołom.

— Ty gówniarzu — warknął zdenerwowany Rivaille i podszedł do zmienionego chłopaka spoglądając w jego ogromne oczy. — Zawiodłem się na tobie. — Mężczyzna szybkim tempem ruszył do stojącego przy ścianie sprzętu do trójwymiarowego manewru i nałożył je na swoje ciało. Bez tego nie miał szans z bezmyślnym, przynajmniej w tej chwili, tytanem. — Wyciągnę cię. — Szepnął, gdy w końcu znalazł się w powietrzu. — A później zamorduję. — Warknął wściekły, po czym okręcając się wokół własnej osi wyrżnął odpowiednią dziurę w ciele potwora wyciągając tym samym z parzącego ciała nieprzytomnego szatyna. — Eren.

Akcja na szczęście nie trwała za długo i chłopak nikomu nie wyrządził większej krzywdy, jednak mimo to sprawiło, że większość pierwszy raz tak bardzo przeraziła się na jego widok. Oczywiście z wyjątkiem Ackermana, który nie uważał go za potwora. 

Eren to Eren.

I tyle.

Ale niestety tym razem mocno przesadził i trzeba było nauczyć go, że nie można postępować w tak głupi oraz nieodpowiedzialny sposób. Swoją drogą żadne z nich na pewno nie da piętnastolatkowi alkoholu nawet na spróbowanie. Reagował zbyt agresywnie, a zarazem oryginalnie. 



— Levi, zajmiesz się nim. 

Mężczyzna podniósł wzrok na dowódcę. Niemalże parsknął śmiechem, lecz powaga wypisana na twarzy Erwina sprawiła, że powstrzymał się od wykonania tej czynności. Blondyn nie żartował. Był pewien swoich słów i nie miał zamiaru się wycofać ze rozkazu. 

— Dlaczego ja?

— Tylko ty potrafisz sobie z nim poradzić… — westchnął Smith, po czym uśmiechnął się delikatnie. — … i jakimś cudem tylko ciebie słucha. Nie wiem, jak to zrobiłeś, ale odwaliłeś kawał dobrej roboty. — Mężczyzna wyprostował się. — Myślę, że Eren jest naszą największą nadzieją. Może w końcu uda nam się powstrzymać tytanów i odzyskać wolność. 

Rivaille kiwnął głową. Nie był tak optymistycznie nastawiony do tego pomysłu. Miał się nim zająć? Co to właściwie miało znaczyć? Czyżby został jego niańką? Niech go nawet nie wkurzają. Przecież Eren jest już na tyle dojrzały, by zająć się samym sobą. Nie potrzebował do tego opiekunki… 

Choć po ostatniej akcji – gdy upił się i zmienił w tytana – Levi już nie był pewny. Może i lepiej było, by ktoś się zajął młodym… ale dlaczego to właśnie musiał być kapral? Przecież nie potrafił się nawet sobą porządnie zająć. Jedynie w sprzątaniu był najlepszy… ale opieka? 

Tylko szaleniec mógł wpaść na pomysł, by to on – Ackermann – zajmował się, kurwa, nastolatkiem. 

— Wzywałeś mnie, kapitanie? 

Do pomieszczenia w którym znajdowali się Zwiadowcy, wszedł skruszony własnym zachowaniem Eren. Jego wzrok najpierw powędrował w stronę Erwina, a następnie odnalazł kaprala. Gdy tylko ich spojrzenia się zetknęły, Jaeger spuścił głowę, spoglądając na podłogę. 

— Tak, Eren — odpowiedział surowo Smith, po czym usiadł za swoim biurkiem. — Nie możemy sobie pozwolić na to, abyś znów zamienił się w tytana bez powodu. — Wskazał dłonią krzesło na przeciwko, aby poddany mu żołnierz zajął miejsce. — Postanowiliśmy przyjąć pewne środki zapobiegawcze, aby ostatnia sytuacja się nie powtórzyła.

— Dobrze, kapitanie — odparł smutno Eren. Wydawał się być teraz taki bezbronny.  Musiało mu być bardzo źle. Przecież naraził życia bliskich na niebezpieczeństwo przez swoją głupotę. 

— Levi się tobą zajmie — powiedział wprost Erwin, spoglądając w zielone oczy nastolatka, które powoli zaczęły się rozszerzać. — Ostatnio to on cię powstrzymał, więc myślę, że będzie najlepszym opiekunem. — Mężczyzna spojrzał na poirytowanego Ackermana. — Już go o tym poinformowałem. Nie martw się o to, Eren. 

— J-Ja…

— Nie pozwolimy na to, byś znów naraził innych — odezwał Rivaille i podszedł do chłopaka. — Będę cię pilnował. — Zaakcentował ostatnie słowo, piorunując spojrzeniem dowódcę. — To nie będzie opieka. 

Eren kiwnął ruchem głowy. Przygryzł dolną wargę, by powstrzymać się od uśmiechu. Już sobie wyobrażał czas spędzony z kapralem. Wydawało się to być marzeniem. Może powinien częściej zmieniać się w tytana? Wykorzystywać swoją moc?

Nie!

Nie mógł narazić innych na niebezpieczeństwo. Chłopak zacisnął mocniej pięści. Oczywiście chciał spędzić czas z Ackermanem, ale wciąż jego pragnieniem było zabicie wszystkich tytanów. Już nigdy nie użyje tej mocy, aby starszy go obserwował. Eren musiał znaleźć na to inny sposób.

— Od kiedy mam zacząć? — zapytał Levi, przerywając ciszę. — Mogę od zaraz, lecz chciałbym się dowiedzieć, jaki mam konkretny zakres swoich obowiązków. — Nie spoglądał na Jaegera. — Muszę wiedzieć, co mnie obowiązuje. Pamiętaj, Erwin, że nie jestem pieprzonym robotem. Też będę potrzebował czasu dla siebie. 

— Oczywiście — odparł Smith. — Możesz zacząć od zaraz. Masz go przede wszystkim obserwować wieczorami. Wytłumaczenie jest proste. 

— Jakie? — zapytał zainteresowany Eren. 

— Wiemy o waszych nocnych spotkaniach — westchnął dowódca. — Niechętnie na to przyzwalamy. Ale zdajemy sobie sprawę, że potrzebujecie trochę rozrywki w tak okrutnych czasach. My też — wskazał na przysłuchującego się Rivaille’a – kiedyś przez to przechodziliśmy. Mimo to nie możemy pozwolić na tą chwilę, byś ty brał udział w tych spotkaniach. 

Jaeger już miał zamiar otworzyć buzię, lecz przerwało mu chrząknięcie kaprala. 

— Pamiętaj, Erwin, że potrzebuję snu — mruknął Levi, krzyżując ręce. Oczekiwał konkretnej odpowiedzi, która miała mieć sens. 

— Pamiętam. Dlatego otrzymacie jeden pokój z dwoma łóżkami. Tak będzie najlepiej.  Będziesz mógł go obserwować, a kiedy coś wywinie podczas twojego snu, po prostu to usłyszysz. Wiem, że masz płytki sen. 

— Ostatnio mnie sprawdzałeś.

— I oczywiście podczas snu zauważyłeś mojego szpiega. 

Ackerman przewrócił oczami. Nawet nie chcąc, zachowywał ostrożność. Głupi instynkt. Czasem żałował, że posiadał potężne umiejętności. Czuł presję, że wiele osób na nim polega, przez co nie mógł popełnić żadnego błędu. Tym razem również musiał się poświęcić dla wielu. 

— Mam nadzieję, że wszystko jest już przygotowane — mruknął Levi. — I że nie będę musiał po nikim sprzątać. Nie ukrywam, że byłoby to dla mnie duże utrapienie. 

— Znając ciebie i tak poprawisz wszystko — skomentował Erwin z lekkim uśmiechem. — Cieszę się, że nie stanowi to dla ciebie problemu. 

— Mhm… — prychnął kapral, po czym spojrzał na Erena.

Nastolatek wydawał się, jakby chciał ukryć podejrzany uśmiech. Oczywiście nie umknęło to uwadze Ackermanowi, lecz ten postanowił pozostawić to bez komentarza. Cała ta sytuacja była popieprzona. 

— Zbieraj się, Eren. 

Spojrzenie obydwu zetknęło się na moment. 

Dziwna i krępująca sytuacja. 

Ale trzeba będzie to przetrwać.  


Po przekroczeniu progu drzwi pokoju, w którym mieli tymczasowo zamieszkać nastolatek wraz z kapralem, obydwoje zatrzymali się, by otworzyli lekko usta. Widok, jaki zastali, sprawił, że zdębieli.

Erwin powiedział im… że będą mieli dwa osobne łóżka. Tymczasem – w pomieszczeniu znajdowało się jedno ogromne łoże… małżeńskie! Że niby mieli razem spać?! Pod jedną pościelą?! 

— Powariowali! — skomentował Levi, po czym odwrócił się na pięcie, chcąc odejść i wyjaśnić tę nieprzyjemną sytuację. Zatrzymał go jednak Eren, który chwycił go kurczowo za nadgarstek i pociągnął lekko w jego stronę. 

— Może… 

— Nawet nie próbuj nic głupiego wymyślać! 

— Po prostu jest późna godzina… I może… 

— To ich wcale nie usprawiedliwia! — krzyknął Ackerman, wyswobadzając się z uścisku. — Muszę to jak najszybciej załatwić! Erwin na pewno o wszystkim wiedział!

— Ale wszyscy pewnie poszli spać!

Levi zamrugał parę razu powiekami. Młody członek korpusu zwiadowczego zarumienił się, po czym podrapał z tyłu głowy. Nie ma co, przechlapał sobie. I to porządnie. 

— Nie unoś więcej na mnie głosu, Jaeger — mruknął kapral. 

Wyminął chłopaka, by zaraz zająć miejsce na łóżku. 

— Śpię po lewej stronie. Rozumiemy się? — zapytał, lecz wcale nie oczekiwał odpowiedzi. To był jeden z jego rozkazów. — Wolę spać przy ścianie. Musimy spróbować się jakoś podzielić stronami. Później zrobię kreskę na środku. Dziś już mi się nie chce. Ale spróbuj nie wchodzić w moją strefę komfortu. 

— T-Tak jest! 

I wszystko byłoby prawdopodobnie w porządku, gdyby nie fakt, że gdy już zasnęli… Levi objął jednym ramieniem ciało Erena i mocno do siebie przyciągnął. No cóż… Nie tak do końca wyszło tak, jak to sobie kapral zaplanował. 



Talon: Udało mi się wreszcie po miesiącu dodać jeden z rozdziałów, które zawarłam w swojej kolejności... Tak się cieszę. Od nowego roku postanowiłam więcej pisać, a co!
Tym sposobem razem z K. wciąż tworzymy ID (piszemy 38 rozdział!), jesteśmy w połowie drogi do ukończenia Reckless Pain, którego pierwszy rozdział już od dawna można przeczytać na blogu i wpadłyśmy na cudowny pomysł nowego opowiadania Starstruck, które oczywiście piszemy razem!
Ja się natomiast nie mogę doczekać aż dodam rozdziały love script (za niedługo dodam do zakładki „opowiadania”). Mam również nadzieję, że uda mi się wrócić do pisania zamówień – aż czterech! Dopiero teraz zauważyłam, jak zaniedbałam to zobowiązanie :( 
Rok 2023 uważam za otwarty i dobrze się rozpoczynający! Mam nadzieję, że taki już pozostanie ♥


24 listopada 2018

50% miłość, 50% seks – Rozdział 1





Eren x Levi || Shingeki no Kyojin

Młody żołnierz wszedł do niewielkiego pomieszczenia, które od dłuższego czasu chętnie odwiedzał. Piwnica w której właśnie się znajdował służyła do omawiania poszczególnych planów wypraw za mury, jednak to nie rozmowy sprawiały, że czuł się uradowany. Głównym powodem dla którego przychodził na te spotkania był kapral Levi w którym potajemnie się podkochiwał. Na szczęście nikt jeszcze nie zauważył iż czuje coś do starszego, więc na spokojnie mógł go podziwiać kiedy chciał i ile chciał.
W pomieszczeniu pojawił się, gdy w środku była już znana wojowniczka Hanji Zoe, która interesowała się życiem tytanów. Po grzecznym przywitaniu się z kobietą usiadł przy stole oczekując nadejściu jego obiektu westchnień.
Eren nigdy nie pomyślałby, że mógłby zakochać się we własnym kapitanie, jednak stało się to tak nieoczekiwanie i nie potrafił się już tego pozbyć. Na początku było to frustrujące uczucie, lecz gdy tylko przyzwyczaił się do myśli iż zakochał się w Ackermanie zapragnął doznać uczucia miłości. Oczywiście wiedział, że brunet nigdy nie zechce z nim być, ale miał taką cichą nadzieję.
— Oi, Eren słuchasz mnie? — Z rozmyśleń młodego chłopaka wyprowadził kobiecy głos. Odwrócił się w stronę uśmiechającej się od ucha do ucha szatynki i westchnął głośno kiwając przy tym głową. — Rozumiem, rozumiem... Och! Jestem ciekawa kiedy przyjdzie Levi.
Imię wypowiedziane przez Hanji sprawiło, że na policzkach Jaegera pojawił się delikatny rumieniec. Chłopak nie domyślał się, że jedna z liderek zrobiła to specjalnie, by zobaczyć jego reakcję. Myślał, że nie widać jego uczuć, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo jest to dla niektórych osób oczywiste.
— O ile się nie mylę to dzisiaj macie mieć z nim zajęcia, czyż nie?
Eren kiwnął delikatnie głową.
— Jesteś przygotowany na jego brutalne metody nauki?
Piętnastolatek powtórzył wcześniejszy ruch.
— Ty to jednak odważny jesteś. Nikt nie jest na tyle głupi, by zacząć z nim walkę sam na sam — zaśmiała się łapiąc młodszego pod pachę za kark. — Widać, że jesteś tym najbardziej szalonym młodzieńcem. Już mi się podobasz!
— Dziękuję — mruknął spokojnie Eren, próbując się wyswobodzić z tego nieco nędznego uścisku. — Ale myślę, że możesz mnie już puścić.
— Chcesz żeby to Levi cię dotykał, nie? — zapytała z szerokim uśmiechem, a kiedy Jaeger miał już jej odpowiedzieć do pomieszczenia weszli pozostali członkowie oddziału Zwiadowców na czele którego stał w tej chwili Ackerman, pełniący zastępstwo ich dowódcy, Erwina. — Dzień dobry, Levi!
— Czego chcesz? — odpowiedział jej, od razu ściągając z rąk gumowe rękawiczki. — Przeszkodziliście mi w sprzątaniu. Mam nadzieję, że jesteś świadoma wszelkich konsekwencji.
— Och już nie narzekaj, no! — wrzasnęła uradowana. — Bo wiesz… Wiem o tobie i o Erenie parę ciekawych rzeczy…
Mężczyzna otworzył szerzej oczy ze zdziwienia, po czym spojrzał na równie zaskoczonego Jaegera. Jakich rzeczy? Przecież nie zdążył mu jeszcze niczego zrobić, więc o co jej mogło chodzić? Ciemnowłosy zwrócił swój wzrok na Zoe, po czym prychnął głośno w geście zniechęcenia.
— Nic nas nie łączy — powiedział pewnym siebie głosem, chociaż w duchu krzyczał sam do siebie, że nie powinien tak mówić, bo Eren tak bardzo go podniecał… Momentami było to nawet nie do wytrzymania. — Więc? Jaki jest powód?
— Nie mów mi tylko, że zapomniałeś! — wrzasnęła nagle, a stojący tuż obok niej Jaeger mruknął coś niezrozumiałego pod nosem spoglądając tym samym na kaprala. — Naprawdę? Ech, nie chcę wiedzieć co tak bardzo zajmuje twoje myśli.
— Prawidłowo — syknął opanowany — nie powinno cię to w żadnym stopniu interesować.
— Mnie może i nie, ale…
Piorunujące spojrzenie mężczyzny sprawiło, że wojowniczka natychmiast ucichła. Była pewna siebie, nie bała się tego niewysokiego żołnierza, jednak momentami potrafił być naprawdę przerażający.
Po wymienieniu ze sobą jeszcze paru oschłych zdań kobieta w końcu opuściła pomieszczenie na pożegnanie zamykając drzwi z całej siły w akcie mocnego zdenerwowania. Być może Levi był od niej starszy, silniejszy i miał wyższą rangę, lecz mimo to powinien zwracać się do niej z szacunkiem.
Natomiast Ackerman na pożegnanie jej osoby westchnął tylko głośno i odwrócił się w stronę swoich podopiecznych.
— Dzisiaj są te ćwiczenia, tak? — zapytał choć tak naprawdę nie oczekiwał żadnej odpowiedzi. Nie lubił rozmawiać z nowymi członkami Zwiadowców, którzy wciąż niesamowicie trzęsą się przed tytanami. Powinni być zdecydowanie silniejsi, chociaż był jeden chłopak, który spełniał jego oczekiwania. — Eren.
— Tak? — odezwał się wywołany wojownik.
— Poćwiczysz dzisiaj ze mną, jeśli ktoś cię przypadkowo zrani może to się źle skończyć.
Brązowowłosy z delikatnym uśmiechem skinął głową na znak zgody i już nie mogąc się doczekać bliskiego kontaktu cielesnego z kapralem, oczekiwał na rozpoczęcie treningu. Ile on by dał, by coś się między nimi w tym momencie zadziało, ale były to jedynie głupie fantazje, poza tym… Nie tylko o takich rzeczach myślał, chciał go też po prostu uścisnąć.
— Eren jesteś pewny, że chcesz z nim walczyć? — Nagle rozmyślenia szatyna przerwała jego przyrodnia siostra, Mikasa. — Jeśli chcesz to ja mo…
— Nie, nie musisz się o mnie martwić, w końcu nie jesteś moją matką, a ja nie mam już pięciu lat — warknął zły, po czym podszedł do spoglądającego na nich mężczyzny. — Możemy rozpocząć, kapralu.
— Dobrze.
Członkowie oddziału zwiadowczego po dobraniu się w pary stanęli naprzeciwko siebie i oczekiwali pierwszego ruchu swojego przeciwnika. Żaden nie chciał rozpocząć ataku, bo mogliby wtedy źle ocenić sytuację, więc postanowili czekać. Nawet Eren, który zazwyczaj popychany swoją pewnością siebie tym razem stał nieruchomo oczekując nadejścia ataku w odpowiedniej pozycji.
Annie go tego nauczyła…
— Nie rozmyślaj o głupotach walcząc ze mną — męski głos sprawił, że w końcu się otrząsnął, lecz nie zdążył wykonać uniku. Walka nawet się nie zaczęła, a on już dostał w mordę. Nie popisał się swoimi umiejętnościami, zamiast tego nieźle się zbłaźnił przed ukochanym.
— Przez chwilę pomyślałem o czymś innym.
— Zacznij myśleć o naszym pojedynku.
— Spróbuję.
— Nie masz próbować — warknął Levi nie zdając sobie sprawy iż to on jest tutaj głównym problemem. — Nie będę dawał ci forów. Masz być silny, silniejszy ode mnie, inaczej nigdy nie zwyciężysz tak potężnej wojny.
— Tak jest!
— Zacznijmy od nowa.
— Tak jest!
Znów stanęli naprzeciwko siebie spoglądając wzajemnie w swoje przepełnione dziwnymi iskierkami oczy, których żaden z nich nie potrafił zrozumieć. Po krótkiej chwili Eren jednak postanowił to przerwać i z całej siły zaatakował kaprala, który z łatwością uniknął ciosu.
— Myślisz, że coś takiego mnie załatwi? — zapytał, po czym chwycił upadającego piętnastolatka i przerzucając go przez ramię rzucił nim o ziemię. — Postaraj się! Co z ciebie za bohater?!
— Tak jest!
Jaeger wstał podbudowany niespodziewanym dopingiem ze strony mężczyzny. Zawsze marzył o tym by Levi traktował go jak jakiegoś wybawcę na którego cholernie mocno liczy i teraz jego marzenie powoli zaczęło się spełniać. Miał gdzieś, czy dla innych będzie tak ważny, chciał tylko być bohaterem w oczach swojego ukochanego.
Po spojrzeniu w te zimne źrenice przyjął pozycję obronną dzięki której byłoby mu również wygodnie zaatakować. Niestety rozmyślenia na temat pierwszego ataku zostały szybko przerwane przez cios w brzuch. Zaskoczony chciał przerwać trening, jednak stwierdził, że się nie podda. Gwałtownie odwrócił się na pięcie po czym wykonał wysoki kop prawą nogą trafiając tym samym w ramię starszego.
Młodzieniec od razu chciał go przeprosić, ale Ackerman rozkazał mu kontynuować. Zadowolony szatyn wysłuchał jego podpowiedzi i prostując rękę chciał wymierzyć cios w jego buzię, lecz w tym samym momencie Levi podciął go. Eren z impetem uderzył o ziemie głową, ale nim zdążył narzekać na ból szczęki poczuł na plecach ciężar, a chwilę później jego ręce i nogi zostały wygięte do tyłu. Z ust nowego członka Zwiadowców wydobył się lekki syk, jednak próbował jakoś powstrzymać swoje emocje.
— Cholera — syknął — puść już mnie!
Zamiast wysłuchania jego prośby Levi objął lewą nogą jego szyję i pociągnął ją do tyłu.
W tym momencie ból był po prostu nie do opisania. Każdy zaciekawiony wojownik spoglądając na Jaegera nabrał w jednej sekundzie niesamowitego szacunku do kaprala. Wielu zaczęło się nawet zastanawiać dlaczego jest na takim niskim stanowisku. Powinien być znacznie wyżej, bo swoją walecznością przewyższał samego Erwina.
— Kurwa — wrzasnął w końcu Eren, a kapral pochylił się nad jego uchem jakby miał zamiar coś mu powiedzieć, ale zamiast tego tylko lekko je ugryzł. Na szczęście nie sprawił, by młody chłopak przemienił się w tytana, ale zamiast tego sprawił, że zrobiło mu się gorąco.
— Mhm — odpowiedział starszy, po czym w końcu się odsunął i puścił go.
Nikt na szczęście nie dopatrzył się tego nagłego przygryzienia.
Pozostało więc ono tajemnicą piętnastoletniego chłopaka i jego obiektu westchnień.

❧❧❧

Po upływie zaledwie czterech dni od treningu z kapralem, Eren wciąż nie potrafił się uspokoić. Czuł nad swoim uchem jego gorący oddech oraz słyszał ten niesamowicie niski głos, który wydawał się jakby czegoś pragnął, ale szatyn nie do końca wiedział czego. Może po prostu chciał by Jaeger zabił tytanów? Nie, nie, nie. To nie było tego typu pragnienie. To było coś całkowicie innego, niezwiązanego z wojną oraz walkami.
Coś, jakby pragnął go dotknąć...
Ale Eren doskonale wiedział, że to nie tego chciał wyższy rangą mężczyzna. Przecież ktoś taki jak Levi nigdy nie zwróciłby na niego uwagi.Chłopak mógłby się nawet założyć, że brzydziłyby starszego miłosne relacje z nim... bo oboje byli tej samej płci.
Jaeger wstał ze swojego łóżka, po czym podszedł do okna. Dzisiaj w końcu mieli wolne, więc mógł na spokojnie napawać się świeżym powietrzem wyobrażając już sobie daleką oraz wręcz nieprawdopodobną przyszłość.
Jasne, spacer jego oraz Leviego w trakcie którego trzymaliby się za ręce i delikatnie całowali. Nawet gdyby wręcz nieprawdopodobnie mocno tego chciał nie udałoby mu się to, bo kapral był zbyt dumnym człowiekiem.
— Oi, Eren! — z zamyśleń wyrwał go Armin, który wręcz nieoczekiwanie wparował do jego pokoju. — Kapral wzywa cię do siebie.
Chłopak na tę wiadomość przełknął głośno ślinę, a następnie z ogromnym uśmiechem na buzi pobiegł w stronę biura starszego. W trakcie biegu rozmyślał nad tym co mogłoby się tam wydarzyć. Piętnastolatek liczył na to, że kapitan własnego oddziału do którego należał Eren wyzna mu swoje uczucie, a później zaczną być wspaniałą parą...
Trzymanie za ręce, przytulanie się, a nawet całowanie...
To właśnie tego pragnął młodzieniec.
— Eren, gdzie się tak spieszysz?! — usłyszał za sobą krzyk Jeana, więc zatrzymał się.
— Kapral mnie woła! — odpowiedział mu z uśmiechem, co sprawiło iż większość osób obserwująca ich, stanęła w miejscu. Nawet sam Kirschtein nie wiedział co powinien mu odpowiedzieć. Rówieśnik jeszcze nigdy w życiu nie uśmiechnął się do niego, więc co to miało znaczyć?
— Okej... — odpowiedział na odchodne wciąż zaskoczony Jean, ale Jaeger już go nie słyszał.
Chłopak był w swoim świecie.
Pędząc ku gabinetowi Ackermana zdążył wyobrazić sobie kilka przyjemnych scen. Oczywiście nie żadnych erotycznych, Eren był raczej starej daty i uwielbiał przyjemny romantyzm, który szedł ku miłości małymi kroczkami.
Wziąwszy parę głębokich wdechów, gdy w końcu stanął przed odpowiednimi drzwiami, zapukał cały zestresowany. Czuł jak na jego ciało zstępują zimne poty, a ręce całe drżą.
— No wchodź — Eren przełknął ślinę, po czym przekroczył próg drzwi słysząc znudzony głos kaprala.
— Szukał mnie pan? — zapytał spokojnie młodzieniec stojąc tuż przed mężczyzną w odpowiedniej pozycji.
W odpowiedzi zobaczył już tylko kiwnięcie lekko głową, które zakończyło całą rozmowę. Po dziesięciu minutach sytuacja ta zaczęła irytować piętnastolatka, więc postanowił zapytać, czy może już wyjść, ale kapral tylko spojrzał na niego z ukosa i już wiedział, że nie powinien był w ogóle się odzywać.
Dopiero po jakimś czasie chłopak zaczął się cieszyć iż jednak mógł zostać w gabinecie nic nie robiąc... Jakby nie było to teraz miał możliwość wgapiania się w niego tyle ile tylko chciał. Powinien być kapralowi wdzięczny za to, że sam z siebie pozwolił mu bezwiednie (a może jednak specjalnie)  patrzeć się na niego.
A Eren od dłuższego czasu o tym marzył.
— I co?  — Starszy przerwał milczenie, po czym spojrzał z dołu na chłopaka swoim przenikliwym wzrokiem. — Przemyślałeś już co nieco?
— Ha?
— Nie udawaj — warknął uderzając dłońmi o biurko i podnosząc się ze swojego krzesła. Jego twarz przybrała groźny wyraz, co bardzo zaskoczyło Erena. Jeszcze przed chwilą siedział tuż przed nim taki spokojny, a teraz wkurwiony patrzył na niego wręcz z nienawiścią. — Natychmiast się odezwij!
— Tak jest kapralu! — wrzasnął Eren napinając swoje ciało ze stresu. — Nie mam bladego pojęcia o co w ogóle może chodzić! Myślę, że niczego przemyśleć nie muszę oraz niczego nie udaję!
Starszy zmierzył go jeszcze raz ostrym wzrokiem, po czym położył na jego ramieniu dłoń i wybuchnął uroczym śmiechem.
— Gdybyś tylko się teraz zobaczył — mruknął czarnowowłosy z delikatnym uśmiechem, a nastpnie wyznał mu o co chodziło. — Hanji robi imprezę dla ciebie, więc poprosiła bym cię tu przytrzymał. Nie mogłem nie skorzystać z chwili.
Zaraz po tym puścił go i wyszedł z pomieszczenia. Oszołomiony ślicznym uśmiechem kaprala Eren upadł na ziemię trzymając się za sweter w okolicach serca.
— Tylko z powodu imprezy... — szepnął piętnastolatek czując jak jedno z najważniejszych narządów biło jak oszalałe. — Cudowny.
Zadowolony opuścił w końcu gabinet krocząc za niemalże uciekającym trzydziestolatkiem. Jaegerowi po zaledwie paru zdaniach starszego zrobiło się lepiej, nic więcej nie musiał kapral robić... Oddychanie tym samym powietrzem było nawet sprawą nad wyraz ważną oraz intrygującą.
Po paru minutach chłopak w końcu doszedł do miejsca w którym miała odbyć się impreza niby zapoznawcza, ale jednak nie, bo głównie przeznaczona była dla Erena. Szatyn zrobił się niezwykle popularny odkąd stał się człowiekiem o zdolnościach zamiany w tytana – przecież tylko on mógł teraz się z nimi mierzyć.
— No wchodź — usłyszał za sobą męski głos, jednak zamiast przytaknięcia ruchem głowy mocno się przestraszył i uderzył rozmówcę w twarz. — O żesz kur...
— Przepraszam! — krzyknął Eren zaskoczony widokiem zakradającego się tuż za nim Leviego. — J-ja nie chciałem!  Przepraszam cię bardzo!  To znaczy pana przepraszam bardzo!  T-to nie tak...
— Uspokój się — twarz Ackermana przybrała zdenerwowany wyraz, ale widać było, że starał się powstrzymać od wrzasku.
Przestraszony Eren kiwnął na znak zrozumienia słów starszego. Z powodu paraliżu wywołanego strachem po swoim przypadkowym uderzeniu nie wiedział za bardzo co ma zrobić. Najpierw spojrzał nerwowo na Leviego, a zaraz po tym podrapał się po głowie szukając wzrokiem innego punktu zaczepienia. Wiedział, że od tego momentu nie będzie miał prawa na niego spojrzeć... przecież uderzył kaprala!  No największy na świecie idiota, nic więcej nie można o nim powiedzieć.
— Już?  Uspokoiłeś się?  — zapytał brunet kładąc na jego ramiona ręce w geście rozluźnienia. Na jego twarzy widniał aż zniewalający, a co najważniejsze niewiarygodny uśmiech. — Wchodzimy, nie?
— T-tak jest!  — wrzasnął zaskoczony zielonooki, po czym nacisnął na klamkę, ale nim zrobił krok do przodu starszy popchnął go z całych sił do przodu.
Wskutek popchnięcia chłopak oczywiście wleciał do pomieszczenia i zwrócił na siebie uwagę wszystkich przybyłych gości. Według planu, który przygotowała Hanji początek miał wyglądać całkowicie inaczej, ale widowisko zrobione przez Ackermana było dużo lepsze oraz zabawniejsze. Kobieta nawet nie próbowała się powstrzymać od śmiechu, tak jak pozostali, co wprawiło Erena w niezwykłe zmieszanie.
Chłopak rozejrzał się szybko po pomieszczeniu do którego właśnie wkroczył. Była to duża sala o iście drewnianym stylu. Poczuł się przez chwilę jakby był w jakiejś karczmie, choć wcale nie miało to spełniać takiego wrażenia. Gdzieniegdzie znajdowały się ogromne prześcieradła z wyrytym napisem "Eren — zabójca tytanów".
Zaskoczony Jaeger chwycił się za bluzkę w okolicach serca próbując powstrzymać się od płaczu wywołanego wzruszeniem. Odkąd zdobył zdolność zamiany w tytana ludzie widzieli w nim jedynie odmieńca oraz potwora, ale ta niewielka grupka przyjaciół udowodniła, że jest dla nich kimś znacznie więcej niż zwykłym przyjacielem.
— Co tu się dzieje? — zapytał w końcu, gdy wszyscy ucichli.
— Impreza dla ciebie — szepnął stojący obok niego Levi, który trzymał swoją dłoń na plecach młodszego. — Podoba się?
— Ale dlaczego...?
— Bo chciał...
— Eren! — szatyn słysząc swoje imię odwrócił gwałtownie głowę, a Ackerman odsunął swoją rękę, spoglądając w innym kierunku.
— Armin, Mikasa — Jaeger wypowiedział imiona swoich przyjaciół, lecz nie uszła jego uwadze "ucieczka" kaprala.
— Jak ci się podoba niespodzianka? — zapytała czarnowłosa dziewczyna poprawiając swój czerwony szal, którym jak zwykle owinęła szyję.
— No zaskoczyliście mnie — odpowiedział uśmiechając się lekko, choć wolałby by to Levi teraz toczył z nim konwersację. W końcu to on go tu przyprowadził i mógłby dalej się nim zająć... — Fajnie to wygląda.
— Cieszymy się, że jest w porządku — blondyn położył dłoń na jego ramieniu, ale Eren szybko się odsunął, a w odpowiedzi kiwnął tylko głową.
Piętnastolatek chciał jak najszybciej zbyć swoich znajomych, by znów zainteresował się nim sam kapral, ale jak na złość rówieśnicy nie chcieli dać mu spokoju. Gdy tylko ci zaczynali nowy temat Jaeger nie silił się nawet na odpowiedzi, bo myślał, że w ten sposób zauważą iż wcale nie chce z nimi rozmawiać, jednak oni nie zauważyli jego niechęci.
— Och, kapral tu idzie — mruknął Armin, który wcześniej ostrzegł również iż starszy odszedł.
— Denerwuje mnie, że ciągle się kręci obok Erena — odpowiedziała równie oschłym głosem Ackerman mierząc go nieprzyjaznym wzrokiem... To przez niego szatyn już tak dużo z nimi nie rozmawiał.
— Nie mówcie tak o nim — syknął zielonooki wprawiając w osłupienie najbliższych.
— Eren... — Armin nie wiedział za bardzo co powiedzieć.
Szatyn przewrócił zły oczami, po czym odwrócił się do nich plecami, by następnie udać się w stronę Leviego. Wolał z nim już porozmawiać na jakieś nudne tematy i stresować się, aniżeli słuchać ciągłej krytyki w stronę starszego. Oczywiście wszyscy go bardzo podziwiali, ale oprócz tego nie za bardzo za nim przepadali...
A obgadywanie Ackermana wkurzało piętnastolatka najbardziej na świecie... Nawet tytanów lepiej znosił.