Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współlokator. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współlokator. Pokaż wszystkie posty

11 listopada 2024

Kosztowna nieruchomość [ Suga ] +18

 


Od dłuższego czasu Yoongi zastanawiał się, dlaczego został programistą? Jeszcze dłużej dochodził do wniosku, że lubił swoją pracę. Świadomość, że tworzył coś z niczego, motywowała go do działania. Poza tym patrząc na stan, konta nie mógł narzekać.

Ten zawód po prostu się opłaca.

Jednak Min nigdy nie patrzył na to, czy coś jest dla niego korzystne, a pod maską surowego mężczyzny, kryła się naprawdę wrażliwa dusza.

Będąc dzieckiem, poznał wartość pieniądza i zaczął dokładniej postrzegać swoje potrzeby. W domu państwa Min nie przelewało się, ojciec był jedynym żywicielem, lecz tego, czego nie brakowało to miłości.

W wieku czterech lat został bratem. Widząc pierwszy raz Chingyu nie mógł zrozumieć, dlaczego jego serce bije szybciej, ale pamiętał słowa ojca:

Yoongi to jest twoja siostra. Musisz od teraz o nią dbać.

Chłopiec nie wiedział, co miały znaczyć te słowa. W końcu czterolatek wiele rzeczy nie rozumie. Miał świadomość tego, że nie pozwoli nikomu skrzywdzić siostry. Bo właśnie został starszym bratem.

Całe życie szkolne poświęcił na tworzeniu muzyki, podkładów, programów. Zafascynował go beatboxing i produkcja piosenek. Niewiele brakło, aby został twórcą w profesjonalnym studio.

Wtedy Pan Min zmarł.

Yoongi pamiętał dzień pogrzebu. Chingu płakała od dwóch dni. Matka ledwo się trzymała, a jej postać ozdabiała czarna woalka. Padało, aczkolwiek tylko mżyło i to najbardziej go denerwowało. Nie cierpiał takie pogody.

Był zero jedynkowy. Dla niego nie było środka. Albo kolor był czarny, albo biały. Nie szary, srebrny, mętny. Wielokrotnie się przekonał, że to jest najlepszy sposób, aby nie mieć większych zmartwień.

Kończąc studia na profilu programisty, zatrudnił się w wielkiej korporacji. Nie różnił się od tych wszystkich korposzczurów. Chodził do pracy na dziewiątą, siedział często do dwudziestej. Miał swój komputer, oszklony box, podświetlaną klawiaturę i materiałowy fotel obrotowy. A w czwartki był dzień włoski i cała firma zajadała się pizzą na cienkim cieście, wypalaną w specjalnym kamiennym piecu.

Jimina znał od dziecka. Park często przyjeżdżał do Deagu razem z rodzicami. Suga kilka razy odwiedził go w Busan. Podczas studiów spędzili trochę czasu razem, jednak chłopak wydawał się mieć tajemnice. A Yoongi nie chciał zbytnio jej poznawać. To było zbyt upierdliwe.

Z czasem spędzonym w firmie dochodził do perfekcji i awansował już trzy razy. Obecnie był starszym programista i często szkolił nowych. Wtedy poznał Jeon’a. Jungkook był dość inteligentny i sprytny. Uczył się szybko i nie często popełniał błędy. To cieszyło Yoongi’ego.

Tego dnia przekroczył próg windy i jak zawsze kierował się w stronę swojego biura. Był to jego dzień dyżuru. Normalnie pracował zdalnie, lecz każdy ze starszych stażem miał za obowiązek jeden dzień w tygodniu przyjść do biura. Poniedziałek należał do Yoongi’ego.

Zdziwił się, kiedy ujrzał ciemne włosy przyjaciela. Jimin siedział w jego biurze i oczekiwał na przyjęcie.

— Co tu robisz? — zapytał od razu Min.

— Przyszedłem cię powiadomić — odpowiedział z uśmiechem przyjaciel. — W sobotę jest bankiet, na którym musimy być.

Yoongi jęknął żałośnie. Nie cierpiał uroczystości. Żadnych.

— Szykuj garnitur i czyste majtki — dodał Park, wstając z miejsca. — Widzimy się na miejscu. Cukiereczku.

Bezsprzecznie jedna z rzeczy, które nadwymiar irytowały Yoongi’ego to był dziwaczny pseudonim nadany mu przez siostrę. Jimin uwielbiał go wykorzystywać.



Punktualnie w sobotę o dwudziestej godzinie przekroczył próg sali bankietowej. Znał to miejsce z opowieści innych kolegów. Często były tu organizowane przyjęcia. Yoongi wcześniej na żadnej nie był.

U boku Jimina zobaczył nową kobietą, co też nie było dla niego zaskoczeniem. Znał przyjaciela, który wprost uwielbiał damskie towarzystwo. Suga nie chciał nazwać go playboyem, choć czasem aż się o to prosiło. Zazwyczaj wtedy, gdy Jimin nazywał go Cukiereczkiem.

Krawat uwierał go pod szyją, koszula lepiła do ciała, a garnitur stanowczo był za luźny. Od ostatniego przyjęcia wiele schudł i nawet cieszył się ze swojego wyglądu. Ciemne włosy miał ułożone i zaczesane do tyłu. Wszystko za sprawą Chingyu, która wręcz wparowała do jego niewielkiego wynajmowanego mieszkania. Nie obyło się bez słów ostrzegawczych i kobiecego focha, kiedy Yoongi chciał ją po prostu zbyć.

Skutkiem było to, że miał wygładzone włosy, pomiętą koszulę, prasowaną sześć razy i zmęczenie napisane na twarzy. W dodatku Park nie chciał dać mu spokoju, tak samo jak Jeon.

Z początku siedział na swoim miejscu, nie odchodził zbyt daleko od stolika, popijał soju w niewielkich ilościach. Kiwał głową w rytm muzyki, obserwował ludzi z pracy i firmy współpracującej. Dostrzegł Jin’a, który w końcu dosiadł się do jego stolika.

— Yoongi! — powiedział Seokjin. — Dawno cię nie widziałem!

Razem z Parkiem, Jeon’em i kilkoma innymi należeli do paczki miłośników karaoke, soju i niebezpiecznych przygód. Tak, niebezpieczne były, zwłaszcza gdy Jin z Jungkookiem potrafili się upić i narobić wszystkim wstydu.

— Tydzień temu — odparł spokojnie.

Jin wziął kolejną butelkę soju i polał im kieliszki.

— To po jednym? — mruknął Jin i wziął do ust naczynie. — Zabawa przednia.

— O tak — wymruczał Yoongi.

— Widziałem, gdzieś Jimina i JK — Seokjin ponownie napełnił kolejkę. — Z pewnością imprezują.

— Temu nie da się zaprzeczyć.

Yoongi pokiwał głową z rozbawieniem. Jeżeli ktoś potrafił się bawić, to na pewno cała trójka. Jin kilka razy opowiedział o tym, co dzieje się w jego życiu. Pod wpływem alkoholu wyżalił się Yoongi’emu i przeklął cały świat.

— Muszę do toalety — rzekł Suga, wstając od stołu. Chciał uciec przyjacielowi, będąc zmęczony tym całym zwierzeniem.

Spotkał ją, stojącą obok wejścia. Poprawiała niesforne włosy. Kilka kosmyków, które uwolniły się z upięcia. Po chwili spadła jej torebka i wylądowała koło jego stopy. A z niej wysypało się kilka gadżetów.

Nie patrząc na stojących obok ludzi, schylił się, starając się pomóc. Taki właśnie był, pomocny i bezinteresowny.

— Dziękuję — usłyszał jej głos.

Gdyby ktoś powiedział Yoongi’emu, że istnieje miłość od pierwszego wejrzenia, stanowczo by się głośno zaśmiał i uznał tę osobę za czubka. Jednak teraz nie wiedział, co powiedzieć. Patrzył w oczy kobiety, która pochyliła się razem z nim i zaczęła zbierać wyrzucone z torebki rzeczy. W jej spojrzeniu zanotował odrobinę zawstydzenia.

— Niezdara ze mnie — dodała.

— Każdemu może się zdarzyć — odparł, podając szminkę i portfel kobiecie.

W momencie dotyku ich dłoni przeszedł go prąd. Nigdy nie odczuł czegoś podobnego. Zdziwił się z początku, a potem poczuł, jak policzki go palą.

— Mi chyba zbyt często — wyszeptała i się zaśmiała. Troszkę nerwowo, zawstydzona jego pomocą.

Nim Yoongi zdążył cokolwiek powiedzieć, usłyszał znajomy głos Kim’a.

— Mei? — Sokjin podszedł do pary i oparł się ścianę.

Dziewczyna pokiwała głową i uśmiechnęła się do agenta.

— Moja koleżanka z pracy — przedstawił ją Jin. — Song Mei.

— Miło poznać — wtrącił Min.

— To natomiast jest mój przyjaciel — Jin przyciągnął Yoongi’ego i przytaknął mu do piersi palec. — Min Yoongi.

— Wiesz, że to dość krępujące, Jin? — wtrącił Suga.

— Dla ciebie wszystko jest krępujące.

Yoongi popatrzył na kobietę, która przytknęła dłoń do ust i delikatnie zachichotała. Nim się zorientował, doszło do niego, że wyglądała bardzo uroczo.

— Yoongi! — usłyszał kolejny głos.

— Jeszcze ich tu brakowało — westchnął przeciągle Min. — Zebranie śmieszków.

Mei stała i obserwowała przychodzących do nich dwóch kolejnych mężczyzn. Jeden miał jasne, drugi ciemne kosmyki. Jimina Parka kojarzyła, ponieważ kilka razy gościł w ich biurze. Drugiego, ciemnowłosego chłopca nigdy nie poznała nigdy wcześniej.

Min wtrącił, że musi skorzystać z toalety, próbując uciec z krępujących go sytuacji. Doskonale zdawał sobie sprawę, że zebranie świrusów nie wyjdzie mu na dobre.



Zabawa trwała w najlepsze, a Yoongi przyłapał się kilkakrotnie, że wzrokiem poszukuje Mei. Nigdy wcześniej nie poznał myśli, która gdzieś kłębiła się pod jego czupryną, powodując dziwne uczucie rozpierania w klatce piersiowej.

Może dziś wieczorem dowiedział się czegoś więcej i odkrył coś, co zaskakująco mu się spodobało?

Odnalazł ją w tłumie tańczących ludzi. Poruszała się z gracją, swobodą i lekkością. Wyglądała, jakby latała i unosiła się ponad wszystkimi. Nawet nie zdążył zanotować, gdy wstał z miejsca i bezceremonialnie znalazł się przy kobiecie.

Z lekka obawą, troszkę nieśmiało, położył dłoń na jej talii. Nie odwróciła się, lecz przywarła do niego mocniej, opierając się o męski tors. Yoongi zauważył, że zamknęła oczy.

Melodia niosła ich między innymi. Nie liczyło się nic, ani miejsce, ani zgromadzeni ludzie. Mei odwróciła się, a gdy podniosła powieki, spogląda wprost w jego oczy. 

Yoongi zauważył rumieniec ozdabiający jej policzki. Jednak nie mógł zdecydować, czy to z powodu gorąca i zaduchu, jakie panowało w pomieszczeniu, czy zawstydzenia. W sumie nie była mu ta wiedza potrzebna.

— Wyjdźmy stąd — wyszeptała do jego ucha, po kilku cudownych utworach.

Min pokiwał głową, wciąż trzymany przez agentkę nieruchomości. Pomimo tego, że wcześniej wydawało mu się to krępujące, trzymał jej dłoń. Wyminął stoły, przy których Jin rozmawiał z innymi gośćmi bankietu, Jimina tańczącego z jakąś kobietą i Jungkooka wchodzącego do budynku. Nie wypowiedział żadnego słowa wytłumaczenia. Przecież był dorosły.

Złapali taksówkę. Na rogu, nieopodal hotelu, w którym odbywała się impreza. Yoongi otworzył przed Mei drzwi, a gdy został zapytany o adres, kobieta wyprzedziła go i podała kierunek na drugą stronę stolicy.

Nie chciał być nachalny i nigdy tak naprawdę nie miał bliższych relacji z żadną kobietą. Wiadomo, jego wargi nie były dziewicze, miał za sobą kilka pocałunków z czasów młodzieńczych i parę odważniejszych rzeczy. Natomiast nie był w tym sobą. Nie cały, a gdzieś w połowie.

Nim się zorientował, taksówka zatrzymała się pod wskazanym adresem. Wyciągnął portfel i zapłacić, patrząc, jak Mei wychodzi z pojazdu. Nie pozostał jej dłużny, a po kilku chwilach zanotował, jak samochód znika za rogiem.

Dzielnica wyglądała na spokojną. Mieściły się tutaj jednorodzinne domki, posiadają duże ogrody, baseny i gdzieniegdzie place zabaw. Min popatrzył na współtowarzyszkę, która pociągnęła go w stronę jednej posiadłości. Miała ona białe okiennice i elewacje pokrywały niebieskie deski. Wyglądała na opuszczoną.

Milczał, gdy ponownie chwyciła jego dłoń i skierowała się na schodki parceli. Rozglądał się na boki. W sąsiednich oknach odnalazł kilka zapalonych lampionów.

— Co my robimy? — zapytał Song.

W odpowiedzi przytknęła mu palec do ust, szepcząc, by był przez moment cicho. Później wyciągnęła kluczyk i otworzyła drzwi.

— Czy my się włamujemy? 

Yoongi podjął kolejną próbę rozmowy. Bezskutecznie. Mei wepchnęła go głębiej, przystając obok w holu. Mieszkanie było troszkę zaniedbane, choć można było zauważyć, że kiedyś posiadało swoją rodzinę.

Nim po raz trzeci otworzył usta, malinowe wargi kobiety musnęły je i zachęciły do użytku. Niesiony bliżej nieokreślonymi emocjami, oddawał każdy pocałunek. Mei wplątała palce w jego włosy, przyciągając bliżej. Nie wiele myśleli w tamtej chwili.

Powoli sunął dłonią po plecach. Odbierał spazm rozkoszy, wydobyte z jej ust. Song natomiast poruszała się nerwowo i napierała na niego. Poznawali się, w dość dziwny, innowacyjny, tajemniczy sposób. Poprzez dotyk, niewypowiedziane słowa, uniesienie dwóch ciał.

Powoli pozbywał się sukienki. Jego oczy błyszczały jak dwa spodki latające po rozgwieżdżonym niebie. Mei chyba najbardziej zapamiętała ten obraz.

Jęknęła, gdy wziął ją w objęcia i nie wiedząc, gdzie iść, posadził na kuchennym blacie. Nim zdążyła zareagować, Yongi zniżył się i ciepłym oddechem muskał wrażliwe uda. Tak bardzo jej pragnął.

Poczuła, jak palcem wskazującym przejechał po materiale fig i odchyliła głowę. Nigdy nie czuła takiego napięcia. A kulminacją zajął się jego język.

Mruczała, kiedy Yoongi sprawiał jej przyjemność. Ruszała miednicą, wpasowując się w jego ruchy. Czuła się jak w innym wszechświecie, wplątała palce w kosmyki ciemnych włosów i bezceremonialnie docisnęła jego głowę do siebie.

Usłyszała dźwięki aprobaty i poczuła żywiej poruszający się język partnera. Min z czułością, zachłannością i pewną dzikością pieścił ją oralnie.

— Jesteś taka piękna — powiedział, gdy Mei poczuła swoje spełnienie.

Przyciągnęła programistę, znów złączając usta. Pragnęła poczuć go w sobie, teraz, jutro i przez resztę dni. Yoongi jakby czytając jej w myślach, po niedługim okresie oczekiwania, wbił się i zaczął poruszać.

— Niecierpliwa — rzekł buńczucznie, kiedy Song sama zaczęła nadawać rytm.

Słyszała charakterystyczne odgłosy spotkania się dwóch ciał, jęczała w jego usta, spierzchnięte i nabrzmiałe od składanych wcześniej pocałunków. Czuła na nich swój smak i poczuła się dumna.

Kiedy mieli się spotkać w spełnieniu, popatrzyła w jego oczy. Głęboko i czule. Ich niespotykany odcień przyprawiał ją o dreszcze i zrozumiała, przez całe życie czekała na Yoongi’ego.

Jego oczy były dla niej prawdziwym zwierciadłem duszy.



Od Autorki: Ten shot powstał pod wpływem obietnicy dla mojej kochanej Neko i stanowi dodatek do historii Współlokator. Dlatego możecie traktować go, jako osobny tekst lub dodatkowe informacje dla postaci Yoongiego ze Współlokatora ^^

7 października 2024

Współlokator [ 25 ]

 


Przez całą noc zastanawiałaś się, co tak naprawdę Jimin miał na myśli? Czy przyznał, że jest zazdrosny? Powiedział to zdanie, które wprawiło cię w zakłopotanie, zawstydzenie i… Dlaczego twoje serce zabiło szybciej? Po tym wszystkim rozmawialiście chwilę, niezbyt długo. Byłaś zmęczona, co zresztą programista zauważył. Z drugiej strony, nie wiedziałaś, kiedy zasnęłaś.

Park był jedyny w swoim rodzaju. Fakt, nie mogłaś zaprzeczyć. Potrafił wprawić cię w stan euforii i podniesionego ciśnienia. Dbał o ciebie na swój lekko pojebany sposób, irytował i całował jak żaden inny.

Odliczałaś minuty do jego powrotu. Jednak nie potrafiłaś przyznać, że dłużej nie wytrzymasz napięcia między wami. Według Chingyu powinnaś wiedzieć, na czym stoicie. Zwłaszcza że Jimin powiedział, co powiedział.

Pokręciłaś głową, gdy przyjaciółka zeszła z bieżni. Na siłowni było niezbyt tłoczno, co zresztą cię satysfakcjonowało.

— Czemu nie chcesz z nim porozmawiać?

— Bo to nie jest takie proste — zatrzymałaś program i wzięłaś butelkę do ręki. Potem odkręciłaś i napiłaś się wody.

— To jest zdecydowanie łatwiejsze, niż ci się zdaje.

Min wytarła twarz w niewielki ręcznik. Dzisiejszy trening był wyczerpujący, a kończąc sprintem na bieżni, byłyście ledwo żywe. Mięśnie paliły ciało, ledwo łapałaś powietrze. Dyszałaś, patrząc na sekretarkę.

— Widzę, co jest między wami — dodała. — Zresztą nie tylko ja.

Przewróciłaś oczami, a potem przygryzłaś wargę. To prawda, niejednokrotnie słyszałaś od Taehyunga, że z Parkiem macie się ku sobie. Nawet Namjoon to potwierdził, choćby na posterunku.

— Jednak nie potrafię — westchnęłaś ze smutkiem.

— Bo martwisz się, że to zmieni waszą relację.

Min położyła dłoń na twoim ramieniu, aby dodać otuchy. Potem skierowała się po ręcznik papierowy i płyn do dezynfekcji. Patrzyłaś wciąż tępo w swoje buty. Może trzeba było zareagować inaczej? Możliwe, że Min ma racje?

Wychodząc z siłowni, postanowiłyście udać się do kawiarni. V miał za niedługo kończyć, więc postanowiłaś i jego odwiedzić. Nie wiedziałaś, że w lokalu odnajdziesz Yoongiego, Mei i Hobiego.

— Kogo moje oczy widzą? — rzucił pogodnie barista.

— Cześć TaeTae!

Uniosłaś rękę w geście powitania, a potem spojrzałaś na resztę zgromadzonych osób. Całe towarzystwo piło swoje napoje, świetnie się bawiąc, zajadając ciepłe ciasto. Wtedy przypomniałaś sobie, że masz ochotę na bezę. A dokładnie na malinową chmurkę, która wyglądała obłędnie.

— Zgromadzenie? — zapytała Chingyu, podchodząc do brata i biorąc od niego kęs jego ciasta.

— Mogłabyś nie wyjadać z mojego talerza? — odpowiedział Yoongi.

— Mamy te same geny.

Mei zachichotała, tak samo jak Hoseok. Choć do niedawna wolałaś być sama, a ci, którzy cię poznali, uważali za introwertyka, związałaś się z dobrymi, wspaniałymi ludźmi. To była twoja rodzina.

— Pistacjowe flat white? — wtrącił V, podchodząc bliżej.

— Z malinową chmurką.

Taehyung uniósł brew do góry, a potem jego twarz ozdabiała konsternacja.

— Nie za dużo dobrego? — zapytał.

— Na malinową chmurkę nigdy nie jest za dużo.

— Przytyjesz.

— Przecież ostatnio twierdziłeś, że jestem niedożywiona — wypięłaś język do baristy, co subtelnie skwitował środkowym palcem.

Zajęłaś miejsce między Mei a Chingyu. Potem razem z przyjaciółmi spędziłaś czas na rozmowach, śmiechu i kawałach.



Następny tydzień był mieszaniną szczęścia, łez, gniewu, frustracji, a nawet agresji. Oczywiście nie miałaś ochoty na kontakty z kimkolwiek, a dopuszczałaś do siebie tylko Chingyu. Choć nawet Min denerwowała cię, ciągle męcząc tekstem o wyznaniu miłości.

— Mówiłam ci — zaczęła iść z tobą przed pracą. — Może w końcu to zrobisz?

— A ja odpowiadam zawsze tak samo — prychnęłaś. — Nie mam zamiaru psuć moich relacji z Parkiem.

— Zachowujesz się jak tchórz.

Nie mogłaś się nie zgodzić. Jednak nie potrafiłaś przystać na jej radę.

— To, kto u was w końcu pierwszy wyznał miłość? — zapytałaś, stojąc na przystanku.

— Yyy… — zobaczyłaś, jak na jej policzki wskakują rumieńce. — Znaczy…

— No właśnie! — zmrużyłaś oczy. — JK.

— Właściwie to…

— Jeszcze tego nie powiedzieliście sobie?!

Nie mogłaś uwierzyć, w to co usłyszałaś. Byłaś pewna, że przyjaciele już mają to za sobą. Zwłaszcza że Min udzielała ci rad. Choć wszystko mogło mieć swój czas, a może JK nie był taki odważny, na jakiego wyglądał?

— Jungmi! — Chingu wzięła twą dłoń. — Park praktycznie przyznał, że nie chce, aby inny dobierał ci się do majtek! To dla niego wyznanie miłości.

— Bardzo… Oryginalne.

— Bardzo Jiminowe. Jungmi, Parkowi zależy na tobie — sekretarka założyła twój kosmyk za ucho. — On taki jest. Specyficzny i ma swoje priorytety. Ale nigdy nie zachowywał się jak pies ogrodnika. Teraz wręcz chciał zabić Jongina. Nie rozumiesz?

— Jedzie twój autobus — wtrąciłaś, chcąc zmienić temat.

Min popatrzyła na zegarek, potem na środek transportu. Gdy zbliżał się on do przystanku, przytuliła cię.

— Widzimy się wieczorem?

— Tak, karaoke — uśmiechnęłaś się. — Zbiórka u Yoongiego.

Chingyu wsiadła do środka i pomachała ci przez okno. Ty natomiast skierowałaś się pod górkę, wyszłaś po kilku brukowych schodkach i stanęłaś przy bramce. Niby znajomi wyciągnęli cię na miasto, choć mogłaś wieczór spędzić samotnie. Może tego potrzebowałaś? Albo ciszy i odprężenia?

Nic z tego. Stojąc przed lustrem, zapinałaś guziki czarnej marynarki. Dłonią poprawiłaś włosy, starając się je uporządkować. Ostatecznie zdecydowałaś się na niskiego, ciasnego koka z ulizanymi włosami. Jakby to Mei powiedziała — Francja elegancja. Kilkakrotnie rozłączyłaś się, gdy Min i Song wydzwaniały z pytaniem, czy się wyrobisz. Nawet Park zatelefonował, pytając, czy wychodzisz z Bangtanami.

— Zero prywatności — skomentowałaś.

— Muszę trzymać rękę na pulsie — odpowiedział, a w jego głosie niczego nie wyczułaś. Niczego niepokojącego.

— Naprawdę zachowujesz się jak moja matka.

Jimin zachichotał, a ty przewróciłaś oczami.

— Panno Kim, wiem, co teraz zrobiłaś.

— Panie Park, żaden człowiek nie ma tak super mocy, by widzieć coś, niekoniecznie być obok.

— Znam cię na tyle — rzekł spokojnie. — Wiem, kiedy przewracasz oczami. Teraz też to robisz. A mnie aż ręka świerzbi, aby dać ci soczystego klapsa.

— Zgłoszę to na policję.

— Czy aby na pewno?

Tym razem ty się zaśmiałaś. Programista był pogodnym, nieco zwariowanym i szalonym człowiekiem. Dzięki niemu wyszłaś ze swojej strefy komfortu i poznałaś życie z tej drugiej strony. Jednak był przede wszystkim wspaniałym człowiekiem, z którym mogłaś porozmawiać o wszystkim. No prawie… Denerwował cię i kłóciliście się nierzadko. Jednak jak to mówiła Kim Suli — gdzie wióry lecą, tam jest miłość. A ty kitowałaś to parsknięciem i uciekałaś do własnego pokoju.

Yoongi mieszkał po drugiej stronie miasta. Dojazd był utrudniony przez kilka remontów. Wchodząc do mieszkania, zanotowałaś, że byłaś ostatnia.

— Pijesz karniaka! — rzucił Seokjin, wręczając ci kieliszek.

Szybko pochłonęłaś paląca ciecz, a potem oddałaś agentowi. Później zauważyłaś Kanę i Hobiego, Chingyu, Namjoona, V, Mei i gospodarza, czyli Yoongiego. Jin piastował dzisiaj urząd polewacza, zastępując przy tym nieobecnego Jungkooka. Wszystko z powodu wspólnego wyjazdu.

— Będzie zabawnie — rzuciła Mei, obserwując dyskutującego V z Sugą.

— Z całą pewnością — zawtórowała jej Chingyu. — Yoongi jest bardzo uparty.

— Tak samo jak TaeTae.

— Prawda jest taka — wtrąciła wychodząca do łazienki Kana.— Każdy z nich jest — wskazała na siedzących w salonie Bangtanów.

Nie można było się nie zgodzić. Choć nauczycielka od niedawna należała do paczki, to już wysuwała poprawne stwierdzenia. A wniosek był z tego oczywisty, Bangtani to mega pojebana, zwariowana paczka.

Po pewnym czasie, który spędzili na rozmowach, piciu, wspólnym jedzeniu i wygłupach, przyszła godzina wyjścia na miasto. Zastanawiałaś się, czy Jimin już śpi, lub czy w ogóle pomyślał o tobie? Szybko porzuciłaś tę myśl, ponieważ Chingyu złapała twą dłoń. W końcu ona też była dzisiejszej nocy bez partnera.

— Zabawmy się — rzuciła, gdy wchodziłyście do lokalu.

Pokiwałaś głową i subtelnie się uśmiechnęłaś. Nie powinnaś rozmyślać o współlokatorze. Jego przecież tutaj nie było, a poza tym się nie związaliście. Praktycznie pociągnięta przez Min, skierowałaś się w głąb lokalu. Mei, Jin, RM i Kana siedzieli na wolnej loży, Suga, V i Hoseok poszli zamówić napoje, a Chingyu od razu pociągnęła cię na parkiet.

— Nie uważasz, że w następnym wcieleniu będę ptakiem? — zapytała przyjaciółka.

— O tak — usłyszałyście znajomy głos. — Ptakiem dodo.

Zauważyłaś znajomą twarz i zmrużyłaś oczy. Choi Lia patrzyła na was z wyższością, wyśmiewając pytanie Min. Ubrana w bardzo odważną sukienkę, ledwo zakrywającą pośladki. O ile były one ukryte.

— Nie przejmuj się Chin — wtrąciłaś. — Lepiej być ptakiem dodo, niż pawianem latającym z gołym tyłkiem jak Lia.

Wystarczyło jedno zdanie, aby ex dziewczyna współlokatora rzuciła się na ciebie. Poczułaś szarpnięcie do tyłu i uderzenie w twarz. Jednak nie byłaś dłużna, a treningi na siłowni czegoś cię nauczyły. Oddałaś dziewczynie cios, a potem wszystko przeleciało jak w filmie akcji.

Byłaś zła i wyrywałaś się z ramion Taehyunga. Przyjaciel zakleszczył cię i nie pozwolił na żaden ruch. Ciągle powtarzał uspokajające słowa.

— Jungmi uspokój się — nakazał.

— Zabije ją kiedyś — odpowiedziałaś zła, przestając wierzgać nogami.

— No proszę — zaśmiał się Jin. — Widzę, że z naszej Jungmi to nie taka cicha woda.

Siedzieliście w parku na ławce, a ty czułaś, że zepsułaś wszystkim wieczór. Byłaś zła i naburmuszona. Zmęczenie powodowało rozdrażnienie, a wstyd przenikał przez każdą komórkę ciała.

— Zepsułam wam wyjście — mruknęłaś.

— Pójdziemy gdzie indziej — wtrącił Hobi.

— Najważniejsze, że tobie nic się nie stało — V musnął opuszkiem twój policzek, sprawdzając, czy nie jesteś ranna. Prócz obdartych piąstek, fatalnej fryzury, potarganych włosów i lekkiej zadyszki, było wszystko ok. — Nie zapytam, dlaczego zaczęłyście się bić.

Popatrzyłaś w brązowe oczy Tae. Wiedziałaś, że barista pomyślał o Jiminie i w sumie z jego perspektywy mogło to tak wyglądać.

— To moja wina — powiedziała Chingyu.

Wszyscy skierowali wzrok na Min. Sekretarka spuściła głowę na buty, a potem zacisnęła piąstki.

— Lia mnie obraziła — westchnęła ciężko. — A Jungmi odpowiedziała, bym się nią nie przejmowała. Gdybym od razu ucięła to…

Wyrwałaś się z ramion V i podeszłaś do przyjaciółki. Od razu chwyciłaś ją w ramiona. Przyłożyłaś dłoń do ciemnych włosów i pogłaskałaś.

— Głuptas — wyszeptałaś, spokojnie gładząc głowę.

— To sprawę bohaterstwa mamy już odhaczoną — zaśmiał się Hobi.

— Bijatykę też — wtrącił Jin.

— O co wam chodzi?

Mei uniosła brew i razem z Kaną oczekiwały na wytłumaczenie. Yoongi postanowił nic nie mówić, a Hoseok zaczął się śmiać z całej sytuacji razem z Seokijinem.

— Zachowujecie się jak dzieci — podsumował Namjoon, a potem stwierdził, że czas się zbierać do domu.

Też chciałaś już wrócić. Miałaś za dużo wrażeń, głowa zaczęła cię boleć, alkohol momentalnie wyparował, wstyd pozostał. Yoongi wraz z Mei przyrzekli odprowadzić w jednym kawałku sekretarkę do domu. Ciebie natomiast miał dostarczyć V. Oczywiście mruknęłaś pod nosem, że dasz sobie radę, a nie jesteś żadną przesyłką. Taehyung nie skomentował tego, tylko wziął cię pod rękę i skierowaliście się bulwarami w stronę mieszkania.

— Wiedziałem, że kiedyś to nastąpi — powiedział, gdy spacerowaliście brzegiem rzeki.

— Niby co?

— Że któraś z was nie wytrzyma.

Teraz zdążyłaś pomyśleć, że nawiązał do zdarzenia w klubie. Oczywiście, że głównym powodem była obraza Chingyu, lecz czy tylko? Odchyliłaś głowę i spojrzałaś w niebo. Seul był dzisiaj bezchmurny, a granatowa powłoka rozgwieżdżona.

— Co mam odpowiedzieć? — wyszeptałaś.

— Masz rację V — zaśmiał się barista. — Zawsze masz rację.

— Nie zawsze.

— Ale mogłabyś choć raz tak powiedzieć.

Taehyung był dobrym przyjacielem. Choć wiele osób uważało go za dość chłodnego, dziwnego i zwariowanego. Czasami zachowywał się jak dziecko. Jednak każdy z nas jest, jaki jest i też uważałaś, że to jest piękne w tej drodze zwanej życiem.

— Rzeka Han naprawdę jest ładna — usłyszałaś jego zachwyt.

Skinęłaś głową na potwierdzenie, a potem wtuliłaś się w ramię. TaeTae zachichotał, dodając, że senna jesteś bardziej słodka. Oczywiście uderzyłaś go lekko dłonią, lecz syknęłaś, bo zapomniałaś o ranie na ręce.

W mieszkaniu chciałaś posmarować dłonie maścią. Jednak pomógł ci w tym barista, nie zważając na słowa sprzeciwu. Jego dotyk był kojący. Następnie opatrzył dłoń bandażem i zażartował, że będziesz żyć.

— Na mnie już czas — powiedział, biorąc do ręki kurtkę.

— Dziękuję — odpowiedziałaś w progu. — Za wszystko.

— Taka już rola przyjaciela.

Ujrzałaś pogodne spojrzenie brązowych oczu. Spięłaś się na palce i pocałowałaś policzek baristy. V lekko się zarumienił, a potem zażartował, że jesteś o wiele bardziej znośna, kiedy jesteś śpiąca i ranna. Oczywiście musiał uniknąć kolejnego ciosu w ramię, a potem pocałował twoją głowę i pomachał na końcu korytarza, stojąc przy windzie.

Teraz byłaś pewna, że na tym świecie istnieje przyjaźń damsko — męska. 


Aby dalej kontynuować historię i ją zrozumieć, proszę zapoznaj się z shotem Chingyu kilk


Patrzyłaś na jego twarz. Dołeczki w policzkach, roześmiane oczy, mokre, zaczesane do tyłu włosy, pełne usta, nabrzmiałe od wcześniejszych pocałunków.

— Dlaczego… — wyszeptałaś. — Dlaczego sobie ze mnie żartujesz?

— Jungmi — wyszeptał Jimin, przybliżając się niebezpiecznie. — Jestem tylko twój. Od dawna.

Nie mogłaś uwierzyć. Chłopak, który zaczął ci się podobać, właśnie… Jimin Park właśnie wyznał ci miłość. W dość szalonym momencie, zwariowanym sposobie i podczas pokręconym czasie. Jednak taki był.

— Kocham cię — powiedział i ponownie złączył wasze usta.

Nie myśleliście o niczym. Najważniejsze było to, co jest teraz. W tej chwili. Tamtym czasie. Wasze dwa ciała, języki splecione, dłonie złączone w silnym uścisku.

— Nauczyłaś mnie, co to oznacza. Pokazałaś, czym jest to uczucie.

Jimin naprawdę wyznał ci miłość.



Patrzyłaś w jego stronę.

W odbiorniku szedł ten romantyczny film, którego od pierwszego wejrzenia byłaś fanką. Nie wiedziałaś, skąd mężczyzna mógł to wiedzieć? Jednak znając swojego współlokatora, byłaś na tyle pewna, że po prostu miałaś znaleźć w historii przeglądanych przez ciebie stron.

Nic dziwnego, że potrafił zhakować twojego macbooka. W końcu był dyrektorem działu IT bardzo prestiżowego imperium programistów.

Uśmiechał się. Tak jak tylko on potrafił. Tak jak przez cały czas wprowadzał cię w zakłopotanie i mocniejsze palpitacje serca. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Praktycznie przyprawiał cię o zawał.

Oblizał powoli wargi, które były naznaczone kilkoma pocałunkami i westchnieniami sprzed dwóch godzin.

Smakowały wanilią, były miękkie i ciepłe. Wprawione przez tysiące innych pocałunków i jedyne w swoim rodzaju.

Wystawił język, prowokacyjnie, niezbyt daleko. Wiedział, że to spowoduje twoje podniecenie. Bo ciągle miałaś w głowie, co jego język wyprawia i jaką przyjemność ofiaruje, gdy pieści cię oralnie.

Jimin zawsze był niegrzeczny, ale tego dnia, coś spowodowało, że uczucie nostalgii powróciło. I zrozumiałaś, że nigdy nie wiadomo, kto znajdzie się po drugiej strony ściany.

Patrzyłaś na niego, podniosłaś wzrok z ust, aby spojrzeć głęboko w ciemne oczy. Pełne fascynacji, pasji i kurwików. Które pragnęły cię jeszcze bardziej i które sprawiły, że zrobiłabyś dla niego wszystko.

W końcu Jimin westchnął, oparł o ścianę i wypowiedział to zdanie, które uwielbiałaś w jego postawie:

— Chcesz trochę poszaleć, dziewczynko?

Pokiwałaś głową i wstałaś z miejsca. Przecież od zawsze należałaś do niego.


KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ




Od Autorki: To już koniec Współlokatora. W każdym bądź razie koniec części pierwszej. Dzięki Waszemu wsparciu, słowom otuchy i zachęty, informacji zwrotnej i dobrego odbioru postanowiłam kontynuować losy bohaterów w części drugiej, na którą Was zapraszam: Ukochany już za tydzień będzie miał premierę na Unravel the Freedom! Mam nadzieję, że jego też dobrze przywitacie i razem ze Współlokatorem zagości w Waszym serduszku.


Na podziękowanie przyjdzie jeszcze czas. Oczywiście jak zawsze wymienię osobę, bez której cały projekt by nie powstał i o której mowa była w słowie wstępu. Zróbcie hałas i gromkie brawa dla Chingyu. To dzięki niej miałam sposobność na tworzenie. Dziękuję też Neko, za motywację, zwłaszcza kiedy przychodził kryzys. Mogłabym wymieniać w nieskończoność, bo każdy z Czytelników jest dla mnie ważny. Nie pozostaje mi nic innego jak po prostu: D Z I Ę K U J Ę.