Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jednopartówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jednopartówka. Pokaż wszystkie posty

14 marca 2025

Jednopartówka – Szefowo... – Issei x Rias

 .



Nim otworzył oczy, poczuł na plecach przyjemne ciepło. Zacisnął dłoń na prześcieradle, wyobrażając sobie nagie ciało Rias. W swoich myślach przypomniał sobie ogromne piersi dziewczyny. Issei przygryzł wargę. Spojrzał pod pościel i westchnął pod nosem. Jego członek na samą myśl o kobiecym ciele stanął na baczność. 

— Dzień dobry, Issei…

Chłopak odwrócił się gwałtownie, gdy usłyszał w pobliżu damski głos. 

— Szefowo! Co ty tutaj robisz?! 

W tym momencie Issei zlustrował Rias. Nie miała na sobie żadnych ubrań. Była naga… naga. Chłopak nawet nie zorientował się, kiedy z jego nosa poleciała stróżka krwi. Szybko starał się zatamować krwawienie, ale uprzedziła go zmartwiona dziewczyna. Przybliżyła się, niemal wsadzając jego głowę między piersi. 

Jakże były cudowne! Tak duże a także jędrne… Issei już sobie wyobraził sytuację, w której uprawiają seks w pozycji „na jeźdźca”... Ale by jej świetnie podskakiwały! 

— Issei, wszystko w porządku? — zapytała, spoglądając na jego twarz. — Musisz pochylić głowę. — Dotknęła włosów, aby następnie wspomóc go przy wykonaniu własnego rozkazu. — To moja wina! — krzyknęła po chwili. — Bardzo cię przepraszam… 

— Nie… Nic się nie stało, szefowo… — odpowiedział zażenowany, choć na jego buzi widniał szeroki uśmiech. Wciąż nie potrafił się przyzwyczaić do śpiącej nago dziewczyny, która od niedawna zaczęła sypiać razem z nim. Oczywiście bez żadnego podtekstu. Jeszcze. 

— Chodźmy do toalety — powiedziała i gwałtownie wstała z łóżka, by następnie chwycić chłopaka za nadgarstek oraz pomknąć w stronę łazienki. Issei nie mógł się powstrzymać, by nie spojrzeć na kształtny tyłek demonicy. 

Była cholernie pociągającą kobietą. Miała w sobie wszystko, czego pragnął prawdziwy (i napalony) nastolatek. Natura hojnie ją obdarzyła, a on wciąż nie potrafił uwierzyć w to, że tak chętnie chodziła nago właśnie przy nim. Stawiała zmysłowe kroki, nawet kiedy się spieszyła… Przez ułamek sekundy zobaczył nawet jej… kobiecość! Krew sącząca się z nosa nagle przestała być problemem. Jego członek znów stanął na baczność! 

— J-Ja sobie poradzę! — krzyknął, starając się wyswobodzić z uścisku dziewczyny, ale ona nie pozwoliła mu na to. Odwróciła się w jego stronę, po czym spojrzała w jego oczy. Była zdeterminowana. Chciała mu pomóc. Ale tutaj nie dało się pomóc! Jego bydlę stało i nic nie mogła zrobić! (Chyba że z chęcią zrobiła by mu…) — Nie, ja muszę…

— Och — szepnęła. Issei spojrzał w dół zaraz po tym, jak przyuważył wzrok Rias właśnie na tej części ciała. Chłopak oczywiście zasłonił swojego członka, ale było mu na tyle głupio, że nie był w stanie nic więcej zrobić czy powiedzieć. 

Także stał na środku swojego pokoju z odkrytym tyłkiem, klatą i nogami wraz z zaschniętą krwią przy nosie. Z boku mogło to wyglądać na dość komiczne. Ale dla niego ta sytuacja była tą chwilą, którą chciałby wymazać z pamięci… Choć może nie do końca?

— P-Przepraszam! — krzyknął, kiedy jego spojrzenie wylądowało na kobiecych piersiach. No nie mógł się powstrzymać! To samo tak wychodziło! Nie chci… nie no, chciał… Ale! — C-Czy mogłabyś się ubrać? 

— Hm… Jest to dla ciebie problematyczne?

— Nie no! — wrzasnął, machając rękami. Zapomniał o tym, że jego stojący penis nie był niczym przykryty. — Skąd taki pomysł!

— A może moje ciało ci się nie podoba?

— Masz super ciało, szefowo! 

— Ale chcesz, żebym się ubrała… 

— To dla twojego komfortu! — krzyknął pewny siebie, choć wyglądał dość mizernie. — Wiesz… Ja jestem mężczyzną… a ty… ty…

— A ja? — zapytała, podchodząc bliżej. 

Matko, jej ciało! I ten zapach!, pomyślał Issei, starając się nie popaść w erotyczny obłęd. No była tak cholernie zmysłową osobą! Jeszcze się z nim tak droczyła. A jemu się to tak podobało! 

— Jesteś tak cudowną i przepiękną kobietą, że zaraz chyba oszaleję! Zresztą widać to po mnie w całej okazałości! — Uniósł głos, po czym wyciągnął dłonie, chcąc pokazać całe swoje nagie ciało, takim jakie w tej chwili było. Wystarczyło spojrzeć na jego członka. Wszystko mówił. 

— Dobrze, Issei — szepnęła, a następnie przygryzła dolną wargę. 

Demonica zarzuciła kosmyk włosów o czerwonym zabarwieniu. Spojrzała na podwładnego i podeszła do niego dostatecznie blisko, aby ich ciała zetknęły się ze sobą. Ciepła temperatura mocno ich rozgrzała, a rumieńce na ich twarzach oraz lekko zamglone spojrzenia mówiły wszystko.

— Pragnę cię, szefowo — powiedział, przymykając oczy.

W odpowiedzi poczuł na wargach delikatny pocałunek. Długo o nim marzył i zastanawiał się, jak mogłoby to wyglądać. Dziś już wiedział. I chciał znacznie więcej. Rias była osobą, której nigdy nie chciał stracić. Wiedział teraz o tym. 

Zacisnął odrobinę usta, a chwilę później zwinnie wsunął język między jej wargi. Z niepohamowaną żądzą zaczął je poznawać. Toczył agresywną walkę w buzi Rias. Ciągle zmieniał pozycję ich ust podczas pocałunku, a ślina niemal wypływała z ich jamy ustnej. Pragnął znacznie więcej. Matko, jak szefowa go rozpaliła! A przecież nic… 

Nagle odsunął się od niej, trzymając dziewczynę za ramiona. Na jego twarzy pojawił się ogromny rumieniec. Przekroczył granicę. Pozwolił sobie na zbyt dużo. 

Nie, nie, nie! Ona teraz na mnie nie patrzy! Zjebałem!, pomyślał zestresowany, obserwując Rias, która wpatrywała się w ziemię. Nie mógł jednak rozpoznać jej aktualnego stanu. Prawdopodobnie (nawet aż za bardzo) mogłaby go zabić… ale nie byłaby wtedy sobą… Oby się tylko obraziła! 

Issei zacisnął palce na delikatnej skórze Gremory. Jego członek dalej stał na baczność. Nawet w takiej sytuacji… kiedy było mu totalnie głupio…! 

— J-Ja przepraszam, szefowo! — krzyknął, po czym puścił ją. — Więcej się to nie powtórzy! Przyrzekam! Naprawdę! 

— Issei… 

Szept Rias sprawił, że chłopak spojrzał na nią bardziej dokładniej. Ona również się rumieniła, ale poza tym ciężko oddychała, a ślina wciąż sączyła się z jej warg. Wyglądała… tak ponętnie! No rzuciłby się na nią najchętniej! Dlaczego ona go tak torturowała w tym momencie!

— Możesz to powtórzyć? — zapytała i przybliżyła się, aby ułożyć ramiona wokół jego szyi. — Bardzo cię proszę. — Od razu zauważyła jego rozbiegane oczy, które szukały punktu zaczepienia. Był zdezorientowany. — To może inaczej… — Stanęła zaledwie parę centymetrów od jego twarzy. — Wykonaj mój rozkaz. 

Hyodo nie miał już żadnych hamulców. Ona tego chciała i póki nie zmieniła zdania, miał zamiar spełnić jej żądania! 

Rzucił się na nią niemal natychmiast, łapiąc ją najpierw za obydwa policzka i wsuwając po raz drugi język do buzi. Tym razem pocałunek był bardziej zachłanny. Dwie osoby toczyły zażartą bitwę o dominację. Nie było osoby, która miała prowadzić ich seks. Obydwoje mieli wizję, którą chcieli spełnić. 

— Tak mnie jarasz, Rias! 

Krzyk chłopaka sprawił, że dziewczyna jęknęła. Nawet męska dłoń na nagiej piersi tak nią nie wstrząsnęła, choć był to bardzo przyjemny ruch. Issei zaczął pieścić jej pokaźny biust, zataczając koła i szczypiąc sutki. 

Tak swoją drogą, to gdyby toczył teraz walkę, to prawdopodobnie nie byłoby silniejszej osoby niż on!

Bez zbędnych słów nadzy powędrowali w stronę łóżka. Nie przerywali poznawać swych gorących ciał. Issei wciąż błądził dłońmi po piersiach dziewczyny, powoli schodząc niżej, aż w końcu jego palce wylądowały na okrągłym tyłku. Z jego ust wydobyło się ciche westchnięcie. Ściśnięcie tyłka Rias doprowadziło go do istnego szaleństwa. 

— Ach! — jęknęła dziewczyna między pocałunkami. — Issei! 

Gdyby ktokolwiek wszedł teraz do pokoju chłopaka, para prawdopodobnie nie zorientowałaby się, że w pomieszczeniu jest ktoś jeszcze. Obydwoje nie widzieli w tym momencie świata poza sobą. Nastolatek przygryzł dolną wargę dziewczyny i lekko pociągnął ją w swoją stronę. 

— Jesteś taka podniecająca — westchnął, gdy wreszcie puścił jej usta. — Szefowo… 

Dziewczyna uśmiechnęła się, a po chwili dosłownie rzuciła się na chłopaka i oplotła go nogami wokół bioder, a ręce zarzuciła na szyję. Omal go nie przewróciła, ale na szczęście udało mu się zachować równowagę. W tym momencie nic nie mogło zepsuć tej chwili. Nic i nikt. 

Issei działał instynktownie. Sam nie rozumiał, skąd miał wiedzę o tym, jak poprowadzić seks z szefową. Prawdopodobnie robił to, wspominając obejrzane przez siebie liczne filmy pornograficzne. Tym sposobem musiał się ratować, aby się nie wygłupić. 

Znów położył obie dłonie na jej piersiach, kręcąc nimi. Jej ogromne kobiecości doprowadzały go do prawdziwego szaleństwa. Prawdopodobnie byłby w tym momencie najsilniejszą osobą na świecie… Nie myślał jednak o żadnej bitwie. Liczyła się tylko Rias… 

— Issei… — jęknęła, odchylając głowę. 

— Isseeeei-kun…

— Issei! 

Para gwałtownie odsunęła się od siebie, gdy w pokoju rozniosły się krzyki ich wspólnych przyjaciół. Hyodo szybko zakrył nagie ciało szefowej kołdrą, po czym sam pod nią wszedł. Na twarzy chłopaka pojawił się ogromny rumieniec. 

— Kurwa… — jęknął nastolatek, a Rias parsknęła śmiechem. 

— Ktoś nam przeszkodził… — szepnęła, a chłopak dosłownie wszedł pod pościel. — Wyjdźcie wszyscy. Chcę zostać jeszcze sam na sam z Issei’em. 

Po paru minutach konwersacji z przyjaciółmi para wreszcie została sama. Z początku nie wiedzieli, co robić, lecz wkrótce… samo wszystko się rozegrało, a noc spędzili… naprawdę ostro. 

   


9 października 2024

Jednopartówka Moorim School – Ona cię lubi

 .



Dziewczyna drgnęła, gdy rozległo się pukanie do jej pokoju. Rozejrzawszy się po pomieszczeniu w celu znalezienia jakichś poszlak dobrej wymówki, zrzuciła z siebie kołdrę i podeszła do drzwi. Tuż za nimi ktoś stał – jeszcze nie wiedziała kto. Modliła się tylko w duchu, by nie był to on. Zabrała parę wdechów, po czym otworzyła wejście. 

— Coś się stało? — Odetchnęła z ulgą, widząc przed sobą Kang Tae O. Choć zaraz miała ochotę rzucić się na niego oraz zrobić mu krzywdę za wyrządzoną szkodę. — Tak szybko później odeszłaś. 

— Ja cię chyba zabiję — mruknęła. Seon Ah wychyliła głowę zza futryny drzwi, po czym wciągnęła mężczyznę do środka pokoju. 

— Oj, Seon Ah. Tak nie wypada — parsknął śmiechem, ale dziewczyna od razu zmroziła go wzrokiem. — Co jeśli nas o coś posądzą? Nie chcemy mieć chyba problemów. A tym bardziej chyba nie chcesz, żeby on coś źle zrozumiał. 

— No, ale to wszystko twoja wina… — odparła, po czym zwinnie wsunęła się pod kołdrę. — No gdybyś wtedy nie zasugerował, że go lubię… No nie zorientowałby się! 

— I chcesz to ciągle ukrywać? — zapytał, siadając na krańcu łóżka.

— Co mogę innego zrobić?

— No za niedługo może być za późno.

— Co masz na myśli? — Zadała kolejne pytanie i wyjrzała na niego spod kołdry. 

— Obserwuję otoczenie i mniej więcej wiem, co się dzieje. 

— A co się ma dziać?

— Chi Ang ci ucieka — odpowiedział, po czym wstał, aby podejść do drzwi. — Shim Soon Duk chyba bardzo mu się podoba. Bardziej niż myślisz. 

Dziewczyna drgnęła, a mężczyzna w tym samym momencie wyszedł z pomieszczenia, zostawiając ją samą. Gdy drzwi zatrzasnęły się, Seon Ah podniosła się do pozycji siedzącej.

Przeniosła wzrok na okno, za którym właśnie zauważyła Chi Ang’a. Ostatnimi czasu ćwiczył coraz więcej. Zaryzykowałaby nawet stwierdzeniem, że trenował ponad swoje siły. Tak jakby chciał coś komuś udowodnić. I to nie tylko ojcu… 

W jego oczach od zawsze były te iskierki – gdy spoglądał na Soon Duk. 

Seon Ah zacisnęła pięści. 

Nigdy nie będzie taka jak Soon Duk...



Salę ogarnęły szepty, gdy nauczyciel wytypował dwie osoby do odbycia spairingu. Pierwszy wstał Yub Jung, któremu wyprostowana postawa dodawała niebezpiecznego charakteru. Ten chłopak był zdecydowanie brutalnym przeciwnikiem. Ale mimo wszystko ona się nie zawahała – jako córka dyrektora musiała pokazać swoją siłę. 

Kątem oka Seon Ah, w momencie wstawania, zerknęła na Chi Ang’a, lecz ten nie wydawał się być w żadnym stopniu zainteresowany pojedynkiem. Wpatrywał się w Soon Duk i nie oderwał od niej wzroku nawet na sekundę. 

Hwang zacisnęła pięści. Od czasu rozmowy z Tae O… Chi Ang nie odezwał się do niej ani jednym słowem. 

— Gotowi? — zapytał nauczyciel. 

— Tak — odpowiedział od razu Yub Jung i przybrał odpowiednią pozycję. — Tym razem przegrasz, Hwang Seon Ah.  

— Um… — odparła, ale wydawała się być myślami gdzie indziej, dlatego chłopak zaatakował jako pierwszy.

Sparowanie tego ciosu nie wydawało się być zbyt skomplikowane, ale ku zdziwieniu wszystkich – Seon Ah nie wykonała unika. Gdy dłoń przeciwnika pojawiła się na jej brzuchu, nie ruszyła się. Nie kiwnęła nawet palcem, aby cokolwiek zrobić. 

— Seon Ah! — Męski krzyk sprawił, że dziewczyna zaraz się ocknęła. 

Shi Woo podbiegł do niej w mgnieniu oka, by złapać jej upadające ciało. Tak bezwładnej oraz bezbronnej dziewczyny jeszcze nigdy nikt nie widział. 

— Seon Ah, wszystko w porządku? — zapytał Chi Ang, który podbiegł do niej następny.

Dziewczyna, wtulona w tors młodszego chłopaka, objęła go wokół szyi. 

— Chodźmy stąd, Shi Woo-oppa — szepnęła, a ten wstał z zamiarem wykonania jej prośby. 

— Ja to zrobię — odezwał się Chi Ang, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciela. W jego pewnej siebie, a zarazem zmartwionej minie było ukryte jakby... coś jeszcze… —  Ja się nią zajmę. 

— Chcesz tego Seon Ah? — zapytał Shi Woo. 

Kiwnęła głową, nie spoglądając na przyjaciół. Miała mętlik w głowie. 

Pozwoliła przenieść swoje ciało. Chciała jak najszybciej opuścić salę treningową. Przecież oni wszyscy właśnie na nią patrzyli i pewnie rozmyślali nad tym, co jej się przytrafiło. Seon Ah nigdy nie pozwoliłaby sobie umyślnie nie uniknąć ciosu. 

Wang Chi Ang chwycił ją na swoje ramiona, lecz dziewczyna nie miała zamiaru obejmować. Ręce ułożyła na bolącym brzuchu, a głowę starała sie trzymać w pozycji wyprostowanej, nie opierając się na znajomym. 

— Oprzyj się — szepnął chłopak, ale Seon Ah odwróciła głowę lekko w bok. Chi Ang podrzucił ją delikatnie w górę, a ona pod wpływem nieoczekiwanego ruchu oplotła go ramionami wokół szyi. 

— Co ty…

— Widzisz, nie było to takie trudne, Seon Ah. 

Na twarzy dziewczyny pojawiły się rumieńce, więc gwałtownie wsunęła głowę w szyję Wanga.

Była tak blisko – jednocześnie daleko. 

— Do zobaczenia potem! — krzyknął wesoło Tae O, a ona zmroziła go spojrzeniem. 

Chi Ang zaprowadził koleżankę do jej pokoju. Z początku nie chciał przyjąć jej pomocy w otwarciu pomieszczenia zamkniętego na klucz, ale po trzydziestu sekundach mocowania się z drzwiami postanowił oddać niewielkie narzędzie. Seon Ah z uśmiechem na ustach od razu otwarła pokój. 

— Poradzę już sobie — powiedziała nim chłopak zdążył zrobić krok do przodu. — Aż tak mnie brzuch nie boli. Nie jestem z waty, a poza tym sama jestem sobie winna. 

— Yub Jung widział, że nie chcesz uchylić się przed ciosem i celowo wykorzystał twoją nieuwagę — odparł Wang, wchodząc do pokoju. — To nie w porządku z jego strony. Żałosny dupek. 

— Huh… 

— Niech jeszcze raz cię dotnie, a mu wpierdolę — mruknął Chi Ang, a Hwang spojrzała na niego z uniesionymi brwiami. — Które łóżko jest twoje? 

— Te bliżej schodów…

— To obok jest Soon Duk, prawda? 

Seon Ah przygryzła dolną wargę i mruknęła przytakująco. Towarzysz nie zwracał już na nią większej uwagi. Z chęcią obserwował jednak sąsiednie posłanie, które było idealnie pościelone. 

— Będzie dobrą żoną — parsknął cicho Chi Ang, unosząc prawy kącik do ust. 

— Zachowujesz się jak stalker — mruknęła w odpowiedzi Seon Ah. — Myślę, że lepiej będzie, jeśli już sobie pójdziesz. 

 — Zaczekam z tobą na Arielkę — powiedział i spojrzał na znajomą. — Lepiej żeby ktoś przy tobie był. 

Dziewczyna odwróciła się do niego tyłem, po czym przykryła się kołdrą po sam nos. Nie skomentowała jego wypowiedzi. Nie miała na to najmniejszej ochoty. Jego myśli krążyły wyłącznie wokół Soon Duk. A ona nigdy nie będzie taka jak przyjaciółka – zamknięta w murach uczelni Moorim Seon Ah nie miała szansy zbliżyć się do Chi Anga. 

Zmęczona Hwang zamknęła oczy, oddając się w objęcia Morfeusza. 



Od paru dni Seon Ah pojawiała się wyłącznie na zajęciach. Poza tym nie wychodziła z pokoju i nie miała ochoty z kimkolwiek rozmawiać. Starała się przemyśleć w samotności swoje uczucia.

Tae O bez skrupułów wyjawił Chi Ang’owi jej uczucia, a ten tak naprawdę nie zareagował na to wyznanie. W jego sercu w dalszym ciągu była Soon Duk i niestety Hwang nie miała na to wpływu. Nie raz zastanawiała się tylko, czego jej brakuje… Przyjaciółka od zawsze była otwarta na innych, pracowita i niezłomna… Natomiast sama Seon Ah z powodu wieloletniego zamknięcia nie wiedziała, jak zachowywać się w stosunku do „osób z miasta”. Dość komiczne. Przecież była najlepszą uczennicą ze szkoły, a pokonywały ją kontakty międzyludzkie. 

Gdy nadszedł piątkowy wieczór, Hwang od razu położyła się do łóżka. Shim wróciła do siebie, więc pokój był aktualnie zamieszkiwany przez jedną osobę. Cisza i spokój były jedynymi towarzyszami Seon Ah… Ale już za chwilę miało się to zmienić. 

— Seon Ah! 

Nim zdążyła zasnąć, obudził ją krzyk Shi Woo. Dziewczyna od razu podniosła się do siadu i zamrugała parę razy powiekami. Chłopak stał tuż nad nią z lekkim uśmiechem i wyciągnął ją z łóżka. 

— Szybko się przebieraj — szepnął, rozglądając się wokół, jakby ktoś go ścigał. — Nie czasu do stracenia. Poczekam na ciebie na zewnątrz. 

Yoon wybiegł z pokoju, a Seon Ah zamrugała parę razy powiekami. Postanowiła wykonać jednak jego propozycję. Nie rozumiała do końca, czemu wciąż był w szkole, ale może miał akurat ochotę poćwiczyć? Po założeniu spodni i bluzy wyszła z pomieszczenia. 

— Wspaniale — powiedział Shi Woo. — To teraz uciekamy ze szkoły. 

— Co? 

— No chodź, Seon Ah! 

Chłopak chwycił dziewczynę za nadgarstek, po czym pociągnął w stronę głównego wyjścia. Co prawda nie spieszyli się jakoś bardzo, ale mogli na spokojnie ominąć straż i wyjść ze szkoły. Choć Seon Ah nie wierzyła w to… Ojciec na pewno przebudzi się wraz z jej odejściem. 

— A teraz najtrudniejsza część…



— Udało się, Shi Woo-oppa! — zaśmiała się zadowolona dziewczyna, dysząc ciężko. Od około piętnastu minut biegli po lesie i wreszcie mogli sobie sobie odpocząć. 

— Noo, haha… Soon Duk zaraz przyjdzie — odpowiedział i wskazał przyjaciółce ławkę. — Odpocznijmy. 

Seon Ah przytaknęła ruchem głowy. Z jej twarzy nie potrafił zejść uśmiech. 

— Pójdę na chwilę, okej? 

— Dobrze — odparła Hwang, rozglądając się wokół. 

Shi Woo poszedł wzdłuż ścieżki i zniknął w mroku. Jedynym towarzyszem dziewczyny pozostała pohukująca sowa. Nieco przerażające, ale dla córki dyrektora Moorim nie powinien być to problem. Dziewczyna ułożyła zmarznięte dłonie pod uda i zaczęła obserwować otoczenie. Aktualnie znajdowała się w jakimś parku, ale poza nią nikogo nie było. 

Szybko jednak zauważyła swój błąd, bo ktoś zasłonił jej oczy ręką. Seon Ah automatycznie chwyciła napastnika za przegub dłoni i wykręciła mu rękę. Męsknie jęki sprawiły, że od razu się cofnęła zaskoczona. 

— W-Wang Chi Ang? — zapytała z uniesionymi brwiami. 

— To już wiem, że nie trzeba się o ciebie za bardzo martwić… 

— Co ty tutaj robisz? — Dziewczyna puściła go. — Shi Woo miał przyjść z Soon Duk… Nic nie wspominał, że ty tutaj będziesz. 

— Poprosiłem go o to, by cię tutaj przyprowadził — powiedział i uśmiechnął się szeroko. — Chciałem spędzić z tobą czas. Mam nadzieję, że nie zniszczyłem ci za bardzo piątku. 

— To… nie… Oczywiście, że nie! — krzyknęła, machając wymownie rękami. — Nie miałam planów… 

— W takim razie chodź ze mną. 

Chi Ang chwycił dziewczynę za dłoń, po czym pociągnął wgłąb parku. Seon Ah nie protestowała. Pozwoliła się prowadzić w nieznaną stronę. Choć przy obcej osobie dziewczyna nigdy by tak nie zrobiła, tak wiedziała, że Wangowi mogła ufać. 

Chciałem spędzić z tobą czas… 

Wypowiedź chłopaka rozbrzmiała w głowie Seon Ah. Nie wiedziała, czego się spodziewać, dlatego po krótkim spacerze zatrzymała się. Przestrzeń wokół nich oświetlała jedna lampa. Z początku dziewczyna nie widziała twarzy Chi Anga. 

— J-Ja muszę ci coś powiedzieć — szepnęła niepewnie. 

— Poczekaj. Zaraz będziemy na miejscu. 

— Kocham cię — powiedziała, ignorując jego odpowiedź. Spojrzała wzrokiem na ściężkę. — Ja wiem, że chciałeś pewnie mi pokazać jaką niespodziankę zrobiłeś dla Soon Duk… Ale nie będę w stanie ci pomóc, jeżeli o nią chodzi… Nie potrafię już udawać radosnej dziewczyny, która pomaga ci poderwać swoją przyjaciółkę, choć to właśnie mi się podobasz… 

— Seon Ah… 

Dziewczyna chwyciła jego dłoń Chi Anga, a następne zdjęła ją ze swojego nadgarstka. Uśmiechnęła się pod nosem, patrząc w ścieżkę. 

— Ja naprawdę…

— Och, przestań wreszcie gadać! 

Chi Ang znów chwycił Seon Ah za nadgarstek i mocno do siebie przyciągnął. Dziewczyna nie zdążyła nawet pomyśleć o ucieczce, gdy usta chłopaka złączyły się z jej wargami. Wytrzeszczyła oczy, spoglądając wgłąb lasu. Nie potrafiła pozbierać myśli – właściwie miała pustkę w głowie…

Co się dzieje?! 

Gwałtownie odepchnęła od siebie Chi Anga i dotknęła opuszkami palców swoich ust. Patrzyła na niego, nie rozumiejąc jego zachowania, a w jej oczach pojawiły się łzy. 

— Co to ma znaczyć?! — jęknęła, a Wang zbliżył się do niej o krok. 

— Seon Ah… 

— Dlaczego? 

— Bo do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że darzysz mnie głębszym uczuciem… Dopiero Tae O mnie uświadomił o tym, ale wciąż… Nie potrafiłem zapomnieć o Soon Duk. Przecież to moja Arielka. — Chi Ang uśmiechnął się pod nosem, a Hwang zmarszczyła brwi. 

— Masz zamiar opowiadać mi jaka jest cudowna? — zapytała ostro. — Po pocałunku? Jesteś dupkiem, Wang Chi Ang!

— Daj mi dokończyć! — krzyknął chłopak, zaciskając mocniej dłonie na jej nadgarstkach. — Tak, byłem do szału zakochany w Arielce! Była piękna, cudowna i jako jedyna na mnie nie leciała z powodu wyglądu czy pieniędzy! 

— Nie chcę tego słuchać… 

— Posłuchasz, bo to ty jesteś dla mnie w tej chwili najpiękniejszą kobietą! — odparł i przygryzł dolną wargę. Zaraz na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, a opuszkami palców pogładził jej policzek. — Twoja relacja z Tae O i Shi Woo… Tak cholernie mnie to wkurwiało! Przyrzekam! 

— Byłeś zazdrosny… o mnie?

— No tak! — krzyknął. — Miałem ochotę im przywalić, ale się powstrzymywałem… Mimo wszystko już nie potrafiłem udawać, że mi na tobie nie zależy. Zresztą… Chciałbym ci coś pokazać. Pójdziesz ze mną? 

Seon Ah kiwnęła niepewnie, po czym we dwójkę ruszyli wzdłuż ścieżki. Dziewczyna lekko ścisnęła dłoń, a Chi Ang w odpowiedzi umocnił uścisk, by nigdzie nie odbiegła. 

— Nie rozumiem… 

Nie otrzymała odpowiedzi, dopóki nie pojawili się w odpowiednim miejscu. W jej oczach pojawiły się łzy, gdy ujrzała przygotowane przez Chi Anga miejsce na kocu, na którym znajdował się kosz z jedzeniem i laptop. Niesamowitej atmosfery tej scenarii dodawały lampki i cudowny nocny krajobraz miasta oświetlonym ulicznymi lampami i czystym niebem. Gwiazdy tej nocy były wyjątkowo piękne. 


13 lutego 2019

Jestem gejem




Kirishima x Bakugou || Boku no Hero Academia

Pierwszy raz zgodziłem się na to, by spotkać się z Bakugou sam na sam. Zazwyczaj ktoś z nami jeszcze był, gdyż w gruncie rzeczy obawiałem się jego wybuchowego charakteru. Choć może nie do końca — nie bałem się jego, lecz tego, że moglibyśmy się pokłócić. Byliśmy przecież całkowicie różni pod względem osobowości.
Ja byłem zabawnym nastolatkiem cieszącym się życiem oraz podchodzącym do niego jednocześnie z rozwagą, a także lekkością.
Natomiast jego wszystko wkurzało, ciągle się denerwował, bądź bardzo szybko wybuchał. Dodatkowo niejednokrotnie myślał, że jest jakimś najsilniejszym gnojem, co niezbyt przypadło mi do gustu... Przecież wcale nie był taki silni.
Niejeden raz widziałem jak po jego policzkach spływały łzy bezradności, gdy odbywał swoje częste oraz samotne treningi. Miał czegoś dosyć, lecz pomimo tego iż nazywałem się jego przyjacielem nie chciał ode mnie pomocy, a ja już się poddałem. Nie chciał ze mną rozmawiać, więc wolał pozostawić to dla siebie. Oczywiście było mi głupio myśląc w ten sposób, ale i tak nic nie mogłem zrobić...
Nic, kompletnie nic.
W tej chwili krocząc przed rówieśnikiem wzdłuż plaży zastanawiałem się dlaczego nie odezwał się ani jednym słowem. Nie wydał z siebie nawet najcichszego dźwięku jakbym zrobił mu coś niewyobrażalnie okrutnego, a przecież nie byliśmy nawet pokłóceni. Powinienem więc jakoś zareagować, lecz to nie było wcale takie łatwe.
Może za tą ciszą skrywała się prawdziwa burza?
Tak bardzo tego nie chciałem.
— Kirishima — słysząc swoje imię wypowiedziane dosyć spokojnym, a zarazem smętnym głosem przełknąłem głośno ślinę. Zacisnąłem mocno dłonie obawiając się jakiejś konfrontacji oraz na wszelki wypadek utwardziłem swoją twarz. Nie chciałem by ją skrzywdził, dzięki niej mogłem zdobywać dziewczyny. — Szczerze powiedziawszy jest coś co chciałem ci już od dawna powiedzieć. — Usłyszałem dźwięk wejścia do wody, więc odwróciłem się w jego stronę lekko zaskoczony. — Jestem gejem.
Trzymając dłonie w swych kieszeniach, a przy tym obserwując jego zgarbioną posturę, która wyglądała tak bezsilnie, nie wiedziałem co powiedzieć.
Gejem?
Bakugou jest gejem?
Potrząsnąłem szybko głową mrugając parę razy powiekami nie mogąc uwierzyć w jego słowa.
— Weź sobie, stary, nawet nie żartuj — zaśmiałem się zdenerwowany, a wtedy blondyn odwrócił się w moją stronę przygryzając dolną wargę ze wściekłości, by móc powstrzymać łzy pojawiające się w jego oczach. — Ej, Bakugou...
— Wiesz co? Spierdalaj — warknął wściekły.
Rówieśnik ruszył w przeciwną stronę w którą właśnie się kierowaliśmy.
Czułem, że na tym wyjeździe coś między nami się zmieni, lecz nie sądziłem, że Katsuki wyzna mi coś tak osobistego, a zarazem... hm... ciekawego?
Nigdy nawet nie wyobrażałem sobie, że ktoś taki jak on mógłby być homoseksualistą. Przecież wiele dziewczyn szalało za nim niczym napalone fanki, więc jakim cudem?
Spojrzałem na jego oddalającą się sylwetkę, po czym przygryzając dolną wargę biegiem ruszyłem w stronę przyjaciela. Tym razem muszę się zachować jak osoba najbliższa jego sercu oraz porozmawiać z nim o tym. Założę się, że tym wyznaniem chciał poprosić o jakąkolwiek pomoc z mojej strony, bo w końcu to mi zaufał.
Szczerze powiedziawszy moje serce szybciej zabiło, gdy wyznał mi ten sekret.
Oznacza to, że byłem dla niego kimś naprawdę ważnym.
— Bakugou! — krzyknąłem na cały głos, by mógł mnie usłyszeć, lecz ten nawet się nie zatrzymał. — Bakugou! — Powtórzyłem. — Katsuki!
W tym momencie stanął na środku plaży, a ja podbiegłem do niego. Nareszcie mnie wysłuchał. Oczywiście nie było to ciężkie, lecz nie miałem siły ganiać za nim jakby za jakimś złoczyńcą.
Katsuki był Katsukim.
Nie był zły, a wręcz przeciwnie — w porównaniu do innych był naprawdę dobrą osobą i właśnie może dla niego czułem do niego tak silną więź.
— Poczekaj chwilę — szepnąłem pojawiając się przy nim.
Dopiero teraz do mnie dotarło, że nie przemyślałem tego co powinienem mu powiedzieć...
Co jeśli znów palnę coś głupiego?
— Bakugou...
— Zamknij już się, wkurwiasz mnie — warknął wściekły blondyn odwracając głowę w moją stronę, a ja znów mogłem zauważyć zaczerwienione oczy. Chciało mu się płakać. — Mówię ci coś tak chorego z czym nie potrafię sobie do kurwy nędzy poradzić, a ty jeszcze mnie wyśmiewasz. Myślałem, że przynajmniej ciebie mogę nazwać przyjacielem!
— Ale przecież...
— Choć nie, wiesz? — zaśmiał się, po czym zbliżył się do mnie na tyle byśmy stali od siebie w odległości zaledwie paru centymetrów. — Od początku to ty mi się podobałeś. Zakochałem się w tobie i to przez ciebie tak bardzo się nienawidzę. Jesteś okropnym człowiekiem. Powinienem cię znienawidzić za to wszystko, ale nie potrafię przestać cię kochać...
Bakugou uklęknął na piasku i rozpłakał się niczym małe dziecko.
— Przepraszam — szepnął.
A ja nie miałem pojęcia co zrobić oraz powiedzieć.
Ja podobałem się Katsukiemu? Temu Bakugou? Temu okropnie wybuchowemu człowiekowi, który teraz płakał z miłości?
To głupie co w jednej chwili wymyśliłem.
— Ej, Katsuki — odezwałem się nagle — spróbujmy.