Pokazywanie postów oznaczonych etykietą infinite. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą infinite. Pokaż wszystkie posty

11 października 2024

Drabble Infinite – Dałem radę cię obronić – L

 .


Od paru minut nie odezwałaś się ani słowem. Wpatrzona w nieznajomych mężczyzn, modliłaś się, by w końcu ktoś po ciebie przyszedł. Po twoich policzkach spływały łzy, a z nosa ciekł katar. Nie potrafiłaś uspokoić oddechu. Musiałaś wyglądać okropnie.

W tym momencie nie było to jednak najważniejsze – byłaś przerażona. Siedziałaś w opuszczonym budynku, przyglądając się grupce gangsterów, którzy omawiali między sobą tajemniczy plan. Nie chciałaś wiedzieć, o co chodzi. W ogóle nie chciałaś w tym miejscu przebywać…

Więc dlaczego tam byłaś?  

Odpowiedź wkrótce nadeszła. 

— Wystarczy, że Kim przyjdzie i wymienimy się towarem — westchnął jeden z porywaczy. — Ta dziewczyna za pieniądze. 

Myung Soo?, pomyślałaś, rozchylając lekko usta, które zakryte były taśmą klejącą. Zaczęłaś jęczeć, by grzecznie poinformować swoich oprawców, że nie utrzymujesz dobrego kontaktu z wymienioną osobą, lecz oni nie reagowali na twoje pomrukiwania. 

— Weźcie ją uciszcie! — Krzyk innego mężczyzny rozniósł się po pomieszczeniu. — Mam jej, kurwa, dosyć! 

— Nie możemy jej skrzywdzić — warknął (prawdopodobnie) przywódca. — Chce coś powiedzieć! Zdejmijcie jej to wreszcie, a nie uciszajcie. Jest tylko na wymianę. Nie będziemy jej mordować. 

Wytrzeszczyłaś oczy, obserwując gangstera, który podszedł do ciebie i gwałtownym ruchem zdjął z twoich ust taśmę klejącą. Niestety, nie zdążyłaś przekazać im informacji, że Myung Soo nie przyjdzie, ponieważ jej nienawidzi, bo przestępca… Padł na ziemię! Zerknęłaś na niego, stwierdzając, że dostał w głowę nabojem!

Ale była to, do jasnej cholery, kulka!  

— Nie zabili go, nie zabili — jęknęłaś, obserwując, jak gangster marszczy brwi. Nie chciałaś, by z jej powodu… ktoś umarł. 

Nim zdążyłaś się odwrócić, ujrzałaś przed swoją twarzą buzię… Myung Soo. Chłopak wpatrywał się w ciebie, jakby nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Z niespokojem zaczęłaś się rozglądać wokół, chcąc znaleźć jakiś przedmiot, na którym mogłabyś zawiesić wzrok, lecz… on nieoczekiwanie przytulił cię! 

Nie myślałaś ani chwili dłużej – pod wpływem negatywnych emocji zaczęłaś płakać. 

— Myślałam, że umrę… 

— Nie dałbym cię skrzywdzić, ___ — szepnął Myung Soo i odsunął cię od siebie. — Muszę jeszcze tutaj wszystko załatwić. Poczekaj chwilę. 

Odszedł, a ty przybliżyłaś do klatki piersiowej dłonie. Dopiero teraz zorientowałaś się, że L naprawdę przybył cię… uratować. 

Po piętnastu minutach podszedł do ciebie z twarzą pełną świeżych ran i spojrzał prosto w twoje oczy. 

— Dałem radę cię obronić — znów szepnął, po czym kolejny raz otulił cię.

Nie chciałaś, by ten uścisk kiedykolwiek się skończył… A już za niedługo… Nie wiedziałaś, czego się spodziewać. Jak teraz będzie wyglądała wasza relacja? 


2 października 2024

Opowiadanie Infinite – Musical Pathways – Rozdział 7

 .


Zespół : Infinite

Główni bohaterowie : Kim Sunggyu, OC

Pairing : SunggyuxOC

Ostrzeżenia :  -

Gatunek : Romans

Na podstawie: -


Musical Pathways #07.

Stałam sztywno przy bramie wjazdowej na terytorium obozu. Wiadomość o przyjeździe ciotki mną wstrząsnęła. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że ten dzień kiedyś nadejdzie, jednak wciąż było za wcześnie, bym się z nią zmierzyła twarzą w twarz. Tym bardziej, że zdążyłam już chyba całkiem nieźle nabroić. Spojrzałam na Gwangsoo, po którym można było na pierwszy rzut oka ujrzeć stres. On tak jak ja przeżywał przyjazd ciotki – w końcu on się mną zajmował i na głowie miał to, bym wciąż pozostawała Chanhee. 

— B-Będzie dobrze — jęknęłam, a on zaczął nerwowo tupać nogą. — Przecież ona nic nam nie zrobi… To tylko moja… ciotka. 

— No właśnie! Aż ciotka! — odparł. — Dlaczego tak wcześnie postanowiła odwiedzić obóz? Spodziewałem się tego, że przyjdzie cię zobaczyć dopiero na koncercie! 

— Może z Chan… siostrą — poprawiłam szybko, ściszając głos. — Może już wyzdrowiała, a ja będę musiała wrócić do domu? 

— Po nich to już naprawdę nie wiem, czego się spodziewać… — jęknął, po czym spojrzał w dal ścieżki. Słychać było już silnik nadjeżdzającego samochodu. — Już prawie tu jest! 

— Pora zacząć to chore przedstawienie, Ahjusshi. 

Gwangsoo kiwnął głową i wyprostował się niczym żołnierz. Uniosłam prawą brew, obserwując jego postawę, po czym odwróciłam głowę, by spojrzeć na pojazd. Klasyczny samochód w białym kolorze wskazywał na luksus jego właściciela. Ciotka uwielbiała być w centrum uwagi. 

— Powodzenia — mruknęłam do siebie, przygryzając wargę. 

— Chanhee!

Wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam pisk starszej kobiety, która zaraz po zaparkowaniu wybiegła z pojazdu i otuliła mnie swoimi ramionami. Do moich nozdrzy dotarł ostry zapach jej perfum. Powstrzymałam odruch wymiotny i odwzajemniłam lekko jej uścisk. Przedstawienie wciąż musiało trwać. 

— Chanhee! Jak ty… — Ciotka odsunęła się ode mnie i uniosła brwi do góry z lekkim obrzydzeniem. Zaraz na jej twarzy pojawił się uśmiech. — Jak ty świetnie wyglądasz! Nic się nie zmieniłaś! 

Spojrzałam na różową sukienkę, którą siostra zapakowała mi wcześniej do szafy, a potem na Gwangsoo. Mężczyzna wzruszył ramionami, nie rozumiejąc za bardzo o co jej chodzi. 

— Cieszę się, że cię widzę — odpowiedziałam cicho.  

— Jak tu przyjemnie! — Kobieta obróciła się do mnie plecami, a ja westchnęłam głęboko. Tylko ja wiedziałam, że nienawidziła zapachu jeziora, bo jej zdaniem powietrze śmierdziało wtedy rybami. — Cudownie, że tu trafiłaś! Idealnie tutaj pasujesz. 

Ramiona mi opadły, gdy usłyszałam jej komentarz. Nie mogła się powstrzymać, by w jakiś sposób mi nie dopiec. Skoro nie lubiła zapachu ryb, a ja pasuję do tego miejsca - to raczej nie była to pochwała. 

— Dziękuję — mruknęłam z uśmiechem. 

— Pokażesz mi swój pokój, kochana?

— Mhm. 

We trójkę ruszyliśmy w stronę mojego pokoju. Ciotka chwyciła mnie pod ramię, kreując w opinii publicznej pozytywną, rodzinną relację. Gdyby ludzie wiedzieli jaką zołzą jest na codzień… Po paru minutach spokojnego spaceru pojawiliśmy się w pomieszczeniu, które stanowiło moją prywatną sypialnię. Gdy tylko zamknęłam drzwi, zaczął się koszmar, a mina ciotki od razu uległa zmianie. 

— Jesteś beztalenciem, Chingyu… Nawet dobrze nie potrafisz udawać swojej bliźniaczki. Katastrofa. 



— Nie da się! — jęknęłam, przecierając łzy z oczu.

Obecność ciotki okazała się być gorszym doświadczeniem niż na początku zakładałam. Na każdym kroku powtarzała zalety Chanhee – jej cudowny śpiew, taniec i wygląd. Ciągle czułam na sobie jej presję i musiałam się powtrzymywać, by nie wybuchnąć. Najgorsza sytuacja była na lekcji śpiewu – nonszalancko odnosiła się do Sunggyu, który właściwie nic jej nie zrobił! Uważała, że nie doceniał śpiewu Chanhee, a na obozie chwilowo jest niedysponowana ze względu na przeziębienie, którego właściwie nie miałam… Po prostu nie odziedziczyłam talentu siostry! 

Potem przypadkiem spotkaliśmy się z Woohyunem, który doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jestem bliźniaczką. Widział po mojej twarzy, że nie podobało mi się ciągłe chwalenie nieobecnej Chanhee. Przecież dla niego byłam Chingyu, która ze wszystkich sił starała się zostać utalentowaną siostrą. 

— Kurwa — warknęłam i przeczesałam dłonią włosy. 

Omijając obozowiczów ze spojrzeniem wbitym w ziemię, skierowałam się w stronę ustronnego miejsca przy jeziorku, które niedawno odkryłam. Było to moje miejsce – mogłam przy nim odpocząć i zapomnieć o wszystkich problemach lub przytłaczających chwilach. Odkąd ciotka Minryung się pojawiła, moja samoocena zdecydowanie się pogorszyła. 

Po pięciu minutach wreszcie pojawiłam się przy ukochanym miejscu. Była to mała, zaciszna zatoczka otoczona gęstym lasem. Ścieżka do niej była wąska i rzadko uczęszczana, co sprawiło, że to miejsce było idealne do ucieczki od codzienności. Brzegi jeziora były porośnięte miękką trawą, a kilka kamieni tworzyło naturalne siedzisko tuż nad wodą. Tafla jeziora była spokojna, odbijając światło księżyca, który nadawał całości magiczny blask. 

Usiadłam na jednym z kamieni, czując chłodny powiew wiatru i przysłuchując się charakterystycznemu dźwiękowi świetlików. Skupiona na atmosferze nie zorientowałam się nawet, gdy po moich policzkach spłynęły łzy. Dopiero po chwili przygryzłam dolną wargę, by nie wybuchnąć szlochem. 

— Chingyu? 

Obróciłam głowę z wytrzeszczonymi oczami, a gdy zobaczyłam postać Sunggyu gwałtownie odwróciłam wzrok. Opuszkami palców zaczęłam ocierać z policzków krople łez. 

— Co tutaj robisz? — zapytałam. — Skąd wiesz o tym miejscu? 

— To nie jest mój pierwszy raz na tym obozie. 

— Aha… — odpałam, po czym wstałam z siedzenia. — To nie będę ci przeszkadzać, skoro to twoje mie… 

— Przecież nie jest nigdzie podpisane — odpowiedział, gdy chwycił ją za nadgarstek i pociągnął znów na kamień. — Zostań. Chyba nie będziemy sobie przeszkadzać? 

Dopiero teraz zwróciłam uwagę na gitarę, którą trzymał w ręce. Sunggyu uśmiechnął się lekko i bez pytania zaczął grać. Rozchyliłam usta. Lider Infinite już od dłuższego czasu był moim ukochanym idolem, a takie sytuacje istniały wyłącznie w moich najgłębszych marzeniach. Przeniosłam wzrok na jezioro, wsłuchując się w muzykę. Wraz z pierwszymi słowami piosenki Sunggyu zaczęłam się kołysać. Nawet nie wiedziałam, w którym momencie opadłam na ramię mężczyzny i zasnęłam… 



Rozchyliłam powoli powieki, gdy poczułam na policzku kłujący dotyk. Nieprzyjemne odczucie nie pozwoliło mi na dłuższy sen, a ja dopiero po chwili zorientowałam się, że spałam na zewnątrz! Gwałtownie podniosłam się do siadu, obserwując jezioro, przy którym spędziłam wieczorny czas przy śpiewie Sunggyu. Zacisnęłam dłonie. 

— Co za…! — mruknęłam i wstałam z miejsca. Zakręciło mi się w głowie, ale utrzymałam pozycję stojącą. Podrapałam się po ramieniu, które zostało pogryzione prawdopodobnie przez mrówki. — Dlaczego mnie nie obudziłeś? 

Rozejrzałam się wokół. Jeszcze na chwilę zamknęłam oczy, ciesząc się spokojem, a następnie ruszyłam w stronę swojego pokoju. Krocząc wzdłuż znajomej ścieżki, mocno otuliłam się ramionami. Trzęsłam się z zimna, choć na dworze wcale nie było tak chłodno. Jedyne o czym w tym momencie marzyłam to zachorowanie… 

Przyspieszyłam kroku. Na zewnątrz nikogo nie było. Pewnie był środek nocy, więc nikt nie przebywał w tym momencie na dworze, ciesząc się błogim snem. Mi pozostała pewnie już tylko drzemka. 

— Cholera — jęknęłam i oparłam się czołem o drzwi, które dzieliły mnie od pokoju. — Chcę wrócić do bycia zwykłą Chin… 

Wypowiedź przerwał mi nieoczekiwany napad kaszlu. Zasłoniłam usta dłonią, by zagłuszyć hałas. Drążącą ręką wyciągnęłam z kieszeni spodni klucz, a następnie otworzyłam wejście do pokoju. Nie stęskniłam się za tym pomieszczeniem. Znów musiałam stać się Chanhee, choć na biurku leżały książki do nauki medycyny, o której wciąż musiałam pamiętać. 


4 września 2024

Opowiadanie Infinite – Musical Pathways – Rozdział 6

 .


Zespół : Infinite

Główni bohaterowie : Kim Sunggyu, OC

Pairing : SunggyuxOC

Ostrzeżenia :  -

Gatunek : Romans

Na podstawie: -


Musical Pathways #06.

Po spotkaniu twarzą w twarz z Sunggyu nie musiałam się uspokajać. Chłopak ku mojemu zdziwieniu nie zareagował agresją i nie zaczął mi grozić, jak z początku myślałam. On po prostu stanął naprzeciwko mnie z lekkim uśmiechem i poczochrał mnie po włosach. Zrobił to delikatnie, by przypadkiem mnie nie odstraszyć. 

Na samo wspomnienie o tym wydarzeniu poczułam jak moje policzka zalewa rumieniec, a serce zaczyna przyspieszać. Chwyciłam się za sweter w okolicach klatki piersiowej. 

— Nie wspominaj o mojej narzeczonej i o tej rozmowie innym… — szepnęłam pod nosem, przypominając sobie wypowiedź lidera Infinite. Uśmiechnęłam się pod nosem. 

Od kilku lat Sunggyu jest bliski mojemu sercu jako ulubiony muzyk, ale spotkanie go na żywo było czymś wyjątkowo. Choć na początku zachowywał się jak dziwak, to po dłuższym czasie zaczęłam go rozumieć. Irytacja związana z niechęcią przebywania na obozie mogła być frustrująca. Zresztą… też nie chciałam w tym miejscu się znajdować. Wolałabym się uczyć do egzaminów w domu… Na spokojnie…

Z drugiej strony – poznałam nowe osoby i wreszcie otwarłam się na innych. Szkoda tylko, że prawie wszyscy znali mnie pod imieniem Chanhee. Nawet Sunggyu nie znał mojej prawdziwej tożsamości. Ukrywanie prawdy nie było prostym zadaniem. 

— Chcę do domu… — jęknęłam w drodze do pokoju. 

Sytuacja z Sunggyu nieco poprawiła mój humor, ale wciąż źle się czułam, przebywając na obozie. Nie mogłam doczekać się zajęć z wokalistą Infinite – Woohyunem, który zaproponował mi prywatne lekcje śpiewu. Przy chłopaku nie musiałam udawać swojej siostry, więc mogłam nieco się rozluźnić i zapomnieć o drugiej tożsamości. W gruncie rzeczy świadomość, że ktoś wie o moim - Chingyu - istnieniu była bardzo motywująca. Zresztą byłam też ciekawa… czy dzięki naukom wokalu stanę się kopią siostry? Czy już nikt nie będzie w stanie nas rozróżnić? 

Pokiwałam głową, wyobrażając sobie twarz Sunggyu. Chciałabym, by i on wiedział o moim istnieniu. Skoro zaufał fałszywej Chanhee, to dlaczego nie miałby zaufać mi? 

Zacisnęłam pięści i przygryzłam dolną wargę. Niestety sytuacja, w której się znalazłam nie była łatwa. 



Po wielu bitwach stoczonych ze swoim umysłem i sercem postanowiłam wybrać się na zajęcia z wokalu. Spotkanie z Sunggyu sprawiło, że nabrałam więcej wiary w siebie i chęci, by uczestniczyć w jego lekcjach. Zresztą prywatną nauka z Woohyunem nieco poprawiła mój śpiew i mogłam już spróbować swoich sił w udawaniu Chanhee. 

Gdy stanęłam u progu drzwi do sali, w której siedzieli już pozostali obozowicze, poczułam na nadgarstku uścisk. Nim spojrzałam na tajemniczą postać, mój wzrok zerknął się z brązowymi tęczówkami Sunggyu. Odwróciłam głowę i ujrzałam zadowoloną twarz Woohyuna. 

— Tak? — zapytałam, unosząc brwi. — Coś się stało?

— Woohyun? — Kolejne pytanie zadał, o dziwo, lider Infinite. 

— Cześć Chanhee, siema Sunggyu — powiedział spokojnie Nam. — Pozwolisz, że porwę twoją uczennicę. — Podniosłam prawą brew. Dopiero co się przełamałam, by pojawić się na zajęciach od swojego idola! Co Woohyun wyprawiał?! — Chcę zacząć z nią prywatne lekcje. Oczywiście, jeżeli nie wyrazisz sprzeciwu… 

— Prywatne lekcje? — zapytaliśmy jednocześnie z Sunggyu. Na mojej twarzy pojawił się rumieniec, a on rozchylił usta, spoglądając na mnie. Chyba jeszcze zaskoczyło go moje zdziwienie. 

— Taa — westchnął teatralnie Woohyun. — To najlepsze na ten moment. Myślę, że Chanhee powinna sama się pouczyć. Wiesz… Jest lepsza niż oni wszyscy i nie powinna chodzić na kurs dla początkujących muzyków. 

— Przecież też mogę jej dać indywidualne ćwiczenia. 

Woohyun uniósł prawą brew, a ja rozchyliłam usta. Kolejna wypowiedź Sunggyu sprawiła, że tym razem ja z Namem zostaliśmy zaskoczeni. 

— Już zacząłem ją uczyć. — Woohyun wzruszył ramionami. — Byłem pierwszy, prawda Chanhee?

Wskazałam na siebie palcem i spojrzałam na Sunggyu, który zmarszczył brwi. Wpatrywał się w kolegę z zespołu z wyraźną złością. 

— To prawda, ale…

Nie zdążyłam dokończyć wypowiedzi, bo Nam założył rękę na moich barkach. Zacisnęłam usta, by nie nie skomentować jego zachowania. Przecież to wyglądało, jakby miało nas cokolwiek łączyć, a przecież dawał mi tylko lekcje z wokalu, by nikt się nie zorientował, że nie jestem moją siostrą! 

— Powinnam też spędzać czas z innymi obozowiczami, prawda? — zapytałam, a on uśmiechnął się szeroko.

— Po prostu idźcie — warknął Sunggyu.

— Oszalałeś?! — jęknęłam, gdy razem z Woohyunem opuściliśmy główny budynek obozu i skierowaliśmy się w stronę mojego pokoju. — Miałam się z tymi ludzi integrować, by nie wyróżniać się za bardzo! 

— Od razu by zauważyli, że nie jesteś Chanhee — westchnął Nam tuż przed drzwiami do pomieszczenia. — Nie jest jeszcze dobrze, Chin. Wciąż jest wiele niedociągnięć. Nie decyduj sama o zmianie nauczyciela wokalu. Chyba nie chcesz wylecieć z obozu? Nie spotkasz nas więcej… A więc nie zobaczysz więcej Sunggyu. 

— Czemu miałabym chcieć go widzieć… — szepnęłam z rumieńcami. 

— Przede mną nic się nie ukryje — zaśmiał się i poczochrał mnie po włosach. — Myślisz, że nie widzę twoich „ukradkowych” spojrzeń w jego stronę? 



Prywatne zajęcia z Woohyunem skończyły się wieczorem. Tego dnia dał mi popalić, bo – jak twierdził – zapomniałam podstaw, których uczył mnie poprzednim razem. Problem w tym, że poza nauką śpiewu musiałam to jeszcze łączyć z medycyną… Czasem miałam za dużo na głowie. 

— Skup się na następnych zajęciach — mruknął, gdy zamknęłam na klucz własny pokój. Przewróciłam oczami, po czym ruszyliśmy w stronę jadalni. Zbliżała się godzina dwudziesta, więc udaliśmy się na kolację. — Musisz ćwiczyć też samodzielnie.

— Wiem o tym — odparłam, marszcząc brwi. — Po prostu śpiew nie jest moją mocną stroną. To działka…

— Chanhee! 

Obydwoje spojrzeliśmy w stronę Myungsoo, który szybko kierował się w naszą stronę. Grymas twarzy chłopaka wskazywał na złość. Zerknęłam na Woohyuna, a on uniósł prawą brew. 

— Kurwa — mruknął Woohyun i cofnął się o krok ode mnie. — Myungsoo! Spokojnie, przecież nic się nie dzieje!

— Obiecałeś! — warknął wściekły chłopak, po czym uniósł lewą dłoń z zamiarem wymierzenia ciosu przyjacielowi z zespołu. 

— C-Co ty… — jęknęłam, ale nic zdążyłam coś zrobić, L zamachnął się na wokalistę. Woohyun nie próbował zatrzymać ciosu, jednak nie oberwał. 

— Howon! — Po raz kolejny wysyczał Myungsoo. — Ten skurwysyn doskonale wie, że…

— Weź się, kurwa, opanuj! — odparł tancerz zespołu. — Przecież oni nic nie robią! 

Myungsoo przygryzł dolną wargę. Moje spojrzenie zatrzymało się na jego oczach – były przeszklone. Rozchyliłam usta. Mu naprawdę zależało na mojej siostrze. Zacisnęłam dłonie, a następnie odwróciłam wzrok. On jako jedyny zasłużył na poznanie prawdy bez zastanawiania się. 

— Chanhee… Błagam, porozmawiaj ze mną — odezwał się chłopak i wyciągnął dłoń w moją stronę. Zatrzymał ją Woohyun, a ja dopiero teraz zauważyłam, że w oddali przypatrywała nam się jeszcze dwójka innych osób. 

— Sunggyu — szepnęłam zaskoczona. Pierwszy raz widziałam na jego twarzy zniesmaczenie. Od razu poczułam jak moje ciało zalewa się ciepłem. — Nie chcę z żadnym z was rozmawiać! 

  Odeszłam zdenerwowana, a pozostali członkowie Infinite patrzyli tylko jak moje ciało się oddala. Chciałam pojawić się na stołówce, zjeść coś i wpakować się do łóżka, by zapomnieć o wzroku swojego idola i jednocześnie osoby, na której zależy mi najbardziej na świecie…  


28 sierpnia 2024

Opowiadanie Infinite – Musical Pathways – Rozdział 5

 .


Zespół : Infinite

Główni bohaterowie : Kim Sunggyu, OC

Pairing : SunggyuxOC

Ostrzeżenia :  -

Gatunek : Romans

Na podstawie: -


Musical Pathways #05.

Dzięki zdolnościom manipulacyjnym udało mi się przekonać ciotkę, by oznajmiła producentowi, iż źle się czuję i nie będę mogła uczestniczyć w najbliższych treningach. Powód mojego kłamstwa był prosty – musiałam wreszcie skupić się na swoim dobru oraz zacząć się uczyć na egzaminy. Studia lekarskie nie były łatwym kierunkiem, więc nie mogłam sobie pozwolić na zbyt długą przerwę od nauki… A niestety obóz muzyczny Chanhee skutecznie przeszkadzał mi w osiągnięciu własnych marzeń. 

Jedynym plusem całego wyjazdu było poznanie mojego idola, choć on również okazał się nieco inny od moich wyobrażeń. Cóż – tak już jest skonstruowany ten świat, że nigdy nie można na nic liczyć i można się wyłącznie miło albo niemiło zaskoczyć. W moim przypadku ta druga opcja już dwa razy wystąpiła. 

Podrapałam się po głowie, gdy otworzyłam książkę o kardiochirurgii. Od zawsze interesował mnie ten dział medycyny i zakres materiału bardzo łatwo zapamiętywałam. Niestety tego dnia było wręcz przeciwnie. Powtarzając znany mi już wcześniej materiał, często popełniałam błędy… Wyszłam z wprawy z powodu udawania Chanhee… 

Moje rozmyślenia przerwał wibrujący telefon. Oderwałam wzrok od liter i zerknęłam na wyświetlacz telefonu. Widząc imię siostry, od razu odebrałam. 

— Chanhee? — zapytałam z uniesionymi brwiami. 

Chingyu! 

Odsunęłam telefon od ucha, by nie ogłuchnąć od pisku bliźniaczki.  

— Nie krzycz tak… — mruknęłam po krótkiej chwili, gdy znów przyłożyłam komórkę do ucha. 

Opowiadaj lepiej jak jest na obozie! Przykro mi, że nie mogę w tym uczestniczyć… Bardzo długo się do tego szykowałam… Ale dzięki tobie nie zmarnuję swojej szansy bycia zauważoną! To kochane, siostrzyczko…

— Eee…

Wiem, że nie tego obie chciałyśmy, ale… Naprawdę doceniam to co dla mnie robisz… Mam nadzieję, że w przyszłości też będę mogła ci się w jakiś sposób odwdzięczyć…   

— Nie trzeba, Chanhee — odpowiedziałam z uśmiechem. — Cieszę się, że mogę ci pomóc. Potrzebuję tylko trochę czasu dla siebie… Mam wrażenie, że za bardzo zaniedbałam medycynę… 

To nie chciałabyś wrócić? 

Pytanie siostry wybiło mnie z rytmu. Tak właściwie, to bardzo chciałam pojawić się w domu i nie wychodzić z niego przez najbliższych kilka dni… ale chciałabym jeszcze przez jakiś czas być w pobliżu ukochanego idola… 

— Wylecz się jeszcze trochę — powiedziałam spokojnie, a Chanhee westchnęła z ulgą. 

Dzięki, Chin… Byłoby mi bardzo ciężko, gdyby nie ty…

— Zawsze możesz na mnie liczyć, siostrzyczko.

A powiedz mi, co tam ciekawego się dzieje? Jestem taka ciekawa! 

— Poznałam Sistar i Infinite — odpowiedziałam po krótkim namyśle, ale zaraz przypomniała mi się wcześniejsza dziwna interakcja z jednym z członków męskiego zespołu. — Coś cię łączy z Myungsoo z Infinite?

C-Co? 

— No wiesz… Zaczepił mnie… Chanhee… Coś ty mu zrobiła? Wyglądał na naprawdę przejętego. 

Och no… Nic! Między nami nic już nie ma i nie będzie!

W odpowiedzi westchnęłam głośno, po czym pożegnałam się z siostrą. Spojrzałam na grubą książkę z medycyny, wodząc wzrokiem po literach, które niestety już nie zapadały mi w pamięć. Chyba mój umysł na dziś już się przemęczył. Zamknęłam papierową pozycję i położyłam się do łóżka. 



Nastąpiło południe piątego dnia pobytu na obozie. Wzdrygnęłam się na samą myśl, że przede mną jeszcze ponad dwadzieścia dni przebywania w tym miejscu, udając siostrę. Z każdym dniem stawało się to coraz trudniejsze, a obozowicze częściej wspominali, że spodziewali się iż jestem (a raczej Chanhee jest) inna. 

Westchnęłam głośno, gdy usłyszałam wibracje telefonu. Zerknęłam na włączony wyświetlacz. To ciotka. Pewnie chciałaby mi wytłumaczyć jeszcze parę rzeczy… Przecież byłam czarną owcą rodziny i wielu rzeczy nie potrafiłam. 

— Mam dosyć… — mruknęłam, ale nim odpisałam na wiadomość, usłyszałam pukanie do drzwi. — Ha? 

Odłożyłam telefon na stół, po czym podeszłam do drzwi i nacisnęłam na klamkę. Moim oczom ukazała się spokojna twarz wokalisty z Infinite, Woohyuna oraz plik kartek, które trzymał na rękach. 

— Hej — szepnął z uśmiechem. — Mogę? 

Ruchem brwi wskazał na wnętrze pokoju. Kiwnęłam nieśmiało i przepuściłam go w drzwiach. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Chanhee miała z nimi wcześniej kontakt (a przynajmniej z Myungsoo), więc nie miałam pojęcia, jak będzie się zachowywał wobec mnie Nam. 

— Coś się stało? — zapytałam ostrożnie, a on usiadł na krześle przy biurku. 

— Nie stój, Chingyu — powiedział spokojnie i odłożył na blat kartki. — Czeka nas dużo pracy.

— Ale o co… — Nie dokończyłam, by uniosłam brwi i wytrzeszczyłam oczy w jego stronę. — Chyba się przejęzyczyłeś. 

— Możesz udawać przed innymi, ale nie przede mną — odparł. — Wiem, że nie jesteś Chanhee… i że ma bliźniaczkę o imieniu Chingyu. Miło mi cię poznać — powiedział z wyciągniętą ręką. — Nam Woohyun. 

— C-Co? To… Pomył… — przerwałam wypowiedź, gdy zerknęłam na jego twarz. — Skąd wiedziałeś? Nikomu o tym nie mówiłam… Lee Chingyu… 

Odwzajemniłam uścisk, a Woohyun uśmiechnął się. 

— Wyjdę na podglądacza — zaśmiał się. — Ale kiedyś przechodziłem obok i chyba próbowałaś śpiewać. Od razu zrozumiałem, że nie jesteś Chanhee. Wiele was różni. Poza tym nie potrafisz dobrze operować głosem. 

— Ja…

— Nie oceniam — wtrącił od razu. — Jesteś się w stanie tego nauczyć, Chingyu. Ale będziesz musiała poświęcić na to mnóstwo czasu. 

— Nie wiem, jak to zrobić… Nie wiem, ile tutaj będę… 

— Co właściwie jest z Chanhee? 

— Jest trochę chora — odparłam. — A ten obóz był dla niej i dla mojej rodziny ważny, więc… 

— Rozumiem, że ty nie za bardzo chciałaś tutaj przyjeżdżać? — zapytał, a ja westchnęłam ciężko. 

— Tak bardzo to widać, prawda?

— Tylko trochę.
Parsknęłam śmiechem, po czym zajęłam miejsce na prześcieradle. Nie miałam powodu, by więcej przy nim kłamać. Skoro i tak poznał moją tajemnicę, to nie było sensu, bym dalej to ciągnęła. Poza tym… Fakt, że ktoś znał moją tożsamość był podbuduwujący. 

— Poćwiczę z tobą śpiew — powiedział i wskazał na dokumenty, które ze sobą przyniósł. — Robię to sam z siebie, by cię nie wyrzucili, więc dawaj mi znać, kiedy masz wolne. Będę dawał ci prywatne lekcje. 

— To…

— Za darmo, oczywiście. 

— To miłe… 

— Miałaś wcześniej lekcje? — zapytał, spoglądając na plik kartek. — Bo nie wiem czy zacząć od pocz…

— Miałam lekcje — przerwałam mu, ale zaraz podrapałam się z tyłu głowy. — Ale niestety sam słyszałeś… Nic mi nie dały… To jakaś katastrofa… A czuję na sobie taką presję! 

— Ale spokojnie… Ja ciebie nie osądzam ani nic — odparł zdziwiony. — Po prostu nie wiem, czy zacząć od początku czy parę lekcji mogę ominąć. 

— Ach… 

— Spokojnie, Chingyu. Zaczniemy od czegoś prostego. Tak byś zrozumiała czym jest śpiew. Niestety nie jest to tak łatwe, jak się wszystkim wydaje. Piłaś może tutaj jakieś wino? 



Zajęcia z Woohyunem okazały się bardzo ciekawe. W czasie zaledwie godziny zauważyłam własne błędy w próbach udawania siostry. Poznałam też podstawy śpiewu, a Nam podał mi szacowaną ilość czasu ile powinna poświęcić, by stać się drugą Chanhee. Nie dał jednak jasnej odpowiedzi na pytanie o to jak pogodzić śpiew z nauką medycyny. Zaśmiał się tylko, że powinnam skomponować własną piosenkę o leczeniu, to może coś więcej zapamiętam.

Choć było to powiedziane dla żartów, to może nie byłby to tak głupi pomysł?

Po pierwszej „lekcji” postanowiłam udać się do sali wokalu. Chciałam przeprosić Sunggyu za swoje zachowanie oraz zapowiedzieć zmianę w tym zakresie. Gdy stanęłam drzwiami do pomieszczenia, wzięłam głęboki oddech.  

Nim nacisnęłam na klamkę, zamarłam. Za drzwiami usłyszałam głos nie tylko Sunggyu, ale i prezesa obozu. 

— Przecież to tylko miesiąc — powiedział spokojnie Ji Sung. 

— Miałem być tu tylko tydzień — warknął Sunggyu. — Nie chciałem uczestniczyć w tym wszystkim. 

Rozchyliłam usta i zmarszczyłam brwi. Czyżby lider Infinite nie chciał w ogóle pojawić się na obozie? 

— Wasza obecność poprawiła wyniki liczby uczestników…

— Myślę, że to większa zasługa Sistar — odparł Sunggyu wyraźnie zirytowany. — Zresztą… Doskonale wiesz, co się ostatnio stało. 

— Tak wiem i dlatego chciałem cię wyciągnąć z domu. 

— Przecież brałem udział w aktywnościach Infinite. Spotykałem się z fanami, jeździłem na występy bez problemu. 

— Ale poza tym w ogóle sie nie udzielałeś, Sunggyu. 

— Daję lekcję z wokalu! 

— Z własnej, nieprzymuszonej woli nic nie zrobiłeś! — warknął Jisung, a ja zacisnęłam pięści. 

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, w jakiej sytuacji był lider Infinite. I szczerze zrobiło mi się go żal – bo tak jak on, ja też pojawiłam się na obozie ze względu na bliskie mi osoby. 

— Chcę już wrócić — warknął Sunggyu. — Mam ochotę wyć w poduszkę, odkąd Mahee zerwała ze mną zaręczyny.

— Co?!

Pisnęłam, po czym zasłoniłam usta dłonią. Wytrzeszczyłam oczy, gdy do moich uszu nie dobiegły odgłosy rozmowy. Zaczęłam krążyć wzrokiem po korytarzu, ale już nie miałam czasu na ucieczkę. 

Właśnie stanęłam twarzą w twarz z Sunggyu.