Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monsta x. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monsta x. Pokaż wszystkie posty

19 maja 2024

The Perfect Crime [ 4 ]

 .



Po odprawieniu kolejnego więźnia, Jae Hee spojrzała na niebo, po którym wolno płynęły chmury. Choć kraty w oknie burzyły nieco magiczny efekt spoglądania na zewnątrz, nic nie mogło jeszcze bardziej  zepsuć jej dnia. Może poza głupimi smsami, które wysyłał do kobiety nieznajomy mężczyzna na aplikacji randkowej.

Pod wpływem emocji, parę godzin temu zainstalowała na swoim telefonie Tindera. Nie chciała marnować czasu na myśleniu wyłącznie o Ho Seok’u, który siedział w więzieniu. Przygryzła dolną wargę i znów zaczęła przesuwać palcem zdjęcia pojawiające się w aplikacji w lewą stronę.

Nikt jej się nie podobał.

W końcu żaden z tych mężczyzn nie miał spojrzenia Wonho ani jego uśmiechu. 

Przemyślenia Jae Hee przerwało wejście do jej gabinetu Chang Kyuna. Na jego widok posłała mu lekki uśmiech i ukłoniła się, wciąż siedząc na krześle. 

— Coś się stało? — zapytała zaciekawiona, a on podrapał się z tyłu głowy. 

— Wiem, że miałem już nie pozwalać na twoje spotkania z więźniem Ho Seok’iem, jedank… Wiedz, że za niedługo wychodzi za dobre sprawowanie się. 

Lee rozchyliła usta i od razu ruszyła w stronę odpowiedniej celi. Strażnik więzienny nie próbował jej zatrzymać. Kobietę zdziwił nawet lekki uśmiech na jego twarzy, gdy opuszczała swój gabinet. Czyżby wreszcie zaczął im kibicować?

— Ho Seok! — powiedziała, będąc w pobliżu odpowiedniej izby więziennej. 

Gdy tylko ujrzała dwie ręce wystające zza krat, podeszła bliżej celi. Nie spodziewała się jednak, że zamiast Wonho ujrzy przed sobą uśmiechniętego od ucha do ucha ogromnego mężczyznę, który w ułamku sekundy chwycił ją dłońmi za kołnierz kitla lekarskiego i mocno przyciągnął do prętów. 

— Kurwa mać… 

Kobieta zaczęła szybciej oddychać, gdy jej twarz uderzyła o metalowe rury. Wydawało jej się, że cała ta scena trwała w nieskończoność, a niebezpieczny mężczyzna po prostu ją zabije. 

— Spierdalaj!

Gdy Jae Hee usłyszała znajomy głos, mężczyzna ją puścił. Kobieta chwyciła się za bolące ciało, starając się jednocześnie uspokoić. Po jej policzkach spływały łzy. 

Więzienie okazało się być większym koszmarem niż myślała.

— Wszystko w porządku? 

Drżąc, spojrzała na celę. Wonho stał oparty o kraty i wpatrywał się w Jae Hee ze zmartwioną miną. Miał rozciętą wargę i łuk brwiowy. Poza tym po jego ramieniu spływała krew. Lee nie była jednak w stanie w jakikolwiek sposób zareagować.

Po prostu uciekła do swojego gabinetu, a całą sytuacją zajął się Chang Kyun wraz z dwójką innych strażników. Jae Hee nie miała siły rozmyślać o niczym… Chciała po prostu opuścić to miejsce.   



Jungmi przez moment przyglądała się więźniowi, lecz nie zareagowała na jego cwaniacki uśmiech.

— Kogo moje oczy widzą — rzucił Shownu. — Co panią komisarz do mnie sprowadza?

— Siadaj — odpowiedziała beznamiętnie, wskazując na krzesło.

— Gdzie twój partner?

— Stęskniłeś się za nim?

Brew kobiety podeszła do góry, tak samo jak kąciki ust skazanego. Shownu był nad wyraz zadowolony z takiego obrotu spraw. 

— Rozumiem, że rozważałaś całą noc moją propozycję?

Jungmi patrzyła jak skazany opiera się o krzesło, a skute kajdankami dłonie kładzie na stole. Choć mógłby z łatwością się uwolnić i nawet wziąć ją za zakładniczkę, chciała wierzyć, że tego nie zrobi. Z drugiej strony, ona także była przygotowana.

— Moje stanowisko się nie zmieniło — wtrąciła stanowczo. — Nie bedę twoją wtyką w policji.

Shownu zaśmiał się głośno, a potem pochylił w jej stronę.

— Nie liczyłem na taką szczodrość.

Jungmi uniosła brew ze zdziwienia i skrzyżowała ręce na piersi. Jak na wczesną godzinę, skazany dobrze wyglądał. Biorąc też fakt, że pół nocy nie spał, a ona patrzyła na jego cele, był wręcz przystojny i wypoczęty.

— Ale dobrze, pomogę ci — wyszeptał, oblizując usta.

— Na pewno nie za darmo — prychnęła komisarz.

Więzień westchnął głośno i ponownie przybliżył się do kobiety. Jungmi spojrzała w kierunku drzwi, gdzie klamka zaczęła się niespokojnie ruszać. Mieli kilka sekund, nim wejdą strażnicy.

— Spotkajmy się w pokoju intymnym — wyszeptał mężczyzna.

— Po co?

— Dostaniesz trzy odpowiedzi.

Jungmi nie dostała więcej informacji, ponieważ do sali przesłuchań wkroczyli strażnicy więzienni. Nim zdążyła zareagować, chwycili Shownu i uderzyli w plecy pałką. Obserwowała, jak z zapałem, niczym bohaterzy uspokajają skazanego.

— Nie wzywałam was — warknęła do jednego z policjantów.

— Był za blisko.

— Chcesz mieć problem, Sehun?

Ton jej głosu był lodowaty. Kim Jungmi naprawde sie wkurzyła.

— Doskonale znasz przepisy, Jungmi.

Komisarz wstała i na oczach wszystkich podeszła do strażnika. Jej twarz dzieliły centymetry od twarzy mężczyzny.

— Jeszcze raz wtrącisz się, a dostaniesz przydział do Daegu.

Strażnik prychnął, a potem powiedział:

— Myślisz, że twój staruszek załatwi to wszystko?

Jeszcze nigdy nie poczuł tak mocnego ciosu. Komisarz zamachnęła się i uderzyła strażnika w brzuch.

— To ostrzeżenie — rzekła poważnie. — Następnym razem trafię w nos.

Jungmi wyszła z pokoju przesłuchań, pozostawiając wszystkich mężczyzn. Nie wiedziała, że Shownu przygląda jej się z zaciekawieniem.



— Jesteś niepoważna, Jae Hee!

Kobieta podniosła wzrok na strażnika więziennego, który właśnie przekroczył próg drzwi do jej gabinetu. Otarła szybko łzy oraz doprowadziła swój wygląd do względnego porządku. 

— O co chodzi? — zapytała, poprawiając kołnierz kitla lekarskiego. 

— O co chodzi?! — Chang Kyun parsknął sarkastycznie, po czym podszedł do niej i uderzył dłońmi o blat stołu. — Po cholerę tam się cisnęłaś! Nie zatrzymywałem cię, bo nie spodziewałem się, że będziesz tak nieostrożna! Cholera jasna! 

— To cię najbardziej przejmuje?! Że będą z tego jakieś problemy?! 

— Jae Hae…

— Przecież ten człowiek… Próbował zrobić mi krzywdę! — krzyknęła wzburzona i gwałtownie wstała z krzesła. — Nie mogę uwierzyć w to, że jesteś takim człowiekiem! 

— Nie tylko o mnie tu chodzi — warknął. 

Mężczyzna postanowił zamknąć wreszcie drzwi, by ich rozmowy nie usłyszeli pozostali współpracownicy. Im wyprostował się, ale pomimo tej pozycji odetchnął spokojnie, uspokajając się. 

— A o kogo… — Jae Hee nie zdążyła dokończyć zdania, bo strażnik przerwał jej zawiedziony. 

— Shin Ho Seok miał wyjść za parę tygodni. — wyjaśnił Chang Kyun, a Lee zaczęła szybciej mrugać powiekami. — O bójce trzeba poinformować naczelnika. 

— Naczelnika? 

Im kiwnął, a Jae Hee ponownie opadła na fotel. Przygryzła paznokieć i zaczęła nerwowo tupać nogą. Czuła jak jej serce szybciej bije. Nie mogła uwierzyć, że doprowadziła do takiego scenariusza. Przecież nie chciała wyrządzić mężczyźnie krzywdy ani wplątać go w coś, co mogłoby mu zepsuć jakiekolwiek plany. 

— C-Czy mogę coś zrobić? — zapytała z nadzieją spoglądając na współpracownika. — Spieprzyłam wszystko… 

— Ten więzień nie jest raczej na ciebie zły — odparł Chang Kyun. — Widać jak na siebie patrzycie. Poza tym nie bez powodu cię obronił. Takie jest moje zdanie. 

— Teraz to nie jest najważniejsze… — mruknęła Lee. — Osobiście postaram się porozmawiać z naczelnikiem. Wytłumaczę mu całą sprawę… Może uda się to… usunąć z raportów. 

— Zrobisz z tym, co będziesz chciała. Po prostu zacznij racjonalnie myśleć. Przynajmniej do czasu wyjścia tego chłopaka z więzienia. 

Przygryzła dolną wargę i kiwnęła głową. Chang Kyun miał cholerną rację. Aby umożliwić Wonho szybkie wyjście, powinna przestać się z nim naprawdę spotykać. Przecież zależało jej na tym, by spotkać się poza murami tego więzienia. 



Choć obiecała sobie, że nigdy nie złamie się dla więźnia, komisarz zdawała sobie sprawę, że nie wszystko jest takie biało czarne jak uczą w szkole. Bycie stróżem prawa wiąże się z agresją i nieprzychylnymi spojrzeniami. Jednak mogła w taki sposób pomagać innym i łapać groźnych kryminalistów.

Sohn Hyun Woo do takich należał. I to bezsprzecznie.

Prywatny samochód zaparkowała przed tylną bramą. Wyłączyła silnik i skierowała się do wejścia. Po cichu wsunęła się przez wejście, napotykając zdziwiony wzrok strażnika. Chang Kyun wiedział jednak, że Kim Jung Mi nie powinno się denerwować, a nie chciał być tym, który wejdzie jej za skórę.

— Pokój intymny? — zapytał, lecz od razu tego pożałował, widząc jej gniewny wzrok. Przełknął z trudem ślinę.

— Nie twój interes, Im.

Kroczyła w stronę przydzielonego im pomieszczenia. Musiała zrobić wszystko za plecami Kihyuna, który po prostu by jej zabronił. A przecież nie był ani jej ojcem, ani przełożonym.

Nie można było powiedzieć, że w tym pokoju było przytulnie. Tak naprawdę była jedna prycza i niewielki stolik z krzesłem. Jungmi oparła się o jego blat, czekając, aż wprowadza skazanego. Przez kilka minut oczekiwania, jej głowę wypełniały różne myśli. Podświadomośc krzyczała, aby tego nie robiła. Nie powinna się obnażać dla kryminalisty.

Gdy drzwi otworzyły się, a Im przyprowadził Shownu, do Jungmi zaczęło docierać, że naprawdę zostanie z nim sam na sam w pokoju intymnym. Czuła się skrępowana odnajdując jego wzrok. Mężczyzna był czarujący i olśniewający, nawet w więziennym uniformie.

— Miejmy to za sobą — powiedziała, palcami chwytając za guziki koszuli.

Shownu prychnął i oparł się na łóżku. Patrzył na komisarz, która powoli zaczęła odsłaniać swój biust. Jej twarz ozdabiał rumieniec, choć spojrzenie było chłodne. Kim właśnie stała przed nim, w rozpiętej koszuli, odsłaniając koronkowy biustonosz, eksponujący jej biust.

— Dla zdobycia informacji jesteś w stanie zrobić wszystko? — zapytał Shownu.

— Muszę uzyskać te odpowiedzi — mruknęła. — Nie ważne jakim kosztem.

— Więc, gdybym rozkazał ci ściągnąć majtki, zrobiłabyś to bez mrugnięcia okiem? — zakpił.

Przez moment Jungmi nie wiedziała, do czego mężczyzna zmierza.

— Słuchaj jeśli myślisz, że komfortowo mi się przed tobą rozbierać, to jesteś w błędzie. Dlatego zróbmy to szybko, a ty odpowiesz na pytania.

Kim przybliżyła się, praktycznie stojąc obok więźnia. Mężczyzna miał idealny widok na jej biust, mógł zagłębić się w nim. Jednak zamiast tego, od razu odsunął się i wstał. Komisarz nie wiedziała, co to znaczy. Skazany podszedł do drzwi i zapukał.

— Co ty robisz? — zapytała Jungmi, zapinając pośpiesznie guziki.

— Odechciało mi się — powiedział oschle. — Naczelniku, chce wrócić do siebie.

Kim patrzyła, jak zabierają Shownu i znikają na korytarzu. Wściekła zacisnęła piąstki i przeklęła siarczyście. Wszystko poszło na marne.



Jae Hee miała ochotę zapaść się pod ziemię. Dopiero powoli dochodziła do niej świadomość, że Wonho mógł mieć naprawdę przez nią problemy. Dla swojego komfortu chciała się z nim spotykać, a nie pomyślała, że ich relacja może mieć negatywne skutki dla więźnia. Choć, kto by się spodziewał, że lekarz może w ogóle nawiązać nić porozumienia z przestępcą, a tym bardziej… zauroczyć się nim. 

Zagubiona w swoich myślach kobieta podeszła do gabloty z lekami. Ostatnio zapominała o uzależnieniu, bo w jej głowie tworzyła się wyłącznie wizja uśmiechniętego mężczyzny. W tym momencie miała jednak ochotę sięgnąć po fiolkę z napisem „morfina”. 

I prawie już dotknęła opuszkami palców na buteleczki, gdyby nie wsunęła drugiej dłoni do kieszeni i nie poczuła kawałku papieru. Zaskoczona wyciągnęła z kitla pomięty świstek. 

— Co to? — zapytała samą siebie, po czym rozwinęła kartkę. 

Przygryzła dolną wargę, widząc zapisaną datę i miejsce prawdopodobnego spotkania. W głowie starała się przeanalizować kto mógł jej tą wiadomość przekazać, ale przychodziła jej na myśl wyłącznie jedna osoba – oczywiście Ho Seok. 

— Za dwa tygodnie… — szepnęła z uśmiechem na ustach lekarka, po czym wyszła z gabinetu, by udać się w stronę celi więźnia.

Chciała wyłącznie kiwnąć w jego stronę, aby domyślił się, że chętnie się z nim spotka. Lee nie zdążyła jednak wystawić nawet stopy poza framugę otwartych drzwi, ponieważ ujrzała przed sobą mężczyznę, który próbował ją wcześniej zaatakować. Więzień szedł zakuty w kajdanki w towarzystwie dwóch strażników więziennych. Jednym z nich był Chang Kyun. 

Kobieta przełknęła głośno ślinę na widok przestępcy. 

— Uważaj na tego wariata — powiedział mężczyzna z wytrzeszczonymi oczami. — On tylko udaje takiego normalnego człowieka. Tak naprawdę to chory i bardzo niebezpieczny człowiek. Uważaj na niego! 

— Zamknij się! — Chang Kyun uderzył go pałką za kolanami. 

— Zgłoszę cię! 

— Tylko spróbuj — warknął Im, a Jae Hee odwróciła wzrok. 

Czuła się okropnie z myślą, że była wdzięczna strażnikowi za uderzenie więźnia, by zamilkł. Zirytowała się na samą myśl o tym, że ktoś bezpodstawnie obraża Wonho. W końcu on ją uratował, a ten przestępca na nią napad! Jak miałaby mu niby zaufać? Głupota! 

Jae Hee spojrzała na przestępcę, który spoglądał na straźników z chęcią mordu. Byłaby idiotką, jeżeli miałaby mu uwierzyć w jego słowa. Miała ochotę uderzyć oskarżającego w twarz, ale na szczęście powstrzymała się przed tym. Nie miała zamiaru zniżać się do tego żałosnego poziomu. 


17 marca 2024

The Perfect Crime [ 3 ]

 .



Na zewnątrz było dość ciepło. Jednak po czasie spędzonym w więziennych murach, Jungmi pragnęła świeżego powietrza. Choć nie chciała dać znać po sobie, rozmowa z osadzonym była dosyć ciężka. I nie chodziło tutaj o jego toporność na współpracę, unikanie odpowiedzi na proste pytania.

Sohn Hyun Woo był absorbujący. W każdym tego słowa znaczeniu.

Pomimo tego, że wcale nie chciał pomóc w śledztwie. W sumie Jungmi się tym nie zdziwiła. Jeżeli ktoś jest liderem, zwłaszcza tak zorganizowanej grupy, to na rękę jest mmu opóźniać śledztwo.

Shownu po prostu się do niej nie wtrącał.

— Na razie — szepnął Kihyun, gdy wsiadali do zaparkowanego na odpowiednim miejscu samochodu.

— Co proszę?

Te dwa słowa były dla komisarz niczym podmuch wiatru. Zamrugała oczami, a wzrok utkwiła w siadającym partnerze.

— Na razie musimy poczekać na wyniki z laboratorium — rzekł Yoo ponownie. — Jeżeli na materiale dowodowym znajdziemy odciski, będziemy mieć większe uprawnienia i przyzwolenie na zajęcie dodatkowych dokumentów.

Kim przygryzła policzek od środka. Zorientowała się, że w drodze do auta nie zwracała uwagi na partnera, a już na pewno nie na to co mówił. Tak jak wcześniej pomyślała, przesłuchanie Hyunwoo wyprowadziło ją z równowagi.

— Wolałabym, aby ten cały Shownu zdradził coś.

— Na to nie licz — westchnął Kihyun, zapinając pas. — Odkąd zaczęła się ta sprawa nic nawet nie pisnął. Próbowałem kilkakrotnie go przycisnąć.

Yoo odpalił samochód, a następnie wyjechał z więziennego terytorium. W radiu leciała jedna z wolniejszych piosenek, a Jungmi patrzyła na obraz za szybą. Mijali wysokie budowle, biurowce, uliczne knajpki i nawet budynek urzędu. W końcu dojechali na komisariat.

— Posłuchaj Jungmi — wtrącił Kihyun, wciąż pozostając na swoim miejscu. — To nie jest łatwa sprawa. Starałem się o ten przydział, bo jesteś doskonałym śledczym. Najlepszym wśród innych na tym komisariacie.

— Nie wróciłeś do miasta wyłącznie z tego względu?

— Dostałem tę sprawę dość dawno. Jednak miałem problem z kilkoma rzeczami. Nie wygrałbym sam w pojedynkę.

— Dobrze wiesz — przerwała, kładąc rękę na dłoni partnera. — Jesteśmy przyjaciółmi, pamiętasz?

— Mały palec — zaśmiał się w odpowiedzi Yoo. — Nasza obietnica.

— Byliśmy wtedy młodzi.

— Życie po akademii to całkowicie co innego. Tutaj nie możemy niczego poprawić. Kiedy przychodzi taki moment…

— Na stare lata robisz się rozczulający?

Jungmi zaśmiała się i spojrzała na twarz przyjaciela, która przybrała delikatny kolor purpury. Czyżby Yoo Kihyun się zarumienił?

— Nie jestem taki stary — zaprotestował. — Mam tylko trzydzieści lat!

— Dla mnie wciąż zachowujesz się jak ten nastolatek wkraczający do akademii — Jungmi poprawiła się na siedzeniu. Rozmawianie o starych czasach było dla niej dość niekomfortowe. — Z tym, że może coś jednak dojrzałeś.

— Jestem bardzo dojrzały. Dlatego wiem, co będziesz chciała zrobić…

Kim odwróciła wzrok. Nie mogła pokazać, że wciąż zależy jej na Yoo. W końcu już nie była tą samą, młodą adeptką, która zapatrzona w starszych kolegów, pragnie się z nimi zmierzyć. W tamtych czasach Kihyun był dla niej wsparciem i pozwalał, że na chwilę zapomniała o słabościach.

— Nie jestem taka jak wcześniej.

— Chcesz szybko zmienić temat, więc coś jest na rzeczy.

Wszystkim wydawałoby się, że bycie córką głównego komendanta to wyjątkowy atut, zwłaszcza, kiedy wkracza się w progi akademii. Nic bardziej mylnego. Przez narzuconą presję i przypiętą łatkę “córki”, Jungmi miała wyjątkowo ciężko. Nie mogła opuszczać się w nauce, musiała ze wszystkiego być najlepsza. Starała się ze wszystkich sił, aż nie poznała Kihyuna.

— Nie poprosiłeś o ten przydział tylko po to, abym odgrywała przed wszystkimi, że śledztwo jest w toku.

— Przecież jest.

— Utkwiłeś w martwym punkcie — szybko zauważyła. — Dlatego mnie potrzebujesz. Bo doskonale wiesz, że odnajdę tą lukę, małą dziurę, niewielki szczegół, który mógł ci umknąć.

— Jak ty mnie dobrze znasz.

Jungmi popatrzyła jeszcze raz na Yoo, który odpiął pas i otworzył drzwi. Następnie skierowali się w stronę wejścia na komisariat.



Do swojego gabinetu wkroczyła z ogromnym uśmiechem na ustach. Wczorajsza rozmowa z więźniem znacząco poprawiła jej humor. Niemal zdążyła zapomnieć o byłym współlokatorze Hoseoka, który próbował ją napastować. W głowie cały czas wspominała wyłącznie twarz swojego wybawiciela będącego jednocześnie przestępcą. 

Pracę zaczęła z nadzieją, że znów go zobaczy. Tym razem miała jednak chciała, by ich rozmowa trwała nieco dłużej. Może nawet byłaby w stanie poznać go lepiej? Może nawet… Nie, nie, nie! Ona była lekarką, a on przestępcą! 

Jae Hee podniosła wzrok na drzwi, gdy usłyszała, że ktoś do nich puka. 

— Proszę — powiedziała głośno. 

Do pomieszczenia wszedł Chang Kyun z poważnym wyrazem twarzy. Lee przełknęła ślinę. Zaraz na jego buzi pojawił się jednak uśmiech. 

— Jak minął ci wieczór? — zapytał spokojnie i usiadł na łóżku przeznaczonym dla badania chorych pacjentów. — Mam nadzieję, że zasnęłaś spokojnie. 

— Dawno nie spało mi się tak dobrze — odparła bez zastanowienia. — Przytłacza mnie jednak nadmiar dzisiejszej pracy do wykonania. Wczoraj nie byłam już w stanie pracować normalnie. 

— Zmęczona byłaś — odpowiedział, po czym wstał i oparł się o blat biurka. — Z chęcią ci dzisiaj pomogę. Mam nawet dla ciebie pierwszego pacjenta. Oczywiście tym razem będę bardziej ostrożny. 

— Bardzo bym o to prosiła — szepnęła Lee. — Ostatnio jednak nie dopilnowałeś swoich obowiązków… Nie mam ci tego za złe…

— Ale wyrządziłem ci krzywdę, którą chcę teraz naprawić — powiedział, drapiąc się z tyłu głowy. 

Jae Hee uśmiechnęła się lekko, po czym wstała ze swojego biurka. Skoro miała już zacząć pracę, to woliła zrobić to już teraz. Chciała również choć przez chwilę zająć głowę myślami czymś innym niż Hoseok. W pewnym sensie – mężczyzna stał się jej narkotykiem, a przecież… znała go tak krótko.  

— Zabierz mnie do pacjenta — zaśmiała się, a Changkyun kiwnął ruchem głowy. 

— Tak jest, pani doktor — odpowiedział na rozkaz z uśmiechem. — Mam dla ciebie miłą niespodziankę!

Kobieta zmrużyła powieki, ale pozostawiła jego wypowiedź bez komentarza. 

Para opuściła gabinet lekarski, a następnie skierowała się w stronę pomieszczenia, które służyło jako poczekalnia. Zazwyczaj strażnicy brali czterech więźniów na badania, z czego dwójka od razu wchodzi do lekarza, a pozostali czekali właśnie w tym miejscu. Dlatego Jae Hee nie ukrywała zdziwienia, rozszerzając szeroko powieki, gdy na drewnianej ławce ujrzała siedzącego Hoseoka. 

— Ha? — jęknęła Lee, a strażnik popchnął ją lekko do przodu. 

— Wiem, że chciałabyś z nim jeszcze przez chwilę porozmawiać — odparł Chang Kyun i rozejrzał się wokół. — Macie chwilę czasu, zanim mój zmiennik się pojawi. Potem jednak do ciebie jednak wpadnę. 

— Widzę, że pani doktor lubi ze mną spotkania — wtrącił Ho Seok i wygodnie rozsadził się na ławce. 

— Zazwyczaj spotkania nie zależą ode mnie — zaśmiała się, a on wstał. 

Dźwięk kajdanek rozniósł się po pomieszczeniu. Był skrępowany przy nadgarstach i kostkach. Jae Hee musiała przyznać przed sobą, że wyglądał na jeszcze bardziej niebezpiecznego człowieka. 

— Wczoraj… 

— Wczoraj chciałam podziękować — wtrąciła. — Jestem… 

— Bardzo uprzejmą kobietę — dodał, po czym zbliżył się do niej niebezpiecznie blisko. Lee nie odsunęła się nawet o krok. Poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po jej ciele. 

Pragnęła, aby znalazł się jeszcze bliżej. 

— Źle się czuje — wyszeptał jej na ucho. — Raz jest mi bardzo zimno, a raz gorąco…

Jae Hee cofnęła się, a następnie położyła dłoń na jego czole. 

— Nie masz gorączki — skomentowała od razu, a on parsknął śmiechem cicho. 

— To przez ciebie — odparł, po czym odsunął się i znów usiadł na ławce. — Pomyśl o tym, co powiedziałem, a ja pójdę do celi… 

Kobieta zamrugała parę razy powiekami, nie do końca rozumiejąc sytuację. Co miało oznaczać to: Raz jest mi bardzo zimno, a raz gorąco…, w odniesieniu do niej? 

Po chwili rozstała się z mężczyzną, obserwując w korytarzu jego oddalające się ciało. 



Kiedy dostała rano wiadomość od razu poderwała się z łóżka. Praktycznie nie patrzyła na to co zakłada, ani nie miała czasu zjeść śniadania. Niesforne włosy związała szybko w koński ogon, a na nogi włożyła wysłużone adidasy. Biegiem dopadła samochód, by po chwili znaleźć się pod bramą więzienia Seodaemun.

Przywitał ją jeden ze strażników, który uśmiechając się pogodnie zaczął rozmowę od przyziemnych spraw. Jungmi nie słuchała go zbytnio, mając nadzieję, że uda jej się uzyskać nowy, dość znaczący  dowód w sprawie. W końcu sam skazany chciał z nią porozmawiać. Kihyun wcześniej mówił, że Shownu tylko milczy, nie dając szansy na jakąkolwiek rozmowę. A przecież przy niej nawet wypowiedział kilka zdań.

Wiedziała, że nie powinna być niczego pewna w życiu, no z wyjątkiem śmierci i podatków, jak zawsze mawiał dziadek. Lecz podświadomość kreowała niewielką nadzieję i scenariusz na to, że w końcu złamie osadzonego. Chciała pomóc Kihyunowi w tej sprawie, lecz skłamała gdyby nie potwierdziła, że najbardziej zależało jej na uznaniu głównego komendanta. Ojciec zawsze szczędził jej pochwał, sprowadzając na ziemię. Surowe wychowanie było w jego opinii najskuteczniejszym.

Kroczyła przed siebie w doskonale znane miejsce. Za opancerzonymi drzwiami znajdował się więzień, który został wcześniej wprowadzony do pokoju przesłuchań. Strażnik otworzył drzwi i weszła do środka. Shownu siedział przypięty kajdankami do stołu. Od tyłu wyglądał jeszcze groźniej. Szerokie barki i plecy potęgowały uczucie, że jest bardzo silnym mężczyzną. Więzienny uniform praktycznie opinał jego ciało.

Jungmi wyminęła go, a następnie usiadła naprzeciwko.

— Więc, jednak chcesz ze mną porozmawiać?

Jej głos był spokojny. Nie chciała sprowokować więźnia, ani pokazać, że ma nadzieję na owocną współpracę. Niestety Shownu milczał, jak zawsze.

— Jasne, sprowadziłeś mnie tutaj tylko dla zabawy.

Obserwowała jego twarz. Osadzony popatrzył na nią, a zaraz potem na strażników.

— Po prostu nie lubię być podsłuchiwany — rzekł luzacko. — Ci strażnicy nie wiedza co to jest prywatność.

Jungmi od razu załapała o co chodzi.

— Wyjdźcie — rzuciła do stojących obok strażników.

— Ale jeżeli… — zaczął jeden z nich.

— Dam sobie radę.

— Nie możemy panią zostawić.

— Wyjdziecie po dobroci? — jej głos był surowy, lecz opanowany. — Dam sobie radę. On ma ciężkie kajdanki, a ja ukrytą berettę.

Strażnik patrzył to na komisarz to na osadzonego. Zdawałoby się, że nie jest zadowolony z jej pomysłu, jednak jego towarzysz pociągnął go w stronę drzwi.

— Chodź — wyszeptał do partnera. — Lepiej jej nie podpaść.

Funkcjonariusz więzienny poddał się i razem z kolega wyszli za drzwi. Oczywiście dodali, że w razie potrzeby będą interweniować.

— Jestem pod wrażeniem — rzekł z uznaniem Shownu.  — Jesteś kobietą, a oni trzęsą gaciami przed tobą.

— W tym zawodzie kobieta musi być twarda, jeżeli chce przeżyć.

Jungmi nużyła rozmowa o jej zasadach. Nie chciała rozmawiać o sobie, a zdawała sobie sprawę, że skazany próbuje odwrócić uwagę od siebie. Nie wiedziała jedynie, co chce przez to uzyskać?

— Podobno masz do mnie sprawę — rzuciła akta na stolik. — Może jednak zaczniemy współpracować.

— To tylko i wyłącznie od ciebie zależy — odpowiedział. — Możemy zawrzeć umowę. Moje zeznania za przysługę.

— Nie wchodze we współpracę z kryminalistami.

— To, że jestem skazany nie oznacza, że jestem kryminalistą.

Jungmi prychnęła pod nosem. Co za tupet.

— Powiem ci co wiem, a ty załatwisz dla mnie informację na temat jednego faceta. Muszę wiedzieć, gdzie się znajduje. To będzie takie nasze give and take

— Po co ci te informacje?

Shownu uśmiechnął się dyskretnie. Następnie wypuścił powietrze.

— Ponieważ chcę go zabić.

— Nie bawisz się w półśrodki?

— Nie lubię marnować czasu.

— Wiesz, że właśnie przyznajesz się przed funkcjonariuszem do zabójstwa.

— Do planu, niekoniecznie ja go wykonam.

Jungmi kolejny raz prychnęła, a później pokręciła z niedowierzaniem głową.

— Tak jak mówiłam, nie będę twoją wtyką w policji. Szukaj innej naiwnej osoby. Życzę powodzenia.

— Dobre wiesz, że mogę to zrobić — westchnął. — Jednak cię lubię i chciałbym ci dać kilka cennych informacji. Ale rozumiem, kiedy sprawa jest przegrana.

Komisarz patrzyła jak Shownu wzywa strażników, a później tak po prostu zostawił ją z wieloma znakami zapytania i bolącą od rozczarowania głową.



Choć kolejne spotkanie było krótkie, Jae Hee czuła satysfakcję. Rozmowa z więźniem przebiegła w inny sposób niż to sobie wyobrażała, ale nie mogła narzekać. Wonho – tak kazał się nazywać Ho Seok – był nadwyraz pewny siebie. Choć zazwyczaj Lee nie przepadała za takimi jednostkami, było w nim coś magicznego. 

Coś tak cholernie pociągającego… uzależniającego… niczym ta pieprzona morfina…

Kobieta pokiwała głową, by pozbyć się ze swoich myśli obrazu przestępcy. 

Oparła się o ścianę, gdy zamykała swój gabinet. Nie była w stanie zapomnieć o uroczym uśmiechu Wonho. Przybliżyła złączone dłonie do klatki piersiowej, by móc uspokoić swoje myśli. Powinna wrócić do rzeczywistości i wreszcie wziąć się za swoją pracę. Niestety szybko bijące serce utrudniało jej trzeźwe myślenie. 

Jae Hee uśmiechnęła się pod nosem, po czym podeszła do blatu biurka, na którym położone były karty pacjentów. Wzięła do ręki pierwszą papierową kopertę i zaczęła ją przeglądać. 

Kojarzyła imię i nazwisko zapisane na kartce, ale nie potrafiła przypisać do tego mężczyzny wyglądu któregoś z więźniów. To był dopiero początek jej pracy, więc musiała się przyzwyczaić do więzienia oraz jego mieszkańców. Czekało ją mnóstwo wysiłku, by zapamiętać wszystkich pacjentów – ale cóż… taka była jej praca. 

Uwagę kobiety odwróciło wejście do jej gabinetu dobrze znanego strażnika. Mina Chang Kyuna nie zdradzała żadnych emocji. 

— Coś się stało? — zapytała od razu i odłożyła kartę, by skupić uwagę na mężczyźnie. 

— Nie możesz już dłużej spotykać się sam na sam z Ho Seok’iem — powiedział spokojnie, stojąc na baczność. — Między więźniami zaczynają się robić plotki… Nie możemy pozwolić na to, by krążyły historie o tobie i przestępcy. Nie tylko twoja kariera wisi na włosku w takim przypadku, ale i moja. 

— Ale…

— Tutaj nie ma żadnego „ale”, pani doktor — odparł. — Musimy utrzymać swoje stanowiska, by móc wyżywić się w tym świecie. Nie możemy tego zaprzepaścić przez jednego przestępcę. 

— Rozumiem — odpowiedziała Jae Hee ze smutkiem wypisanym na twarzy. 

— Wybacz, że ci to mówię…

— Nie, spokojnie — powiedziała kobieta i usiadła na swoim krześle. — To zrozumiałe. Dziękuję, że przyszedłeś. 

 — Lepiej współpracować. 

Po wypowiedzeniu dość dziwnego zdania wyszedł. Jae Hee wpatrywała się w zamknięte drzwi przez dłuższą chwilę. Chang Kyun od początku był jakiś dziwny i podejrzany, ale zdecydowanie wynikało to z jego charakteru. 

— Ech… — westchnęła Lee, gdy jej myśli znów zaczęły krążyć wokół Wonho. — Głupia jesteś… Nie rozmawiaj z nim nigdy więcej… Nie możesz pozwolić na to, byś straciła swoją posadę…



Coś w tej całej układance nie dawało jej spokoju. Jungmi była taką osobą, że gdy coś zaczęła, trudno było ją powstrzymać przed ukończeniem. Tak było w życiu prywatnym i zawodowym. Po ojcu odziedziczyła trudny charakter, co z resztą było szanowane w społeczności, jaką tworzyli funkcjonariusze.

Siedząc w samochodzie przeglądała notatki, które do tej pory sporządził Kihyun. Coś w tej sprawie jej nie pasowało. Podniosła wzrok, obserwując budynek więzienia. Było już późno i na tyle wcześnie, żeby móc na spokojnie poukładać swoje myśli.

Postanowiła sprawdzić bilingi szefa całej bandy. Od razu postawiła na jego miejscu Shownu, który wyjątkowo odznaczał się intelektem i swego rodzaju odpowiednią aparycją. Wzrokiem brązowych tęczówek śledziła więzienne mury i odnalazła okno odpowiedniej celi. Światło w niej było zgaszone, aczkolwiek ujrzała delikatny płomyk. Zapewne więzień zapalił świeczkę i nawet myślał, jak wydostać się na wolność.

Jungmi nie mogła odrzucić tej wersji wydarzeń. Musiała być przygotowana na wszystko. Nawet próbę sabotażu, czy ucieczki przestępcy.

Ponownie pochyliła się nad papierem zapełnionym nieznajomym numerem. Ciężko było go zlokalizować, a ponieważ nie był zarejestrowany w systemie, nijak mogli go namierzyć.

— W co ty pogrywasz kolego? — powiedziała w eter i przygryzła wargę.

Stukała nerwowo w kierownice palcami, wybijając tylko sobie znany rytm. To pomagało jej skupić myśli.

Grupa przestępcza zajmowała się szeroko pojętym zorganizowanym rozbojem, praniem brudnych pieniędzy, oraz była powiązana z seulskim kartelem. Prowadzili nie tylko interesy w państwie, ale próbowali swych sił poza granicami Korei. Poza wytwarzaniem i dystrybucją narkotyków, w tym kokainy, benzodiazepin, morfiny i LSD, trudnili się sprzedażą broni, wyłudzaniem haraczy i nawet zamachem terrorystycznym w niewielkiej urzędniczej dzielnicy.

Jungmi wertowała kartki, próbując się zbliżyć do końca, lecz siedząc już dobrych parę godzin w samochodzie, nie dotarła nawet do połowy materiałów. Oceniła, że Kihyun troszkę zaniedbał swojej pracy, co było dziwne jak na niego. W materiałach przygotowanych przez Yoo brakowało kilku stron i raportów.

Po kolejnej godzinie zaczęły jej cierpnąć nogi i drętwieć ręce. Jungmi postanowiła wysiąść z samochodu i rozprostować się trochę. Już świtało.

Zamknęła samochód i skierowała się do bramy dla odwiedzających. Zauważyła kilku strażników, którzy zdziwieni pytali, co robi tu o tak wczesnej porze?

— Zaprowadźcie mnie do sali przesłuchań — powiedziała krótko.

Każdy z nich nie był zadowolony z jej rozkazu, tłumacząc się przepisami.

— Widziałam jak spaliście na warcie — rzuciła sucho. — Jeżeli Sohn nie będzie w tej sali za pięć minut, dostaniecie warunkowy urlop. Jeżeli nie będzie go za dziesięć, możecie pakować się do Daegu. Za piętnaście wydalą was ze służby.

Kim Jung Mi znana była, że nigdy nie żartuje. W dodatku wśród naczelników uchodziła za prawdziwą piranię i zawsze osiągała swój cel.

Gdy zajęła miejsce przy stole, drzwi do sali się otworzyły, a w nich stanął nie kto inny niż Sohn Hyun Woo. Na jego twarzy nie znalazła ani grama zdziwienia. A nawet zanotowała, że kąciki ust podniosły się niebezpiecznie do góry.