Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lunar loving. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lunar loving. Pokaż wszystkie posty

21 sierpnia 2024

Opowiadanie Zmierzch – Lunar Loving – Rozdział 14

 .


Seria : Zmierzch

Główni bohaterowie : Jacob Black, OC

Pairing : JacobxOC

Ostrzeżenia :  sceny erotyczne

Gatunek : Fantasy, Romans

Na podstawie: -


Lunar Loving #14.

Słowa Edwarda nie dawały mi spokoju. Nie wyobrażałam sobie sytuacji, w której Jacob bardziej przejmowałby się moją osobą a nie Bellą. Od wielu lat nie zwracał na mnie uwagi, więc dlaczego miałoby to się teraz zmienić? Nawet jeżeli spędzaliśmy ze sobą wiele intymnych chwil, to wciąż dla niego był to jedynie wymuszony seks.  

Kolejny wieczór postanowiłam spędzić samotnie. Ułożona na kanapie i przykryta kocem wcinałam chrupki, oglądając jednocześnie jakąś durną komedię romantyczną. Dialogi głównych bohaterów, którzy zakochują się w sobie od pierwszego wrażenia, doprowadziły mnie do niesmaku, a ostatecznie do wyłączenia telewizora. 

— Kurwa — syknęłam, po czym nałożyłam na swoje ciało gruby sweter. Wieczorami robiło się chłodno, więc wolałam ubrać się cieplej. Zresztą bardziej niż o temperaturę martwiłam się o komfort. — Pora na spacer!

 Wyszłam z pomieszczenia i zaciągnęłam się zapachem lasu. Niedawno padał deszcz, więc zapach był dość specyficzny, ale przyjemny. Nie drgnęłam, gdy poczułam na policzkach chłodny powiew wiatru. Dla wilków temperatura nie stanowiła problemu, w końcu ciała naszej rasy były na ogół ciepłe, czasem gorące. 

Chodząc wśród drzew, obserwowałam księżyc w kształcie rogala. Nie dawał zbyt wiele naturalnego światła, ale mimo to oświetlał drogę tak, bym w nic przypadkiem nie uderzyła.   

Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym zmieniłam się w wilka. Zawyłam głośno, unosząc szyję. Echo ryku rozniosło się wśród drzew, a po chwili odpowiedziało mi wycie innego wilka. 

Jacob…, pomyślałam i przewróciłam teatralnie zwierzęcymi ślepiami. 

Po chwili tuż przede mną pojawił się Black w wilczej postaci. Od razu poczułam respekt przed nim. Był ogromnym wilkiem, który nie daje sobą pomiatać, nawet jeżeli nie jest przywódcą watahy. Jacob zmarszczył agresywnie brwi i pokazał rząd kłów. Cofnęłam się o krok, po czym zniżyłam pysk. Nie lubiłam, gdy wskazywał zachowaniem na swoją wyższość, ale nie byłam w stanie też się sprzeciwić jego osobie. Gdy stanął obok mnie, wiedziałam, że muszę za nim podążyć. 

Posłusznie szłam jego śladami.

Nie potrafiłam ocenić jego prawdziwych intencji, ale postanowiłam nie zakrzątać sobie tym głowy. Każde z nas wróci zaraz do swoich pokoi i znów będzie udawało, że nic między nami się nie dzieje. 

Siedem minut później staliśmy w moim pokoju, czekając na to kto pierwszy się odezwie. Obydwoje przemieniliśmy się w ludzi. Jacob bezwstydnie eksponował wyrzeźbiony tors. Jego zwyczajem było niezakładanie bluzki na górną część ciała. Twierdził, że to dla niego dyskomfort i woli chodzić półnagi. Za dziecka bardzo mnie to bawiło, teraz doprowadzało do fantazji.  

— Hej — powiedział Jacob i postawił krok bliżej mnie. Choć poczułam zapach jego potu, uniosłam brew w niedowierzaniu.  

— Hej? — odparłam zdziwiona. 

Tylko na tyle cię stać?, pomyślałam, obserwując jego twarz. Wyglądał na dziwnie zmartwionego. 

— Chciałem z tobą pogadać, Luna. 

— O czym? — zadałam pytanie i usiadłam na krańcu łóżka.

Jacob podrapał się po głowie, a potem zajął miejsce na krześle obok biurka. Przez pierwsze sekundy błądził wzrokiem po pokoju, by wreszcie spojrzeć w moje oczy. Jego wzrok nieco mnie przygasił.  

— O tym co się między nami ostatnio dzieje. — Przymrużyłam powieki, a Jacob odwrócił wzrok. — No wiesz… To nie powinno tak wyglądać, Luna. 

— No nie powinno — parsknęłam. 

— Dlatego powinniśmy z tym skończyć. 

— Proszę? — zapytałam, unosząc brwi. — Co powinniśmy skończyć? 

— No te spontaniczne ruchanie. 

Wzdrygnęłam się na ostatnie wypowiedziane przez chłopaka słowo. Zacisnęłam pięści na materacu, czując, jak paznokcie wbijają się w materiał. 

— To bezczelne — warknęłam, po czym wstałam i podeszłam do drzwi. — Wypierdalaj. 

— Luna? — zapytał zdziwiony. 

— Wypierdalaj! Czego, kurwa, nie rozumiesz?! 

— Powiedziałem, że chcę porozmawiać! Czemu odpierdalasz teraz szopkę?! — zmienił ton.

Gwałtownie wstał z krzesła i stanął tuż obok mnie. Jego ciało emitowało wysoką temperaturę, zresztą tak samo jak moje. Spojrzeliśmy sobie w oczy, ale nim znów któreś z nas otworzyło usta, poczułam zbyt przyjemne ciepło rozchodzące się we własnym wnętrzu. 

— Kurwa… — syknęłam, łapiąc się za twarz. — Mam ciebie dość. Spierdalaj. 

Jacob jakby dopiero teraz zrozumiał, co się dzieje. Przygryzł dolną wargę i wyszedł z mojego pokoju, trzaskając na pożegnanie drzwiami.

Opadłam bezwładnie na łóżku. Czułam, że całe ciało buzuje od nadmiaru hormonów. Nie potrafiłam podnieść się o własnych siłach, a każda próba oparcia się łokciem o materac kończyła się fiaskiem. Odpięłam bluzkę, starając się poczuć na skórze choć trochę zimnego powietrza. Nic to jednak nie dało. 

Przed moim zamglonym spojrzeniem zmaterializowała się postać Jacoba. Nie był on jednak przy mnie fizycznie. To wyobraźnia platała mi figla.

Przygryzłam dolną wargę, gdy chłopak klęknął nade mną. Jego uśmiech sprawił, że już nie miałam na co czekać. Włożyłam swoją dłoń do bielizny i zaczęłam bawić się palcami na łechtaczce. Drugą rękę przygryzałam, by nie wydobywać z siebie erotycznych dźwięków.   

Gdy postać Blacka pochyliła się zaledwie parę centymetrów od mojej twarzy, a ja przyspieszyłam ruchy palcami, otrzymałam orgazm. Spięłam całe ciało, odczuwając nieopisaną rozkosz, której odgłosów już nie miałam zamiaru powstrzymywać. 

Sapnęłam na cały głos i już wiedziałam, że w gruncie rzeczy Jacob nie jest mi potrzebny. Albo znajdę inną Alfę, albo sama się będę zadowalać, dopóki nie znajdę „tego jedynego”. 


14 sierpnia 2024

Opowiadanie Zmierzch – Lunar Loving – Rozdział 13

 .


Seria : Zmierzch

Główni bohaterowie : Jacob Black, OC

Pairing : JacobxOC

Ostrzeżenia :  sceny erotyczne

Gatunek : Fantasy, Romans

Na podstawie: -


Lunar Loving #13.

Rozpakowanie produktów nie zajęło nam zbyt wiele czasu. Dopiero to, co stało się po odłożeniu reklamówek do odpowiedniej szafki, sprawiło, że obydwoje zapomnieliśmy na krótką chwilę o napiętej atmosferze między nami…

Jak na złość tego dnia moje potrzeby seksualne osiągnęły apogeum… Przebywanie z Jacobem w jednym pomieszczeniu bardzo źle na mnie wpływało. Nawet nie wiem, w którym momencie zaczęłam się po prostu podniecać. Jego feromony tak silnie na mnie działały, a to że był wkurzony to jeszcze bardziej umacniało męski zapach. 

Nawet nie zarejestrowałam, w którym momencie po prostu zaczęliśmy się namiętnie całować, a następnie ściągać z siebie poszczególne fragmenty ubrań. Pamiętałam nasz stosunek jak przez mgłę. 

Po wypowiedzeniu przez niego mojego imienia po prostu przybliżyłam się do niego, on oparł się o ścianę i następnie wpiłam się w jego cholernie pociągające usta. Pocałunki były krótkie i agresywne lub długie i namiętne. Nie przejmowałam się tym, że po naszych podbródkach spływały zmieszane śliny. 

Potem, czując w okolicach intymnych jego twarde przyrodzenie, nie wytrzymałam. Po prostu zsunęłam z jego nóg spodnie wraz z bokserkami i zaczęłam lizać główkę penisa. Jacob pod wpływem chwili mruknął coś pod nosem, a ja wtedy włożyłam jego męskość do swojej buzi. Starałam się wszystko robić dobrze. Początkowo narzuciłam wolne tempo, a potem wessałam się nieco bardziej i zaczęłam wkładać sobie penisa głębiej do gardła. 

W następnej kolejności wszystko potoczyło się swoim rytmem – nie trzeba się domyśleć, że wspólne rozpakowywanie zakupów skończyło się naszym seksem tuż za barem restauracji.

Wiele cichych jęków, wiele różnych pozycji i wiele orgazmów, a każdy z nich zakończył się w moim wnętrzu. Ale żadne z nas nie zwracało na to uwagi – obydwoje byliśmy wtedy w innym świecie. 

To co zrobiliśmy doszło jednak do nas już po krótkiej chwili. 

Gdy rozłączyliśmy ostatni pocałunek, Jacob po prostu się ubrał i wyszedł z pomieszczenia. 

Widziałam wtedy jego przerażone spojrzenie. Dopiero wtedy Black przeanalizował sytuację, w której się znalazł, po czym uciekł. 

— Tchórz — jęknęłam. 

Po ubraniu się do restauracji wróciła Rachel, która od razu wyczuła zmieszane feromony i przewróciła wymownie oczami. Nie skomentowała zabawy, w której brałam udział razem z alfą. 

— Wszystko rozpakowałam — mruknęłam, po czym nie czekając na odpowiedź, wyszłam z restauracji. 

Zerknęłam w stronę samochodu Jacoba. Nie wiedziałam, co myśleć. Miałam już zbyt duży mętlik w głowie. Chyba wolałabym nawet nie pamiętać o jego osobie. Bo to co on wyrabia… bardzo mnie niszczy. 

Dlatego czy nie lepiej zrezygnować z tej znajomości? Dopóki nie jest tak bardzo toksyczna? 

— Luna! 

W moim kierunku szedł uśmiechnięty Edward. Był wyjątkowo szczęśliwy, ale nie dziwił mnie jego humor – wreszcie udało mu się wziąć ślub z kobietą swojego życia. Nie mógł być w tej chwili szczęśliwszy. 

— Cześć, Edward — powiedziałam spokojnie, a gdy podszedł, przytuliłam go. — Jak się czujesz jako mąż? 

— Dziwne uczucie — odparł i odsunął się. Na jego ustach przez cały czas widniał uśmiech. — Cudowne uczucie być związanym z miłością swojego życia. Nie mogłem sobie wyobrazić czegoś lepszego. 

Uśmiechnęłam się lekko, czując jednocześnie nieprzyjemne ukłucie w sercu. 

— Cieszę się twoim szczęściem, Ed. 

— Źle się bawiłaś na naszym weselu, co? — zapytał. — Słyszałem, co cię spotkało. 

— To znaczy? 

— No wiesz… Emmett… — mruknął, spoglądając w bok. 

— On? — zapytałam i uniosłam prawą brew do góry. — Ach, to… Mam gdzieś tego człowieka. 

— Coś się stało między tobą a Jacobem? 

Drgnęłam, choć doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że zapyta o Blacka. Przygryzłam dolną wargę, po czym kiwnęłam lekko głową. 

— Mam ochotę mu przywalić… Naprawdę… 

— Nie trzeba — odparłam od razu, a on znowu mnie przytulił. — Ale opowiem ci dość śmieszną sytuację! Na waszym weselu poznałam bardzo fajnego chłopaka!  

— Naprawdę? — zapytał zdziwiony. — Kogo?

— Nazywa się Patrick i jest bardzo w porządku… Drugi raz spotkałam go w na zakupach i fajnie spędziliśmy razem czas. Bardzo zabawny człowiek. 

— Muszę go kiedyś poznać. 

— Raczej nigdy się to nie wydarzy — szepnęłam. — Jacob nie za bardzo pozwala na naszą znajomość, a nie chciałabym, by zrobił krzywdę Patrickowi… A Jacob ostatnio… Nie rozumiem go… Chyba bardzo cierpi z powodu utraty Belli… A ja już nie mam pomysłu, jak mogę mu pomóc… 

— Ja to widzę nieco inaczej, Luna. — Zmarszczyłam brwi, gdy przyjaciel się wypowiedział. — No wiesz… Nawet gdy próbował zwrócić na siebie uwagę Belli, to nigdy nie był tak agresywny jak przy tobie.

— Ale on mnie nie bije… Groził wam?!

— Chodzi mi raczej o to, że kiedy się z Bellą pokłóci to jest wściekły, ale kiedy chodzi o waszą relację… To jest naprawdę wkurwiony i lepiej do niego nie podchodzić. Wcześniej nie spotkałem tak silnego samca alfa. 

— Noo… Pewnie go irytuję i tyle. 

— Nie wydaje mi się… Ale sama będziesz się musiała o tym przekonać.


7 sierpnia 2024

Opowiadanie Zmierzch – Lunar Loving – Rozdział 12

 .


Seria : Zmierzch

Główni bohaterowie : Jacob Black, OC

Pairing : JacobxOC

Ostrzeżenia :  sceny erotyczne

Gatunek : Fantasy, Romans

Na podstawie: -


Lunar Loving #12.

Kolejnego dnia unikałam Jacoba jak ognia. Na szczęście nie było zbyt wiele integracji między nami, bo chłopak spędzał dużo czasu w mieszkaniu wampirów. Ale gdy widziałam go u boku Belli, miałam ochotę się rozpłakać, bo nie rozumiałam jego zachowania. Choć chciałam być silna, moje stałe uczucia do Jacoba sprawiały, że moje decyzje i zachowanie były nieprzemyślane. 

 Dzięki pracy w restauracji byłam w stanie zająć czymś głowę, a gdy Rachel zaproponowała mi pójście na zakupy, od razu się zgodziłam. Samotnie postanowiłam się udać do pobliskiego sklepu. Nie spodziewałam się tylko, że lista produktów do kupienia będzie tak obszerna. Podrapałam się po głowie, próbując wymyślić w jaki sposób mam wszystko spakować i przynieść do pracy. 

— Zaczynamy… — powiedziałam do siebie i weszłam do supermarketu. 

Poza jedzeniem miałam zakupić środki czystości i inne potrzebne produkty dla restauracji, więc wzięłam ze sobą wózek. Po przeczytaniu listy ruszył w stronę pierwszej alejki. 

— Och! — Wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam znajomy męski głos. — To ty! 

— Eee… 

— Nie poznajesz mnie? — zapytał, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. 

— Pamiętam… Tylko zapomniałam jak się nazywasz.

Podrapałam się z tyłu głowy, a on zaśmiał się lekko. Jego śmiech był naprawdę przyjemny dla uszu. 

— Robisz zakupy? 

— Jak widać — odparłam.

— Mogę ci potowarzyszyć? — Zadał kolejne pytanie, a ja poczułam jak moje policzka stają się cieplejsze. — Widzę, że masz cholernie długą listę zakupów. Przyjechałaś samochodem?

— Nie… Nie przejrzałam listy przez co będę wracała pieszo z wszystkimi rzeczami — powiedziałam spokojnie, a on stanął tuż obok i popchnął mój wózek. 

— W takim razie zróbmy razem zakupy, a ja cię potem odwiozę — zaproponował, a ja zamrugałam parę razy powiekami. 

— Okej — odparłam po krótkiej chwili. 

Razem z Patrickiem zaczęliśmy więc zbierać z półek produkty zapisane na liście. W międzyczasie chłopak robił swoje zakupy. Nie spodziewałam się, że spędzenie wspólnie czasu w sklepie może okazać się tak przyjemnym doświadczeniem.

Dlatego po zapłaceniu za zakupy, nie wiedziałam za bardzo co zrobić. Ciężko było mi to trochę powiedzieć, ale chciałam spędzić z nim jeszcze trochę czasu…

Gdy opuściliśmy ogromny budynek z wypełnionym po brzegi wózkiem, ruszyliśmy w stronę jego samochodu. 

— Bardzo przyjemnie robiło się z tobą zakupy — powiedział chłopak, a ja zarumieniłam się. 

— Wzajemnie — odpowiedziałam, gdy pojawiliśmy się przy bagażniku. 

Patrick włożył kluczyk do stacyjki i już chciał otworzyć tylnią klapę samochodu, lecz nim to się wydarzyło, para usłyszała chrząknięcie. 

 — Och…

— Znowu on — mruknął Patrick, a ja odwróciłam się i ujrzałam przy innym samochodzie Jacoba. 

Uniosłam brwi, gdy go zobaczyłam.

Black stał oparty o swoje auto i nie miał na sobie koszulki. Wyraźnie eksponował przy tym swoje mięśnie i wcale nie przejmował się tym, że stoi przed sklepem półnagi. Ja jednak czułam się zakłopotana jego ubiorem. Wpatrywał się wprost we mnie poirytowany, więc to również mogło skupiać na mnie spojrzenia ciekawskich gapiów. 

— Nie wzięłaś samochodu — powiedział Jacob, wpatrując się wprost w moje oczy. Jego wzrok sprawił, że poczułam się niepewnie. — Rachel chciała po ciebie przyjechać. 

— Jak widzisz… to nie trzeba — mruknęłam. — Patrick mnie zawiezie do restauracji. 

— Luna. 

— Ona nie chce z tobą iść. 

Zamrugałam parę razy powiekami, gdy przede mną stanął Patrick. Chłopak nie wiedział, że Jacob był od niego silniejszy, a mimo to nie chciał pozwolić na moje odejście. W pewnym sensie było to dość… urocze. 

— Luna.

— Czego nie rozumiesz?

— Pójdę z tobą — warknęłam w stronę Blacka, który uniósł zwycięsko prawy kącik ust. 

Przygryzłam dolną wargę, patrząc na niego z nienawiścią. Dlaczego zawsze wszystko musiało iść po jego myśli? Nie chciałam, by Patrickowi coś się stało, więc wolałam pojechać z Jacobem. 

Black w odpowiedzi ruszył w naszą stronę. Obrzydliwie pewnie eksponował swoje ciało, które sprawiało, że moje policzka zaczęły palić. Cholerne feromony alfy bardzo źle na mnie wpływały! 

— Luna… — szepnął Patrick i musnął opuszkami palców moją dłoń. 

Zaskoczona spojrzałam na niego, po czym uśmiechnęłam się lekko. Moje serce zabiło przyjemnie. 

— Zobaczymy się jeszcze? — zapytał chłopak, a ja kiwnęłam ruchem głowy. 

— Pomogę ci — powiedział Jacob, gdy pojawił się tuż obok. 

Jego spojrzenie zatrzymało się na chwilę na mojej twarzy. Podziękowałam Patrickowi za pomoc, a następnie razem z Blackiem podjechałam wózkiem do bagażnika. 

— Nie rozmawiajmy — powiedziałam nim zdążył cokolwiek powiedzieć. 

Zaskoczyło mnie jednak jego zachowanie, bo przycisnął mnie do samochodu, a potem przybliżył nasze ciała do siebie. Doskonale czułam jego nabrzmiałą męskość. Na samą myśl o tym, zaczęłam się pocić. 

Dlaczego musiał być tak cholernie seksowną alfą, a ja zakochaną w nim po uszy omegą? 


31 lipca 2024

Opowiadanie Zmierzch – Lunar Loving – Rozdział 11

 .


Seria : Zmierzch

Główni bohaterowie : Jacob Black, OC

Pairing : JacobxOC

Ostrzeżenia :  sceny erotyczne

Gatunek : Fantasy, Romans

Na podstawie: -


Lunar Loving #11.

Milczałam do momentu, w którym razem z Jacobem pojawiliśmy się w mojej sypialni. Chłopak ciągnął mnie przez całą drogę, trzymając za nadgarstek i nawet nie zauważył, że wcale mu się nie opierałam. W pewnej chwili po prostu przestałam się szarpać, a on nie zwrócił na to zbytniej uwagi.

Jego złość nim zawładnęła. 

— Czego chcesz? — mruknęłam, by rozpocząć rozmowę. — Po cholerę przychodziłeś? Powinieneś zostać na weselu. 

— Nie żartuj sobie ze mnie — warknął i zamknął drzwi. — Pomyśl trochę. Mogło ci się coś stać. Byłaś…

— Zapomniałeś kim jestem? — odparłam z uśmiechem, po czym ugryzłam powietrze. — Jestem silnym wilkiem. Taki człowiek nie stanowiłby dla mnie zagrożenia. 

— Luna!

— Pozwolisz, że sobie usiadę…

Wykonałam swoją zapowiedź i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Musiałam wyglądać komicznie – pijackie zachowanie zawsze w pewien sposób było karykaturalne… a podczas poważnych rozmów to musiało być po prostu parodią. 

Jacobowi najwidoczniej to nie przeszkadzało. 

Zaczęłam machać nogami w powietrzu i kiwać się ciałem na prawo i lewo. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, nuciłam pod nosem piosenkę graną na weselu. 



— Wiesz w ogóle z kim tańczyłaś?! — wrzasnął Black wyraźnie zirytowany. — Nie znałaś tych ludzi! Mogli zrobić ci krzywdę! 

— Jestem dorosłą dziewczynką — odparłam, wzruszając ramionami. — Nie widzę nic złego w tym, że chciałam się pobawić z nieznajomym facetem. Zresztą był przystojny. 

Między nami nastała chwila ciszy, która z każdą sekundą stawała się coraz bardziej uciążliwa. Temperatura w pomieszczeniu również stawała się coraz większa, co oznaczało, że Jacob zaraz powinien wybuchnąć gniewem. Te pieprzone alfy! 

— Nie możesz umawiać się z innym mężczyzną — warknął Black, po czym podszedł do mnie i przycisnął mnie do łóżka. Pochylił się nade mną, a nasze usta zaczęło dzielić parę centymetrów. 

— Bo co? 

— Bo jesteś moja! 

Mężczyzna gwałtownie przyłożył swoje wargi do moich ust. Pocałunek był namiętny i bardzo szybki. Zacisnęłam mocno brwi, po czym zaczęłam się szarpać. Jacob nie dał mi szansy się odsunąć.

Był zbyt silny.

A jego cholerny gniew sprawiał, że z każdą sekundą miękłam. Dlaczego pomimo złości nie potrafiłam go odrzucić? Jego zazdrość sprawiała, że moje uczucia do niego stawały się silniejsze. 

Cholerny Jacob! 

Gdy wreszcie oderwał się od moich ust, szybciej oddychał, spoglądając w moje oczy. Chyba dopiero w tym momencie do niego doszło, co zrobił. Odsunął się ode mnie, a ja obróciłam głowę i spojrzałam przez okno. Wypity alkohol sprawił, że wszystkiego mi się odechciało. 

— Czemu tak się zachowujesz?

Przygryzłam dolną wargę. 

— Jak się zachowuję? — Zadałam pytanie, czując jak po moich policzkach spływają łzy. — Zostaw mnie wreszcie w spokoju! Robisz mi pieprzony mętlik w głowie! — Agresywnie przeniosłam na niego wzrok. — Jeśli kochasz Bellę, to nie mów innym, że jestem twoja! 

— Wiesz, że nie o to mi chodzi, gdy mówię, że jesteś moja! 

— Wiem o co ci chodzi? — Uniosłam brwi do góry. — Kurwa, Jacob! Co może znaczyć zdanie, że jestem twoja?! Wytłumacz mi, bo chyba nie rozumiem… Koch…

— Jesteś wilczycą, nie powinnaś umawiać się z człowiekiem! — odparł zdenerwowany. 

Rozchyliłam usta, nie wiedząc co powiedzieć. Zamurowało mnie. Spodziewałam się tego, że powie coś o moim bezpieczeństwie… ale jak mógł wypomnieć mi chwilową znajomość z inną rasą. Tym bardziej on – chłopak, który sam kochał ludzką dziewczynę. 

— Jesteś pierdolonym hipokrytą — parsknęłam. — Wynoś się z mojego pokoju. 

— Przecież robię to dla twojego dobra — odpowiedział zirytowany. 

— Odejdź. 

— Nie skończyliśmy rozmawiać. 

— Czego, kurwa, nie rozumiesz? — zapytałam ostro, a on ścisnął mocno brwi i odwrócił ode mnie wzrok.

Widziałam jak mocno zaciska ręce. Black naprawdę się zdenerwował, a jako że jestem omegą, jego złość bardzo mnie przytłaczała. Zrobiłam krok w tył i spuściłam wzrok. Chłopak znów natomiast przybliżył się do mnie. Nasze klatki piersiowe prawie się stykały, a ja czułam bijące od niego ciepło. 

Moje policzka pokryła czerwień. 

— Nie odzywaj się tak do mnie — warknął.

— Nie jestem już tak słabą jednostką… — odpowiedziałam i zacisnęłam pięści. — Nie jestem tak słabą omegą, jak myślisz…

— Dlatego jesteś moja — odparł nieco spokojniej. — Nie ma kto się tobą zająć, więc ja to robię. 

— Nie pot…

— Na pewno? — zapytał, po czym złożył na moich ustach krótki pocałunek. 

Tym razem nic nie zrobiłam. Nie odsunęłam go ani nie przybliżyłam do siebie. Stałam nieruchomo, nie wiedząc jak się zachować.

— Proszę cię… Jacob… Odejdź ode mnie… Zostaw mnie…

— Kto się tobą wtedy zajmie? — zapytał. 

— Nie potrzebuję cię.

— Co z twoją rują? — Zadał kolejne pytanie, które wyrwało mnie ze smutku. 

— Porozmawiam twoim ojcem… Może będzie w stanie załatwić mi leki — szepnęłam po krótkim zastanowieniu się. — Lub znajdę inną alfę. 

Jacob przygryzł dolną wargę, by w następnej kolejności opuść mój pokój. Gdy zniknął po drugiej stronie, położyłam się na łóżku. Ten człowiek naprawdę doprowadzi mnie do szaleństwa…