Pokazywanie postów oznaczonych etykietą k.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą k.. Pokaż wszystkie posty

24 marca 2025

Nieidealna [15]

 


Przez kilka następnych dni, starałam się zbyt wiele nie myśleć o zaistniałej sytuacji. Z każdym kolejnym, zainteresowanie moją osobą malało, kiedy ludzie nie dostrzegali nas wspólnie z Jeongguk’iem migdalącymi się na przerwach. Nie było to zbyt logiczne, ale dzięki temu miałam spokój. Choć czasami dochodziły mnie szepty, czy się pokłóciliśmy? Oczywiście, że tak. Skłóceni byliśmy od pierwszego dnia. Tak naprawdę nigdy nie zawiesiliśmy broni, choć było bardzo blisko, aby zakopać topór wojenny. Mei zdawała sobie sprawę, że coś, co łączy mnie i JK, to upór. Kiedy na coś się uwzięliśmy, musiało być po naszemu. Tak było teraz.

Zajęłam przydzielone miejsce i ponownie spojrzałam na mikroskop. Krzesło Jeon’a było puste. Jednak byłam pewna, że swoim zwyczajem, spóźni się na lekcje. Miałam rację. Nonszalancko otworzył drzwi, nie racząc nauczycielki słowem przepraszam. Usiadł na swoim krześle i rzucił niechlujnie swój zeszyt. Czarny, lekko zniszczony, z wygniecionymi kartkami. Zastanawiałam się, co on na tych wszystkich zajęciach notuje, aczkolwiek niedane było mi się dowiedzieć. Nie w tamtej chwili.

— Mam nadzieję, że pamiętacie o swojej pracy — przypomniała nauczycielka, patrząc sugestywnie na Jeongguk’a.

— Oczywiście — odparł, posyłając jej sztuczny i cyniczny uśmiech.

Myślałam, że zależy mu choć trochę na zdaniu tej klasy. Jeon nie był głupi. Cyniczny, arogancki, zakochany w sobie, ale nie głupi.

— Macie na nią tydzień, panie Jeon.

JK pokiwał głową w geście zrozumienia, a potem zaczął dłubać w swoim kajecie. Nie odzywał się do mnie słowem, a przyglądając mu się z ukosa, dostrzegłam, że siniaki, pamiątki po ciosie Taehyung’a prawie w całości zniknęły.

— Długo zamierzasz mi się tak przyglądać, SD?

Jego głos był napełniony wyższością i zniecierpliwieniem. Oczywiście nie skomentowałam tego, skupiając się na materiale prezentowanym pod mikroskopem. Guk ciągle tylko robił, nie zaszczycając mnie więcej ani jednym słowem.

Wraz z końcem lekcji, przyszedł czas na lunch. Wstałam od biurka i sięgnęłam po torbę. Następnie wrzuciłam do niej przybory i książki. Ze zdziwieniem zanotowałam, że Jungkook wciąż siedzi na swoim miejscu. Nie wystrzelił na zewnątrz. Siedział i bacznie się na mnie gapił.

— Długo zamierzasz i się tak przyglądać, Joen? — zakpiłam.

JK odsunął się od biurka, zakładając ręce na piersi. A potem uraczył mnie kolejny ze swoich łobuzerskich uśmiechów. Nie podobało mi się to, ponieważ byłam pewna, że coś kombinuje.

— Kiedy w końcu zrobimy to zadanie?

Zamrugałam kilka razy, jakby dając sobie pewność, że się tylko przesłyszałam. Czy Jeon Jeongguk zaczął myśleć o obowiązkach?

— Nie musisz go robić — odpowiedziałam szybko, kończąc się pakować. — Zrobię sama całą pracę. Nie dziękuj, bo i tak to nie będzie szczere.

Odwróciłam się od ławki i skierowałam w stronę drzwi. W sali zostaliśmy sami i nauczycielka, wchodząca na zaplecze. Poczułam mocny chwyt na przegubie i zostałam odwrócona w stronę chłopaka. Siła z jaką mnie zatrzymał, była na tyle duża, abym wylądowała na jego klatce piersiowej. JK uśmiechnął się, górując nade mną.

— Możesz powiedzieć wszystkim, że na ciebie poleciałam — wycedziłam przez zęby. — Abyś ponownie był na językach wszystkich.

Nie miałam siły na jego gierki. Obawiałam się, że ktoś ponownie zrobi nam zdjęcie, a potem naczytam się kolejnych gorzkich słów w komentarzach.

— Naprawdę przejmujesz się tym, co inni mówią na twój temat?

Zdziwiły mnie jego słowa. Jednak Jungkook nigdy mnie nie zrozumie. On jest bożyszczem kobiet, a ja? Właśnie świnką, którą mnie nazywa. Jemu wszystko ujdzie na sucho, gdy na mnie wyleje się ogrom błota i lincz. Wiedziałam to z własnego doświadczenia. Kobieta zawsze jest na straconej pozycji.

— Posłuchaj Jungmi — zaczął poważnie. — Powinienem skończyć trening o siedemnastej. Poczekaj na mnie na parkingu szkolnym.

— Po co?

— Musimy zrobić to zadanie i nie chcę wysłuchiwać, że sama wszystko zrobisz. Może zachowuję się jak buc, ale staram się być uczciwy.

Parsknęłam śmiechem. Jeon? Uczciwy? Nastolatek nie podzielał mojej wizji, co zakomunikował groźnym sapnięciem. Ostatecznie zgodziłam się na niego poczekać. Wychodząc z sali, czułam się niezręcznie. Wciąż napotykałam ciekawskie spojrzenia innych uczniów. Widziałam też ich dłonie i usta, które szeptały zapewne jakieś komentarze.



Czekałam na Jungkook’a, tak jak mi powiedział. Stałam na parkingu szkolnym i obserwowałam odjeżdżające samochody. Z każdą minutą parking coraz bardziej pustoszał, aż wybiła godzina zero. Poczułam za sobą obecność chłopaka. Jeon miał zawieszony na ramieniu plecak, a z włosów wciąż kapały mu krople wody. Najwidoczniej dopiero co skończył brać prysznic.

— Spóźniłeś się. — Nie omieszkałam mu tego wypomnieć. — To chyba twoja tradycja.

— Możliwe — odparł ponuro. — Trener dłużej nas przetrzymał. Przepraszam, że musiałaś czekać.

Nie wiedziałam, czy zdał sobie sprawę ze słów, które wymówił. Jeon nigdy nie chciał przepraszać. A teraz powiedział to słowo jak gdyby nigdy nic.

— Idziesz?

Zamrugałam oczami i powróciłam do teraźniejszości. JK stał dwa metry ode mnie, a w ręku trzymał kask. Niezbyt chciałam wsiadać na motor. Jednak był to jedyny sposób na dotarcie do domu JK, gdzie mieliśmy odrobić pracę.

— Nie mówiłeś, że jedziemy do ciebie.

— Tak będzie lepiej — rzucił, odpalając silnik. — Trzymaj się mnie mocno, Świnko.

Nie lubiłam, jak się tak do mnie zwracał. Ale wiedziałam, że to już przyległo, jak pseudonim, który się nadaje bliskiej osobie. Jednak byłam pewna, że Jeongguk nie uznaje mnie za nikogo bliskiego. Byłam dla niego wrogiem numer jeden, dziewczyną, która go odrzuciła i odepchnęła. Jego urażona duma postanowiła do końca życia nazywać mnie świnią. Czasami w przypływie dobroci, używał zdrobnienia, niekiedy samego skrótu SD. Ale i tak to była nazwa na osobę mojego pokroju.

Jechaliśmy przez Busan nieco spokojniej niż zwykle. Wydawało się, że JK pragnie przedstawić mi dobry aspekt i uroki posiadania motoru. Czułam bryzę na twarzy, a włosy powiewały na wietrze. Do nosa wbijał się zapach jego żelu. Jadąc zboczem drogi, chwyciłam się mocniej chłopaka. Dłońmi objęłam mocniej jego pas, czując, jak szybko unosi się jego klatka piersiowa.

— Powinnaś podziwiać widoki — powiedział. — Teraz będą najlepsze. Popatrz w prawo.

Zaufałam Jeon’owi. Pierwszy raz. Powoli odwróciłam głowę i napotkałam piękny, malowniczy niczym u Monet’a widok. Różowe chmury unosiły się nad spokojną taflą morza. Dostrzegłam mewy, małych ludzi na plaży, piękno i naturę. Barwy, pomarańczowe, różowe i błękitne, mieszały się niczym na pięknym, czystym płótnie. A potem zjechaliśmy w boczną drogę.

JK wjechał przez automatyczną bramę i przystał przed budynkiem. Kiedy pozwolił mi zsiąść z motoru, właśnie to uczyniłam. Stanęłam przy nim, a po chwili poczułam, jak odpina mi kask. Zdziwiłam się, kiedy pochylił się do przodu i po prostu popatrzył w oczy.

— Czy taka straszna była przejażdżka, Świnko?

Przez moment nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Czułam się naprawdę dobrze. Pamiętałam na twarzy orzeźwiającą morską bryzę. Wciąż w głowie krążył obraz zachodzącego za horyzontem słońca. Przygryzłam wargę.

— Chyba nie, Króliczku.

Guk uniósł brew w geście zaskoczenia, a potem parsknęliśmy śmiechem. Skoro ja mogłam być świnką, bo ją przypominałam, on swoim uśmiechem i zębami wyglądał jak królik.

— Króliki są słodkie — powiedział z satysfakcją. 

— Ty uważasz, że coś jest słodkiego?

Brzmiało to absurdalnie. Jeongguk się obruszył, jakby nie widział w tym nic dziwnego. A potem podbiegł w naszą stronę czekoladowy doberman. Od razu przywitał się z chłopakiem, na mnie patrząc z zaciekawieniem.

— To Bam — wskazał na psa, którego odruchowo pogłaskałam. — Mój najlepszy przyjaciel.

— Myślałam, że Jimin to twój najlepszy bestie.

— Przyjaciel nie bije cię po twarzy — odparł, a potem ponownie parsknął śmiechem. — Ale tak, należało mi się. Nie tylko od Taehyung’a.

Przemilczałam tę informację. Nie chciałam poruszać tematu ich bijatyki, relacji pomiędzy nami, niezręcznych słów i gestów. JK skierował się w stronę drzwi wejściowych, zapraszając mnie do środka. Na samym końcu się zatrzymał, a ja odbiłam od jego pleców.

— Niedobrze — powiedział. — Bardzo niedobrze.

— Co się stało?

Nim cokolwiek odpowiedział, w progu kuchni ujrzałam kobietę. Jej ciemne włosy i oczy były bardzo podobne do tych, które posiadał JK. Była piękna i majestatyczna. Każdy z jej gestów wydawał się być na miejscu, a jej wzrok, czujny i bystry spoczął na mnie.

— Zjecie obiad? — odezwała się kobieta, nie przejmując się tym, że właśnie z JK weszliśmy do domu.

— Jungmi… Poznaj moją mamę.



17 marca 2025

Nieidealna [14]

 


Poniedziałek upływał zbyt wolno. Lekcje się dłużyły, a szepty, które za mną się roznosiły, wydawały się co najmniej dziwne. Czułam się jak jedyna niewtajemniczona osoba. Mei także mnie unikała, nawet kiedy wprost zapytałam, o co chodzi? Kuzynka rzuciła naprędce, że wszystko mi wytłumaczy w domu, aczkolwiek nie byłam zadowolona z takiej odpowiedzi. Nie od niej.

Na biologii Jeongguk nie odzywał się zbyt wiele. Dłubał w swoim zeszycie i wyglądało, że wcale nie słucha nauczycielki. Kilka razy złapałam na wpatrywaniu się innych w nasze biurko i poczułam, że było to dość krępujące i dziwaczne. Wychodząc z klasy, usłyszałam chichoty za plecami. Czy dostałam wtedy odpowiedź? Jak najbardziej nie. Musiałam poczekać do lunchu.

Stołówka była zatłoczona. Oczywiście zawsze tak było o tej porze. Przy stole nie zauważyłam Mei, ani Yoongi’ego. Nietęgie miny pozostałych znajomych, wydawały się dać mi jakąś wskazówkę. Coś było nie tak i to bardzo. A najgorsze w tym wszystkim było to, że dotyczyło się mojej osoby.

— Czy może ktoś mi łaskawie w końcu powiedzieć — rzuciłam tacą o stół. — Co takiego się wydarzyło?

Powiedzieć, że byłam poirytowana, to jak porównać piernik do wiatraka. Bezsensowne i zbyteczne. Jimin z początku otworzył usta, aby po chwili je zamknąć. Najwidoczniej nie wiedział, jak przekazać mi prawdę. Tę, którą wszyscy przede mną ukrywali.

— Zamierzacie milczeć?!

— Posłuchaj Jungmi — zaczął delikatnie Namjoon. On jedyny miał na tyle oleju w głowie, by jakoś mnie uspokoić. — Bo widzisz… To dość delikatny temat.

— Ludzie zrobili nam zdjęcie, jak się całowaliśmy w klasie geograficznej — rzucił nonszalancko Jeon. — Teraz cała szkoła plotkuje, że jesteśmy razem.

Kiedy w książce było napisane, że zawał serca objawia się wysokim ciśnieniem, przekraczającym 140/90 mmHg, to moje z pewnością było na poziomie przynajmniej 220. Twarz zrobiła się czerwona, co zanotował Taehyung, mówiąc wprost, że nie wyglądam najlepiej.

— Nie całowaliśmy się, Jeon — wycedziłam przez zęby.

— Na zdjęciu wygląda inaczej.

— Pokażcie mi to zdjęcie.

Obróciłam się do siedzącego obok Jimin’a. Park cofnął dłoń, jakby nie chcąc mi pokazywać tego, co zamieszczali ludzie. Miałam ochotę wstać i siłą wyrwać mu telefon. Niestety Jimin wstał i zaniósł swą tacę na miejsce. Tak samo zrobili pozostali. Zostałam więc sama z Jeongguk’iem. Chłopak wydawał się zadowolony, aczkolwiek nie pokazał tego zdjęcia.

— Ty też zamierzasz zachowywać się jak oni?!

— Niby jak?

— Wiem, że może byś chciał, aby o tobie mówili. Jednak wydaje mi się, że zasługuję na prawdę.

— Przecież ją usłyszałaś.

Na jego twarzy ponownie ujrzałam szeroki uśmiech, cyniczny i pozbawiony jakiegokolwiek pozytywnego uczucia. Ale taki był Jeongguk. Uparty, chamski, wredny. Zakochany w sobie dupek, który przed nikim nie chciał pokazać swojej łagodnej strony.

Nie mogłam liczyć na JK, więc wychodząc ze stołówki, wzięłam telefon i nie musiałam zbyt długo szukać. Na profilu szkoły dostrzegłam wzmiankę i artykuł, a wchodząc w link, dostrzegłam anonimowy fotoreportaż, przedstawiający relację moją i Jeon’a. Nie tylko były tam zamieszczone zdjęcia z klasy geograficznej, ale i te z domówki u Jungkook’a. Ktoś przez okno robił nam zdjęcia. Jednak nie to było w tym wszystkim najgorsze.

— O Boże — szepnęłam, zakrywając sobie dłonią usta.

Pod każdym ze zdjęć odnalazłam wiele komentarzy. Większość z nich nie mogła nosić miano tych pozytywnych. Bardzo dużo osób komentowało moją figurę i to, jak bardzo nie pasujemy do siebie.  Niektórzy uważali, że Jeon lubi wyzwania, inni, że to tylko zabawa. Część z uczniów zrzuciło winę na alkohol, a byli i tacy, co życzyli mi śmierci.

Natychmiast poczułam, jak oczy zaczęły mnie piec, a po policzkach spływały łzy. Z gardła wydobył się niekontrolowany szloch. Nie miałam najmniejszej ochoty wracać na lekcje, dlatego zrezygnowana, skierowałam się do szkolnej szafki. Przechodząc korytarzem, zauważyłam swoje odbicie. Wyglądałam okropnie. Włosy potargane, makijaż rozmazany. Jedyne, o czym marzyłam, to uciec i zapaść się pod ziemię.

— Jungmi! — usłyszałam głos Taehyung’a. — Poczekaj.

Nie chciałam za dużo z nim rozmawiać. Wstydziłam się siebie, swojego obecnego wyglądu, bezsilności. Nie chciałam też przyznać, że te komentarze mnie złamały. Sprawiły, że odwaga, którą jeszcze niedawno nabrałam, odeszła i ulotniła się niczym powietrze z przebitego balona.

— Jungmi!

Poczułam uścisk na nadgarstku. V szarpnął mnie tak, że przystanęłam i odwróciłam się do niego przodem. Nie wiele myśląc, przytuliłam się do jego klatki piersiowej. Kim objął mnie mocniej, a potem pogłaskał po głowie.

— Dlaczego taka jestem? — zaszlochałam.

— Jesteś wspaniałą dziewczyną — odpowiedział mi swoim głębokim barytonem. — Nie masz, co się przejmować głupim gadaniem innych.

— Tam… Tam… Tam ktoś życzył mi śmierci.

Najwyraźniej o tym V nie wiedział. Świadczyła o tym jego reakcja. Mocniej przytulił mnie i pocałował w głowę. Czułam szybkie bicie jego serca.

— Zazdrośni ludzie wygadują różne głupoty — powiedział spokojnie. — W dzisiejszych czasach myślą, że są bezkarni i anonimowi.

Szlochałam przytulona do jego klatki piersiowej. Taehyung tulił mnie do piersi, a gdy powoli się uspokajałam, zaproponował, że odwiezie mnie do domu wujostwa. Zgodziłam się bez trudu, ponieważ nie byłam w stanie czekać na Mei ani wrócić miejską komunikacją.



Następnego dnia, w nieco lepszym humorze i po półgodzinnych namowach Mei, wkroczyłam do sali. Wciąż czułam na sobie spojrzenia kilku osób z klasy, lecz szybko się z nimi pożegnałam na rzecz Jeona Jeongguk’a. To właśnie JK wkroczył do sali, a na jego twarzy widoczny był siniak i to na całej jej połowie. Przez moment chciałam go o to zapytać, lecz zrezygnowałam. Jeon i tak by mi nie powiedział, a możliwe, że i zgasił jakimś niepochlebnymi słowami. Nie pomyliłam się zbyt wiele, ponieważ Jungkook na gapiów zawarczał, a potem wyrzucił kilka obelg w ich kierunków. Gdy pan Choi przywrócił klasę do porządku, rozkazał Jeon’owi i Woosung’owi wyjść do dyrektora. Nie wrócili, aż do dzwonka.

Zrezygnowana powłóczyłam nogami przez korytarz. Z każdą minutą coraz bardziej martwiłam się o Dżej Kej’a. Co prawda był denerwujący i bezczelny, ale jakiejś części mi zależało na tym nastolatku. Nawet przez pryzmat czysto koleżeński. Wchodząc na stołówkę, wszyscy nagle umilkli. Poczułam się ponownie zmieszana z błotem, kiedy kilkadziesiąt par oczu patrzyło tylko na mnie.

Zanotowałam, jak drzwi ponownie się otwierają, a do nozdrzy wbił się znajomy zapach Taehyung’a. V przyciągnął uwagę innych i sama w końcu na niego spojrzałam.

Gdybym miała powiedzieć, że ten widok mnie zabolał, powiedziałabym prawdę. Taehyung miał identyczne limo pod okiem jak Jeongguk, a wargę napuchniętą i rozciętą. Nie trzeba było być geniuszem, by dojść do wniosku, że coś złego musiało im się wydarzyć. Natomiast Seokjin od razu mi to wyjaśnił.

— Nie przejmuj się Jungmi — zachichotał, jedząc swoje kimchi. — Faceci tak mają, że lubią sobie dać po mordzie.

— Jin — wtrącił karcąco RM.

— No co? Przecież prawdę powiedziałem! Kobiety rozmawiają i roztrząsają. Faceci dadzą sobie raz czy dwa i jest zamknięty temat.

Nie wiedziałam, jak skomentować informacje, które przekazał mi Seokjin. Tak naprawdę byłam zszokowana i zawiedziona. Jak to możliwe, że V pobił się z Jungkook’iem? Najgorsze było, że wszyscy, prócz Namjoon’a i Kany nie widzieli w tym nic dziwnego. Nawet Mei, którą uważałam za rozsądną, wytłumaczyła, że zna ich zbyt długo.

— Gdybym wiedział — burknął Jimin. — Też bym mu obił tę twarz.

Popatrzyłam na Park’a, który był naburmuszony i zły. Wydawało się, że cała sytuacja sprawiła, że poczuł się pominięty. Choć nie wiadomo jak absurdalnie by to brzmiało. Hoseok upomniał Jimin’a, że JK to jego przyjaciel, a to, co zrobił Taehyung nie było na miejscu. Hobi dodał, że nie można okładać się pięściami, ponieważ nie mają dwunastu lat. Wypowiadając to wszystko, patrzył na mnie, jakby dając do zrozumienia, że to ja byłam głównym powodem tej sytuacji. Jednak nie powiedział tego wprost.

— Nie przejmuj się — chwyciła mnie za rękę Mei. — To nie jest twoja wina, Jungmi. Faceci tak mają, szczególnie Jeongguk.

Chciałam wierzyć Song i być pewna, że to tylko niewinna bijatyka pomiędzy kolegami. Natomiast po twarzach reszty nastolatków zrozumiałam, że prawda jest bliżej, niż mi się wydaje. A Jeon Jeongguk dostał w twarz za to, co mnie spotkało.



10 marca 2025

Nieidealna [13]

 


Jakim cudem się w to wpakowałam? — ta myśl towarzyszyła mi przez kilka następnych dni.  Odkąd dzisiejszego ranka wyszłam do szkoły, na każdym kroku spotykały mnie różne nieprzyjemności. Dziwne spojrzenia pozostałych uczniów, szepty przypadkowych ludzi. Nawet Mei była markotna, aczkolwiek nie chciała mi powiedzieć, co było tego przyczyną. Czułam się okropnie, mając świadomość, że przytrafiło się coś większego, a jak zawsze nie zostałam w to wtajemniczona. W dodatku czas płynął niewątpliwie za szybko, ponieważ do oddania pracy semestralnej było coraz mniej dni, a po ostatnich wydarzeniach, nie chciałam mieć nic wspólnego z Jeongguk’iem. Wiadomość, którą mi zostawił, sprawiła, że ponownie weszliśmy w fazę milczenia i nie odzywaliśmy się, nawet jeśli mógł mi dopiec, bo potknęłam się o własne nogi, bądź rozlałam wodę na stołówce.

Taehyung, tak jak powiedział, okazywał mi niebywałe zainteresowanie. Było to dla mnie dziwne, ale skłamałabym, mówiąc, że nie cieszyło. Ponieważ miałam niewielkie poczucie, że jednak kogoś obchodzi moje istnienie. I to bardziej niż mnie.

Jimin był po prostu Jimin’em. Uśmiechał się szeroko, a na jego policzkach pojawiały się dziurki. Był szczery i autentyczny, szarmancki i uczynny. Pomagał mi w niektórych zagadnieniach z przedmiotów, w których nie miałam dobrych ocen, natomiast ja tłumaczyłam mu matematykę. Czasami odnosiłam wrażenie, że Jeon jest o to zły, lecz nic na ten temat nie mówił, gdy przypadkiem Park go o coś zapytał.

Siedziałam na lekcji, nerwowo stukając paznokciami o blat biurka. Martwiłam się całą otoczką, która mnie dopadła. Wydawało mi się, że coś większego musiało się przytrafić, choć nikt nie chciał mi tego powiedzieć.

— Panno Kim? — usłyszałam pytanie nauczycielki, które wyrwało mnie z zamyślenia. Podniosłam wzrok i przygryzłam wargę.

— Przepraszam — odpowiedziałam z zawstydzeniem.

Nie obeszło się to bez echa, ponieważ usłyszałam chichot, gdzieś z drugiej części sali. Jeon nie zareagował, choć widziałam, jak powstrzymuje się od kąśliwej uwagi. Z jednej strony byłam mu wdzięczna, z drugiej… Tęskniłam za tą jego wersją gbura, którą prezentował na samym początku. Obojętność była nadwymiar krzywdząca.

Usłyszałam dzwonek i odetchnęłam. Zakończyła się lekcja i cały ten cholerny szkolny dzień dobiegł swojego finiszu. Wiedziałam, że Mei ma trening po zajęciach, więc obiecałam wrócić samotnie do domu. Przez moment myślałam, aby poczekać na nią w bibliotece, aczkolwiek Song uświadomiła mnie, że jest w niej przeprowadzany remanent, a wstęp uczniów na obecną chwilę jest wstrzymany. Ostatecznie sprawdziłam rozkład jazdy i miałam piętnaście minut na pozostawienie książek i skierowanie się na autobusowy przystanek. Autobus do dzielnicy zamieszkanej przez wujostwo jeździł co trzydzieści minut.

Pośpiesznie zebrałam książki, odczuwając na skórze powiew. To Jeongguk wystrzelił z sali, pozostawiając wszystkich w tyle. Postanowiłam pójść w jego ślady, dlatego pospieszyłam się i opuściłam klasę, kłaniając się nauczycielce. Pragnęłam zdążyć na autobus, więc szybko skierowałam się do wyjścia.

Schodząc ze schodów, poczułam szarpnięcie. Nim się zorientowałam, zostałam wepchnięta do pustej klasy. Widziałam jak przez mgłę tablice i ozdoby na ścianie, sugerujące, że znajdowałam się w tej geograficznej.

— Długo będziesz mnie ignorować?

Jego głos był poważny i przepełniony pewną goryczką. Jakby sam Jeon miał w sobie żal o kurs naszej relacji. Widziałam, jak się zbliża, przygważdżając mnie biodrami do biurka nauczyciela. Ściągnięte brwi świadczyły o zdenerwowaniu.

— Zachowujesz się bardzo arogancko.

Prychnęłam. Czy właśnie Jeon Jeongguk stwierdził, że zaczęłam się w niego zamieniać? Nie miałam siły na kolejne jego gierki, więc przypomniałam mu wiadomość, którą pozostawił tamtej nocy.

— Jesteś hipokrytą — podsumowałam, chcąc się uwolnić. Daremne były moje starania, ponieważ złapał moje nadgarstki w uścisk, odchylając do tyłu. Czułam coraz mocniej, jak napastuje mnie biodrami, a jego oddech stał się płytszy.

— To, co się stało — wyszeptał. — To nie był przypadek. Nawet nie wiesz, jak to mnie irytuje. Cholernie!

— To nie jest mój problem, Jeon.

— Jesteś beznadziejna, Kim — warknął. — Zaprzątasz moją głowę i pozbawiasz racjonalnego myślenia. Po wszystkim wychodzisz, pozostawiając mnie samego, abym zwariował. To wszystko mnie przerasta.

Słuchałam ze zdziwieniem, jak Jeongguk pierwszy raz się otwiera. Na trzeźwo i całkowicie. Jego oczy, ciemne i bystre, były w tamtym momencie szczere. JK nie kłamał, naprawdę zaczęło mu zależeć. Ale czy ja mogłam to o sobie powiedzieć.

Przez moment się przestraszyłam. Poważnie. W dodatku nie tego chłopaka, szkolnego bad boy’a, mojego oprawcę z pierwszych dni. Bałam się prawdy, która ciążyła na sercu i umyśle. Historii, która kazała mi się wycofać, póki nikomu nie stała się krzywda.

Usta Jeon’a zbliżały się niebezpiecznie, chcąc zawładnąć moimi. Chciałam im się poddać i pozwolić, abyśmy ponownie przeżyli rozkosz. Pragnęłam zapaść się pod nim i spróbować tego, co mi zaoferuje. Jednak tym razem rozsądek wygrał nad uczuciami i pozwolił na odepchnięcie napastnika.

— Odpieprz się ode mnie! — krzyknęłam.

Twarz nastolatka przybrała wyraz zaskoczenia, nabierając wściekłości. Najwidoczniej pierwszy raz został odepchnięty. Jego męska duma musiała ucierpieć. To przecież Wielki Jeon Jeongguk. Łamacz kobiecych serc. Największy przystojniak Liceum Busan.

— Myślisz, że po tych wszystkich wyzwiskach i złośliwościach, pozwolę ci się zbliżyć? — warknęłam. — W życiu coś więcej się liczy, niż ładny wygląd.

— Nie wiesz, o czym mówisz, Kim.

— Wiem. Doskonale wiem. 

— Nie rozumiesz, że właśnie powiedziałem, że zaczynam coś do ciebie czuć? Czy ty właśnie dajesz mi… Kosza?

Jego twarz wyglądała niczym u dziecka. Pięciolatka, któremu powiedzieli, że Święty Mikołaj tak naprawdę nie istnieje. Tak bardzo nie pasowało to do Jeon’a. Czułam się fatalnie, widząc go w takim stanie. Ale to było i tak nic w porównaniu z tym, co odczuwałam w tych pierwszych dniach. Jego szalony pomysł z motocyklem i strach, jakiego się najadłam.

— Teraz jesteś w stanie zrozumieć, co czują te wszystkie dziewczyny, z którymi łączy cię przygoda na jedną noc.

Wiedziałam, że to brzmi fatalnie. Jednak tylko tak byłam w stanie go od siebie odsunąć. Na to liczyłam. Pragnęłam, by zrozumiał, że go nienawidzę. Ponieważ tak mogłam go ochronić. Przed zranieniem, krzywdą i przed tajemnicą, która nigdy miała nie wyjść na światło dzienne.

Niestety za niedługo miałam się przekonać, że niektóre sekrety nie mogą pozostać w grobie, a powracając niczym bumerang, powodują ból i zniszczenie wszystkiego, czego tylko dotkną.



3 marca 2025

Nieidealna [12]

 


Z westchnieniem splotłam dłonie i spojrzałam na przód. Droga wydawała się pusta. Było już ciemno i możliwie, że rodzice uznaliby to za nieodpowiednie, postanowiłam za wszelką cenę wrócić do domu. Nie mogłam odnaleźć Mei, a nawet jak próbowałam się do niej dodzwonić, odpowiadała tylko poczta głosowa. Zdałam sobie sprawę, że kuzynka dobrze bawi się z pozostałymi, więc po prostu zrobiłam krok do przodu. Jeon mieszkał w willowej dzielnicy i patrząc w dal, można było zobaczyć morze.

Usłyszałam odgłos silnika i popatrzyłam na podjeżdżający samochód. Przednia szyba się opuściła, pozwalając V uśmiechnąć się i zagadać.

— Wsiadaj.

Nie byłam pewna, czy nastolatek jest trzeźwy, jednak on praktycznie od razu rozwiał moje wątpliwości. Okazało się, że zażywa antybiotyk i nie może przy nim pić żadnego z napojów procentowych. Dlatego dzisiaj uraczył się tylko jabłkowym sokiem, a nie piwem.

Rozejrzałam się na boki, szukając w domu Mei. Nie byłam w stanie jej znaleźć. Taehyung uśmiechnął się, opierając o boczne drzwi. Później dłonią potarł skronie.

— Uwierz mi, że z Yoongi’m mają lepsze zajęcie.

Zaczerwieniłam się ze wstydu, gdy pomyślałam, co kuzynka mogła robić z ukochanym. Skrzyżowałam ramiona na piersi, wymownie patrząc na posiadłość. Światła odbijały się na wysokich drzewach, a do uszu ciągle dochodziła muzyka. Czułam wciąż na sobie jungkook’owe spojrzenie z okna jego pokoju.

Otworzyłam drzwi od strony pasażera. Od razu się pochyliłam, wkładając nogę do środka. Chwilę później siedziałam na fotelu i zapięłam pas bezpieczeństwa. Zawahałam się, patrząc na fasadę domu.

— Odwiozę cię do domu — wtrącił Taehyung. — Podaj tylko adres.

Skinęłam głową i powiedziałam miejsce, w którym znajdował się dom wujostwa. V uznał, że to i tak po drodze do jego posiadłości. Nim jednak tam dotarliśmy, przerwałam chwilę ciszy, która wypełniła samochód.

— Bardzo się spieszysz?

V popatrzył ukradkiem na mnie, a potem zaprzeczył ruchem głosy. Od razu poprosiłam o możliwość przejażdżki. Miałam nadzieję, że ona da mi poczucie ulgi i możliwość oderwania nieprzyjemnych myśli. Poprosiłam, aby zawiózł nas na plażę. Miałam ochotę popatrzeć na wodę i gwiazdy.

— Jesteśmy — stwierdził Taehyung.

Zaparkował samochód przy deptaku. Opuściliśmy pojazd, a potem weszliśmy wejściem numer dwa na plaże. Była pusta i spokojna. Czułam lekki powiew bryzy, ale nie było mi zimno. Nawet ubranej w krótką sukienkę.

Chciałam usiąść na piasku, ale V poprosił, bym poczekała. Nim zdążyłam zapytać, wyciągnął z bagażnika i przybiegł z kocem. Uśmiechnął się szeroko, mówiąc, że zawsze trzyma go w samochodzie na wszelki wypadek.

— Piękne miejsce.

Pokiwałam głową, zajmując miejsce obok nastolatka. Podkurczyłam nogi i chwyciłam je pod kolanami, na których oparłam brodę. Wzrok skupiłam na morskich falach, które spokojnie przybliżały się i oddalały, ginąc w morskiej otchłani.

— Ktoś kiedyś mi powiedział — wyszeptałam. — Że ten widok pomaga zebrać myśli. Chyba teraz go rozumiem.

— Wiele w tym racji.

— Ostatnio nic nie jest tak, jak być powinno.

Nie musiałam patrzeć na twarz Taehung’a. Wiedziałam, że jemu także było ciężko. Kilka razy Jimin wspominał, że V nie lubi się żalić. Dlatego nigdy nie mogłam odszyfrować, co chodzi chłopakowi po głowie.

Kim zapatrzył się na morze, a potem westchnął. Przez moment towarzyszyła nam cisza, którą przerwały odgłosy z deptaka. To jakaś para biegała i rozmawiała między sobą. Nim zdążyłam się odezwać, V zrobił to za mnie.

— Co jest między tobą o Jeon’em?

Spojrzałam na kolegę, który wzrok wciąż miał utkwiony w wodzie. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Najpierw chciałam zaprotestować, ale doszłam do wniosku, że nie byłaby to prawda. Z drugiej strony, nie czułam, aby cokolwiek było między nami. Oprócz wrogości, nienawiści i niewypowiedzianych epitetów.

— Nie wiem — odpowiedziałam. — Jeongguk jest dla mnie jedną wielką zagadką. Zachowuje się podle na każdym kroku, podkreślając, że mnie nienawidzi.

— Myślę, że jest inaczej.

Słowa nastolatka były dość niespodziewane. Zaczęłam czuć się nieswojo z takim pytaniem, bo nie było na nie konkretnej odpowiedzi.

— Znasz go dłużej.

— I wiem, że nigdy nie zachowywał się tak zaborczo — westchnął. — Nie w stosunku do dziewczyny. Wiem, że czasami jest głupkiem, ale…

— Między nami niczego nie ma — ucięłam jego zdanie. — Jeon jest nieobliczalny i wredny.

Taehyung nie skomentował już tych słów. Najwidoczniej chciał uciąć ten temat. Byłam mu wdzięczna, choć z jednego rozpoczął drugi, równie ciężki.

— Podobasz się Jimin’owi — odsunął się do tyłu, kładąc na plecach. — W sumie nic dziwnego.

Nie do końca wiedziałam, jak odbierać słowa V. Coś czułam, że nie było to czcze gadanie, aczkolwiek przez życiowe doświadczenie odrzuciłam możliwość, by były one zbyt znaczące.

— Jungkoook twierdzi, że po prostu chce mu udowodnić, że mnie zdobędzie.

Na twarzy chłopaka pojawiło się zdziwienie. Potem popatrzył na mnie i się uśmiechnął. Słyszałam lekkie westchnienie, a później pokręcił głową.

— Jeśli tak to powiedział… — mruknął. — To na pewno coś jest na rzeczy. Oczywiście wątpię by Park, podrywał cię, bo chce mu coś udowodnić. Jimin nie jest takim typem. Prędzej posądziłbym o to Jeongguk’a.

— W takim razie widzisz. To jest między nami. Jakaś chora rywalizacja.

Kim kolejny raz pokręcił głową. Dla niego nie było w tym sensu, choć przedstawiłam twarde dowody, że było inaczej. Kiedy zaczęło być mi zimno, postanowiliśmy wrócić. Taehyung podarował mi swoją kurtkę dżinsową, którą też trzymał w samochodzie, a potem odwiózł do domu wujostwa.

— Dziękuję — powiedziałam, gdy stanęliśmy pod furtką.

— Nie ma sprawy. To były fajne chwile. Nawet lepiej bawiłem się niż na imprezie.

Zaśmialiśmy się, a potem poczułam, jak jego ręka zakłada jeden z kosmyków moich włosów za ucho. V popatrzył mi w oczy, a potem szeroko się uśmiechnął.

— Jeśli uważasz, że jedynym powodem, dla którego chłopcy się tobą interesują, jest zakład…

— A jaki ma być inny powód — uniosłam brew do góry. — Spójrz na mnie.

— Widzę — wyszeptał, przybliżając swoją twarz. Dzieliło nas niecałe pięć centymetrów. — Naprawdę w siebie nie wierzysz, Jungmi.

Taehyung przybliżył się, lecz zamiast wbić się w wargi, pocałował mnie w czoło. Palcem przejechał przez policzek i szyję, sprawdzając moją reakcję. Jednak nie zrobił niczego, co było niestosowne. Patrzył, na co mu pozwolę.

— Jeśli jedynym powodem jest zakład… Chcę, byś wiedziała, że podobasz mi się, Jungmi. Taka, jaka jesteś. Powinnaś zrozumieć, że jesteś piękna i inteligentna.

— Tae…

— A teraz idź spać, jesteś zmęczona.

Kolejny raz poczułam, jak całuje mnie w czoło. Pokiwałam głową i wyszłam z samochodu, ponownie dziękując za wieczór. Wciąż zszokowana, otworzyłam bramkę i weszłam do środka. Od razu usłyszałam dźwięk telefonu. Prócz kilku powiadomień, że Mei chciała się dodzwonić, ujrzałam wiadomość. Od samego Jeona Jeongguk’a.


Jeon Jeongguk:

Masz rację, to wszystko było błędem. 


Odłożyłam telefon do torebki i westchnęłam, zamykając oczy. Nie zamierzałam teraz o tym myśleć. JK był bezczelny i wredny, a mimo to spowodował, że zaczęło mi zależeć. Byłam jednak pewna, że tak jak wszystkie uczucia i to będę mogła zdławić. W dodatku w samym jego zarodku.

Wślizgnęłam się do domu i szybko skierowałam do pokoju. Nie wiedziałam, czy kuzynka już wróciła, ale niezbyt mnie to obchodziło. Poczułam dziwne spazmy dreszczy i było mi wstyd, że stchórzyłam na plaży. Nie chciałam przyznać się V, że to nie kwestia małej wiary w siebie. Kim Jungmi nie była zwykłą zakompleksioną nastolatką. Ukrywałam mroczną tajemnicę, o której nie wiedzieli nawet sami rodzice.