Pokazywanie postów oznaczonych etykietą league of legends. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą league of legends. Pokaż wszystkie posty

21 lutego 2025

Drabble League of Legends – Szlachetne dni – Alistar

 .



Górskie szczyty Wielkiej Bariery były chronione przez szlachetnego wojownika, który wyróżniał się swym męstwem spośród wszystkich minotaurów. Jego ryk niósł się echem po górach, jakby ostrzegając nieostrożnych podróżników i handlarzy zmierzających do miasta Zaun, aby się cofali, zanim będzie za późno.

Minotaury nie musiały się martwić o atak, gdy na straży stał Alistar.  Jego fioletowe futro, mieniące się w blasku porannego słońca, wydawało się niemal mistyczne, odróżniając go od innych minotaurów zamieszkujących te surowe tereny. Każdy skurcz jego mięśni przypominał widok napiętej cięciwy, gotowej do zadania ciosu. Z kolei czerwone oczy przypominały rozlew krwi, które przelał Alistar w obronie swego ludu. 

Pod jego strażą wszystkie klany mogły czuć się bezpiecznie. Nieustraszony Alistar w końcu nigdy nie odmawiał walki o dobro swej rodziny, a gdy ktoś miał kłopot, sam stawał w oko w oko z groźnym przeciwnikiem. Żaden minotaur nie mógł się równać z jego odwagą. 

To była właśnie prawdziwa postać Alistara – Minotaura z klanu pochodzącego z góry Wielkiej Bariery. Ale nawet on miał swoje słabości, których nie chciał ukazywać swoim przyjaciołom. W samotności starał się pokonywać bariery strachu o utratę Domu, słysząc historie o zbliżającej się armii Noxusu. Czy samodzielnie byłby w stanie stanąć twarzą w twarz z brutalnymi i wyćwiczonymi ludźmi, którzy jedyne czego pragną to krew? 

Szlachetne dni Alistara w każdej chwili mogły minąć, gdy jego klan zauważy jego strach przed Noxiańskimi wojownikami…  


29 lipca 2021

Ulga

 


Rakan x Xayah || League of Legends


— Tak bardzo się bałam, Rakanie — szepnęła z ulgą, wtulając się w jego tors, a rozświetlone skrzydła zakochanej pary powoli opadły. — Już myślałam, że nigdy więcej cię nie spotkam.
— Dobrze wiesz, że nigdy bym cię nie opuścił.
Mężczyzna mocniej objął jej drżące ciało.
— Aż tak cię to poruszyło? — zapytał rozweselonym głosem.
Po chwili Vastajanin próbował odsunąć ją od siebie, lecz Xayah jeszcze bardziej umocniła uścisk. Strach zapanował nad jej logicznym myśleniem i pomimo tego, że już nie musiała się niczego bać, to wciąż była przestraszona.
— Xayah, musisz się otrząsnąć — mruknął, zmuszając ją do spojrzenia sobie w oczy. — W naszym obowiązku jest, aby wojna nareszcie dobiegła końca.
— To nie jest teraz ważne!
Rakan gwałtownie złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Pieszczocie, w której obydwoje zawarli najpiękniejsze oraz najmocniejsze uczucia, jakie ich łączyły. Strach w jednej chwili uleciał, a pojawił się płomyk nadziei, że nic im się nie może stać. Przecież zawsze byli blisko siebie.

28 czerwca 2021

Przeciwnik

 


Sett || League of Legends


Wzdycham, gdy kolejne rozszarpane ciało upada na ziemię. Publiczność nie wiwatuje. Walka nie była warta obejrzenia. Wstaję z miejsca i zeskakuję na arenę, aby przyjrzeć się bliżej nieboszczykowi. Młody chłopak, dzierżący w dłoni łuk większy niż on sam, nie żyje.
— Pozbądźcie się tego ciała — mówię ostro do sługów. 
Biorą martwe ciało, nieczule chwytając je za ręce oraz nogi. Widownia zaczyna krzyczeć. Uśmiecham się pod nosem i wystawiam w ich kierunku zaciśniętą pięść. 
— Kto chce się ze mną zmierzyć? — pytam podjarany własnym pomysłem.
Pragnę rozlewu krwi. Nikt się jednak nie zgłasza. 
Boją się. 
Arena w dalszym ciągu milczy, lecz nagle przerywa tę ciszę, krzyk. Podnoszę wzrok w stronę hałasu i widzę małego chłopca. Po jego policzkach płyną łzy. Prawdopodobnie syn zmarłego. 
— Chodź — zwracam się do dziecka. Patrzy na mnie z nienawiścią.
Widzę jak publiczność zaczyna stawiać zakłady. Pewnie zastanawiają się czy odbędzie się walka między mną, a małolatem. Prycham, zdając sobie sprawę, że ludzie areny chcą krwawej walki, której nigdy jeszcze nie było. Sam chcę im ją dać. 
— Pomścij ojca — mówię do niego. 
Chłopiec schodzi z trybun na scenę. Nie czuje strachu. Kieruje nim nienawiść. Ale nie zdejmuję kastetów z pięści. Młodzieniec chce umrzeć z honorem. 
Nie ma szans na wygraną. Wie o tym doskonale, lepiej niż ktokolwiek inny. 
— Nienawidź mnie — szepczę. 
— Jak mogliście go od tak zabić i bezcześcić jego zwłoki! — warczy wściekły. 
Wzdycham, patrząc na niego z góry. 
— Ile masz lat?
— Siedem. 
— Giń z honorem — mówię, po czym uderzam go w podbródek. 
Sparaliżowane ciało chłopaka leci w górę, a z jego ust wydobywa się odrobina krwi. Jest zaskoczony brutalnością z jaką go atakuję, ale nie płacze. Widzę na jego buzi uśmiech. 
Przynajmniej on zostanie zamordowany, pozostawiając dobre imię po sobie, a także, ratując złą renomę ojca.
Zadaję drugie, lecz ostatnie uderzenie. Kastety wbijają się w jego żebra, łamiąc je boleśnie.
Chłopiec umiera, a widownia zaczyna oklaskiwać zwycięzcę. 
— Hazardziści — mruczę do siebie, patrząc na tłum, a chwilę później na zwłoki dziecka. — Pamiętaj, nie warto ginąć za ojców.

8 marca 2021

Take the mask off

 

Shen x Zed || League of Legends

Nie sądziłem, że nasza relacja tak diametralnie ulegnie zmianie. Myślałem, że wróci do mnie po zabójstwie jego ojca, lecz on odwrócił się do mnie plecami. Odszedł. Zostawił niegdyś najlepszego przyjaciela, prawie brata, samego. A przecież zrobiłem to tylko dla sprawiedliwości.
Gdyby Wielki Mistrz zabił wtedy „Złocistego Demona” życie wielu osób potoczyłoby się inaczej.
Pragnąłem śmierci tego potwora za wszystkie morderstwa jakich się dopuścił, lecz ten  głupi starzec powstrzymał mnie. Zatrzymał dzierżące w mych dłoniach noże i oszczędził go. Niczym szaleniec. Bo kto o zdrowych zmysłach pozostawia przy życiu psychopatę?
Bezmyślna równowaga zakonu zabiła go. Nie ja.
Stara krew widniejąca na ostrzach, skrytych w zbroi, była przesiąknięta żalem. Gorycz żarząca się w mym sercu nie potrafiła wybaczyć mistrzowi jego decyzji. Powinna wypełnić się zemsta za te wszystkie krzywdy, które spadły na ludzi zamordowanych z rąk Jhina.
A Shen nie powinien mnie zostawiać.
Wychowaliśmy się razem, wspólnie odbywaliśmy naukę, traktowaliśmy się jak bracia. Pomimo tego, że zawsze był ode mnie lepszy, a ja pozostawałem jedynie w jego cieniu, to nie chciałem, aby odchodził.
Był kimś bardzo ważnym w mym życiu. Kimś najważniejszym.
A kiedy obydwoje dorośliśmy, jeszcze przed morderstwem, którego się dopuściłem – zaczęło łączyć nas coś więcej.
Gdy po raz pierwszy spróbowałem dotknąć jego nagiego ciała ten odsunął się. Jeszcze nigdy nie widziałem Shena tak poddenerwowanego. Równowaga chłopaka została zachwiana, a ja tylko zaśmiałem się pod nosem. Był wtedy taki uroczy. Zmieszany, skamieniały. Nie miał pojęcia jak powinien się zachować. A ja wykorzystałem to zdezorientowanie i złączyłem nasze usta w pocałunku.
Jego ciepłe wargi smakowały herbatą, którą niedawno wypił dla uspokojenia. Pozostałe części ciała zaczęły delikatnie drgać, by po chwili odsunąć mnie. Ale nie gwałtownie, lecz łagodnie.
Pierwsze zbliżenie zmieniło w naszym życiu naprawdę wiele.
Jednak nawet i ono nie miało dla ukochanego tak wielkiego znaczenia jak dla mnie. Tęskniłem za nim, pragnąłem go znów objąć, pocałować, dotknąć. Potrzebowałem jego opieki, troski oraz ochrony. Tylko przy nim czułem się silny, a na dodatek bezpieczny. Zawsze stawał w mej obronie.
W tym momencie postanowił stanąć po drugiej stronie. Wpatrywałem się w jego – pełną żalu oraz chęci zemsty – twarz, zastanawiając się czego tak właściwie się spodziewałem. Myślałem, że wróci do mnie szczęśliwy po tym jak zabiłem jego ojca? Jedynego, ale największego wzoru do naśladowania?
W tej historii tak naprawdę tylko ja byłem głupi.
Zakochany w swych ideałach, a później zrozpaczony odejściem ukochanego.
Czego się spodziewałem?
Mogłem wiedzieć, że w przyszłości nie stanie u mego boku, lecz pojawi się naprzeciwko mnie dzierżąc w dłoniach dwa miecze. Chciał dokonać zemsty.
Na mordercy Wielkiego Mistrza Kusho.
Walka między nami nie trwała jednak długo. Nie potrafiłem go zranić, nie mogłem sprawić, aby znów przeze mnie cierpiał. Dlatego nie atakowałem. Przyjmowałem na siebie brutalne ciosy, czując jedynie ból.
Ten ogromny, psychiczny ból.
Cierpienie przez brak miłości.
Przez jego nienawiść.
Poddałem się.
Gdy opadłem na trawę bezsilny, we własnej kałuży krwi, stanął nade mną ze łzami w oczach.
Przynajmniej na koniec zdjął tę maskę mściciela i pokazał jak bardzo mnie kochał.
Z całej siły wbił we mnie miecz.
A później już tylko... poczułem...