Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mogę być twoim bohaterem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mogę być twoim bohaterem. Pokaż wszystkie posty

7 marca 2019

Mogę być twoim bohaterem – Rozdział 10




Wonho x Minhyuk || Monsta X

Chłopakom w sumie to jakimś cudem udało się pozbyć ojca ich przywódcy, który narobił niezłego zamieszania w siedzibie. Nie byli przygotowani na tak brutalne spotkanie i gdyby nie głupota Jooheona, który postanowił kolejny raz wszystko wysadzić w powietrze, to pewnie teraz byliby w rękach lekarzy. Byli mu wdzięczni za jego nieprzemyślany wyczyn, ale jednocześnie winili go za to, że przez jego nieumyślność stracili nowy dom. Oczywiście mieli rację, ale swoją drogą innego pomysłu sami nie potrafili wykombinować, więc Lee okazał się ich ostatnią deską ratunku.
Od momentu przegonienia okrutnego milionera minął niecały tydzień, a oni wciąż nie wiedzieli za bardzo co powinni zrobić. Z jednej strony zawsze mogli wrócić do rozwalonego domu i próbować go odremontować, ale z drugiej zdawali sobie sprawę, że zombie już zmierzają w ich kierunku. Nie chcieli więc za bardzo ryzykować oraz po raz kolejny kogoś narazić.
Najgorzej podczas ich wędrówki czuł się ich dotychczasowy lider, który nawet widząc uśmiechnięte twarze członków ukochanej ekipy, nie potrafił podnieść na nich wzroku. Bał się, że jeśli na któregoś chociażby spojrzy to zostanie zwyzywany albo zignorowany, bo przecież to wszystko to wina jego jak dotąd uwielbianego ojca... Tak bardzo pomylił się w stosunku do rodzica, nie zauważył jego podejrzanego zachowania, a najgorsze było to, że nikomu nie chciał wierzyć.
Było mu okropnie głupio, dlatego próbował wszystkich unikać, co wychodziło mu aż nazbyt dobrze. Od podstępnego ataku z nikim nie rozmawiał, a w dodatku odległość jaką utrzymywał między nimi w trakcie chodu była ogromna. Wolał po raz kolejny się nie narażać. Co jeśli chłopaki mu już nie ufają? Jaki z niego kapitan?
Po tym jak zaczął zadawać sobie te pytania, podszedł do niego Minhyuk. Kapitan najpierw mocno się zmieszał, ale po krótkim monologu przyjaciela dotyczącego leku na zombie, postanowił w końcu się odezwać.
— Wiesz... Zrób wszystko co tylko chcesz. To twoja decyzja i już nigdy nie będę się w nic wtrącał, bo... — przerwał na chwilę, jakby nie chciał wcale dokończyć tego zdania. — Ufam wam.
— Ale hyung, my doskonale zdajemy sobie z tego sprawę — zaśmiał się białowłosy drapiąc się z tyłu głowy nieco zakłopotany. Wyczuł w wypowiedzi lidera tę nutkę przerażenia oraz wyrzuty sumienia i szczerze powiedziawszy nie za bardzo wiedział dlaczego mu się w ogóle tłumaczył. — Przecież nie zrobiłeś nic złego, nie musisz się przy nas tak krępować. Nikt nie ma ci tego za złe.
— Minhyuk...
— Och no! — wrzasnął nagle Lee zwracając na siebie uwagę również pozostałych, którzy siedzieli w salonie, w tym jego chłopaka. — Naprawdę nikt nie jest na ciebie wkurwiony! Sam nie wiedziałeś o tej napaści, a po za tym nawet jeśli to nikt nie zginął i nikomu nic poważnego się nie stało. Powinieneś się cieszyć!
— No ale...
— Żadnych ale! Wkurwia mnie takie coś — mruknął pod nosem niezadowolony, po czym spojrzał groźnie w oczy starszego. — Jesteś naszym liderem, więc jako pierwszy powinieneś się podnieść po porażce.
— Wiem.
— To dlaczego ty na nas teraz nie nawrzeszczysz? Przecież rozpierdoliliśmy kolejny dom!
— Pewnie to nie będzie ostatni raz — zaśmiał się w końcu Hyunwoo, drapiąc się z tyłu głowy. Teraz już wszyscy byli pewni, że ich stary przywódca wrócił.
Uśmiechnięty Minhyuk uderzył go lekko w klatkę piersiowej, a chwilę później podszedł do ukochanego, który nie mógł już się doczekać kiedy znów będą mogli się choć trochę poprzytulać.
— Co na obiad?
Wszyscy spojrzeli na Jooheona, który siedział w kącie trzymając się za brzuch. Sytuacja nie byłaby aż tak komiczna, gdyby nie fakt iż za chwilę owy narząd wydawał z siebie charakterystyczny odgłos głodu. Białowłosy wydał ze swojego gardła nieoczekiwany krzyk, który miał być śmiechem, a zaraz dołączyła do niego reszta. Nawet poważna Wonkyu nie potrafiła się tym razem powstrzymać.
Gdy członkowie Monsta X w końcu się uspokoili Shownu podszedł do nich odrobinę bliżej i wyciągnął rękę do przodu, oczekując aż pozostali również to zrobią. Oczywiście nie musiał długo czekać, po zaledwie paru sekundach zrobili gwiazdę i wspólnie połączyli dłonie.
— Na zawsze — szepnął Hyunwoo bez większego entuzjazmu, ale nie musiał być wcale poważny, by pozostali zrozumieli o co mu chodzi.
— Na zawsze!

❧❧❧

Po paru godzinach dziecinnych oraz bezsensownych rozmów, które miały zmniejszyć odrobinę stresu, drużyna postanowiła ruszyć w poszukiwaniu kolejnego miejsca zamieszkania. Jak zwykle przygotowany Hyungwon noszący w swojej ogromnej torbie różne urządzenia o wysokim poziomie, dał wszystkim długofalówki, by mogli się z łatwością porozumieć.
W ten oto sposób Wonho samotnie rozpoczął spacer mający na celu również uspokojenie jego wewnętrznego niepokoju. Obawiał się, że za niedługo stanie się coś okropnego, dlatego wyostrzył swoje zmysły o wiele bardziej i szybciej niż normalnie. Chłopak szedł w kierunku w którym rozkazał mu iść Kihyun, mistrz strategii, lecz beznadziejny geograf. Wolał sam ustalić trasę, lecz skoro według niższego ta droga była lepsza to wolał się go słuchać.
— Minhyuk — szepnął pod nosem wspominając ukochanego, który zaczął się przy nim zachowywać o wiele odważniej niż zazwyczaj. Gdyby blondyn nie czuł odrobiny strachu to pewnie już dawno rzuciłby się na swoją drugą połówkę i przeżyłby z nim swój pierwszy raz. Ostatnimi czasy znalazł w rzeczach osobistych Changkyuna gazety wyciągając z nich parę ciekawych informacji dotyczących seksu. No może nie dotyczyły dwójki mężczyzn, ale może dzięki temu i tak by był coś w stanie zrobić? Zresztą to były jego pierwsze chwile w których dowiadywał się o czymś takim jak uprawianie seksu.
Hoseok zarumienił się gwałtownie wyobrażając sobie nagiego Minhyuka leżącego pod nim z tym uroczym uśmiechem, jednak zaraz musiał się opanować, gdyż usłyszał szelest.
— Znowu coś... — mruknął zmęczony ciągłymi walkami, po czym przybrał odpowiednią pozę dzięki której był w stanie szybko zareagować na jakikolwiek nieoczekiwany atak. — Nie możecie mi cholera jasna dać świętego spokoju? Też chcę być w końcu człowiekiem no...
— No co ty nie powiesz?! — W jednej chwili jego prawa dłoń została ułożona tuż za jego plecy, a wokół jego szyi ktoś założył rękę, by móc go w ten sposób udusić. — Jesteś taki sam jak oni wszyscy.
Chłopak spojrzał zaskoczony na dziewczynę, która trzymała go w żelaznym uścisku i przełknął głośno ślinę.
— Znowu ty? — mruknął niezadowolony, choć ucieszył się, że nie nasilała ataku.
— Dla ciebie może być Lisa — odpowiedziała, po czym uwolniła starszego drapiąc się z tyłu głowy, jakby chciała z nim porozmawiać, ale nie wiedziała od czego zacząć. Dopiero po paru wdechach w końcu odważyła się coś powiedzieć. — Mamy problem, pomożesz mi?
— Ech? — zapytał zaskoczony blondyn nie rozumiejąc o co jej chodzi.
— Nie udawaj durnia...
— No, ale nie wiem o co ci chodzi...
— Mamy problem — przerwała na chwilę — wszyscy.
— Co masz na myśli? — zapytał poważnie spoglądając w jej niebieskie tęczówki. Przez chwilę wydawało mu się, że ta z pozoru pewna siebie oraz potężna dziewczyna była... przerażona.
— Ultrazombie się zbliżają, nie czujesz ich?
— Niby jak...
Lalisa zakryła mu usta dłonią i opierając się drugą na jego ramieniu podskoczyła do góry, by tym samym chwycić w powietrzu zbliżający się ku nim nóż. Po doskonałej obronie Tajka spojrzała za siebie, by ujrzeć zbliżającą się ku nim wściekłą Jennie, której nie poinformowała o tym "przypadkowym" spotkaniu.
— Co tu robisz? — podeszła wściekła do przyjaciółki groźnie spoglądając w jej oczy.
— Unnie...
— Teraz ty mnie zdradziłaś, tak?
— Nie!
— To jak mi to wszystko wytłumaczysz?!
— Ja...
— Możesz już się więcej do mnie nie odzywać — wrzasnęła i gdyby nie szybka reakcja Wonho to uderzyłaby przestraszoną, a zarazem smutną Manoban. — Czego chcesz, idioto?!
Dwudziestoczterolatek przytrzymywał dłonią uniesioną ku górze rękę niższej dziewczyny i zastanawiał się nad tym co właściwie w tej chwili robi. Miał szukać nowego mieszkania, a nie pomagać przyjaciółkom się pogodzić.
— O co wam tak właściwie chodzi? — westchnął zmęczony, po czym puścił szatynkę. — Jak macie coś między sobą to po co mnie w to wplątałyście?
— Jesteś tu zbędny.
— Myślisz, że o tym nie wiem? — mruknął niezadowolony spoglądając na Jennie, jednak zaraz odwrócił się w stronę drugiej dziewczyny. — Czego tak właściwie ode mnie oczekujesz?
 — Ja... — szepnęła przestraszona kątem oka obserwując wściekłą przyjaciółkę. — Ugh, chcę po prostu żyć w spokoju, a może mi się to dopiero udać wtedy gdy wspólnie połączymy siły. Szczerze mam już dosyć kłótni z wami... Ludzkość powoli umierać, trzeba się rozmnażać, a będąc w osobnych grupach na pewno nie przedłużymy...
— Czekaj — chłopak szybko pomachał rękoma, by przestała nawijać. — Ze mną to nie jest możliwe.
— Nie ty mnie interesujesz — mruknęła przypominając sobie twarz... kapitana Monsta X. — Zresztą nie chodzi tylko o posiadanie dzieciaków. Razem możemy zdziałać znacznie więcej i wspólnie posiadamy większą siłę. — Przerwała na chwilę, aby pewnie spojrzeć na skupioną na jej słowach szatynkę. — Wiem, że dalej go kochasz, więc jeśli chcesz go obronić to musisz być przy nim, rozumiesz?
Starsza przygryzła dolną wargę, by po raz kolejnych nie wybuchnąć ze złości. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że Lisa miała rację, ale nie chciała i nie potrafiła tak łatwo wybaczyć dawnej miłości. Przecież to przez Changkyun'a... ich dziecko umarło.
— Unnie...
— Och, daj mi spokój — warknęła szatynka, po czym odwróciła się na pięcie z zamiarem odejścia, lecz wtedy zatrzymał ją spokojny Wonho chwytając ją za nadgarstek. Nie chciał się wtrącać w ich sprawy, nie było to w jego naturze, ale tym razem czuł, że nie mógł zostawić tej sytuacji w tym stanie. — Nie dotykaj mnie!
Dziewczyna próbowała wyrwać się z uporczywego uścisku, jednak nie miała na to tyle siły. Poza tym cóż się dziwić — ten chłopak był nadczłowiekiem.
— Uspokój się.
Członek drużyny Monsta X w jednej chwili zapomniał co tak właściwie chciał powiedzieć. Być może było to wywołane odrobiną strachu przed wściekłą Jennie, a może nie wiedzą jak załagodzić konflikty? Takich rzeczy przecież nie uczyli w laboratorium...

❧❧❧

— Oi, znalazłaś coś?
Wonkyu odwróciła się w stronę chłopaka, który właśnie odezwał się do niej.
Szczerze to nie za bardzo lubiła tego osobnika i nie potrafiła zrozumieć tego dlaczego jej ukochany, młodszy brat tak szalenie go uwielbiał, ale z drugiej strony... Minhyuk był naprawdę uroczą osobą, gdy spędzało się nim czas sam na sam.
Niby dziecinny, oderwany od rzeczywistości, momentami głupi, łatwowierny i niezdarny, lecz gdy przychodziło do poważnej walki przybierał postawę niezwykle męską oraz poważną.
Od pewnego czasu zauważyła, że coś było z nią nie tak, bo skoro tak bardzo go nie lubiła to dlaczego przyłapywała samą siebie na myśleniu o nim w ten... inny sposób? Nie rozumiała własnych uczuć, dlatego próbowała grać przed medykiem postać starszej siostry nienawidzącej drugiej połówki rodzeństwa, które chciała by dla siebie zatrzymać...
I choć wiedziała, że w ten sposób wyniszczała samą siebie to nie potrafiła skrzywdzić młodszego brata.
— Mówię do ciebie — Minhyuk podszedł do dziewczyny i machnął jej dłonią przed oczami.
— Nie.
— Um... — westchnął czując jej niezbyt przyjazny stosunek co do jego osoby. — Tak w ogóle to chciałem zadać ci pytanie.
— Jakie?
— Powiedz mi, ale tak całkowicie szczerze... — Przerwał na chwilę wypowiedź, by zacisnąć mocno pięści. Obawiał się trochę tej odpowiedzi. — Jak Wonho żył w laboratorium? — Zapytał, lecz zaraz chciał jego twarz oblał ogromny rumieniec. — No wiesz... Chciałbym wiedzieć czy był jakoś prześladowany, specjalnie traktowany, czy coś... No... Chciałbym go po prostu lepiej poznać z twoich opowieści... — Tym razem spojrzał pewnie w jej oczy, by kontynuować swoją wypowiedź. — Czasem zdarza mu się przy śnie płakać bez powodu... Dlatego chciałbym wiedzieć jak tam było.
Starsza przygryzła dolną wargę, odwracając wzrok w innym kierunku chcąc w ten sposób choć przez chwilę zastanowić się czy powinna mu opowiedzieć o tak intymnych rzeczach związanych z jej bratem, a jego ukochanym. Sami musieliby o tym porozmawiać, to nie był wcale łatwy temat o którym mogłaby od tak opowiadać.
Życie w laboratorium było dla niej koszmarem, a co dopiero dla Wonho, który czasem był gorzej traktowany niż ona.
— Wonho... — westchnęła siadając na ziemi, chcąc w ten sposób pokazać towarzyszowi, że będzie to nieco dłuższa historia. W odpowiedzi chłopak zrobił to samo maksymalnie skupiając się na jej słowach. Nie chciał niczego przeoczyć, chciał lepiej poznać swojego chłopaka. — Wonho jako młodszy miał ode mnie nieco lżej. Nie musiał siedzieć nad książkami przez pół dnia jednocześnie uciekając przed zombie. Czasem w nocy byłam zabierana na różnego rodzaju tortury... Dla przykładu, hm... — Ucięła na moment zastanawiając się nad przykrymi wspomnieniami. — Wrzucali mnie do wypełnionego po same brzegi wodą szklanego pojemnika, a następnie razili prądem... Gdybym była człowiekiem to pewnie już dawno by zginęła, ale, że mam w sobie tego cholernego wirusa to udało mi się to przeżyć...
— Ja pieprzę... — szepnął zaskoczony Minhyuk nie zdając sobie sprawy z tego, że ta dwudziestosześcioletnia kobieta w swoim życiu miała naprawdę ciężko... Tyle dobrze, że jego ukochany miał lżej, tak jak to wcześniej powiedziała.
— Często myślałam czy po prostu nie pójść i się nie zabić, bo miałam naprawdę dosyć tego, że byłam dużo gorzej traktowana niż brat przez swój wiek... — Wyjawiła szczerze, a po jej policzku spłynęła łza. — Wiesz... Przez pewien czas przemawiała przeze mnie no jednym słowem zazdrość.
— Nie dziwię ci się — blondyn przerwał jej na chwilę ocierając jej twarz rękawem białego odzienia jakie miał na sobie.
— Ale dopiero... — mruknęła odsuwając się od niego, by nie wyobrazić sobie za dużo przez jego czułość okazaną w jej stronę. — Ale dopiero kiedy pewnej nocy nagle się przebudziłam zrozumiałam, że wcale nie było tak, że miał lżej... Gdy przechadzałam się po laboratorium słysząc cholernie głośne krzyki zorientowałam się iż przeżywał dużo gorsze katusze. Nie potrafię tego nawet opisać. Usłyszałam wtedy rozmowę dwóch lekarzy...

❧❧❧

— Znowu to zrobił? — zapytał średniego wzrostu mężczyzna o ciemnych włosach i okularach założonych na nosie. 
— Ta, nie mogę w to uwierzyć. Czasem jest mi go nawet szkoda — westchnął drugi, znacznie wyższy oraz widocznie starszy. Był łysy, więc potrafił łatwo zapaść w pamięci. W laboratorium nazywano go Morderczym Katem. — Ale to moje pomysły. — Uśmiechnął się szatańsko, po czym nacisnął przycisk ze strzałką w górę, co automatycznie zwiększyło moc prądu, który był przeprowadzany do pojemnika z wodą w którym znajdował się wymęczony, siedemnastoletni Wonho. — Szkoda, że nie mogłem tego zrobić na jego siostrze.  
— Niby szkoda, ale z drugiej strony... Nigdy nie wiesz czy byś jej nie zabił, a krzywdą dla nas byłoby utracenie tak cennego potwora. Jest mądrzejsza od niego i starsza, kiedyś byłaby dobrą przywódczynią naszego laboratorium. 
Starszy zaśmiał się głośno, by następnie spojrzeć na swojego towarzysza z tajemniczym uśmiechem.
Tak, miał rację. 
Nie można było pozbyć się tak drogiego wytworu. 
Wonho pomimo tego, że był silniejszy to nie miał tej "charyzmy". 
Pomimo bycia bestią miał w sobie dużo więcej ludzkich uczuć niż ona. 
Kiedyś mógł stanowić dla nich ogromne zagrożenie, więc i tak by się go pozbyli, lecz na razie skoro mogą... To próbują na wszelkie sposoby zobaczyć ile może jeszcze wytrwać. 
— A powiedz mi... — powiedział zadowolony okularnik spoglądając na swojego kompana. — Dlaczego on się tak dobrowolnie na to zgodził? Podobno gdy go związaliście, by wziąć go na pierwsze, potajemne tortury to nie stawiał żadnego oporu. Jak to się stało? 
— Postawił nam ultimatum.
— Ha? — zapytał zaskoczony nie do końca rozumiejąc wypowiedź bardziej doświadczonego lekarza. — Jak to ultimatum?
— Po prostu.
— I od tak zgodziliście się na to? 
— A co mieliśmy zrobić? — zaśmiał się spokojnie. — Jego ultimatum polegało na tym byśmy nigdy nie skrzywdzili Wonkyu oraz by się o tym nie dowiedziała. Ale czy ktokolwiek wcześniej mówił, że mamy zamiar ją torturować, bądź mówić jej o tym? 
— Ach — niższy uśmiechnął się zadowolony. Na taki plan w życiu by pewnie nie wpadł, a towarzysza zaczął jeszcze bardziej podziwiać i szanować. 


❧❧❧

Minhyuk spuścił głowę w dół spoglądając na czubki swoich butów. Jak wiele jego ukochany musiał przejść, by stać się taką osobą, którą był w tej chwili? Co prawda często go wkurzał, nie zawsze się dogadywali, ale mimo to był człowiekiem wydającym się cieszyć z życia...
— Kurwa! — krzyknął nagle, po czym kopnął w niedaleko ułożony kamień, który odleciał na kilka metrów. — A ja o tym nic nie wiedziałem, cholera jasna! Jak się spotkamy to go chyba ukatrupię za trzymanie tego wszystkiego w sobie... Powinien mi to powiedzieć! Przecież do kurwy nędzy jesteśmy razem!
— Minhyuk...
— Noona, przepraszam, ale myślę, że i tak tutaj żadnego domu dla paczki nie znajdziemy, a poza tym chcę już wrócić i z nim porozmawiać.
— Minhyuk nie zachowuj się tak.
Wonkyu chwyciła go za nadgarstek, po czym uśmiechnęła się delikatnie.
— On to robił dla mnie... Zresztą jestem szczęśliwa, że to nie ja musiałam przez to przechodzić.
Chłopak jednak odtrącił ją odrobinę zdenerwowany jej słowami. Pewnie też by był szczęśliwy gdyby to nie jego torturowali, ale z drugiej strony... Świadomość, że jest to osoba mu najbliższa to rozpętał by tak chyba kolejną wojnę nie zważając na jakiekolwiek konsekwencje.
— Wracajmy — mruknął niezadowolony i ruszył.
— Myślę, że Hoseok jest szczęśliwy, że został nadczłowiekiem, bo miał szansę poznać miłość swojego życia... A ty nie jesteś?
— Chciałbym byśmy poznali się w innych okolicznościach — mruknął, gdy starsza go dogoniła.
— Jesteś pewny, że zwróciłbyś wtedy na niego uwagę?
— Co masz na myśli?
— Gdyby nie było inwazji zombie to myślisz, że też mógłbyś się w nim zakochać?
Lee zatrzymał się na chwilę spoglądając zaskoczony na starszą. W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiał.... Gdyby nie było całej tej katastrofy to pewnie dalej byłby ze swoją byłą narzeczoną i nie zwróciłby na niego nawet najmniejszej uwagi...
Czy wtedy byłoby lepiej?
Jakim człowiekiem byłby wtedy Wonho?
Czy dalej byłby torturowany?
Nagle zaczął zadawać wiele pytań, lecz na żadne nie potrafił sobie odpowiedzieć.

❧❧❧

Wonho dopiero około osiemnastej wrócił do miejsca w którym wszyscy mieli się znaleźć po zbadaniu wyznaczonych terenów. Gdy tylko stanął między towarzyszami ukochany rzucił mu się na szyję i mocno objął, jednak nie do końca rozumiejąc ten nieoczekiwany gest odsunął go od siebie.
— Co się stało? — zapytał zmartwiony, lecz Minhyuk nawet na niego nie spojrzał.
Nie potrafił, bo w dalszym ciągu nie odpowiedział sobie na te wszystkie pytania, które zaczęły mu przychodzić do głowy.
Dlaczego akurat teraz musiał się wahać, zastanawiać?
— Yah, Hyukkie — szepnął zdrobniale Shin, po czym złapał go za policzka zmuszając tym samym do spojrzenia sobie w oczy. Był smutny, prawie płakał, a te wszystkie emocje... jego chłopak właśnie wyczytał.  — Co się stało? — zapytał zmartwiony, ale wtedy białowłosy złączył ich usta w delikatnym pocałunku.
Nie przeszkadzały im nawet głupie pogwizdywania czy komentarze przyjaciół, bo potrzebowali teraz swojej bliskości. Ważne było to, że mieli siebie, że mogli się dotykać, całować... Po prostu czuć się kochani...
— Koniec moi mili tych czułości — w końcu przerwał im najmłodszy członek Monsta X, który wziął do ręki kamerę od Hyungwona i machnął nią przed twarzami znajomych. Jakoby chciał im przekazać ważną informację.
— Co chcesz? — zapytał Minhyuk wtulony w ukochanego. Nie było mu głupio, że tak przy wszystkich pocałował swojego chłopaka.
— Pora na zdjęcie, bo w końcu... Ultrazombie zaraz tu będą — westchnął zrezygnowany, a wszyscy spojrzeli na rozlegający się przed nimi horyzont.
Miał cholerną rację.
— Ostateczna wojna się zaczyna? — zapytał nieco przerażony Kihyun.
— Chyba tak — westchnął Shownu, po czym klasnął w ręce. — Ekipa zebrać się! Robimy naszą pierwszą pamiątkę!
Wszyscy ustawili się w wygodnych dla siebie pozycjach, a na pierwszym planie ustawiła się zakochana para. Chcieli uwiecznić swoją... miłość.
Być może kiedyś to zdjęcie będzie im o tym przypominało.
— Są już! — krzyknął nagle Yoo, gdy nagle usłyszeli ryk.
Jeszcze tylko naciśnięcie na aparat, zdjęcie się wykona i będą mogli zaczynać wojnę.


14 lutego 2019

Mogę być twoim bohaterem – Rozdział 9




Wonho x Minhyuk || Monsta X

W pomieszczeniu w którym aktualnie się znajdowali zapadła nieprzyjemna cisza. Wonkyu, która do tej pory nie chciała się wtrącać w tę kłótnię w jednej chwili odskoczyła na dobrą odległość i przyjęła pozycję obronną. Nie powinna lekceważyć podejrzeń kumpla z drużyny nawet jeśli wciąż była na niego wkurwiona.
 Mów natychmiast gdzie jest mój chłopak!  wrzasnął blondyn jeszcze mocniej ściskając dłonie na szyi mężczyzny. Jego cierpliwość była już na granicach.
 Hah  z gardła pana Son wydobyło się ciche westchnięcie.  Jakiś ty głupiutki.
W jednej chwili mężczyzna wyrwał się z uścisku i stanął pod ścianą masując lekko obolały kark. Jego twarz nie była już tak przyjazna jak wcześniej – teraz wyrażała jedynie szaleństwo oraz chęć zabójstwa, a cichy śmiech, który wydobył się z jego ust uświadomił wojowników, że w tej chwili będą walczyć na śmierci i życie.
Minhyuk poruszył się zdenerwowany, by mniej więcej ogarnąć sytuację w której aktualnie się znajdowali, ale niestety nic nie przychodziło mu do głowy. Zaatakowanie go w tak oczywisty sposób nie byłoby dobrym pomysłem, bo nie znali prawdziwej siły swojego przeciwnika, ale nie potrafił też nic innego wymyślić. Po raz kolejny przydałby się Kihyun albo Hyungwon, którzy w gruncie rzeczy również nie ufali nieoczekiwanemu gościowi.
Hyungwon, pomyślał uradowany Lee próbując nie wyjawić tego iż wpadł na jakiś plan.
W jednej chwili chłopak puścił oczko do skupionej na nim koleżance z drużyny i westchnął głośno, by zaraz zwrócić na siebie uwagę niebezpiecznego mężczyzny, którego obydwoje się obawiali. Nie mogli z nim walczyć fizycznie, więc może słownie udałoby im się coś wskórać... albo przynajmniej zdobyliby więcej czasu.
Cokolwiek...
Teraz liczyło się tylko to, by dowiedzieć się gdzie znajdował się Wonho oraz to, by powiadomić pozostałych o zaistniałej sytuacji.
 Gdzie on jest?  Medyk powtórzył swoje pytanie tym razem nieco spokojniej.  Nie chcemy walczyć.  Uniósł ręce w geście zawieszenia broni.  Po prostu niech nam pan powie, a będzie pan mógł bezpiecznie odejść.
Mężczyzna zaśmiał się głośno, spoglądając to na niego, to na dziewczynę. Nie dziwnym było to, że mu nie uwierzył. Nikt nie byłby na tyle głupi by wierzyć takim dzieciakom w tak ważnej sprawie. Poza tym ojciec Shownu nienawidził jednej rzeczy, a było nim branie kogoś na litość.
 Sam wszedł do środka, więc nie mam pojęcia co się z nim dzieje  mruknął prostując się. Od starszego biła nieprzyjemna aura niezwykle silnej pewności siebie.  Może chcielibyście do niego dołączyć?
Lee zamrugał parę razy oczami, ale nim zdążył się odezwać zrobiła to za niego Shin.
 Chcę  przerwała na chwilę, by nabrać powietrza i dalej kontynuować swoją wypowiedź  zgłaszam się.  Spojrzała na zaskoczonego kolegę.  Chcę do niego dołączyć.
Na krótką chwilę zapadła dość krępująca cisza, ale zaraz przerwał ją ojciec Shownu. Mężczyzna zaśmiał się szaleńczo jakby sam nie potrafił uwierzyć w to co usłyszał. Przecież to była głupota. Jak można się poświęcać dla ludzi, którzy nic dla nas nie znaczą? Ta, rodzina. Dla niego były to jedynie głupie więzi przez które się umiera – nic więcej.
 Aż tak bardzo chcesz zginąć?  zapytał z lekkim uśmiechem, ale jego mina szybko zmieniła swój wyraz na wściekły.  Och... Nienawidzę takich osób jak ty! Ale mnie teraz wkurwiłaś!  Sapnął wściekły.  Kurwa!
 Co jest...  mruknął Lee, gdy mężczyzna zaczął szukać czegoś w kieszeni swojej bluzy.
Oczywiście został wyszkolony do tego, by wyobrażać sobie jaką broń posiada przeciwnik, ale tym razem ta umiejętność na nic mu się nie przydała. Sam nie wiedział dlaczego – być może przez stres wywołany strachem o ukochanego, ale powodem mogło być też cokolwiek innego, na przykład jakieś nowe sztuczki szefa Eternity Corporation. Oni byli przecież znacznie lepsi, mieli więcej możliwości do tworzenia nowych leków, potworów i tym podobnych rzeczy.
I w jednej chwili doszła do niego informacja, że nie mają szans z tą ogromną organizacją, a tym bardziej ich szefem, który chcąc nie chcąc wyglądał na niesamowicie silnego i niestety taki właśnie był. Tak przynajmniej wynikało z historii jego syna, który jest aktualnym przywódcą Monsta X.
 Noona, nie podejmuj głupich decyzji  odezwał się Minhyuk stawiając krok w tył. Należało być w tej sytuacji niesamowicie ostrożnym.  Głupia jesteś? Życie ci niemiłe? Nie martw się  powiedział spokojnie  Hoseokowi nic nie jest. Żyje.
 Skąd to do cholery możesz wiedzieć?!  wrzasnęła wściekła.
 Jesteś jego siostrą... Powinnaś to czuć i co najważniejsze ufać mu  blondyn uśmiechnął się delikatnie, po czym ruszył na wkurwionego mężczyznę z zamiarem zaatakowania go. W ręce trzymał ostry nóż, więc ta broń w zupełności wystarczyła, by pokonać jakiegokolwiek człowieka...
Mhm, tak przynajmniej sobie wmawiał.
Idiota.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że walka z szefem najpotężniejszej korporacji na świecie nie będzie wcale łatwa, ba! To starcie będzie jego najgorszym koszmarem, bo nie był tak wyszkolony jak Changkyun, czy syn tego mężczyzny.
 Dam radę!
Krzyk medyka rozniósł się po korytarzu, a kiedy miał już się zbliżyć do Mirhwana zgasły nagle wszystkie światła. Na początku drgnął z przerażenia, ale zaraz zrozumiał, że to któryś z kumpli postanowił mu pomóc. Zacisnął mocno dłoń w której trzymał nóż i poczuł jak krew napływa mu do żył. Powróciła pewność siebie, bo przecież... w ciemności był naprawdę silny.
 Idź poszukać Wonho  usłyszał szept tuż przy uchu.
 Changkyun...
 My się tym zajmiemy  odpowiedział mu.
Chłopak przytaknął szybkim ruchem głowy i wycofał się.
 Liczę na was  powiedział sam do siebie.

❧❧❧

Kyunsang krążył po swoim gabinecie nerwowo gryząc i tak niedługie paznokcie. Cud, że jeszcze nie odgryzł sobie palców, bo był tak wkurzony, że nawet bólu by nie poczuł. Do końca nie wiedział, czym tak bardzo się zdenerwował  czy tym, że szef zniknął z firmy, co prawdopodobnie równało się tym iż działał na własną rękę, czy tym, że Minho zaczął się niedawno zmieniać i nie zostało mu dużo życia.
 Kurwa  powiedział zirytowany przeglądając już po raz setny wyniki badań najlepszego przyjaciela. Nie było dobrze, ba! Było fatalnie, a jeśli dobrze pójdzie Lee będzie żył jeszcze przez miesiąc... później zmieni się już tylko w zombie.  Co mogę jeszcze zrobić?
Wszelkie próby wyleczenia na jakie wpadł okazały się porażką, więc co jeszcze mógł zrobić? Był najlepszy z najlepszych (a przynajmniej tak sobie wmawiał), tym samym nikt nie wyleczy już cierpiącego rówieśnika, którego marzeniem była jedynie ochrona młodszego brata.
I w tym samym momencie nad głową lekarza pojawiła się przysłowiowa lampka.
Może i był naprawdę świetnym lekarzem, wręcz najinteligentniejszy na tym świecie, ale czy to oznacza, że nie mogą być wcale lepsi? Właśnie, że mogą, a Yoon w końcu wymyślił kto może być mądrzejszy niż on.
Lee Min Hyuk  chłopak w którego żyłach płynie krew medyka. Jego rodzina była dość wysoko postawiona na całym świecie w tej dziedzinie, więc może on mógł być jakimś bogiem? Bo nie ukrywajmy  im młodsze pokolenie tym dziedziczy więcej cech.
 Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem, no kurwa!  warknął wściekły i zaraz usiadł przed laptopem. Może mógłby być nawet trzecim najlepszym lekarzem, ale specjalizował się również w hakowaniu witryn internetowych, dlatego znalezienie informacji nie było dla niego niczym wyjątkowym.
Grupa do której należał dwudziestotrzylatek może była niesamowicie uzdolniona, ale nie zdawali sobie sprawę ile osób ich śledziło. Powstała nawet strona „MzombieX”, która opowiadała o ich kolejnych celach, więc dlaczego nie miałoby być informacji o ich aktualnym położeniu?
Szybko ich złapię, pomyślał mężczyzna, a kiedy tylko ujrzał nazwę miasta oraz zdjęcie budynku od razu postanowił znaleźć to miejsce dzięki satelicie.
I tu czekała na niego niespodzianka...
Jak się okazało takiej aglomeracji w ogóle nie ma, a oprócz tego wgrał sobie na komputer dosyć mocnego wirusa, więc może jednak Monsta X pomyślało o wszystkim?
 No i jak mam cię kurwa znaleźć?!  wrzasnął wkurwiony zrzucając na ziemię laptopa, którego jeszcze przed chwilą używał. Nie miał już siły szukać brata najlepszego przyjaciela, jednak z drugiej strony... Jedynie on mógł mu pomóc.
Szatyn usiadł na krześle, oparł się łokciami o stół, a na splecionych dłoniach ułożył podbródek wpatrując się w pustą ścianę. Nie wiedział nad czym rozmyślał, ale jakieś plany krążyły mu w tej chwili po głowie.
Może samemu jeszcze uda mu się wymyślić jakiś pomysł? Może jest jeszcze jakaś szansa, że to on uratuje Minho? Musiał się tylko trochę bardziej wysilić...

❧❧❧

Minhyuk wbiegł właśnie do swojego pokoju, który w tej chwili nie był wcale najbezpieczniejszym miejscem w ich „domu”. Drugą rzeczą o jakiej pomyślał w trakcie biegu (nie licząc uratowania Hoseoka) było ubranie się w najlepiej przystosowany do walki, kombinezon. Dzięki niemu był znacznie szybszy i miał pewność, że żaden nóż, czy kula go nie zrani.
Zadowolony z tego, że udało mu się bez żadnych problemów założyć białe odzienie wyszedł z sypialni, po czym rozejrzał się dookoła. Coś było nie tak, jednak nie do końca wiedział co.
Postawił jeden krok do przodu i tyle mu w zupełności wystarczy, by zaraz usłyszeć doskonale sobie znany dźwięk, a raczej ryk.
 Zombie  szepnął przerażony  co to ma kurwa znaczyć?!
Medyk ruszył przed siebie jak szalony. To nie tak, że bał się żywych trupów, ale był tak zaskoczony ich przybyciem, że nie wiedział za bardzo co ma zrobić. Jeśli wprowadzi ich do środka dużym prawdopodobieństwem było to, że znajdą jego chłopaka i coś mu zrobią, a tego za wszelką cenę chciał uniknąć.
Jednak, gdyby wprowadzić ich w głąb... Może spotkałby po drodze Jooheona i udałoby im się wysadzić część budynku?
 To dobry pomysł  powiedział, po czym przyspieszył, bo nawet podłoga zaczęła drgać pod wpływem tak dużej ilości biegnących ku niemu potworów.
W trakcie ucieczki jego myśli wciąż krążyły wokół Wonho z którym związał swoje życie. To przez niego Shin był teraz w niebezpieczeństwie i nie wiedział nawet gdzie teraz się znajduje.
 Muszę tylko uciec...
Rozejrzał się po raz kolejny, a tuż za sobą ujrzał zbliżające się monstrum. Przeklął pod nosem swoje życie i jeszcze bardziej przyspieszył bieg. Zaczął coraz bardziej panikować, chociaż wiedział, że nie powinien tego robić. Zastanawiał się tylko nad jedną rzeczą: czy jeśli umrze to jego Hoseok znajdzie sobie innego, lepszego chłopaka? Właśnie ta myśl sprawiała, że narastało w nim wkurwienie i wcale nie chciał tracić swojego życia.
Wonho był tylko jego.
Blondyn w jednej chwili zatrzymał się i odwrócił przodem do podążającym za nim tłumem zombie. Nie był pewny siebie, ale nie mógł ich wprowadzić dalej, to mogło być niebezpieczne, a w tym momencie to miejsce było najbardziej zagrożone.
 No chodźcie bliżej  szepnął, kiedy ludożercy powoli zbliżali się do upragnionego miejsca. — Kihyun będę musiał ci kiedyś podziękować  szepnął z uśmiechem, po czym mocno nadepnął na jedną z kafelek.
Podłoga tuż przed Minhyukiem gwałtownie poderwała się do góry tym samym przyciskając rozszalałe żywe trupy do sufitu. Jak można było się domyślić potwory w jednej chwili zostały rozszarpane, a krew wypłynęła ze szczelin ogromnymi strumieniami. Chłopak nie wiedział ile w tej chwili ich zamordował i w sumie to teraz nie to się dla niego liczyło, bo przecież wciąż nie wiedział co się działo z jego ukochanym.
Zadowolony z pułapki przyjaciela ruszył w dalszą podróż. Niestety teraz nikt już nie będzie miał dostępu do jego pokoju, a on nie wziął dodatkowej pary ubrań, które niedawno przyszykował dla Wonho. Zapomniał o tym.
Przeklął się pod nosem i skierował się w głąb budynku. Co chwilę słyszał metaliczny dźwięk uderzania o siebie dwóch przeróżnych narzędzi. Niedaleko rozgrywała się walka między jego kumplami z drużyny, a najbardziej znienawidzonych przez wszystkich – szefem Eternity Corporation.
Wiedział, że powinien im pomóc, ale ważniejszy był dla niego teraz partner...
A przynajmniej tak mu się wydawało.
Biegł ile sił w nogach nie do końca wiedząc gdzie, lecz miał jeden cel: znaleźć go.
Nieoczekiwanie chłopak gwałtownie skręcił wchodząc tym samym do jednej z sypialń. Tuż przed nim szła dwójka lekarzy żywo ze sobą rozmawiających, których nawet półgłusi ludzie usłyszeliby ich.
 Cholera jasna, kolejna przeszkoda  syknął wściekły blondyn, po czym wyciągnął z kieszeni niewielki nożyk, którym bardzo często posługiwał się podczas walk.  Tym razem chyba już mi się nie uda użyć pułapki...
Oparł się o ścianę wyczekując przyjścia laboratoryjnych szczurów.
Nienawidził ich mimo iż robili dokładnie to samo co on  leczenie, eksperymenty, czy zabijanie...
Oni robili to znacznie gorzej, robili to od razu na ludziach.
 Nienawidzę  warknął wściekły Lee i gdy tylko nieznajomi znaleźli się w zasięgu jego wzroku rzucił się na nich. Najpierw udało mu się dopaść pierwszego, który cholernie zaskoczony nieoczekiwanym atakiem zginął na miejscu poprzez poderżnięcie gardła. Z drugim osobnikiem było już znacznie gorzej.
Starszy mężczyzna przybrał pozycję obronną wyciągając spod fartucha medycznego pistolet i nie zwracając uwagi na trupa z którym jeszcze przed chwilą rozmawiał podjął walkę o swoje życie. Wystrzelił kilka kul, które Minhyuk z łatwością ominął, jednak zdawał sobie sprawę, że lekarz zaraz mógł zostać górą. Przecież członek grupy Monsta X był już nieco zmęczony ucieczką...
 Jak się nazywasz?  zapytał szyderczo przeciwnik, kiedy skończyły mu się naboje. Widocznie chciał zdobyć trochę czasu.
 Po co ci to wiedzieć?!
 Zapisuję sobie nazwiska w specjalnym notesie osób, które zabiłem...  mruknął zadowolony.  Przecież muszę wiedzieć ile ich uśmierciłem! Muszę wszystkich pobić, muszę być pierwszy w tym wyścigu!
 Jesteś popierdolony, czy co?  zapytał już spokojniej, a medyk w tym samym czasie podbiegł do niego i rozpoczęli walkę na pięści.
Nie była to trudna bitwa, Minhyuk radził sobie niemal doskonale, jednak wciąż go zastanawiało to co ten mężczyzna powiedział.
Wyścig? A co to kurwa jakieś zawody są?
Lee zacisnął w lewej pięści nóż którym walczył, po czym przymrużył powieki, by móc nieco bardziej skupić się na swojej walce. Najpierw wymierzył cios w głowę przeciwnika, jednak po odparciu ataku skupił się na jego nogach. Gwałtownie podciął mu jedną z nich używając do tego swojej stopy i gdy tylko lekarz korporacji się przewrócił usiadł na nim, po czym niby przez przypadek narzędziem przeciął mu poziomo prawe oko. Szatyn krzyknął z bólu zaczynając się wiercić na wszystkie strony, jednak młodszemu wcale nie było go żal, wręcz przeciwnie. Chciał go jeszcze dobić. Gdy podniósł obie rękami nóż do góry prostując je chciał zadać ostateczny, śmiertelny cios, ale wtedy medyk zrzucił go z siebie przy pomocy nóg.
 Nie dam się!  krzyknął wściekły, nieco szalony.  Już dawno wyzbyłem się swojego człowieczeństwa i co?! Myślisz, że taki ból jest dla mnie czymś nowym?! Jesteś głupi!
Na oko czterdziestolatek wstał nieco chwiejnym krokiem i jakby dostał jakiś lek dożylnie zaczął ruszać się dużo szybciej niż wcześniej. W ciągu dwóch sekund pojawił się obok Minhyuka robiąc na jego policzku dwie ogromne rany cięte. Chłopak syknął z bólu, jednak zaraz się opanował, by nie stracić swojej przewagi. Mężczyzna miał teraz ograniczone pole widzenia, więc medyk Monsta X z łatwością mógł wygrać.
 Ja również nie jestem tak słaby jak ci się wydaje  Lee posłał koledze po fachu szaleńczy uśmiech i z całej siły wymierzył cios nożem w jego prawą rękę tym samym odcinając mu ją. Krew rozprysnęła na wszystkie strony. Minhyuk nie sądził, że uda mu się pozbyć lekarza jakiejkolwiek części ciała, ale jeśli tak się stało to nawet lepiej.  Teraz to ja mam znaczącą przewagę, dziadku.
Blondyn był teraz inny, jak wtedy gdy ich dawną kryjówkę zaatakowały dziewczyny: stał się szalony. Liczyła się dla niego jedynie rozlana krew, bo tylko dzięki temu miał szansę uratować swoich przyjaciół. Wyzbył się jakichkolwiek współczujących uczuć, które często gubił w walce przeciwko największej korporacji na świecie. Można powiedzieć, więc, że to oni tak źle na niego wpływali, jednak do niego dopiero po czasie to dopiero... później cholernie mocno żałował swoich czynów.
 Ja cię tylko dobiję, kolego  syknął po raz kolejny, lecz tym razem z nieopisaną nienawiścią.  Ale najpierw powiesz mi gdzie jest mój Wonho.
 Skąd mam to wiedzieć  wyjęczał starszy trzymając się za uciętą kończynę.
Płakał, wył, krzyczał... W pewnym momencie chciał nawet błagać o litość, ale widząc spojrzenie Minhyuka szybko z tego zrezygnował... to i tak nie miało sensu.
Wściekły blondyn nadepnął na mężczyznę, który leżał na ziemi głośno sapiąc.
 Powiedz  warknął dociskając swoją nogę jeszcze mocniej.  Do cholery powiedz mi, bo cię zajebię.
 Ale ja nie...  Mężczyzna już nie zdążył powiedzieć, Lee rzucił w jego klatkę piersiową nóż, który przebił się do serca. Lekarz z korporacji zmarł na miejscu.
 Och i po co z tobą rozmawiałem? Tylko czas zmarnowałem  mruknął medyk wyciągając z ciała zakrwawiony nóż.  Jeszcze go sobie ubrudziłem, no cholera.
Chłopak poczuł ból na policzku i w tym samym czasie jakby wybudził się z poprzedniego stanu. Na początku nie rozumiał dlaczego leży przed nim trup, ale zaraz zrozumiał. Znów to zrobił, znów nie potrafił się powstrzymać. Upadł przed nieznajomym mężczyzną, a po jego policzkach spłynęły łzy. Naprawdę nie chciał tak nikogo potraktować. Jeśli miałby zabić zawsze miała to być śmierć szybka i jak najmniej bolesna... a ten mężczyzna musiał przez niego cierpieć.
 Przepraszam... Przepraszam, że nawet nie zapytałem o imię  szepnął ze skruchą w głosie, jednak zaraz się opanował. Nie to teraz było najważniejsze. Musiał się opanować i dowiedzieć, gdzie był jego chłopak.
Blondyn pomodlił się chwilę nad nieżywym ciałem, po czym ruszył w jakąś stronę. Chciał się dowiedzieć, gdzie mógł być Hoseok, jednak widocznie wiedział o tym jedynie pan Son.
 Muszę wró...  Chłopak ucichł na chwilę, by móc wsłuchać się w dźwięki z wewnątrz. Miał wrażenie jakby ktoś go wołał, ale nie potrafił... tylko dlaczego?
Po paru chwilach przysłuchiwania się dwudziestotrzylatkowi udało się odczytać, gdzie tajemnicza postać mogła się znajdować. Uśmiechnął się zadowolony ze swoich umiejętności, po czym ruszył w odpowiednią stronę.
Szedł może pięć minut, a tajemniczy odgłos stawał się coraz głośniejszy, a także bardziej znajomy. Nie był do końca pewny, ale w duchu miał nadzieję, że był to jego nowy partner, dlatego też postanowił przyspieszyć. Gdy był już dostatecznie blisko usłyszał jeszcze jeden głos. Tym razem ktoś do niej, bądź niego mówił.
 Jesteś głupi... Jak możesz w ogóle myśleć, że ktokolwiek cię uratuje?  zapytał, a Minhyuk stanął przy ścianie tuż przy drzwiach żeby nikt go nie zauważył.  Monsta X nie są tacy jak myślisz... Dla nich najważniejszy jest czubek własnego nosa... Nie różnią się niczym od innych ludzi... ale nie tak jak ty, czy Wonkyu. Wy zostaliście stworzeni byście martwili się o nas... Waszych stwórców! Jak mogliście teraz tak po prostu odejść! Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile przez was mamy problemów!  Lekarz uderzył w policzek Shina, a Lee wiedząc już na sto procent, że to jego Wonho zacisnął pięści ze wkurwienia. Właśnie jakiś mężczyzna bił jego faceta, tak nie mogło być!  No co? Teraz już nie potrafisz się sprzeciwić, hm? Jesteś sam, nikt po ciebie nie przyjdzie. Szef doskonale zajmie się twoją siostrzyczką żeby przypadkiem nie przyszła... A tobą zajmę się ja... Twój ulubiony lekarz, czyż nie, maleńki?
 Hej...  Minhyuk w końcu nie wytrzymał i opierając się ręką o framugę drzwi patrzył z nienawiścią na nieznajomego.
 Och, a może jednak ktoś przyszedł.  Na oko sześćdziesięcioletni staruszek odsunął się od chłopaka i wyciągnął z kieszeni pistolet. Był przygotowany na to gdyby jednak plan się nie udał, a widocznie tak się właśnie stało.
 Łapy precz od niego...  syknął Minhyuk podchodząc do nich chwiejnym krokiem. Znów stał się szaleńczy, znów miał chęć okrutnego zabójstwa.  Mów to co mówię, starcze.
 Myślisz, że się ciebie boję?  Białowłosy zaśmiał się.  Jesteś nikim, nie potrafisz nawet kontrolować swoich uczuć... Niby ciebie mam się bać? Nie ma mowy.
Blondyn zacisnął mocno pięści, a gdy w jego oczach pojawiły się łzy rzucił się na lekarza z wciąż zakrwawionym nożem. Powstrzymał się przed wejściem w tą szaleńczą stronę, udało mu się... Ale nie to teraz było najważniejsze. Musiał ocalić na wpółprzytomnego Hoseoka, który leżał tak niedaleko.
 Jeszcze tylko chwileczkę  wyszeptał spoglądając na niego. Walka między nim, a przeciwnikiem nie trwała za długo, jednak była męcząca.
Na początku walczyli ostrożnie na pięści nie używając swoich broni, ale po chwili zmieniło się to. Minhyuk uchwycił mocniej nóż i gdy już miał zamiar się zbliżyć usłyszał wystrzał. Gdyby nie przypadkowe potknięcie się o kamień zginąłby w tym miejscu. Nabój na szczęście przeleciał tuż obok jego twarzy. Szybko podniósł się z miejsca, ustawił się tuż przy lekarzu i wbił mu ostrze w brzuch. Oczywiście nie był to cios śmiertelny, więc Lee postanowił go wykończyć. Użył odrobinę więcej siły i rozpruł brzuch mężczyzny, który zginął natychmiast. Ciało staruszka upadło tuż przy medyku, jednak tym razem ten nie czuł wyrzutów sumienia... To przez niego Wonho teraz tak bardzo cierpiał, lekarz dostał za swoje.
Z zamyślenia wyrwały go krzyki ukochanego zagłuszone przez taśmę przyklejoną na ustach. Blondyn od razu podszedł do niego, a do oczu Minhyuka napłynęły łzy. Ostrożnie wyciągnął dłoń w kierunku jego policzka i gdy tylko dotknął jego ciała poczuł dreszcz. Sam nie wiedział, czy przerażenia, czy ulgi. Jego chłopak był ciepły.
 Kochanie  szepnął jednym ruchem wyrywając przyklejoną taśmę.  Jak się czujesz?
 Minhyuk...  wyszeptał słabo.
Jego ruchy ograniczone były przez założony kaftan bezpieczeństwa.
 Nie martw się, zaraz cię uratuję  posłał mu ciepły uśmiech dzięki któremu nieco się uspokoił. Jemu również nie było żal mężczyzny, którego zabił jego chłopak. Nienawidził go z całego serca życząc mu śmierci, więc dlaczego miałby odczuwać wyrzuty sumienia? To nie byłoby logiczne.
Medyk uspokoił się nieco widząc partnera całego i zdrowego. Cholernie martwił się o to, że lekarze mogliby mu coś zrobić albo po prostu porwać. Na szczęście nic takiego jeszcze się nie stało.
 Dziękuję, że po mnie przyszedłeś... Już się myślałem, że...
 To co powiedział ten lekarz to było kłamstwo  szepnął blondyn przecinając w końcu materiał, który sprawiał iż ręce chłopaka były skrępowane.  Nie jesteśmy tacy. Dla nas najbardziej na świecie liczy się to, by nikt z naszej paczki nie został ranny, rozumiesz? Skoro ty w niej jesteś każdy przyszedłby cię uratować jeśli tylko miałby na to możliwość... Ja miałem jeszcze dodatkowy powód... W końcu jesteś moją drugą połówką, prawda? Jak miałbym cię opuścić? To jest wręcz nie do pomyślenia.
 Nie martw się... Wiedziałem o tym, że się zjawisz  Shin posłał ukochanemu uprzejmy uśmiech, a Minhyuk pod wpływem chwili rzucił się na niego przestraszony przez co obydwoje przewrócili się na ziemię. Medyk leżał nad nim i korzystając z okazji cmoknął go w czoło.
 Jesteś mój... Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić, rozumiesz?  powiedział zrozpaczony, ale jednocześnie pewny siebie, chociaż zdawał sobie sprawę, że... te słowa nie były do końca prawdziwe. Nie czuł do niego tak mocnego uczucia, jak Wonho do niego... chyba.
 Dziękuję  Wonho złączył ich usta w pocałunku.  Dziękuję za ratunek, nawet nie wiesz jak się ucieszyłem, kiedy to właśnie ciebie zobaczyłem.
 Zdaję sobie sprawę, a teraz musimy już na nieszczęście iść.
Shin kiwnął zadowolony głową.
Chciał być tylko przy nim.

13 lutego 2019

Mogę być twoim bohaterem – Rozdział 8




Wonho x Minhyuk || Monsta X

Impreza mimo burzliwego początku wywołanego kłótnią zakochanej pary dla większości zakończyła się bardzo dobrze. Niezadowolonymi uczestnikami przyjęcia byli jak zwykle nieufny strateg oraz co dziwniejsze medyk, który jako jedyny odmówił picia alkoholu zakazując tym samym pić swojemu nowemu chłopakowi. Blondynowi nie przypadło do gustu zachowanie ojca ich lidera, który w nowej bazie Monsta X czuł się bardziej swobodnie niż oni sami, co sprawiło iż następnego dnia postanowił na osobności porozmawiać z Kihyunem.
— Czego chcesz? — Zapytał lekko zdenerwowany szatyn rozglądając się na wszystkie strony w obawie przed nadejściem jakiegoś ataku. Oczywiście jego reakcja od razu przykuła uwagę medyka, który zrozumiał iż naprawdę coś jest nie tak.
— Tobie też się nie podoba nagłe przybycie ojca lidera, prawda? — Minhyuk zadał to pytanie, lecz doskonale wiedział jaka była odpowiedź, dlatego postanowił kontynuować. — Zachowuje się jakby był u siebie, a co najważniejsze jako człowiek z zewnątrz powinien wpaść w przynajmniej jedną pułapkę, a tymczasem nie jest nawet draśnięty. Nie podoba mi się to, coś tu jest nie tak.
— Mówisz jakbyś odkrył Amerykę.
— Ha?
— Changkyun prowadzi własne śledztwo, więc jedynym czym powinniśmy się zająć to siedzenie na dupsku i ochrona w razie ataku — mruknął Yoo, jednak nie zgadzał się z tym co właśnie powiedział. Nie powinien pozwolić rówieśnikom działać w pojedynkę.
Blondyn, który stał właśnie naprzeciwko niego zacisnął mocno pięści i odwrócił się do niego plecami. Przyjaciel potraktował go właśnie jakby sam niczego nie potrafił zrobić. Nie lubił tej bezsilności, więc postanowił stać się silniejszy.
— Sam przeprowadzę inne śledztwo.
Pewność Lee wybiła Kihyuna z tropu, ale mimo to nie poczuł się źle.
— Mam nadzieję, że uda ci się dowiedzieć prawdy znacznie szybciej niż Changkyun — powiedział uderzając go zaciśniętą pięścią w pierś. — Kolejny wyścig między wami rozpoczął się już dzisiaj o godzinie trzeciej w nocy, gdy Kyun zaczął już działać.
— Och — szepnął w gruncie rzeczy zadowolony medyk. — Chcesz mnie zachęcić, co? Chyba ci się to udało.
— Jestem w tym najlepszy.
Po tym zdaniu Yoo opuścił pomieszczenie, a blondyn usiadł na krześle rozmyślając nad tym co powinien zrobić. Na nieszczęście nie mógł działać pochopnie – mając swoje podejrzenia twierdził iż ojciec przyjaciela od dłuższego czasu ich obserwował. Nie było to czynem trudnym, ale nawet dla uczących się na błędach amatorów był to inny poziom. Tym więc sposobem Minhyuk doszedł do wniosku, że pan Son musiał coś knuć, jednak medyk chciał wiedzieć czego mężczyzna od nich chciał. Może pracował dla największej firmy na świecie? Jeśli tak to byli w nieciekawej sytuacji.
Chłopak wciągnął powietrze do ust rozwodząc się nad tym co powinien w tej sytuacji zrobić. Oczywiście nie mógł powiedzieć o swoich podejrzeniach zapatrzonego w ojca kapitanowi, a reszta drużyny — nie licząc Changkyun i Kihyuna — pewnie by mu nie uwierzyła.
— Cholera — syknął wściekły, po czym uderzył się głowę. — Co ja mam zrobić...
Nieoczekiwanie poczuł na karku ciepły oddech, a później przyjemny dotyk. Nietrudno było się domyślić kto tak czule go potraktował. Minhyuk z zamkniętymi oczami odwrócił się w stronę rówieśnika, po czym zaczekał na jego następny gest. Oczywiście nie musiał długo czekać, by poczuć na ustach dotyk.
Czuła pieszczota sprawiła, że Minhyuk w jednej chwili wstał ze swojego miejsca oraz oplótł jego szyję tym samym przybliżając się do niego jeszcze bardziej. Nie pomyślał nawet o tym, że ktoś mógłby wejść w tej chwili do kuchni i przyłapać ich na czułościach.
— Co masz z czym zrobić? — Zapytał w końcu Wonho odsuwając się od ukochanego. Spoglądał prosto w jego uradowane oczy, jednak widział coś w nich jeszcze — jakby zadumę.
— Ach nieważne — szepnął do ucha partnera. — Jak się spało?
— Całkiem dobrze — odpowiedział z uśmiechem. — Pewnie czułbym się tak samo źle jak Wonkyu gdybym mógł pić, więc dziękuję, że mi tego zakazałeś.
— No widzisz? Dbam o ciebie — powiedział dumnie, a w odpowiedzi Hoseok przejechał palcem po jego plecach co sprawiło, że drgnął delikatnie. — Taka forma podziękowania bardzo mi się podoba, wiesz?
Shin zaśmiał się głośno, po czym przygryzł dolną wargę.
Po raz kolejny poczuł jak zalewa go gorąca fala wywołana jego podniecającą twarzą. Minhyuk bezwiednie potrafił sprawić, że chłopak coraz mocniej go kochał...
Natomiast Lee myślał o nim coraz poważnie, a on sam nie wiedział iż zależy mu na nim jeszcze bardziej. Oczywiście czuł, że powoli zakochiwał się w nim, ale w jego sercu przecież wciąż była jego była narzeczona.
— Kochanie — szepnął opierając głowę o jego ramię — spać mi się chce...
— Co ty robiłeś całą noc?! — krzyknął zaskoczony Wonho, a on spojrzał w jego oczy uśmiechając się przy tym szatańsko.
— No wiesz...
— I nie zaprosiłeś mnie!
Blondyn odsunął go od siebie, ale wtedy Minhyuk zbliżył ich twarze na niebezpiecznie bliską odległość. Jednak tym razem to Wonho nie potrafił się powstrzymać zmniejszając dystans między nimi do zera. Ich usta tkwiły w nieruchomym całusie, który już po chwili zamienił się w szybki oraz namiętny pocałunek. Co chwilę zmieniali pozycję swoich głów, by pieszczota była jeszcze przyjemniejsza, ale nim dołączyli do tego języki przerwało im chrząknięcie.
— Ja rozumiem, że jesteście razem, ale róbcie to gdzieś indziej — powiedział spokojnie Hyungwon i podszedł do lodówki, by następnie wyjąć z niej puszkę z piwem. — Chcesz też? — Zwrócił się do starszego, jednak tamten pokiwał przeciwnie głową. — No co ty? — Zapytał zaskoczony, a Wonho powtórzył gest ukochanego. — Będziesz się teraz słuchaj jak piesek? No przestań! Z kim ja się teraz napiję?
— Ej masz jeszcze teraz całą siódemkę doliczając do tego ojca kapitana — odpowiedział Minhyuk, a Hoseok oplótł go wokół ramienia. — Po za tym nie piesek, a chłopak Hoseoka, więc muszę się go słuchać.
— No nie...
— Na pewno ktoś będzie chciał się z tobą napić. Nie narzekaj.
— No wiesz... — Przerwał im nieoczekiwanie Shin z cwaniackim uśmiechem. — Ja się mogę z tobą napić...
— No chyba jednak nie! — Minhyuk pokiwał przecząco głową. — Nie ma takiej opcji.
— Dlaczego nie? — szepnął doskonale znając odpowiedź.
— Po pierwsze jesteś moim chłopakiem i nie napijesz się z innym gorylem, a po drugie no... jesteś mój — powtórzył, a następnie dźgnął go w policzek przez co ten mocno się naburmuszył. — Dzieciaczku.
Brew Wonho drgnęła ze zdenerwowania, a nieświadomy swojego czynu medyk wciąż kontynuował mocne dotykanie jego twarzy. Stojący naprzeciwko nich informatyk nie wiedział za bardzo co zrobić, bo mina Hoseoka mówiła tylko jedno: „Zabiję go.”, ale z drugiej strony jeszcze nic nie zrobił, więc może tylko mu się wydawało. Dlatego też postanowił zostać. Nie wiedział jednak, że lepszym pomysłem byłoby zniknięcie z tego pomieszczenia.
W jednej chwili Shin gwałtownie wstał, a następnie z całej siły chwycił ukochanego za dłoń i mocno przerzucając go przez prawe ramię sprawił, że cały znieruchomiał.
— Ała! — Wrzasnął czując niewyobrażalny ból. — Wonho dobra, dobra!
— Cicho — syknął ostro, po czym spojrzał na przerażonego Hyungwona. Odsunął się od ukochanego, by następnie zrobić ten sam trik przyjacielowi. Stojąc nad ich ciałami otrzepał ręce niby z brudu, po czym zostawił ich samym sobie.
O nie, on nie da się traktować jak dziecko. Jednego był pewny — momentami był mądrzejszy niż oni. No możesz nie zawsze, bo to co przed chwilą zrobił nie było zbyt dojrzałe, ale na pewno zabawne.

❧❧❧

Blondynka siedziała na łóżku oparta o ścianę i zastanawiała się nad tym co dalej powinna zrobić. Po nieudanej akcji zamordowania znienawidzonej drużyny długo rozmyślał nad tajemniczym chłopakiem, którego nigdy wcześniej nie widziała przy pozostałych. Widząc upór tamtej Lisa pomyślała, że Monsta X wcale nie są tacy źli, jednak wtedy znów nawiedziły ją okrutne doświadczenia jej przyjaciółki.
Nie, oni są okropni., pomyślała kładąc dłonie na głowie i przybliżając bliżej górnej części ciała zgięte nogi. Gdyby tamtego dnia nie spotkała tego młodego chłopaka być może udałoby jej się zabić przynajmniej jednego z nich. Niestety ani ona ani Jennie nie miały zamiaru zabijać nieznajomego, bo w gruncie rzeczy on nic im nie zrobił.
— Ja pierdolę — wrzasnęła na cały głos tarmosząc z całą siłą włosy jakby to miało pomóc jej znaleźć odpowiedź na własne pytania. — O co tu do jasnej kurwy chodzi! To nie tak miało być! Kurwa!
Lalisa położyła się na łóżku zanosząc się głośnym płaczem. Nawiedziły ją okropne wyrzuty sumienia, a oprócz tego myśli których nigdy nie powinna była do siebie dopuścić. Jak w ogóle mogła pomyśleć o tym, by porozmawiać z Kim o możliwości wybaczenia Monsta X? Przecież to było wręcz niedopuszczalne!
— Przepraszam — szepnęła wtulając się w swoją poduszkę, a wtedy poczuła dotyk na głowie.
— Co się stało?
Dziewczyna nie musiała nawet unosić wzroku, by ujrzeć kto śmiał ją dotknąć, bo od razu wiedziała, że była to jej najlepsza przyjaciółka. Razem z Jennie nie znały się jakoś długo, jednak przez ten czas dużo ze sobą rozmawiały oraz zbliżyły się do siebie, więc nie dziwnym było to, że tak dobrze się dogadywały.
— To wszystko moja wina, unnie.
— Hm? Co masz na myśli? — zapytała starsza głaszcząc jej włosy.
— No to, że miesiąc temu nie byłyśmy w stanie zabić Monsta X — jej głos w jednej chwili się załamał, a po policzkach spłynęły spore krople łez. — Nie dałam rady zabić tego chłopaka. Gdy tylko go zobaczyłam to przez chwilę zobaczyłam w nim dawną siebie, a oprócz tego... Unnie ja miałam złe myśli...
— Czyli jakie?
— No wiesz... Wydawało mi się przez chwilę, że ci chłopcy nie są wcale tacy źli skoro przyjęli do swojej drużyny tego nieznajomego...
— Ach — przerwała jej zaskoczona Jennie, jednak postanowiła ugryźć się w język, by przyjaciółka mogła dalej kontynuować. — Mów dalej.
— Może lepiej nie...
— Kontynuuj. Chcę wiedzieć jakie masz zdanie.
— Ja po prostu pomyślałam, że mogłybyśmy porozmawiać z tym chłopakiem i dowiedzieć się prawdy... To znaczy — przełknęła głośno ślinę — unnie... Ja chcę być była bezpieczna, a z nimi byłoby to możliwe. Widziałaś ich siłę. Gdyby nie byli ranni z łatwością mogliby nas pokonać.
— Wolałabym umrzeć niżby ich poprosić o pomoc — syknęła szatynka.
— Ale chciałabym poznać też wersję Changkyuna! — Krzyknęła na cały głos tłumiąc go w poduszkę. — Tak bardzo przeżyłaś śmierć waszego dziecka, ale dla niego też musiał to być koszmar!
— Skończ — głos Jennie sprawił, że zacisnęła mocno powieki, by przypadkiem nie poczuć jakiegoś bólu. Jednak zamiast tego usłyszała tylko trzaśnięcie drzwiami.
Czuła, że przyjaciółka wkurzy się przez jej szczerość, ale miała też nadzieję, że ją zrozumie. Niestety nieco się pomyliła. Kim wciąż nie doszła do siebie po stracie ukochanego syna, więc Lisa nie powinna była potrząsać tego tematu. Jednak... Nie potrafiła już tłumić w sobie tych wszystkich mieszanych uczuć. Przecież ci chłopcy może nie byli aż tacy źli.
— Nie — mruknęła pod nosem — to ja się mylę.
Blondynka kątem oka spojrzała na drzwi którymi wyszła wściekła dziewczyna i zacisnęła mocno pięści. Powinna się spotkać z którymś z nich lub przynajmniej z tamtym chłopakiem.
Tak, to było najlepsze wyjście.

❧❧❧

— No chuj mnie kurwa zaraz strzeli — warknął wściekły Hyungwon, który wciąż nie potrafił wytrzymać z bólu po ostatnim ataku Wonho. Na nieszczęście jego przyjaciel medyk już się wyleczył, po czym odszedł na drobną chwilę, by pójść po maść, jednak do tej pory nie powrócił. — Co za zjebany człowiek. No kurwa mać.
— A co tu się dzieje? — W pomieszczeniu pojawił się najstarszy mężczyzna, który aktualnie korzystał z ich domu.
— Niech pan kogoś zawoła — westchnął informatyk, a Son uśmiechnął się delikatnie.
— Widzę, że z twoją ręką jest coś nie tak. Biłeś się z kimś?
— Co? Nie, przyjaciel postanowiła się zabawić w wrestling.
— I tylko ty oberwałeś? — zapytał zaskoczony, po czym pomógł mu usiąść na krześle i ze skupieniem obejrzał jego lekko zsiniałą rękę.
— Nie! Mój drugi przyjaciel też oberwał, ale się uleczył! Jebany sklerotyk, a nie medyk — wrzasnął Hyungwon, a mężczyzna zaśmiał się głośno. — No co?
– Nie nic — odpowiedział — widziałem go z Wonho.
W tym samym momencie żyłka na czole Chae zaczęła pulsować ze złości i kompletnie zapomniał o bólu odczuwanym w łokciu. Och, jego jakże ukochany lekarz, a zarazem przyjaciel zapomniał o nim, by spędzić czas z własnym chłopakiem? A co do cholery z ich obietnicą?!
Wkurwiony chłopak już miał zamiar odejść, lecz w jednej chwili poczuł tak nieprzyjemny ból, że wydarł się na cały głos i upadł na ziemię. Przez dłuższy czas nie potrafił nic zrobić, ale gdy do pomieszczenia wparowali wszyscy członkowie Monsta X w końcu trochę się uspokoić.
— Co tu się dzieje? — Zapytał zaskoczony Hyunwoo podchodząc do informatyka. — Tato, co ty mu zrobiłeś?
— Bolała go ręka, więc mu ją nastawiłem.
— O kurwa — szepnął nagle Minhyuk tym samym skupiając na siebie swój wzrok — ja pierdolę zapomniałem o tobie. — Podszedł do przyjaciela. — Przepraszaaaaaam...
— Wsadź se w dupę te twoje przeprosiny — syknął wściekły Hyungwon, który już nie odczuwał takiego bólu jak wcześniej. — Następnym razem też o tobie zapomnę, dobra?
— No Hyungwon...
— Zamknij paszczę i idź stąd — mruknął Chae uspokajając się nieco.
Lee spuścił głowę w dół i wyszedł z kuchni tak jak kazał mu jego przyjaciel.
Pozostali nie za bardzo wiedzieli co powinni byli zrobić. Ci dwaj pierwszy raz w życiu tak bardzo się pokłócili wprowadzając tym samym bardzo nieprzyjemną atmosferę w ich domu.
Kapitan pomógł wstać informatykowi, po czym ruszył po apteczkę znajdującą się na lodówce. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się co powinien zrobić, ale w końcu przełknął głośno ślinę i podszedł do rannego chłopaka.
— Ej — zwrócił na siebie jego uwagę — pierwszy raz w życiu będę kogoś opatrywać, więc wybacz jak coś...
— Nie strasz mnie — szepnął załamany Hyungwon siadając na krześle.
Pozostała ekipa postanowiła dotrzymać mu towarzystwa i jak gdyby nigdy nic zaczęli się brać za robienie przedwczesnego obiadu. No cóż była dopiero dziewiąta rano, ale mimo to nie chcieli go zostawiać samego. Chłopak zawsze źle przeżywał kłótnie. Uwielbiał rozmawiać z ludźmi, dochodzić z nimi do porozumienia i pierwszy raz w życiu widzieli by wkurwił się aż do takiego stopnia.
— Kurwa — po dłuższej ciszy w końcu odezwał się czerwonowłosy Lee — głowa mnie napierdala jak chuj.
— Trzeba było wczoraj tyle pić?
— Nie przesadzajmy — powiedział z uśmiechem. — Chętnie znów bym się napił. Przecież te kilka butelek wódki to nie jest mój limit. Kiedyś potrafiłem wypić więcej.
— No to jesteś naprawdę cienias — podsumował Kihyun szykujący obiad. Większość z nich miała strasznego kaca, więc dobrym pomysłem było przyszykowanie pożywienia. — Ja wypiłem tylko jeden kieliszek i patrz jak się zajebiście czuję.
— Widzę właśnie.
— Sugerujesz mi, że nie?
— Ależ skądże — na twarz Jooheona wdarł się tajemniczy uśmiech. — Następnym razem pijesz ze mną hyung, dobra?
— Chcesz się przekonać ile wypiję?
Chłopak w odpowiedzi jedynie kiwnął głową, a później zaczął wypytywać co będzie do jedzenia.
W tym samym czasie Hyunwoo i jego ojciec usiedli przy stole żywo rozmawiając o różnych głupotach typu jaki silnik jest teraz najnowszy. Kapitan Monsta X wiedział, że powinien zapytać się skąd jego rodzic przybył, jak się o nich dowiedział i tym podobnych rzeczach, ale trochę się obawiał. Nie chciał się dowiedzieć, że jego ojciec jest jakimś szpiegiem, czy coś. Tak długo go nie widział, więc bał się, że mógłby się na nim zawieźć.
Dwudziestopięciolatek zdawał sobie sprawę, że połowa chłopaków nie ufa jego ojcu, jednak on postanowił być jednym z tych, którzy mu wierzą. Być może była to głupia decyzja, ale Mirhwan był w końcu jego rodzicem.
— Kihyun pospieszysz się trochę z tym obiadem? Tata na pewno jest głodny — Son posłał szatynowi delikatny uśmiech, a tamten tylko skinął głową.
— Synu nie musisz tak bardzo się o mnie martwić — odpowiedział szybko starszy poprawiając okulary, które nosił na nosie. — Nie jestem taki słaby jak może ci się wydawać.
Jego spojrzenie dosłownie na ułamek sekundy zmieniło kierunek w stronę drzwi, co zwróciło uwagę opartego o ścianę Changkyuna. Dzisiaj był wyjątkowo cichy. Nie podchodził do pana Son tak jak robił to wczoraj, a także nie cieszył się na każde wypowiedziane przez niego słowo. Zdecydowanie nabrał podejrzeń wobec starszego i nie potrafił tego ukryć. Musiał jednak zrobić wszystko by udowodnić, że mężczyzna nie jest tak niewinny jak myślą inni.
— Dobra chłopaki za jakieś piętnaście minut będzie obiad — Kihyun przewrócił właśnie kotlety na patelni.
Na szczęście od czasu gdy tu zamieszkali mieli szybszy dostęp do Miasta dzięki czemu w lodówce zawsze było pożywienie. Chłopcy byli szczęśliwi z tego powodu, bo chcąc nie chcąc musieli jeść znacznie więcej niż wcześniej. Musieli nabrać siły, gdyż każdy z nich czuł iż zbliża się koniec.
Ten niechciany koniec — ostatnia wojna.
To właśnie po niej okaże się kto będzie wygranym, a kto przegranym.

❧❧❧

Minhyuk krążył po nowej siedzibie szukając pokoju niedawno przybyłego gościa. Chciał jak najszybciej sprawdzić jego sypialnię wierząc w to, że znajdzie tam jakieś informacje. Okazję do przeszukania wcześniej zamkniętego pomieszczenia stworzył mu jego przyjaciel, który oczywiście udawał, że się wkurwił. Dzisiejszego dnia około trzeciej w nocy jednoznacznie stwierdzili, że trzeba wykorzystać jego obecność w ich domu i przeszukać jego rzeczy, jednak ten niechętnie opuszczał nowe cztery kąty.
— Dobra Minhyuk zrobisz to — szepnął sam do siebie stając już przy odpowiednich drzwiach. Wziął do ręki wyprostowaną agrafkę i włożył ją do środka otworu w klamce. — Głupi Hyungwon... To on powinien tu przyjść... Jest dużo lepszym szpiegiem niż ja...
Blondyn westchnął głośno, po czym skupił się na włamaniu. Wiedział, że nie ma za dużo czasu, jednak to zadanie nie było wcale takie łatwe na jakie mogło wyglądać.
— Min? — Chłopak gwałtownie podniósł głowę słysząc za sobą głos partnera.
W jednej chwili zakrył jego usta dłonią i przysuwając palec wskazujący do swoich warg rozkazał mu się uciszyć.
— Co ty robisz? — szepnął, gdy ten w końcu go puścił.
— A myślisz, że na co to wygląda?
— Na włamanie — odpowiedział od razu.
— No właśnie — przytaknął mu.
Chłopak zamrugał zaskoczony parę razy powiekami, po czym uderzył go w plecy.
— Idioto! Dlaczego chcesz to zrobić?!
— Ty może ufasz panu Son, ale ja nie — syknął, a w tym samym czasie usłyszał nadchodzące kroki. Spuścił głowę w dół i spojrzał niezadowolony w oczy ukochanego, po czym przyspieszył otwieranie drzwi. Chwilę później te w końcu się otworzyły, a medyk dosłownie wrzucił Wonho do środka. — Schowaj się w szafie i słuchaj o czym mówi, dobra?
Shin nie zdążył mu odpowiedzieć, ponieważ ten zamknął drzwi.
— No chyba nie! — wrzasnął tylko. — No Minhyuk, wracaj tu!
— Poczekaj jakieś dwie godzinki, dobra? — szepnął na tyle głośno, by usłyszał to po drugiej stronie. — Liczę na ciebie, kochanie. Idź do szafy się ukryć. Ja za niedługo po ciebie przyjdę, dobrze?
— Ale...
— Kochanie nic ci się nie stanie — powiedział, a Wonho tylko westchnął.
— Za dwie godziny.
— Nie dłużej. Jeśli coś by się działo krzycz. Przyjdę wcześniej.
Lee jednak nie poczekał na jego odpowiedź. Nie było na to czasu, bo kroki stawały się coraz głośniejsze i zmusiło go to do wycofania się. Było mu głupio, że zostawia najgorszą robotę ukochanemu, który w gruncie rzeczy zjawił się tam kompletnie przez przypadek, ale nie widział innej opcji.
— Wierzę, że ci się uda, kochanie.

❧❧❧

Niecałe półtorej godziny później medyk siedział na schodach nerwowo tupiąc nogami o drewnianą podłogę. W trakcie gdy jego ukochany znajdował się w sypialni ponad czteredziestoletniego mężczyzny naszły go dziwne myśli. Co jeśli pan Son zorientował się, że ktoś się do niego włamał i znalazł w szafce jego chłopaka? Co jeśli go zgwałcił? Albo zabił? Wtedy byłaby to jego wina.
Minhyuk zacisnął mocno pięści, po czym wstał by następnie podejść do drzwi najstarszego. Niestety nie zdążył zapukać, bo tuż obok niego pojawiła się wściekła oraz zestresowana Wonkyu. Widocznie zdenerwowała się, gdyż nie wiedziała gdzie jest jej młodszy brat.
— Gdzie jest Hoseok? — syknęła przerażona groźnie patrząc w oczy medyka. — Jesteś jego chłopakiem, więc kurwa musisz wiedzieć gdzie jest mój brat do kurwy nędzy.
— Noona...
— No co kurwa? Gdzie on jest?! — wrzasnęła wściekła łapiąc kumpla z drużyny za bluzę i podciągnęła go lekko do góry.
— Tutaj — chłopak wskazał palcem na wejście do pokoju ojca Hyunwoo.
— Co on tam robi? — Zapytała zaskoczona Shin, a blondyn podrapał się z tyłu głowy zażenowany. Powinien się przyznać tym co zrobił. Zachował się niczym tchórz wrzucając go do nieznanego mu pokoju w  którym przebywał podejrzany typ.
Minhyuk przełknął głośno ślinę, ale w końcu nabył nieco odwagi.
— W-Wrzuciłem go tam — jęknął zestresowany.
W jednej chwili poczuł na buzi pięść przyjaciółki, a później już tylko został wyrzucony na zewnątrz domu. Nie dziwnym było to dlaczego tak się stało, jednak nie sądził, że zostanie tak ostro potraktowany.
Medyk oparł się o ścianę i wtedy poczuł przyjemne ciepło jakie otuliło jego całe ciało oraz czarne ubrania. Podniósł delikatnie wzrok do góry spoglądając na ogromne słońce znajdujące się tuż przed nim.
— Co ja najlepszego zrobiłem? — Szepnął sam do siebie zażenowany, a wtedy jego wzrok przykuło niewielkie okienko znajdujące się w mieszkaniu. — Pokój pana Son?
Chłopak rozejrzał się po okolicy, jednak nikogo podejrzanego nie widział. Ostrożnie podszedł do szkła i wyjrzał przez nie by ujrzeć sypialnię ojca przyjaciela. Niby nic tam dziwnego nie było, ale komoda znajdująca się tuż przy drzwiach przykuła wzrok podejrzliwego Lee.
— Co jest kurwa? — Zapytał sam siebie, gdy w jednym ze słoików coś się poruszyło. — Wonho... Gdzie jest mój Wonho?
Przerażony Minhyuk nerwowo rozglądał się po niewielkiej części pokoju, jednak nie widział niczego po prawej stronie ogromnego łóżka, bo zasłaniało mu okno przez które właśnie patrzył.
— Hoseok! — Wrzasnął na początku, a później mocno kopnął w szkło, które nie chciało się rozpaść. Uderzał nogami w to samo miejscami znacznie częściej oraz mocniej. Nie wiedział co powinien w tej chwili myśleć.
Jego chłopaka nigdzie nie było widać. Dodatkowo aura tego pomieszczenia sprawiała, że Minhyuk czuł się niepewnie, a także coś go niepokoiło. Nie przejmował się nawet tym, że pan Son i rozmawiająca z nią wściekła Wonkyu mogliby usłyszeć jego próbę włamania do pokoju poprzez okno.
W końcu po niedługim czasie blondynowi w końcu udało się dostać do sypialni. Pomieszczenie nie było ogromne, ale też nie nie było małe. Łóżko, komoda oraz szafa zajmowały dużą część powierzchni, więc przestraszony podszedł do najwyższego mebla i otworzył jego drzwi.
— Wonho... — Szepnął z nadzieją imię partnera, ponieważ myślał, że ukrył się w miejscu, które mu polecił, jednak gdy tylko ujrzał poukładane ubrania drgnął lekko.
Czuł jak zaczęła wzbierać się w nim złość oraz nienawiść. Nie potrafił opanować własnych uczuć. Na twarz wpełzł szeroki uśmiech psychopaty, a po policzkach spłynęły łzy.
— Znowu — szepnął sam do siebie — znowu straciłem ukochaną osobę.
Chłopak mocno trzasnął drzwiami szafy, co od razu sprawiło, że w pokoju pojawili się Mirhwan oraz zszokowana Shin.
— Och panie Son — wyszeptał Lee śmiejąc się wniebogłosy. — Dawno się nie widzieliśmy.
— Chłopcze? — zapytał zaskoczony mężczyzna.
— A może raczej... — Przerwał na chwilę i w ułamku sekundy pojawił się tuż przy nim kładąc ręce na jego szyi oraz podduszając na krótki moment. Niestety nie trwało to długo, bo odciągnęła go Wonkyu. — Może raczej... Przywódco Eternity Corporation?